~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
niedziela, 29 listopada 2009
709. Delicious...

  

Ania, słońce i Wrocław – czegóż więcej trzeba? Na kanapie w ciemnej sali Coffee Planet odkrywam smak gorącej czekolady, następnie obfity i wyborny obiad w przerobionej ku memu zaskoczeniu na samoobsługową Bazylii. Do kina, jako że wciąż nie grają w mieście nagrodzonej Złotą Palmą Białej wstążki(Austria / Niemcy / Francja / Włochy’2009; reż. Michael Haneke), idziemy na Dom zły(Polska’2009; reż. Wojciech Smarzowski). Film hipnotyzujący, doskonale wyreżyserowany i skadrowany, koncertowo też zagrany; mocne i bezlitosne dopełnienie Weselasprzed pięciu lat (por. 184), a przy tym tragikomiczna alegoria PRL-u...

O zmierzchu, na zatłoczonym i zastawionym świątecznymi straganami Rynku próbuję grzanego wina (zatrzymujemy sobie na pamiątkę rozkoszne kubeczki w kształcie bucików), a potem piwa imbirowego w Academusie. Wracam na pociąg lekko oszołomiony i pobudzony, łapczywie zerkając na mijanych chłopców…

Tyle kolejnych dla mnie pierwszych razów, tyle gadania i radości – można nieomal zapomnieć o tym wszystkim, co na co dzień…

   

                              „i było mi tak dobrze

                              jakby

                              mnie nie było”

                                        [Tadeusz Różewicz, bajka].

  

Żeby tak inni również mogli odkryć moją drugą twarz. Żebym umiał im ją pokazywać, uśmiechać się, tyle nie marudzić. I lubianym przez to być, tej sympatii ludzkiej zakosztować – częściej, niż kilka razy w roku…

  

czwartek, 26 listopada 2009
708. All You Need...

  

Ten moment, gdy raz na jakieś pół roku ktoś stamtąd, w tym celu napisze, wyrazi zainteresowanie, zapyta. Gdy trzeba coś o sobie powiedzieć, coś dobrego, zachęcającego. Moment, którego nie potrafię przekroczyć…

  

To takie oczywiste przecież – ładni nie potrzebują szukać, uciekać się do takich środków. Dlatego ładnych tam nie ma. A sama inteligencja mnie nie zaspokaja…

  

„(…) dlaczego u diabła wymyślam dziecinne preteksty, kompletnie idiotyczne, żeby odrzucać ludzi, sposób poruszania ustami przy mówieniu, trzymania sztućców, wycierania nosa, preteksty przekształcone później w ogromne defekty, które sprawiają, że nie jestem w stanie dotknąć, współżyć, kochać się, wściekły na samego siebie za to, że zostałem sam, rozczulający się nad sobą i zadowolony z tego, że się nad sobą rozczulam, jakby rozczulanie się nad sobą mnie pocieszało, preteksty tak natarczywe, że nawet skóra staje się odpychająca, ton głosu, gesty, wszystko mnie denerwuje, wszystko niecierpliwi, męczy mnie, jak mogło mnie to pociągać, jak mogłem wyobrażać sobie siebie zakochanego, jak mogło mnie to fascynować, jak mógł mi się podobać”

  [António Lobo Antunes, Podręcznik dla inkwizytorów. Przeł. W. Charchalis].

  

wtorek, 24 listopada 2009
707. Relations...

  

Pisanie miało być jedyną dostępną mi formą nawiązywania kontaktów z innymi i zdobywania cudzej sympatii – a stało się czynnikiem odstraszającym i środkiem utraty znajomych…

Andrzej uczył mnie kiedyś, że ludzie nie chcą wiedzieć wszystkiego, co o nich myślę. I teraz dopiero zaczynam rozumieć, że nie pragną także poznać całej prawdy o mnie…

 

Wciąż tęsknię za nami...

   

                    „Nic! Żadnej ulgi

                    dla oka, nic żeby ukoić

                    tamtą wodę lub płomień.

                    Jestem zmęczony. Każdego męczy moja udręka”

                                                  [Robert Lowell. Przeł. P. Sommer].

   

sobota, 21 listopada 2009
706. Challenging...

  

Codzienny kierat porannego wstawania, spieszenie do jałowej pracy, biurowy stres i nuda, ludzie, z którymi nic mnie nie łączy… I tylko zmęczenie coraz większe tym wszystkim, coraz większa niechęć do wszystkiego. A jeszcze ponad dwa miesiące – tak dobry wniosek o przedłużenie stażu napisałem...

