~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
sobota, 28 lutego 2015
1459. Z cyklu: Przeczytane (XXXVIII) - Luty...

  

1. Hans Mayer, Odmieńcy. Przeł. A. Kryczyńska, Warszawa 2005;

2. Wiesław Myśliwski, Widnokrąg, Warszawa 2003;

3. Zbigniew Wójcik, Jan Kazimierz Waza, Wrocław 2004;

4. Alexandra Richie, Warszawa 1944. Tragiczne powstanie. Przeł. Z. Kunert, Warszawa 2014;

5. André Brink, Ambasador. Przeł. T. Wyżyński, Warszawa 1994;

6. Alessandro Baricco, City. Przeł. J. Ugniewska, Warszawa 2000;

7. Heinrich Böll, Portret grupowy z damą. Przeł. R. Wojnakowski, Warszawa 1993.

  

Tagi: książki
21:25, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 22 lutego 2015
1458. Strong enough...

  

– Musisz być niewiarygodnie silnym człowiekiem, żeby to wszystko przez lat tyle wytrzymywać.

– Raczej nadzwyczaj słabym, skoro godzę się na ciągłe tkwienie w takim stanie…

  

„Najważniejszy był porządek, protokół, schemat: wszystko, co dawało poczucie bezpieczeństwa, pewności. Czemu nie? Rozważywszy sprawę na zimno, doszedł do wniosku, że zatracił zdolność odczuwania. Ale czy to rzeczywiście taka strata? (…) Prędzej czy później zawsze dociera się do punktu, gdzie wyczerpują się wszystkie możliwości. Można się tylko z tym pogodzić, spełniać swoje obowiązki, brnąć dalej. (…) odkrył, że można być zadowolonym z takiego życia – z pogodzenia się z rutyną, z podporządkowania się systemowi, ze zgody na egzystencję określoną z góry. W gruncie rzeczy już od dawna przestał istnieć (…). Stanął oko w oko z pustką własnego życia”

                           [André Brink, Ambasador. Przeł. T. Wyżyński].

   

21:21, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
poniedziałek, 16 lutego 2015
1457. Dławienie...

  

           „Dzieciństwo jest nożem wbitym w gardło. Nie tak łatwo go wyjąć”

        [z filmu Pogorzelisko (Kanada / Francja’2010); reż. Denis Villeneuve].

  

22:54, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
czwartek, 12 lutego 2015
1456. „Tłuste” i „chude” lata…

  

Przed rokiem, dwoma – Warszawa, wzorcowe pączki od Zagoździńskiego…

  

      

  

Obecnie – rodzinna dziura, faworki maminej roboty. Pyszne, a przecież tęskno za czymś więcej niż te wolskie słodkości…

  

      

  

15:00, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 04 lutego 2015
1455. Mes Poisons...

   

„Czytać zaczęła w wieku siedmiu lat i przesiedziała nad książkami kolejne dwadzieścia. Zajęcie to tak ją pochłaniało, że wracała do rzeczywistości dopiero na ostatniej stronie”

                           [Ludmiła Ulicka, Sonieczka. Przeł. R. Bartosik].

  

Najważniejsza dla Ciebie książka lat młodzieńczych, taka, która ukształtowała Cię na przyszłość?

– Niewątpliwie „Hrabia Monte Christo”. Całe późniejsze życie było hodowaniem w sobie zapiekłej nienawiści, chęci odwetu za to, co oni mi zrobili (por. 1310)…

A jeszcze inna?

– „Przypadki Robinsona Crusoe”. Z tym, że ja wolałem nigdy się z bezludnej wyspy nie wydostać…

  

„(…) mogłem zapełnić swój gabinet książkami, rycinami i obrazami, które odgradzają mnie od powszechnej głupoty i szpetoty (…), mogłem stworzyć sobie enklawę swobody i fantazji, w której dzień w dzień, a ściślej mówiąc noc w noc wyzwalam się z gęstej, toksycznej skorupy ogłupiających konwenansów, haniebnej rutyny oraz wykańczających czynności stadnych (…) W tej enklawie mogę żyć, żyć naprawdę, być sobą, otwierać zamieszkującym we mnie aniołom i demonom pancerne drzwi, za którymi (…) przez pozostałą część doby muszą się ukrywać”

          [Mario Vargas Llosa, Pochwała macochy. Przeł. C. Marrodán Casas].

  

Archiwum
Tagi