~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
piątek, 28 lutego 2014
1363. Z cyklu: Przeczytane (XXVI) - Luty...

   

1. Richard Pipes, Rewolucja rosyjska. Przeł. T. Szafar, Warszawa 2006;

2. Richard Pipes, Rosja bolszewików. Przeł. W. Jeżewski, Warszawa 2005;

3. Vladimir Nabokov, Obrona Łużyna. Przeł. E. Siemaszkiewicz, Warszawa 2005;

4. Vladimir Nabokov, Czarodziej. Przeł. A. Kołyszko, Warszawa 2006.

  

Tagi: książki
19:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 27 lutego 2014
1362. New dawn, new day, new life...

  

Wiosennie (niesamowity luty) – dziś już nie tylko żółte spodnie, ale i lekka kurtka, białe trampki. Poczuć się szczuplej, wyżej. Inne wrażenie dotyku stopy z ziemią – niepewne pierwsze kroki, uczę się znowu chodzić (podobnie, po przerwie, z pisaniem – jakbym nigdy wcześniej nie miał w ręce długopisu). Niczym po wyjściu z więzienia czy szpitala; blask ułudy, że wszystko dopiero może się rozpocząć…

  

23:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 25 lutego 2014
1361. Remissio...

  

Po kilku dniach poprawa. Bóle głowy już nie zmuszają do leżenia, można coś przełknąć, przeczytać parę stron (a i tak trzeba było chodzić na zakupy – półtoragodzinne wędrówki do marketu tańsze o parę złotych niż osiedlowe sklepiki naprzeciwko). Pojawia się szczekający kaszel, wrażenie soli w ustach. Nie wytrzymuję po miesiącach bez warzyw i owoców – kupuję pęczek rzodkiewek i dwa jabłka. Marzy mi się schabowy, lodowa sałata, ogórkowa zupa. Podczas Bożego Narodzenia u rodziców cieszyłem się, że tyję do 60 kilo – im dłuższy pobyt tu, tym realniejsze 50; w jedną czy drugą stronę będzie rekord. Zmywam nagromadzone naczynia, myśląc: oto twoje miejsce – monotonna czynność bez wymogu kreatywności, znajomości języków, optymizmu. Trzeba się zapożyczyć na poczet depozytu za mieszkanie i kupić bilet na ostatnie 90 dni – przez cały luty tylko raz na mieście”, a przecież jedyną racją bycia tu łażenie”. I jeszcze zmusić się (poświęcić parenaście złotych) na fryzjera: kiedy ostatnio? – w końcu września? Wychodzić, chociaż coraz bardziej wstyd i straszno, korzystać, żegnać się, utrwalić

  

23:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 21 lutego 2014
1360. Wrong Turn...

  

Gorączka, dreszcze, zębami szczękam i trzęsie mną pod kocem kilka godzin, nic już mi nie smakuje, łzy bez powodu płyną, rozpacz. Nie radzę sobie. Jak się jej przyznać, że sobie tu nie radzę i że do domu powrót na pewno mnie zabije…

  

„Jest podobnie jak John rozpuszczonym, bystrym chłopcem. On też uciekł od matki, która tak mu wszystko ułatwiała, że aż się dusił. Lecz Ganapathy’ego ucieczka wyczerpała do cna. Teraz czeka, aż ktoś go wyratuje. Chce, żeby matka albo jakaś podobna do niej osoba przyszła mu na ratunek. Jeśli się nie doczeka, umrze z wycieńczenia w mieszkaniu pełnym śmieci”

                [John Maxwell Coetzee, Młodość. Przeł. M. Kłobukowski].

  

wtorek, 18 lutego 2014
1359. Spring Running...

  

Pierwszy raz od siedemnastu dni do Centrum – trafiła się nareszcie zima ciepła i bez śniegu, a ja dozować sobie muszę z oszczędności każdy bilet. Dziś jednak długie smakowanie wiosny (?). Od Zamku szybkim krokiem do Łazienek, tam gęś na lodzie, w wodzie; następnie Pole Mokotowskie i Ochota. Skyline zza Filtrów i z kładki przy Bibliotece Narodowej. Odbieram też hologram na Żelaznej – dowód, żem już warszawiak, choć może nie być dane mi skorzystać

Wszędzie piechotą: buty za duże obcierają stopy, kręgosłup boli, aż się nie da schylać, migrena z wiatru, z głodu. Życie by było przecudowne, gdyby tak dało się codziennie…

  

      

  

niedziela, 16 lutego 2014
1358. L’immortelle maladie...

