~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
sobota, 30 listopada 2013
1328. Z cyklu: Przeczytane (XXIII) - Listopad...

   

1. Marguerite Yourcenar, Pamiętniki Hadriana. Przeł. H. Szumańska-Grossowa, Warszawa 2008;

2. Johan Huizinga, Jesień średniowiecza. Przeł. T. Brzostowski, Warszawa 2005;

3. Ryszard Kapuściński, Wojna futbolowa, Warszawa 2004;

4. Rubén Gallego, Białe na czarnym. Przeł. K. M. Janowska, Kraków 2005;

5. Roberto Bolaño, Chilijski nokturn. Przeł. A. Topczewska, Warszawa 2006;

6. Georges Duby, Damy XII wieku. Przeł. A. i K. Choińscy, Warszawa 2000;

7. Alessandro Baricco, Ocean morze. Przeł. H. Kralowa, Warszawa 2001;

8. Philip Roth, Cień pisarza. Przeł. J. Zieliński, Poznań 2004;

9. Krystyna Secomska, Mistrzowie i książęta. Malarstwo francuskie XV i XVI wieku, Warszawa 1989;

10. Robert Muchembled, Orgazm i Zachód. Historia rozkoszy od XVI wieku do dziś. Przeł. M. Baran i M. Madej, Warszawa 2013;

11. Antony Beevor, Berlin 1945. Upadek. Przeł. J. Kozłowski, Kraków 2010.

  

Tagi: książki
10:33, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 29 listopada 2013
1327. Les Nourritures terrestres (II)...

  

Chłodne dni, na sobie zbyt wiele warstw, żeby ciepło: w efekcie katar oraz senność, lekkie rozchorowanie, przemęczenie. Tymczasem Targi Książki Historycznej: kuszą albumy, grube tomy; upatrzone marzenia, co zbyt wielkim kosztem… Zimowy ubiór, jedzenie czy lektura – nędza żywota, zmuszonego do wyboru, jaką siebie część ma wykarmić

  

23:58, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 26 listopada 2013
1326. Płynące wieżowce...

  

Bartosz Gelner pod Muzeum Sztuki Nowoczesnej i błyszczący za nim w tle Cosmopolitan. Dwie sfery niedostępne. Rozmarzenia-zatopienia, skojarzenia…

  

Tagi: homo Warszawa
23:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
poniedziałek, 25 listopada 2013
1325. Międzynarodowy Dzień Pluszowego Misia...

  

Jesteśmy razem już 15 lat (zabawne: dostałem tę zabawkę na wyjście ze stanu dzieciństwa). Ja go traktuję jako najbliższego powiernika, a on dla urozmaicenia od grudnia ma Prosiaczka. To niemal wzorowy związek – tym bardziej, że chyba jedyny mi pisany…

  

                  

  

niedziela, 24 listopada 2013
1324. The winter of our discontent (II)...

  

Poszukiwania zimowego płaszcza albo kurtki – rok bodaj czwarty, może piąty: tak samo bezowocny. Wczoraj Złote Tarasy i Arkadia, a dzisiaj Klif. Nic mi się nie podoba, nic na mnie nie pasuje; liczony każdy grosz utrudnia jeszcze wybór, bo oczekuje się pewności satysfakcji. Już w domu znajduję w Internecie polską markę, która wprost idealnie oddaje moje gusta, lecz cóż: limitowane krótkie serie, ceny po kilka tysięcy złotych – jak z kosmosu. Szykuje się kolejny sezon w jesiennej pseudo-skórze z odpadającym zamkiem, dwóch rozciągniętych swetrach i long-sleevie, do tego za duże jeden numer buty z przetartym ociepleniem. Latem wstydzę się chudej mej nagości, a zimą wszystkich ubrań – wraz z chłodem, śniegiem coraz mniej będzie argumentów, by wychodzić…

 

czwartek, 21 listopada 2013
1323. Les Poisons...

