~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
poniedziałek, 31 grudnia 2012
1207. Z cyklu: Przeczytane (XII) - Grudzień...

  

1. Thomas F. Madden, Historia wypraw krzyżowych. Nowe ujęcie. Przeł. A. Czwojdrak, Kraków 2008;

2. Peter Fritzsche, Życie i śmierć w Trzeciej Rzeszy. Przeł. T. Tesznar, Kraków 2010;

3. Zbigniew Mikołejko, Żywoty świętych poprawione, Warszawa 2004;

4. Josef Imbach, Książęta Kościoła, artyści i kurtyzany. Opowieści rzymskie. Przeł. M. Słabicka, Wrocław 2005;

5. Barbara Beuys, Florencja. Świat miasta – miasto świata. Życie miejskie w latach od 1200 do 1500. Przeł. A. D. Tauszyńska, Warszawa 1995;

6. Denis de Rougemont, Mity o miłości. Przeł. M. Żurowska, Warszawa 2002;

7. Wojciech St. Magdziarz, Ludwik XIV, Wrocław 2004;

8. Benedetta Craveri, Kochanki i królowe. Władza kobiet. Przeł. P. Salwa, Warszawa 2009;

9. Ewa Bieńkowska, Spór o dziedzictwo europejskie. Między świętym i świeckim, Warszawa 1999;

10. Claudio Magris, Podróż bez końca. Przeł. J. Ugniewska, Warszawa 2009;

11. Rafał Jabłoński, Historie warszawskie nieznane… wstydliwe, Warszawa 2012.

  

Ogółem w 2012 roku: 63 książki  mogło być lepiej, ale też zważywszy, że przez połowę tego okresu nie wychodziłem ponad 3 tytuły miesięcznie, i tak jest nie najgorzej...

  

sobota, 29 grudnia 2012
1206. Cyrulik z Dyhernfurthu...

  

Pan Witek i jego zakład fryzjerski na Rynku. Starsi panowie przychodzą nie tyle nawet obciąć się, ile posiedzieć, poczekać na swoją kolej, porozmawiać. Mijają lata, a tu wciąż ten sam klimat prowincji ze schyłkowego PRL-u, wystrój daleki od modnych dziś salonów. Czeszą może kiepsko, ale tną porządnie – na karku tradycyjną brzytwą. Stawka zawsze ta sama – Pan Witek nie ma serca brać więcej niż 12 zł. Korzystam z okazji, skoro pobyt i tak przedłuża się o dni kolejne, a moje włosy nie widziały nożyczek od czterech miesięcy. W miasteczku cisza, senność, szarość. Rodzice karmią, dogadzają, nie bardzo chcą wypuścić. Lecz pewien pomysł na warszawski pierwszy dzień nowego roku (oryginalny dość, by wcześniej przespać to, jak inni spać nie będą) nie daje dłużej zwlekać i obietnicą mami, wyjechać jutro każe stąd, „w niedzielę, gdy ludzie popołudnie spędzają w domach, a na Rynek i ulice wypełza bezwład i materia jawi się w najpierwotniejszej, gnuśnej postaci, wypełnia wszystkie dziury i szczeliny, wypierając z nich światło, powietrze, ludzkie ślady, wypierając nawet czas na te kilka przedwieczornych godzin, zanim zaludnią się knajpy, bo w domach popołudnie podeszło mężczyznom do gardła” [Andrzej Stasiuk, Dukla]…

   

21:10, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 26 grudnia 2012
1205. Odwilż...

  

Nie tak źle, jak by mogło, choć już tęskno do mojego domu. Przyzwyczajanie do starego, trudności z zasypianiem, rozkosze wyciągania w wannie. Dnie na niewychodzeniu, zaczytywaniu się, nie-tyjąc-objadaniu. Nowe kolory ścian, kontakty i ozdóbki, kwiaty. Na półce chatka z piernika (można zajrzeć do środka – otwarte okiennice; choinka obok drzwi, lukrowane misternie dachóweczki), o „Fausta” Goethego oparta MB Częstochowska (das Ewig-Weibliche), a za oknami przez jeden tylko poranek „śnieg. Wrony na śniegu”…

  

sobota, 22 grudnia 2012
1204. Kota Mruczysława poglądy na życie...