   

Wrażenie intensywne, że nic nie ma sensu, nie warte starań jest, niczemu już nie służy. Spojrzenie w przyszłość, wstecz: wyłącznie rafy, o które się rozbijam, ciągłe bariery, szkody. Bagaż przeszłości i wyniesione z niej kalectwo (ciała, ducha), brak szans i uraz do całego świata, umieranie…

  

„(...) nawet jeśli w rzadkich chwilach pewności siebie próbował sobie przedkładać, jak nieracjonalne są te jego mgliste udręki, wspomnienie podobnych męczarni było nazbyt świeże i za często powtarzały się one w coraz to nowych okolicznościach, aby potrafił się od nich uwolnić. Samotności jako sytuacji można zaradzić, ale jako stan ducha jest ona nieuleczalną chorobą

                       [Vladimir Nabokov, Lik. Przeł. M. Kłobukowski].

   

środa, 12 lutego 2014
1357. Vegetation...

  

„[19 XII 1940] W tym wszystkim człowiek jest istotą starającą się jedynie o wepchnięcie w siebie pewnej ilości węglowodanów i tłuszczu z białkiem, o wydalenie tego z siebie po przetrawieniu i o ponowne staranie się o węglowodany i tłuszcze. Nie chodzi o to, żeby żyć, ale żeby mieć czym s… Z dnia na dzień. Życie ogranicza się do funkcjonowania przewodów pokarmowych, regulowanego ilością posiadanych pieniędzy. Ohydne”

                             [Andrzej Bobkowski, Szkice piórkiem].

  

poniedziałek, 10 lutego 2014
1356. Bilans kwartalny...

   

Cotygodniowa piesza wyprawa do marketu – od jakiegoś czasu już porównywanie każdej ceny, wybieranie produktów tańszych o złotówkę; nie ma znaczenia, co bym chciał, co lubię – smak jest przedmiotem fanaberii dla portfela. Gigantyczny przelew (czynsz plus energia za byłe pół roku), faktury na kolejny okres skłaniają do obliczeń – sumuję aktywa, uwzględniam wszystkie koszta. Za 40 dni wygaśnie dwuletnia umowa na Internet i kablówkę – kolejnych 40 spędzę bez kontaktu ze światem. W tym samym czasie trzeba by doładować mi telefon – cóż, nie pierwsza będzie to blokada połączeń wychodzących; tego nie żal – przecież i tak nie dzwonię do nikogo. Do końca kwietnia wydać mogę najwyżej 50 zł tygodniowo – za tyle można jeść; każda próba spaceru czy zdjęć w Centrum uszczupli mi ten limit o tramwaje. Trzy złote czterdzieści w jedną stronę – kwota, od której się zaczyna wyrzeczenie. Nie stać mnie, żeby wyjść, spotykać – choć jeszcze bardziej więzi w domu zawstydzenie…

   

                                      „(…) nędza zabija wolność”

   [Krzysztof Rutkowski, Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach].

  

23:16, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
sobota, 08 lutego 2014
1355. Sny o potędze...

  

Wczorajsze otwarcie XXII Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi. Przy wszystkich zastrzeżeniach wokół tej imprezy (propagandowy cel i niebotyczne koszty inwestycji, zaburzające mikroklimat zniszczenie środowiska, brak pełnej demokracji w Rosji Putina, antygejowskie prawo) – widowisko wspaniałe i (wreszcie!) zrozumiałe. Przyjemnie było odczytywać te wszystkie nawiązania do folkloru, muzyki, literatury, popkultury – Borodin, Strawiński i Czajkowski; kopuły drewniej Rusi układające się w cud-dziwo wieloryba jak z Konika Garbuska (nawet pochodnia olimpijska to pióro żar-ptaka), chochłoma oraz trojka (pędząca w przyszłość Rosja u Gogola) rodem z palechskiej miniatury, Piotr Wielki na okręcie, taneczny manewr pod linijkę na geometrycznych ulicach Petersburga; Rostowa, Bezuchow, Bołkoński i Kuragin na balu z „Wojny i pokoju”, rewolucyjny pociąg i era industrializacji stylizowana na Rodczenkę; powojnie: baby-boom, pionierzy i stiljagi (bikinierzy), milicjant diadia Stiopa Michałkowa, elektroniczny temat Artemiewa z „Syberiady” i rozkoszne maskotki pod motyw z „Wilka i zająca”…

Takie bogactwo przerosło polskich dziennikarzy w TVP – zgodnie orzekli po transmisji: było nudno, i dobę już nie mogą się nacieszyć z jednego zepsutego kółka…

   

środa, 05 lutego 2014
1354. Filmowo mi...