  

W skrzynce pocztowej znajduję „Fakt” – darmowe wydanie na 10-lecie (4 miliony egzemplarzy!). Przyznaję się: przejrzałem – pierwszy raz bowiem miałem to coś w rękach. Z miejsca też mogę stwierdzić: był to raz ostatni. Trudno jednak nie dostrzec, wchodząc do tramwaju, podróżując metrem, widząc krzyczące te nagłówki i kolaże, dla jak wielu rodaków to dzienne źródło wiedzy o ich świecie

Trzeba być upośledzonym umysłowo, by to czytać – jakiegoż jednak skurwienia charakteru trzeba, żeby w tym pracować…

  

„Człowiek, który starannie kawałkuje własną małżonkę oraz dzieci i wsadza do lodówki w celu późniejszej konsumpcji, nie jest bardziej barbarzyński od gazety, która to wszystko opisuje”

                        [Elfriede Jelinek, Pianistka. Przeł. R. Turczyn].

  

poniedziałek, 18 listopada 2013
1322. Chambers of Secrets...

   

Wycieczka po kulisach Teatru Wielkiego. Dwa hektary powierzchni, pół miliona metrów sześciennych kubatury. Największa scena operowa świata, na której mógłby stanąć cały gmach mediolańskiej La Scali – 10 metrów pod nią można się poczuć niemal jak w kopalni. Z kolei nad sklepieniem widowni mieści się kryta kopułą pracownia malarska – jeden z wielu warsztatów, pracujących na potrzeby tego liczącego tysiąc pracowników miasta w mieście. Oglądamy też ślusarnię i stolarnię, tartak (!), elementy scenografii, przemykamy wśród szyjących kostiumy. Liczyłem również na paradne korytarze, schody i loże – to, co i tak dostępne wszystkim widzom, wśród których jednak dotąd mnie nie było. Tyle wnętrz i tajemnic, a pamiątką jedynie dachy z zamglonego tarasu…

  

      

  

piątek, 15 listopada 2013
1321. Children of the Revolution...

  

Pierwszy raz w Zamku Ujazdowskim, choć już tyle ranków spędziłem nad Kanałem Piaseczyńskim, usiłując zrobić idealne zdjęcie odbicia tej budowli w jego wodach. Widok ze środkowego okna ryzalitu w elewacji wschodniej: z wysokości pierwszego piętra obnażająca drzewa jesień pozwala dostrzec ułamek zakola Wisły – wspomnienie po, dziś zarośniętej (i chyba nie do przywrócenia wobec terroru broniących byle samosiejki pseudoekologów), niepowtarzalnej osi…

Ostatni dzień wystawy British British Polish Polish: Sztuka krańców Europy, długie lata 90. i dziś. Konfrontacja „Young British Artists” z „polską sztuką krytyczną” – czasem tak dosłowna, jak postawienie inspirowanej muzykantami z Bremy Piramidy zwierząt Katarzyny Kozyry (z nadającą dodatkowych sensów rejestracją uśmiercania konia w rzeźni) obok Z dala od stada (Rozdzielenie) Damiena Hirsta: rozciętej wzdłuż na dwie symetryczne połówki i zanurzonej w formalinie owcy. Żywe niegdyś dyskusje, kontrowersje i estetyka szoku, wprowadzające ówczesną niszę w dziedzinę popkultury. Ciało i seks, religia, starość, ból, życie i śmierć, etyka i opresja. I jeszcze młode pokolenie w dopełnieniu, dzieci kryzysu 2007 – mniej deklaracji, za to ironii nieco więcej, celebry intymności…

Moje wrażenie jako laika na tym współczesnym polu – zdecydowanie wyższy poziom, ciekawiej, głębiej u Polaków (obu generacji) niż u YBA (po części dziś światowych celebrytów przecież, milionerów). W pamięci pozostaje „Ciotka Kena” Zbigniewa Libery, zachwycający tryptyk „Madonny” Katarzyny Górnej (zwłaszcza środkowa część, z Dzieciątkiem), hipnotyzujące filmy (rysunki-komentarze) Wojciecha Bąkowskiego, „fotosyntezy” Zofii Kulik, opona z bieżnikiem w formie odwróconego napisu „Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi” Franciszka Orłowskiego, „Satysfakcja gwarantowana” Joanny Rajkowskiej (napoje i kosmetyki na bazie własnych wydzielin). Wszystko na sprzedaż; bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, albowiem to jest ciało moje…

