~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
piątek, 30 listopada 2012
1195. Z cyklu: Przeczytane (XI) - Listopad...

  

1. Mo Yan, Kraina wódki. Przeł. K. Kulpa, Warszawa 2006;

2. Stanisław Milewski, Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy, Warszawa 2009;

3. John Maxwell Coetzee, Foe. Przeł. M. Konikowska, Kraków 2007;

4. Ralf König, Mężczyzna – przedmiot pożądania. Przeł. P. Wnuk, Warszawa 2009;

5. Antoni Chołoniewski, Duch dziejów Polski, Warszawa b.r.

  

Tagi: książki
22:37, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 28 listopada 2012
1194. Na Wspólnej (IV) - „Biez wodki nie razbieriosz”...

  

„Właściwie przez cały czas jest zmęczony. Pochylając się nad szarym blatem biurka (…), zmaga się z huraganowymi napadami ziewania, które stara się ukrywać (…). Chciałby tylko położyć ręce na biurku, oprzeć na nich głowę i zasnąć”

                [John Maxwell Coetzee, Młodość. Przeł. M. Kłobukowski].

  

Coraz bardziej nużące to zostawanie po godzinach, praca od 8.00 do 18.00, tygodniami opisywanie tymi samymi tytułami teczek, wprowadzanie setek pozycji do kolejnych spisów. Miało się zakończyć już w ten piątek, lecz wskutek niefrasobliwości kierownictwa przedłuży do połowy grudnia. Inna rzecz, że grożą opóźnienia i kary finansowe, przy dwóch zaś firma wylatuje i przyszłoroczny etap archiwizowania (czyli: szansę na zarabianie przez jeszcze kilka miesięcy) diabli biorą. Tym bardziej trzeba teraz dłużej przesiadywać, wyciskać jak cytrynę. Październik był łaskawy w dni robocze, z 25,5 nadgodzinami dał 1 567,78 zł – za mało, jak na ten wysiłek, a i tak najwięcej w moim życiu…

Dziś wieczór jeszcze idziemy z wieżowca do kwatery głównej ministerstwa, by rozładować 80 kartonów z przyrządzonymi przez nas teczkami, powkładać je na półki. Balansuję na drabince nieco chybotliwej, jedną nogę opierając na regale. Zasada: im bardziej zmęczeni, tym bardziej skłonni do wygłupów, wciąż się sprawdza – zwłaszcza, że dla przetrwania raczymy się wódką (!) rozcieńczoną Sprite’m. Wyjścia na piwo odmawiałem od miesięcy, lecz dziś ochoczo popijam razem z nimi (pierwszy raz taki alkohol z rówieśnikami – mieliby ubaw, gdyby się dowiedzieli). Dwa plastikowe kubeczki wystarczą, bym zaczął odczuwać ruch obrotowy Ziemi. Po zakończeniu muszę się nieco przejść. Ogromna bombka na Krakowskim, Magris kupiony w Taniej Książce, choinka obok Zamku, dziewczyna machająca z tramwaju swemu chłopcu, co wysiadł wcześniej – posyłający sobie obydwoje wirtualną buzię. Jakie to jest dziecinne, myślę sobie, jak urocze – że też ja nie doświadczę nigdy nawet takiej bzdury. Na powrót przed oczami staje A. – nic, tylko się bardziej upić…

  

niedziela, 25 listopada 2012
1193. Wystawa (VI) - Europa Jagellonica 1386-1572...

  

„Prezentowana w dwóch odsłonach, w Muzeum Narodowym w Warszawie i w Zamku Królewskim w Warszawie, wystawa Europa Jagellonica 1386–1572. Sztuka i kultura w Europie Środkowej za panowania Jagiellonów to projekt o charakterze międzynarodowym, który realizuje idee wielokulturowości.