  

Żeby tak po powrocie do domu można było coś jeszcze – tak jak oni wszyscy, tam i tam. Na spektakl, koncert i do kina, na odczyt, wystawę, promocję i manifestację. Na kawę i na piwo. Pisać coś, redagować, poprawiać i wydawać. Uczestniczyć, współtworzyć, przyczyniać się i walczyć. A choćby i (czy raczej: zwłaszcza) pieprzyć. Nie zasłużyłem sobie widocznie na życie przyjemne i pożyteczne…

  

„Gra w Vermeery” Jacka Dehnela w przedostatniej „Polityce”. Cudne...

  

Kpiarskie spojrzenia i śmiechy za moimi plecami – z góry spodziewana nagroda za czwartkowy debiut w kapeluszu. Tym bardziej zamierzam go nosić…

  

czwartek, 19 listopada 2009
705. Imagine...

  

„(…) czy produkty naszego intelektu, naszej wyobraźni nie są również doświadczeniem? (…) Czy marzenia, idee, fantazje, którym ludzie się oddają, by łatwiej im było znieść jałowość egzystencji, nie są czymś realnym? Była to jego mocna strona, gdyż spędził życie wśród książek. Kręgosłup Klaussa, nękany przez skoliozę, dostosował swój kształt do ciała wiecznie pochylonego nad książką. Oczy przywykły do światła lamp i miłego półmroku czytelni. Zamknął się w swym umyśle jak w domu bez drzwi

             [Santiago Gamboa, Oszuści. Przeł. A. Trznadel-Szczepanek].

  

22:25, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
środa, 18 listopada 2009
704. Friendless...

  

Jakżeż samotne musiało być to mówiące do siebie dziecko, wyobrażające sobie przyjaciela, powiernika, sobowtóra – jedynego adresata swoich uśmiechów i skarg, towarzysza zabaw, aktywnego rozmówcę. I jak ten proces następował, rozwijał się, zamykał na prawdziwe życie, na ten koszmar, który nie pozwolił doświadczyć posiadania kolegi. A przecież bez tego nie da się być chłopcem

  

I oto jesteś przy mnie, gdy się budzę, czekasz na mnie przed bramą, trzymasz za rękę, podajesz kubek z herbatą, ocierasz łzy i przytulasz – Ty, który w ogóle nie istniejesz…

  

Pragnienie dotyku, spojrzenia, głosu. I rodzące się z tego braku szaleństwo – wściekły głód i bezsilny skowyt…

  

22:26, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
poniedziałek, 16 listopada 2009
703. Weakness...

  

Ciekawe zjawisko, takie omdlenie (kolejne już) przy pobieraniu krwi i ocknięcie się dopiero na podłodze, te na poły epileptyczne drgawki, a raczej wyrywanie się w amoku z objęć pielęgniarki, i to oszołomienie, gdy jest już po wszystkim. Zapomniałem o tym przez te wszystkie lata, zapomniałem, pozując wczoraj na twardziela

I chyba znów uderzyłem się w głowę (czytaj: rąbnąłem nią o beton). To by tłumaczyło choć część z moich problemów…

  

niedziela, 15 listopada 2009
702. Sunday, Bloody Sunday...

  

Weekend z trzema serialami, w tym Dexter. O braku uczuć, przybieranych wobec ludzi maskach i seryjnym mordowaniu – w sam raz dla mnie…

Już kilka osób zwracało w tym roku uwagę na moje fizyczne podobieństwo do aktora – nie wiedzą, że jeszcze bliżej mi do konstrukcji psychicznej bohatera. Taka świadomość zabija…

 

„Tylko ukrywanie prawdy przed najbliższymi pomoże ci przetrwać, a ich ochronić, gdy coś pójdzie nie tak” [Dexter, sezon pierwszy]...

  

Tagi: filmy
21:45, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
czwartek, 12 listopada 2009
701. Restiveness...

  

W pracy i w domu jakiś rodzaj wewnętrznego, z trudem skrywanego drżenia – nie wiadomo, czy zagadnięty o coś wybuchnę płaczem, atakiem wściekłości lub histerycznego, bynajmniej nie radość wyrażającego śmiechu. I dojmujące pragnienie spokoju, elementarnej choćby kontroli nad sobą i swoim otoczeniem – silniejsze, niż wszystko inne, bo dopiero wtedy to inne stanie się możliwe. Marzenie o ucieczce...

  

„Co jest takiego złego w twoim życiu? zapytał z nagłym smutkiem w głosie, a ja powiedziałam, nie wiem dokładnie, nic konkretnego, po prostu to, że należy do mnie, że ja należę do niego, że jestem tak głęboko w nim zagrzebana

               [Zeruya Shalev, Życie miłosne. Przeł. A. Jawor-Polak].

  

Zniechęcające do siebie odpowiedzi – powstrzymywanie się od odpowiadania. Bo teraz i tak się nie uda – pisać, rozmawiać, spotykać. Próbować i robić dobre wrażenie. I w ogóle – być z kimś (nawet gdyby byli jacyś chętni). Może kiedyś, w innym życiu, za jakieś półtora roku. Trzymam się tego, wciąż jeszcze bezpodstawnego, planu jako iluzji pierwszego w moim życiu świadomego dążenia do czegokolwiek…

  

poniedziałek, 09 listopada 2009
700. Invalidus...