Zastanawiam się przy podobnych okazjach, czy twórcy wystaw nie ufają zbytnio swoim widzom – przydałyby się czasem dłuższe objaśnienia i dodatkowe informacje, podpowiedzi. Widzę pobieżność spojrzeń ludzi obok, ich wypisaną na twarzy ignorancję, brak chęci, by zatrzymać się, pomyśleć. W Zachęcie nie dostrzegali w pracach Generic Art Solution reinterpretacji Caravaggia, tu pewnie też nie wiedzą, że „Olimpia” Kozyry to – poza aluzją do Maneta – także zapis walki artystki z nowotworem. Potrafią skojarzyć nazwisko Doroty Nieznalskiej i wywieść jej „196 k.k.” z afery z „Pasją”?...

No właśnie, skandal. Ślady wczorajszej akcji modlitewno-niszczycielskiej przeciwko „Adoracji Chrystusa” Jacka Markiewicza (erotyzm mistycyzmu na granicy bluźnierstwa), efekt spóźnionej o 20 lat histerii rozpętanej przez posła Paranoi i Spisku (obrońcy wartości religijnych ofiarnie wybrali dzień darmowego wstępu na swój protest). Trzy dni wcześniej kolejny raz spłonęła tęcza na Placu Zbawiciela, rzekoma manifestacja „pedalstwa” i zamach na rodzinę. Tydzień „patriotów” z kostką brukową w rękach oraz „moralnych” z pianą na uświęconych oburzeniem ustach…

 

„Niestety, tak się coraz częściej w Polsce odbiera sztukę – w każdym dziele widzi się realizację jakiegoś politycznego planu i do ustalenia pozostaje, czy jest to plan słuszny, czy niesłuszny, czy rzeczone dzieło sztuki jest »nasze«, czy »wasze«; tak się dziś coraz częściej ogląda filmy, tak się czyta książki, tak się zwiedza wystawy, efekt czysto artystyczny jest w tym doktrynerskim podejściu zupełnie nieistotny (…). Coraz więcej mamy w Polsce komisarzy ludowych do spraw kultury”

                     [Krzysztof Varga, „Gazeta Wyborcza” 8 XI 2013].

  

środa, 13 listopada 2013
1320. Enough...

  

W domu, już tradycyjnie, jakaś nowość: zamiast starego komputera – dwa laptopy; a że przywiozłem także swój (pobyt szykował się tu dłuższy, więc chciałem posiedzieć nad zdjęciami), wieczory każde z naszej trójki spędza przed własnym monitorem. W ich przypadku jednak, mówiąc szczerze, to tylko zbyt drogie zabawki (z niefunkcjonalnym Windows 8, jak miałem się przekonać, co w połączeniu z techniczną indolencją mamy jest istną katastrofą). Udaje mi się odkryć klucz do maminego sprzętu i zablokować stronę z moim blogiem (tak na wszelki wypadek, gdyby po latach przypomniał jej się adres – od 2011 oficjalna wersja głosi przecież, że nie piszę; wojny domowe skończyły się wraz z tym – i mym wyjazdem)…

Udaje się coś podjeść, chociaż niewiele przytyć. Moja szkieletu-chudość to bowiem skutek trzydziestu lat tej kuchni, nie tylko głodówek w Wa-wie. Za to wciąż sporo nerwów – z kolejną chwilą znajduję powody do następnych. Już dziesięć dni, naj-dłużej. I dłużej mi nie wystarczy cierpliwości…

  

Tagi: rodzina
23:19, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 10 listopada 2013
1319. Wystawa (X) - In God We Trust...