Polacy, Czesi i Niemcy połączyli swe wysiłki, by ukazać najważniejsze aspekty dotyczące zjawisk w kulturze i sztuce za czasów panowania dynastii Jagiellonów. Zakres chronologiczny ekspozycji wyznaczają dwa wydarzenia historyczne – koronacja Władysława Jagiełły w 1386 roku oraz śmierć w 1572 roku Zygmunta II Augusta, ostatniego męskiego potomka rodu. Dzięki przemyślanym układom politycznym Jagiellonowie uzyskali koronę Czech wraz ze Śląskiem (1471) oraz Węgier (1490), a powstała w następstwie tych faktów wspólnota państw – Europa Jagellonica – objęła swym zasięgiem olbrzymie terytoria o powierzchni ponad 2 mln km², sięgające od Bałtyku po Morza Czarne i Adriatyckie. Celem wystawy jest prezentacja – poprzez świadectwa artystyczne epoki – zagadnień o tematyce społecznej, gospodarczej, politycznej, artystycznej. (…)

Ekspozycja w Zamku poświęcona jest przede wszystkim historii dynastii oraz poszczególnych władców z domu Jagiellonów, osobistościom z ich otoczenia, a także zagadnieniom ceremoniału dworskiego.
W Muzeum natomiast prezentowany jest dorobek cywilizacyjny Europy Jagiellońskiej, ze szczególnym uwzględnieniem takich zjawisk, jak: bogactwo twórczości artystycznej i kultury umysłowej, wzorce religijności, społeczne przemiany sztuki”

       [ze strony internetowej Zamku Królewskiego i Muzeum Narodowego].

  

                  

  

      

  

                   

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                

  

      

  

                  

  

piątek, 23 listopada 2012
1192. Conditio sine qua non...

  

Nie wolno Ci pojawiać się w mym życiu, jeśli nie bierzesz odpowiedzialności za to, co przeżywam, gdy się z mojego życia wycofujesz…

  

„(…) mam dość kochania, chcę tylko, by ktoś dał mi miłość, nie biorąc ode mnie nic w zamian”

                        [Zeruya Shalev, Mąż i żona. Przeł. A. Jawor-Polak].

  

środa, 21 listopada 2012
1191. If This Is Dying...

  

Łóżko i kuchnia – dwie sfery mojego całkowitego dyletanctwa. Już czwarty raz w ostatnich dniach przerasta mnie zrobienie sosu z proszku. Odraza do zabierania się za garnki, obrzydzenie samym procesem spożywania. Pomijanie obiadów – ze skąpstwa, z absurdalnego wstydu, lęku, żeby gdzieś wejść, zamówić. Samobójcza praktyka głodowania – będę tak sobie przesuwał pasek w spodniach o kolejną dziurkę, aż kiedyś nie będzie co zapinać, bo wreszcie zniknę – zupełnie i niezauważenie. Najprostsze rozwiązanie od dawna dylematu jak z tym skończyć

  

                    „Umieranie

                    Jest sztuką jak wszystko inne.

                    Ja robię to nadzwyczaj dobrze.

  

                    Umiem uczynić to piekłem,

                    Umiem uczynić czymś realnym,

                    Można rzec, że mam powołanie”

                              [Sylvia Plath, Kobieta Łazarz. Przeł. T. Truszkowska].

  

23:55, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
niedziela, 18 listopada 2012
1190. After Hours...

  

Tydzień temu kolorowe fotografie odradzającej się z wojennych zniszczeń Polski w obiektywie Henry’ego N. Cobba na wystawie „1947 / Barwy ruin” w Domu Spotkań z Historią – ciekawe widoki Warszawy, Krakowa, Wrocławia i Szczecina, a i tak najdłużej przykuwa uwagę targowisko w Radzyminie. We wtorek telewizyjna realizacja spektaklu „Bracia Karamazow” według Fiodora Dostojewskiego (2012, Teatr Provisorium z Lublina, reż. Janusz Opryński) – wciągająca adaptacja na obrotowej scenie, co jak pociąg prowadzi zamkniętych w promieniście ustawionych klitkach aktorów w trans rozregulowanych opozycji dobro-zło. Wczoraj dzień na wystawie „Europa Jagellonica 1386-1572” (jej druga część, na Zamku Królewskim, jeszcze przede mną) – dopiero wychodząc, spoglądam na zegarek: okazuje się, że spędziłem tam ponad 5 godzin, uparcie fotografując większość eksponatów. Jako miłośnik schyłku gotyku i zaczątków renesansu, malarstwa tablicowego, rzeźb ołtarzowych i złotnictwa późnego średniowiecza przeżyłem niejedno zachwycenie; wysoki poziom niektórych prac naprawdę zaskakuje. Dziś „2007: Macbeth” w TVP Kultura (2006, TR Warszawa, reż. Grzegorz Jarzyna) – aktorsko i emocjonalnie nie porywa, choć wiele pomysłów inscenizacyjnych tego uwspółcześnionego, w realiach amerykańskiej wojny z islamskim terroryzmem odczytania nawet trafnych…

