~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
poniedziałek, 27 listopada 2006
173. Klatka

  

Kompleksy, lęki, frustracje, dziwactwa, przyzwyczajenia, projekty, marzenia, ideały. Wszystkie te błahostki, co mnie wiążą, stanowią w gruncie rzeczy o mnie. Okazują się być esencją, tym, co najważniejsze.

Więc jakże mam się od tego uwolnić?

A przecież, jeśli tego nie zrobię – zginę.

Już przepadłem…

  

sobota, 25 listopada 2006
172. Rok

  

Z dzisiejszym dniem mój blog wchodzi w drugi rok swojego istnienia. A więc jednak udało się, wytrwałem, doczekałem… 171 wpisów przez 365 dni – statystycznie zatem pisałem tu co drugi dzień. Po drodze było tyle wątpliwości, wahań, tyle pustki w głowie. A jednak się udało. Coś z tego zostało...

Dziś lepiej rozumiem samego siebie… Było warto?

  

piątek, 24 listopada 2006
171. Nie ma odwrotu...

  

Oglądam film „25 godzina” (2002, reż. Spike Lee). Znakomity obraz. Rzadko kiedy w dzisiejszym kinie coś tak mi się podoba. Film o skrywanej furii, o bierności, o bezsilności. O zmarnowanym życiu. A gdzieś w tle, na drugim planie – zranione miasto. Żyjące dalej, ale niepotrafiące zapomnieć. Koledzy-strażacy, których już nie ma; wielka dziura w Ground Zero; dwa wielkie słupy niebieskiego światła bijące w otchłań nieba – eteryczna namiastka tego, co stało tu niegdyś... Nowy Jork po 11 września.

Wszystko mogłoby być inaczej – mówi finał filmu.

Ale nie będzie…

  

Tagi: filmy
23:26, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 21 listopada 2006
170. Narcyz

  

Czyż nie jest tak, że podobam się tylko samemu sobie?

Że w innych ludziach szukam obrazu siebie samego?

Że tylko ze sobą mogę przebywać, tylko siebie samego toleruję?

Tylko siebie nie muszę przykrawać według wzoru samego siebie…

  

Zabawne: ostatnio pisałem, że wszystkim wszystkiego zazdroszczę, dziś – że podświadomie ja jestem dla siebie ideałem. 

  

                    „We mnie dwie dusze mają zaś mieszkanie,

                    A jedna z drugą chciałaby się rozstać”

                              [J. W. Goethe, Faust, cz. I].

     

sobota, 18 listopada 2006
169. Inaczej...

  

Czy gdybyś miał to, czego nie masz, zrobił, czego nie zrobiłeś, powiedział, czego nie powiedziałeś, gdybyś zdobył to, czego nie zdobyłeś, był tym, kim być chciałeś, wystrzegł się tego, czego się nie wystrzegłeś – to byłbyś ciągle ty? Ten sam?

Gdybyś urodził się gdzie indziej, miał inne szanse, inaczej wyglądał, co innego robił…

Czy gdyby wszystko było inaczej, byłoby takie samo?

  

A w gruncie rzeczy – idzie o zazdrość.

Ja, inni ludzie i zazdrość w moim tęsknym spojrzeniu…

  

środa, 15 listopada 2006
168. Madonna

  

Była wszystkim i niczym. Była pierwszym dniem stworzenia u końca świata i dniem Sądu Ostatecznego u początku świata nowego, Genesis i Apokalipsą, siedmioma cnotami kardynalnymi i siedmioma grzechami głównymi, pierwszym i ostatnim z sakramentów. Była tablicą Dekalogu, aniołem i diablicą, Dziewicą Panną, gwiazdą zaranną, wieżą z kości słoniowej, stolicą mądrości, ucieczką grzesznych i pocieszycielką strapionych. Była Starym i Nowym Testamentem, litanią loretańską i pacierzem wieczornym, Arką Przymierza, psalmem Dawidowym, przypowieścią Chrystusową. Była Empireum niebieskim i otchłanią Szeolu, Dobrą Nowiną i córką Syjonu, triumfem w Jerozolimie i hańbą na Golgocie…

Była wszystkim i niczym. Była sobą, była mną, była świątynią życia i przypomnieniem śmierci, była na jawie, była snem, była wiarą, nadzieją i miłością, była od zawsze i na wieki wieków, i nigdy jej nie było…

Wielbiłem ją, podziwiałem, kochałem ją i nie kochałem…

Umiałem tylko patrzeć na tę, do której nigdy nie zwróciłem się po imieniu...