  

„Wystawa ma na celu ukazanie bogactwa wierzeń i praktyk religijnych składających się na krajobraz wyznaniowy Stanów Zjednoczonych. Religia odgrywała i odgrywa tam niezwykle ważną rolę, a pluralizm wyznań sprawia, że można je uznać za jedno z najbardziej zróżnicowanych pod względem religijnym państw na świecie. Chociaż na wyznaniowej mapie Stanów Zjednoczonych wciąż przeważają tradycyjne wspólnoty religijne, jednocześnie jesteśmy świadkami narodzin nowego modelu religijności, zgodnie z którym każdy może dowolnie zdefiniować swoją tożsamość religijną w sprzeciwie wobec relatywizmu współczesnego amerykańskiego społeczeństwa. Kontrowersyjną dewizę użytą w tytule wystawy, nieraz kwestionowaną przez środowiska polityczne i religijne, w kontekście dzisiejszej różnorodności wyznaniowej odczytać można jako sugestię, że Ameryka nie jest już »jednym narodem pod opieką (jednego) Boga« [one Nation under (one) God]. Wyrażenie »In God We Trust« daje się interpretować jako mocną deklarację wiary, ale także jako manifestację prawa do »wyboru własnej religii«, która może przybierać najróżniejsze formy i oblicza.

Wystawa obejmuje prace wielopokoleniowej grupy współczesnych artystów amerykańskich wywodzących się z różnych tradycji religijnych. Podejmują oni kwestie związane z religią, osobliwymi i rzadko spotykanymi wierzeniami, sektami i kultami, starając się przybliżyć widzom niezwykłą dynamikę tych zjawisk i ukazać szeroki wachlarz wyznań i kultur Stanów Zjednoczonych. Wystawa odnosi się również do wielu innych ważnych aspektów tego złożonego zagadnienia, opisując wzajemne relacje pomiędzy religią a społeczeństwem, ekonomią / kapitalizmem, polityką, patriotyzmem / amerykanizmem, sportem czy kulturą popularną”

              [ze strony internetowej Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki].

  

                  

  

Michael Murphy: Team Extreme Jesus (2011) – wizerunek Chrystusa złożony z posklejanych plastikowych żołnierzyków zderza wyobrażenia Stanów Zjednoczonych jako narodu wojennego i religijnego zarazem, co można porównać do amerykańskiego społeczeństwa, które z wykluczających się postaw tworzy jednak całość.

  

      

  

Dzine (Carlos Rolon): Targ dewocjonaliów (2013) - instalacja inspirowana sklepami botánica, popularnymi w Ameryce Południowej i wśród latynoskich społeczności USA.

  

                  

  

David LaChapelle: Kanye West: Pasja Chrystusa (2006).

  

      

  

      

  

      

  

David LaChapelle: Namaszczenie, Ostatnia Wieczerza oraz Interwencja - z cyklu: Jesus Is My Homeboy (2003).

  

                  

  

Angela Ellsworth: seria misternych czepków perłowych, najeżonych od wewnątrz szpilkami (2011) – symbol opresji kobiet w rygorystycznej, praktykującej wielożeństwo społeczności mormonów.

  

      

  

                  

  

Generic Art Solutions (Matt Vis & Tony Campbell): Głowa Jana Chrzciciela oraz Dawid z głową Goliata - z cyklu: Caravaggio (2007-2008)

   

sobota, 09 listopada 2013
1318. La Mala Educación...

  

Awantura wokół referendum odnośnie posyłania do szkół sześciolatków. Argument, żeby zdać się na rodziców – że znają lepiej swoje dzieci, wiedzą, czy są przygotowane. Jak przy podobnych sytuacjach słowa o kluczowości wychowania w domu. Ja mogę się odwołać jedynie do własnego, nadzwyczaj wypaczonego doświadczenia – szkoła nie daje nic, a może skrzywdzić, jednakże prawdziwa katastrofa to rodzice. Żadnemu z nich nie stanie bowiem w głowie myśl, że popełniają błąd, mogą coś robić źle, zaniechać. Przeciwnie, po trzydziestu latach wciąż będą święcie przekonani: „tak bardzo się staraliśmy”. W rzeczywistości nie potrafili zrobić nic poza i tak nietrafnym zapewnianiem rzeczy…

Na wszystko trzeba mieć papiery, przechodzić egzaminy, kursy, testy. Jedynie sprawowanie władzy (i stanowienie prawa) oraz płodzenie (wychowywanie) dzieci – dwie najważniejsze sprawy w świecie – nie wymagają najmniejszych kompetencji…

  

Tagi: rodzina
22:13, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
czwartek, 07 listopada 2013
1317. Through the Eyes...