Do-kulturniam się w dni wolne, telewizyjnie u-teatralniam wieczorowo – praca tyle kosztuje sił i czasu, że tylko wówczas, jedynie w takiej formie żyję...

  

Tagi: Warszawa
23:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 14 listopada 2012
1189. Szkiełko i oko...

  

Przyglądam się w tramwaju, na ulicy – twarzom, gestom, strojom; podsłuchuję słowa o rozrywkach, związkach, pracach; obserwuję wokół siebie – jestem częścią, lecz nie przynależę. Dziwne istoty, ludzie. Robaczki pod mikroskopem, formy życia z odległej galaktyki. Badania terenowe nad obcością; nie wiadomo, jak nawiązać kontakt…

  

niedziela, 11 listopada 2012
1188. Chłopcy malowani (II)...

  

Rok temu była kawaleria (por. 1024), więc dzisiaj piechota, bo i dzień marszowy (ja też paraduję z przypiętym kotylionem i chorągiewką w ręce, które dostałem od harcerzy na Placu Piłsudskiego):

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

sobota, 10 listopada 2012
1187. „Są w ojczyźnie rachunki krzywd”...

  

Korzystam z urodzinowej promocji w sieci Cinema City (a wraz ze mną wielkie tłumy – kupuję jedne z ostatnich biletów). Jak w lutym (por. 1067, 1069) idę na dwa polskie filmy po kolei, oba z Maciejem Stuhrem.

Artystycznie „Obława” (2012; reż. Marcin Krzyształowicz) jest o niebo lepsza, społecznie „Pokłosie” (2012; reż. Władysław Pasikowski) ma szansę okazać się ważniejsze. Pierwszy film prowadzony jest z maestrią (ładnie się splata ten czworokąt ludzkich losów, odwracających postaw i wymiarów zdrady), drugi – szyty nieco grubymi nićmi (zgrane do cna schematy thrillera, horroru i westernu, przerysowanie scen, typów z drugiego planu). U Krzyształowicza przykładowo niepokoi las; u Pasikowskiego próbuje się nas lasem straszyć; pierwszy paradoksalnie przykuwa uwagę powolnością, drugi chwilami drażni swoim nerwowym stylem…

Jednakże po „Do piachu” Tadeusza Różewicza i spektaklu Kazimierza Kutza według niego obraz partyzantki można dopełnić jedynie paroma niuansami – w tym sensie „Obława” niczego nie odkrywa, mierzy się co najwyżej z naszym zbyt laurkowo czarno-białym podejściem do historii. „Sąsiedzi”, „Strach” i „Złote żniwa” Jana Tomasza Grossa domagały się zaś wykrzyczenia wreszcie na ekranie tego, co długo nienazywane i ukryte – „Pokłosie” próbuje zatem w swej publicystyce historię uobecnić, łopatologicznymi środkami gatunkowego kina trafić pod strzechy, co kiedyś rozbłysły płomieniami. Nie jest to o dziadach ani ojcach – to my sami. Dopóki bowiem trwa zmowa milczenia, pogromy i ukrzyżowania dokonują się współcześnie, naszymi już rękami…

   

                    „Słuchaj, Jezu, słuchaj, Ryfka, Sie Juden,

                    za koronę cierniową, za te włosy rude,

                    za to, żeście nadzy, za to, żeśmy winni,

                    obojeście umrzeć powinni

                                   [Władysław Broniewski, Ballady i romanse].