  

Jeden z odcinków serialu przyrodniczego BBC „Świat z lotu ptaka” (Wielka Brytania’2012): żurawie nad Wenecją i zamkiem Chenonceau, bernikle obrożne nad Mont Saint-Michel i białymi klifami Dover, bociany nad Stambułem i szpaki ponad Rzymem; poezja w stanie czystym. W poprzednich tygodniach nieco męczącej psychologii: „Erratum” (Polska2010; reż. Marek Lechki), „Enen” (Polska’2009; reż. Feliks Falk), „Wymyk” (Polska’2011; reż. Greg Zgliński). Spore wrażenie robi „Pieta” (Korea Południowa’2012) Kim Ki-duka, choć wcześniej trzeba było przetrwać jego „Arirang” (Korea Południowa’2011). W jeden też wieczór dwa obrazy duetu Steve McQueen – Michael Fassbender pod rząd: „Głód” (Wielka Brytania / Irlandia’2008) i „Wstyd” (Wielka Brytania’2011). Nie wiem, co bardziej imponuje: maestria reżysera czy aktorskie ekstremum. Dzień później dla odmiany „Mała Miss” (USA’2006; reż. Jonathan Dayton i Valerie Faris) – cudnie pogodny film, w którym wszak wszystkie wątki źle się kończą. W piątek odchodzi 101-letnia Nina Andrycz (o damie stanowi ironia) i 92-letni Miklós Jancsó (wciąż żywe moje zachwycenie baletem śmierci w jego hipnotyzujących „Desperatach”, Węgry’1965, i „Gwiazdach na czapkach”, Węgry / ZSRR’1967), w sobotę 83-letni Maximilian Schell (urodziwemu mężczyźnie najlepiej w niemieckim mundurze), w niedzielę 46-letni Philip Seymour Hoffman (złoty strzał marnuje talent pierwszej wody). W poniedziałek rozmieniający się nieco na drobne Stephen Frears („Tamara i mężczyźni”, Wielka Brytania’2010), wczoraj dość słaby późny Fritz Lang („Ponad wszelką wątpliwość”, USA’1956), dziś intrygująca nawet, zarazem zaś fatalna ekranizacja Teodora Parnickiego („Tylko Beatrycze”, Polska’1976; reż. Stefan Szlachtycz) i próba zrozumienia fenomenu „Wejścia smoka” (Hongkong / USA’1973; reż. Robert Clouse)

Zamknięty w domu kręcę swój własny film. Hunger i Shame piszą mi codzienne scenariusze…

  

niedziela, 02 lutego 2014
1353. Wystawa (XI) - Guercino. Triumf baroku...

  

Po wszystkim zaglądam na chwilę do otwartej niedawno po remoncie i rearanżacji Galerii Sztuki Średniowiecznej, której zbiory najbardziej mnie zachwyciły podczas pierwszej wizyty w Muzeum Narodowym w 2009 r., a która była niedostępna odkąd pomieszkuję w Warszawie (przemiana znakomita, poświęcę jej osobno kilka wizyt w darmowe wtorki), ale głównym mym celem jest finisaż ekspozycji dzieł Giovanniego Francesca Barbieriego (1591-1666), zorganizowanej „dzięki” trzęsieniu ziemi w regionie Emilia-Romania w 2012. Poza podręcznikowymi „Pasterzami arkadyjskimi – Et in Arcadia ego” (1618) nie znałem bliżej tego twórcy, ale wpływy Carraccich i szkoły bolońskiej umiałem jednak dostrzec. Światła i cienie, pofałdowanie szat i teatralne gesty; podoba się koncept „Cudu świętego Karola Boromeusza” (1613 lub 1614), który dostrzega jedynie mała dziewczynka, twarz ojca w „Powrocie syna marnotrawnego” (1651) i matki w „Zmartwychwstałym Chrystusie ukazującym się Najświętszej Marii Pannie” (1628-1630)...

Po tygodniach siedzenia w domu ciekawa odmiana, lecz z płatnych rozrywek zapewne już ostatnia…

  

                  

  

                  

  

                  

   

      

  

                  

   

                  

  

                  

  

Tagi: Warszawa
23:55, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
Archiwum
Tagi