  

W poniedziałek miejscowy zakład optyczny i długie badanie przez nadzwyczaj sympatyczną okulistkę (zabawne te wszystkie „ćwiczenia”, zmieniła się też przez ostatnie lata „technologia”). Potwierdza się dawna diagnoza – wada wzroku duża, lecz stabilna; nie zmieniła się nawet o pół dioptrii. Stare szkła jednak porysowane – zamawiamy nowe, pocieniane (w pierwszej chwili myślę, że idzie o ich barwę). Przede wszystkim zaś – oprawki. Wszystkie zdają się podobne (zwłaszcza, gdy nie widzi się wyraźnie siebie w lustrze – jestem krótkowidzem), a oferta na prowincji raczej skromna. W końcu jednak coś wybieram – nieco grubsze, większe niż dotychczasowe, dość klasyczne. Wczoraj odbiór. Wyglądam – inaczej; nie potrafię nawet stwierdzić, czy mi dobrze. Ani w pełni z kosztownego tak prezentu się ucieszyć…

  

poniedziałek, 04 listopada 2013
1316. Coincidentia oppositorum...

  

Starszy pan naprzeciwko z „Gazetą Polską codziennie” – ostentacyjnie zatem eksponując tytuł, studiuję „POLITYKĘ”. Kobieta pod czterdziestkę chłonie namiętnie „Pięćdziesiąt twarzy Greya” – obok niej nastolatka wyraźnie się męczy z „Hamletem” (wydaje mi się po okładce, że przekład Brandstaettera). I tak dobrani w pary, w ich ramach płcią tożsami, wiekiem i wyborami przeciwstawni, jedziemy pociągiem do Wrocławia, gdzie za miesiąc na dworcu kolejowym targi książki. Pasje i nudy, lektury i makulatury…

  

Tagi: książki
22:10, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 01 listopada 2013
1315. Memento mori...

  

Jeszcze nie wyjechałem – opóźniam nieustannie, bo nic mnie tam nie ciągnie. I nawet moje groby są bardziej tu, gdzie wszak nikogo nie mam, niż tam, pośród nagrobków z mym nazwiskiem, które zresztą zakończy razem ze mną swą historię…

Kochane ewangelickie – ostatnio nasila się pokusa, by po nich oprowadzać. Dorzucam nieco do skarbonek Krystyny Jandy i Kazimierza Kaczora (wstyd nieco, że tak skromnie – jak w końcu wygram w Totolotka, obiecuję wspierać te cmentarze regularnie); widziałem także kwestujących Magdę Umer, Bożenę Stachurę, Annę Czartoryską i Arkadiusza Janiczka. Miałem jeszcze czekać na debiut Jarosława Kuźniara, lecz szybko się poddałem. Zamiast tego krótki spacer Żytnią, na chwilę do Śródmieścia (odsłonięty wreszcie front katedry), coraz smutniejszy nastrój. Jakaż to pusta egzystencja, której – od lat dziecinnych – jedynym celem jawi się przerwanie samej siebie…

  

„(…) kiedy świat, w którym obecnie spędzam swoje życie, w pełni się objawił, stwierdziłam, że do niego nie przynależę. Moje życie, dzień za dniem, to było odwracanie oczu, zażenowanie. Śmierć jest ostatnią prawdą, jaka pozostała. Nie mogę znieść myśli o niej. W każdej chwili, kiedy zastanawiam się nad czymś innym, na chwilę zapominając o śmierci, oddalam się od prawdy”

               [John Maxwell Coetzee, Wiek żelaza. Przeł. A. Mysłowska].

  

      

  

Archiwum
Tagi