~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
środa, 31 grudnia 2014
1449. Z cyklu: Przeczytane (XXXVI) - Grudzień...

  

1. Magdalena Rittenhouse, Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero, Wołowiec 2013;

2. Jan Plamper, Kult Stalina. Studium alchemii władzy. Przeł. K. Bażyńska-Chojnacka i P. Chojnacki, Warszawa 2014;

3. Stanisław Lem, Katar, Kraków 2002.

  

Ogółem w 2014 roku – 29 książek, o 10 mniej niż w 2013 (39), o 34 mniej niż w 2012 (63). Im więcej wolnego czasu (przepracowane ledwie 3 miesiące), tym większy marazm czytelniczy. Nie tylko pisać niedługo zaprzestanę…

  

Tagi: książki
20:10, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 27 grudnia 2014
1448. Skrzywdzeni i poniżeni...

   

Po wielu latach znów „Pelle zwycięzca” (Dania / Szwecja’1987; reż. Bille August). W dzieciństwie jeden z pierwszych filmów, które mi odsłoniły surowy obraz życia, klęskę zamierzeń, wyzysk i upodlenie. Tak bardzo, że w głowie pozostały sceny, których nie ma – zaskoczyło oglądane ponownie zakończenie. Miast starca płaczącego w błocie (jak w pamięci), był chłopiec, co wyrywa się, rusza po nowe życie. Może więc gdybym inaczej zapamiętał wtedy, poszedłbym w ślad odwagi syna – nie naśladował biernej bezsilności ojca…

Ale prawdziwa uczta to „Zarządca Sansho” (Japonia’1954; reż. Kenji Mizoguchi) – jedno z największych dla mnie odkryć w tym fascynującym poznawaniu dawnych filmów. Rzecz, o której wcześniej nie wiedziałem, co już jest samo w sobie rzadkie, niesłychane. Precyzja w zakomponowaniu każdego ujęcia, głębia i ostrość kadrów, wykorzystanie scenerii przyrody – bodaj czy nie jedne z najlepszych zdjęć w historii kina. A całe piękno to, by przezwyciężyć bezmiar podłości ludzkiej i ludzkiego cierpienia. Trzy wstrząsające sceny: skowyt okaleczonej matki nad morskim urwiskiem – płacz za odebranymi jej podstępem dziećmi; spoza gałęzi filmowane samobójstwo siostry, która poświęca się dla brata – powolne wchodzenie do jeziora sylwetki widzianej od tyłu, odwrót kamery w momencie kulminacji, kiedy kieruje się na starą niewolnicę, jej drżące ręce złożone w geście hołdu, i tylko kręgi rozchodzące się na tafli wody; syn po wyrzeczeniu się zaszczytów, który w oślepłej kulawej starusze, na plaży, gdzie tsunami zniosło całą wioskę, uznaje własną matkę – odnalezienie się po latach, happy end zlany łzami rozpaczy…

Rzadko się zdarza podobne połączenie podziwu ze wzruszeniem – najwyższy wymiar Sztuki, bo właśnie w dotknięciu Życia i Nieszczęścia kryje się Prawda, z tym można się identyfikować…

   

                 „Każda istota, której przyszło przeżyć dolę ludzką, jest mną”

                 [Marguerite Yourcenar, Zapiski doPamiętników Hadriana”.

                                      Przeł. H. Szumańska-Grossowa].

  

22:47, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 20 grudnia 2014
1447. Briefe, die ihn nicht erreichten...

  

Piszesz komuś komplement, zauroczony nowym zdjęciem – ot, jedno zdanie, z odgórnym zastrzeżeniem (chciałem tylko powiedzieć…), że to nie tani podryw czy wstęp do nagabywań. Wystarczyłoby „dziękuję” w odpowiedzi, „również pozdrawiam” czy choćby zwykły uśmiech. A jednak jesteś (nie pierwszy raz już) od razu blokowany, jakby w przestrachu, że mógłbyś coś próbować jeszcze, bardziej, więcej. Lub wzbudzał taką niechęć, strach, że trzeba się odgrodzić od zadżumionego, zatrzasnąć drzwi przed nosem, wyrzucić poza, odegnać go kamieniem. Nie chcą mieć nic wspólnego, nawet byś patrzył czy zachodził nie pozwolą. A Ty nie potrafisz się nie przejąć, nie przeżywać, choć jednocześnie, przyzwyczajony do bycia na uboczu, myślisz: taki to los mój – źle adresować listy, nie tych ciekawość wzbudzać…

  

22:15, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
poniedziałek, 15 grudnia 2014
1446. Falsificatio...

  

Przez lata pisało się co dwa-trzy dni; teraz nie sposób wydobyć z siebie słowa raz na tydzień. Myślałem, że przynajmniej w tym wykażę konsekwencję; zacięty upór, by mimo wszystko trwać i ciągnąć to, nie przestać. A teraz nie wiadomo – czy i kiedy; można się co najwyżej skryć za zdania innych. Jak gdyby od początku nie wyręczali mnie w mówieniu, jak gdyby stworzony obraz siebie był kiedykolwiek autentycznie moim dziełem

  

„Jego świat był przecież światem tekstów, pośród nich upływało całe jego życie, na nich się koncentrowało, rzec można; całą jego życiową drogę wyznaczały teksty; nie jest więc wcale pozbawione logiki, że właśnie za sprawą tekstu (…) spotkała go porażka”

                          [Imre Kertész, Likwidacja. Przeł. E. Sobolewska].

  

21:53, alexanderson , Wierszo- / blogopisanie
Link
środa, 10 grudnia 2014
1445. Delusiones...

  

Na marginesie „Opowieści księżycowych” (Japonia’1953; reż. Kenji Mizoguchi) – nie mała rzeczywistość przywodzi do tragedii, lecz wielkie urojenia

   

Tagi: filmy
21:50, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 08 grudnia 2014
1444. My Name Is Nobody...

  

Staż zakończony z upływem listopada. Znowu siedzenie w domu bez perspektyw, znów czekanie – brak już ochoty, sił i motywacji, by siedemnasty miesiąc szukać i przeglądać. Nie znajdzie się, jeśli niczemu nie chce się poświęcić, na siebie brak pomysłu. Niemal w połowie czwartej dekady swego życia nie ma się nic, nic sobą nie reprezentuje. Tyle się pragnie, a nie potrafi zdobyć choć minimum, gromadzi wciąż porażki. W końcu się człowiek przyzwyczaja do swojej miernoty, nie śmie już podnieść głowy…

  

„[9 III 1969] (…) przeważnie każdy musi być czymś. Nie być czymś to otchłań. Ilu jest takich, dla których nie być czymś to nic strasznego? Ja jestem jeden, poza tym znam tylko kilku. Jesteśmy w maleńkiej mniejszości. Nie dziwię się, mnie, żeby dojść do tego punktu, trzeba było trzydziestu lat życia i wielu doświadczeń, życie ma każdy, ale nie każdy ma okazję mieć określone doświadczenia

                          [Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom I. 1962-1969].

  

18:45, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
Archiwum
Tagi