  

poniedziałek, 13 listopada 2006
167. Pustynia

  

Ostatnimi czasy nie mam na nic ochoty, na nic nie mam siły i – tak apatyczny – popadam w apatię, tak depresyjny – wpadam w depresję, tak z boku – w bok się usuwam, żadnych uczuć nie przejawiam, zamykam się i uciekam. Cóż się więc zmieniło, skoro jest tak jak zawsze?

Jakiś niepokój nieokreślony, wewnętrzny, jakiś napór spoza mnie – na mnie, jakiś mrok – skąd? dlaczego? – spowija wszystko dokoła i nie masz komu się zwierzyć, przed kim się wyspowiadać, u kogo szukać pomocy.

Jestem sam, pośrodku bezkresnej pustyni…

    

                         „To wszystko dookoła,

                         co cię szczelnie otacza

                         nie czując twego bólu,
                         jest to tak zwany świat”.

  

Stanisław Barańczak obchodzi 60 urodziny, a ja wchodzę w kolejną smugę cienia…

  

                         W równoległych dwu otchłaniach, 
                         odwracając znowu wzrok, 
                         powracamy do spadania,
                         każde w swój osobny mrok, 
                         każde w swój osobny mrok”.

  

sobota, 11 listopada 2006
166. Polska (II)...

  

„Czy ten kraj był tylko terenem przemarszu obcych wojsk, zapleczem frontów, przedpolem? Ostatni okop łacińskiej Europy, czołem zwrócony ku stepom, lecz jednocześnie szaniec obronny w obliczu germańskiej nawały. Rubież wolnego świata wciśnięta pomiędzy tyranie. Wąskie pasemko nadziei, oddzielające pruską pychę od ruskiej ciemnoty. Rzeczka odrębna pomiędzy okrucieństwem i obłudą, bestialstwem i podstępem, pogardą i zazdrością, butą i pochlebstwem, wrzaskiem i pomrukiem. Miedza graniczna, oddzielająca bezwstyd jawnej zbrodni od cynizmu zbrodni utajonej. Czy tylko pasemko, miedza, rubież? I nic więcej?” [Andrzej Szczypiorski, Początek].

  

A jednak, w dniu takim jak dziś, jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało, człowiek – tak często zły na pobratymców, obrażony na ojczystą rzeczywistość, wściekły na własne cechy narodowe – ma okazję poczuć, że Polska to coś więcej. Ma okazję być dumny. Naprawdę – jest z czego...

Niech ta duma towarzyszy mu na co dzień. Duma to nic złego. Jeśli to duma w głąb, nie wszerz…

  

środa, 08 listopada 2006
165. Lęk II

  

„Leżałem w mętnym świetle, a ciało moje bało się nieznośnie, uciskając strachem mego ducha, duch uciskał ciało i każda najdrobniejsza fibra kurczyła się w oczekiwaniu, że nic się nie stanie, nic się nie odmieni, nic nigdy nie nastąpi i cokolwiek by się przedsięwzięło, nie pocznie się nic i nic. Był to lęk nieistnienia, strach niebytu, niepokój nieżycia, obawa nierzeczywistości, krzyk biologiczny wszystkich komórek moich wobec wewnętrznego rozdarcia, rozproszenia i rozproszkowania”.

                              [Witold Gombrowicz, Ferdydurke]

  

A teraz strach, że się jednak zdarzy, stanie, zmieni, nastąpi, zacznie…

Lęk istnienia, niepokój życia…

  

22:49, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 06 listopada 2006
164. Sen

  

Pisałem już tu o koszmarze nocnym, który prześladował mnie przez parę lat. Ale też od lat nic mi się nie śni. Czy to dowód jałowości życia wewnętrznego, pustki, apatii, ubóstwa myśli?

Bo dlaczego nie odzywałem się przez tydzień, niczego nie napisałem? Zabierałem się do tego codziennie, ale… – co miałem napisać?

Nie dałem znaku życia. Widocznie nie żyłem wcale…

  

Archiwum
Tagi