  

Tradycyjnie już pogoda najbardziej dopisuje, gdy jestem w podróży; jadę – nie mogę zatem spacerować, robić zdjęć. Podziwiam tylko. Błękit nieba. Śniegiem pokryte pola. Rozbłysk słońca. Harmonia monochromatycznego krajobrazu, „ciepło” tych zimnych barw – mizeria ponurego listopada wobec grudnia…

W pociągu naprzeciw mnie dziewczyna czyta „Dialogi” Konfucjusza. Małymi kolorowymi karteczkami zaznacza wybrane strony. Ma też duże słuchawki i laptopa. Na jej kolanach czarny kiciuś w białych skarpetkach. Gdy mruży oczy, z profilu przypomina nieco myszkę. Pod głowę podkłada sobie jedną łapkę, poddaje głaskaniu właścicielki, wyleguje, rozgląda, drzemie. Milczenie, obserwacja, dystans, zamknięcie w swoim świecie. Błogość. To zwierzę umie żyć, postawę taką warto naśladować…

  

         „(…) robi to, co jego zdaniem jest najważniejsze, czyli nic nie robi

               [Paweł Muratow, Obrazy Włoch. Wenecja. Przeł. P. Hertz].

  

21:23, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 20 grudnia 2012
1203. Apocalypse Now...

  

Jadę jutro. Góra tydzień – choć pewnie zechcą zatrzymać mnie na dłużej. Trzeba będzie udawać na okrągło – że w porządku, dobrze, radzę sobie. Że normalnie. Chować dreszcze, płacz, silić na uśmiech, kryć z rozpaczą. Nie pokazywać, jak się co dzień gnijeŚwiat według Majów przechodzi jutro w nową erę – mój już się wcześniej skończył…

  

„– Mam uczucie – powiedziałem – jestem przekonany, a nie mogę się tego wrażenia pozbyć, że coś się zdarzyło, coś strasznego, a ja nie zwróciłem na to należytej uwagi, zlekceważyłem to, bo nie wiedziałem, co to jest.

Milczała przez chwilę, a potem zaśmiała się (…).

– Może to jest właśnie twoje życie – powiedziała. – Przecież to niezła katastrofa, prawda?”

                       [John Banville, Zaćmienie. Przeł. J. Jarniewicz].

  

poniedziałek, 17 grudnia 2012
1202. Przez mgły, śniegi, brudne szyby...

  

W zeszły czwartek koniec prac na ten rok; dziś tylko na krótko do starej siedziby przy Wspólnej, powyjmować teczki z wielkich pudeł, poukładać. Nie ma jeszcze pewności, co z etapem drugim – obyśmy się w styczniu mogli znów zobaczyć. Dziewczyny prezentują mi pluszowego Prosiaczka (od razu zaprzyjaźnia się z moim Puchatkiem – przynajmniej współlokatorów będę miał szczęśliwych), ja odwdzięczam się okokardowanymi Ferrero Collection. Na korytarzu mijamy minister Elżbietę Bieńkowską – po czterech miesiącach nareszcie udało się spotkać nam z szefową

Wraz z nami z Oxford Tower wyniosło się całe Ministerstwo – chaos ostatnich dni, pustoszejące gabinety, niszczone dokumenty. Osiemnaste i dwudzieste czwarte piętro oferowały rozległe widoki – niemal każdego dnia zasnute jednak szarością, jakimś mlekiem. Tym bardziej więc starałem się skorzystać z każdej chwili – a w dzień ostatni cud: rozbłysk i wolny pokój od północy, o którym wciąż marzyłem…

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

sobota, 15 grudnia 2012
1201. Co było, jest, jak będzie...

  

„(…) napotykał kłopoty z określeniem swych seksualnych wyborów. Kusił go homoseksualizm (…), ale także coś w rodzaju dwupłciowości, androginizm. Starał się raczej wyrzekać wszelkich stosunków seksualnych, ponieważ napełniały go zgrozą i przerażeniem (…).

(…) nie mógł ścierpieć ograniczeń stawianych ciału przez cielesność, a jego najgłębsze marzenie polegało na potrzebie dematerializacji całkowitej.

Marzył o przezwyciężeniu fizycznych praw materii, a ponieważ nie mógł tego osiągnąć – reagował przeciwko własnemu ciału agresją.

(…) był ofiarą żądzy roztopienia życia w wymyślonym programie literackim. Zamiast rzeczywistego żywota, (…) wolał życie snu i marzenia. Nie odróżniał myśli od bytu, fantazmatu od działania. Nie mógł się przyzwyczaić do żadnego miejsca i nie potrafił prowadzić choćby odrobinę unormowanej egzystencji.

(…) Rzeczywiście dążył do samounicestwienia, chociaż nigdy nie próbował targnąć się na życie wprost, wiedząc doskonale, że prowadzony przez niego tryb życia zabija powoli, ale skutecznie. Niezdolny do regularnej pracy, zbyt ubogi, by odżywiać się należycie i ogrzewać ścieśnioną kwaterę – (…) ciężko zachorował. Na miesiąc przed śmiercią napisał list (…), w którym obwieścił, że nie tylko zdaje sobie doskonale sprawę z nadchodzącego zgonu, ale sprawi mu on wielką satysfakcję. Skonał w wyrku cuchnącym kwaśnym winem, uryną i niespełnionymi możliwościami”

   [Krzysztof Rutkowski, Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach].