  

Niektórzy ludzie (…) rodzą się po to, aby byli nieszczęśliwi i unieszczęśliwiali innych, rodzą się jako ofiary boskich, niezrozumiałych dla nas machinacji, króliki doświadczalne boskiej mechaniki, buntownicy na zasadzie przydzielonej im roli, którzy jednak zgodnie z okrutną logiką boskiej komedii przychodzą na świat z podciętymi skrzydłami. Tytani pozbawieni tytanicznej mocy, skarlałe tytaniątka, których cała wielkość sprowadza się do bezlitosnej dawki wrażliwości, a w niej niby w alkoholu ulega rozcieńczeniu ich bezużyteczna siła. Ludzie ci kierują się swoją gwiazdą, chorobliwą pobudliwością, lecz pochłonięci tytanicznymi planami i zamiarami, rozbijają się jak fale o kamieniste rafy pospolitości. Szczytem okrucieństwa jest jednak dana im przez Boga inteligencja, świadomość granic własnych możliwości, niezdrowa zdolność zachowania dystansu wobec samego siebie. Przyglądam się sobie w roli narzuconej przez niebo i los, nieustannie świadom tej swojej roli, lecz jednocześnie nie potrafię przeciwstawić się jej siłą woli ani rozumu… Na szczęście, jak już powiedziałem, ta rola zbliża się do końca…”

      [Danilo Kiš, Cyrk rodzinny. Ogród, popiół. Przeł. D. Cirlić-Straszyńska].

  

sobota, 07 listopada 2009
699. Freezing point...

 

Rankami na ziemi stosy kruchych, pożółkłych i brązowych liści, pokryte warstwą śnieżnobiałego szronu – niczym naturalne, listopadowe faworki. Rozgrzewa mnie apetyt na…

  

Popołudniu, jako że mój pokój i tak jest zajęty, wychodzę do sklepu. I need to refresh myself. Na ulicy uświadamiam sobie, jak bardzo to miasto mnie zgnoiło, jak ci ludzie, których spotykam na swej drodze, mnie niszczą. Jaki ból przynosi każdy dzień takiego życia. I że przeszłość rzutuje na to, co ma być. Myśl, co przeszywa lodem…

  

Wieczorem zamartwiam się decyzją, którą trzeba będzie podjąć za kilkanaście miesięcy. O ile wszystko dobrze pójdzie. Przy czym owo dobrze to nic przyjemnego...

  

czwartek, 05 listopada 2009
698. Curative...

  

Film Wszystko jest iluminacją (USA’2005, reż. Liev Schreiber). Pomysłowa, niepozbawiona uroku, ale też wyraźnie przekłamana w stosunku do literackiego pierwowzoru adaptacja. Bo wspomnienie z bycia ofiarą to nie to samo, co rozliczenie ze współudziału w zbrodni. W efekcie zaś tylko wzruszenie – a była szansa na prawdziwe katharsis

  

Niewybredne żarty w pracy o seksie i uświadamianiu. Niby jak miałem się poczuć, nie znając tego pierwszego i wciąż wykazując braki w drugim? Nie potrafię rozmawiać w taki sposób, nie czuję się dobrze słuchając...

   

Lekarz po latach, tym razem poważnie, z powodów niesezonowych. I, jak zawsze, rozczarowanie pobieżnością, brakiem dostatecznej informacji. Ale i skierowanie na dalsze badania. I na pewien upokarzający zabieg. I umówienie się do jeszcze innego specjalisty. Zaczyna się kolejna bolesna odyseja…

  

Co wieczór zwijam się z płaczu na podłodze, gdy tylko zamkną się za mną drzwi od łazienki. Nikt tego płaczu nie usłyszy. Wyczerpuje to ogromnie, więc pomaga…

  

poniedziałek, 02 listopada 2009
697. (Dis)appear...

  

„Na chwilę zakiełkował w nim niejasny plan, że może lepiej będzie, jeśli zrezygnuje z dalszych prób, a odzyskane dzięki temu siły spożytkuje na stopniową rezygnację z jedzenia, alkoholu i papierosów, i wybierze milczenie zamiast udręki ciągłego nazywania rzeczy, by tą drogą po kilku tygodniach czy miesiącach osiągnąć życie doskonale wolne od wszystkiego, co zbędne, i zamiast pozostawiać za sobą ślady, niewidocznie wtopić się w i tak już ponaglającą go, przywołującą do siebie ostateczną ciszę”

           [László Krasznahorkai, Szatańskie tango. Przeł. E. Sobolewska].

  

22:38, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
Archiwum
Tagi