  

środa, 07 listopada 2012
1186. Illusion never changed into something real...

  

Film „Wyśnione miłości” (Kanada’2010; reż. Xavier Dolan). Ładnie wyglądają, oryginalnie ubierają, chodzą na kolejne imprezy, kupują prezenty, w żadnej scenie nie muszą na to zarabiać i jeszcze co chwila pieprzą się z kimś nowym. Bardzo tam są, kurwa, nieszczęśliwi…

  

„(…) wobec ludzi, którzy nie zaznali prawdziwych trudów życia albo zaznali ich w niewielkim tylko stopniu, odczuwał coś w rodzaju zazdrości”

                    [Yukio Mishima, Zimny płomień. Przeł. H. Lipszyc].

  

niedziela, 04 listopada 2012
1185. Szkice z podróży na zachód...

  

Dwa pełne dni u rodziców – i dwa w podróży there and back. Nie chciałem, lecz wypadało – nie byłem wszak przed rokiem i na pogrzebie babci. Długie kolejki staczy na Centralnym w środę (choć można bilet szybciej, w Punkcie Obsługi Klienta Intercity – siedząc), a jednak pustki przedziałowe w czwartek – pociąg-widmo. Pan naprzeciwko, obgryzający tłuste kości z mięsa; ja z zapasami „Polityk” sprzed miesięcy – dwa typy w pierwszej klasie.

  

                 „[1952] Snobs i plebs. Pięć liter. I takie samo znaczenie”

                       [Sándor Márai, Dziennik. Przeł. T. Worowska].

 

Dorosły chłopak, ojca całusem witający w Piotrkowie Trybunalskim. Lekka szarówka, spowijająca wciąż niedoszlifowany klejnot – Wrocław Główny; opóźniam nieco dalszą jazdę, żeby się przyjrzeć zmianom tego, co tak znane. A po przyjeździe szybko obiad, błotne brnięcie na cmentarz, śliczny tam modny chłopiec, chłód i ciemność…

W domu, jak zwykle, coś nowego, odkąd pieniądze przestały być problemem. Szafa na wymiar w przedpokoju, gustowny czajnik, lustrzanka ojca – trzeci już raz dziedziczę jego poprzedni sprzęt (Nikon P500); trochę siedzimy razem – niech mama się nacieszy. Piątek, sobota – odpoczynek: tort i książka. Męczy noblista tegoroczny: pierwszy z wydanych dotąd w Polsce dwóch tytułów – bez wartości. Podobnie „Ogród Luizy” (Polska’2007; reż. Maciej Wojtyszko) jeszcze w świąteczny wieczór – dobre intencje, same klisze i zero reżyserii… Spacer na stację, prom przez Odrę, z kontuzji wyleczone kopie wersalskich figur. I łabędzie. Przygnębiający obraz ruder, bloków, kiepskich trzydziestu lat, straconych szans i lęków. Pamiętaj, skąd uciekłeś, od czego nie uwolnisz…

  

         Nigdy nie przychodźcie do miejsca, w którym niegdyś umieraliście”

             [Jurij Andruchowycz, Dwanaście kręgów. Przeł. K. Kotyńska].

 

Dzisiaj już tłumniej na kolei, więcej patrzenia w okno (trudno się skupić na lekturze – sąsiedzi od Lublińca ględzą). Kot w sadzie, bażant w polu i plafon z chmur na niebie. Na jakimś murze „Kocham Cię, Kuleczko” – też Ciebie w myślach tak nazywam. Bezbiletowe Romki (?) w Brzegu na Opolszczyźnie – przekleństwa, wyszarpywany z wagonu wózek z dzieckiem, plucie… W torbie zapas bigosu, więc kilka dni bez głodu. Jutro do pracy… Jestem.

  

Archiwum
Tagi