  

środa, 12 grudnia 2012
1200. No Future...

  

I co, już zawsze tak? Na cudzym, bez stabilnego zatrudnienia i za grosze, uzależniony od pomocy, coraz słabszy. Nie stworzy nic, niczego nie zostawi, nie osiągnie. Wciąż bez doświadczeń, już bez zdolności odczuwania. Milczenie, lęk, kalectwo, zawiść, obłęd. Nikt nie wytrzyma, nie pokocha, nikomu nie będzie brakowało, kiedy zniknie…

  

„Mężczyzna w twoim wieku… nie ukryłeś gdzieś kobiety i dzieciaków? Dlaczego jesteś całkiem sam? Gdzie twój kapitał na przyszłość? Chcesz, żeby cała historia zakończyła się na tobie? To by była smutna historia, nie sądzisz?”

    [John Maxwell Coetzee, Życie i czasy Michaela K. Przeł. M. Konikowska].

  

poniedziałek, 10 grudnia 2012
1199. The Meaning of Life...

  

Niczemu nie służy, do niczego nie prowadzi, nie wynagradza krzywdy, nie rekompensuje ułomności, zmusza do niechcianego, nie spełnia obietnic, mnoży przeszkody, odbiera ci wszystko po kolei. Nie cieszy, nie daje najmniejszej satysfakcji, przynosi mniej niż innym. Jest tylko gniciem, samotnym czekaniem na zdechnięcie…

 

„(…) przycisnął powieki palcami i przelotnie ujrzał przed sobą ziemskie życie, zupełnie obnażone i zrozumiałe, a zarazem upiorne w swoim smutku, upokarzająco bezcelowe, jałowe, odarte z cudów...”

                      [Vladimir Nabokov, Wigilia. Przeł. M. Kłobukowski].

  

piątek, 07 grudnia 2012
1198. Z cyklu: Moje okolice (IX) - Park im. Księcia Janusza i Lasek na Kole...

  

Zaproszenie do kolejnej galerii (więcej zdjęć tutaj):

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

wtorek, 04 grudnia 2012
1197. Long-term liabilities...

  

Kupiła mi niedawno płaszczyk – jak kiedyś, sama z siebie, bez mierzenia. Na pewno się spodoba. Tymczasem rzadko trafia, a ja już nie akceptuję aby było. Kazałem zwrócić, jak tylko zobaczyłem zdjęcie. Pyta więc, jaką chcę książkę pod choinkę. Zawsze były dla młodszych, niż ja wówczas – nie chcę, sam sobie sprawiam prezent (Zamkowe targi historyczne przynoszą spore żniwo). Ostatnio dzwoni, że właśnie są w Saturnie i może by słuchawki… Wystarczy mi, że dzięki niej tu jestem – każda zaś dodatkowa rzecz przypomni owe więzy, rozwieje miraż samodzielność, stanie ciężarem dla nieodwdzięczającego się sumienia

  

„Co tydzień dostaje od matki list w jasnoniebieskiej kopercie lotniczej, starannie zaadresowanej drukowanymi literami. Złoszczą go te dowody niezmiennej miłości. Czy matka nie chce zrozumieć, że gdy wyjechał z Kapsztadu, zerwał wszelkie związki z przeszłością? Jak zdoła jej wytłumaczyć, że zamierza nieubłaganie kontynuować dzieło przeobrażania się w kogoś całkiem innego, które rozpoczął w wieku piętnastu lat, póki nie wygasi w sobie resztek pamięci o rodzinie i porzuconym kraju? Kiedy ona wreszcie zauważy, że oddalił się od niej i na dobrą sprawę można go już uznać za obcego?”

                [John Maxwell Coetzee, Młodość. Przeł. M. Kłobukowski].

  

sobota, 01 grudnia 2012
1196. Drunk’n’Rolled…

  

Wczoraj w pracy znów trochę wypiliśmy – oprócz poprzedniego zestawu kosztuję też jakiś gin. Tym razem na pusty żołądek i w nieco większym stężeniu. Nie skończyło się więc na chwili zawrotu głowy – na wieczornych ulicach kłopoty z utrzymaniem równowagi, wysiłek wkładany w dotarcie do Trafficu w linii prostej, obijanie się o ścianę na schodach w przejściu podziemnym. Bardzo zabawne to, dopóki choć częściowo pod kontrolą. Po powrocie do domu z miejsca przysypiam na kanapie, potem nie czuję się najlepiej, lecz rano nie ma już śladu

Pierwszy raz się wstawiłem – wstrząsnąłem, nie zmieszałem…

  

Tagi: praca
23:58, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link Komentarze (2) »
Archiwum
Tagi