~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
wtorek, 28 marca 2006
57. Cień

  

                    Zgaś moje oczy: ja cię widzieć mogę,

                    zamknij mi uszy, a ja cię usłyszę,

                    nawet bez nóg znajdę do ciebie drogę,

                    i bez ust nawet zaklnę cię najciszej.

                    Ramiona odrąb mi, ja cię obejmę

                    sercem mym, które będzie mym ramieniem,

                    serce zatrzymaj, będzie tętnił mózg,

                    a jeśli w mózg mój rzucisz swe płomienie,

                    ja ciebie na krwi mojej będę niósł.

                                        [Rainer Maria Rilke. Przeł. M. Jastrun]

  

Będę Twoim cieniem do końca istnienia…

  

niedziela, 26 marca 2006
56. Spokój

  

Dziś odczuwam spokój.

Nie będę płakać, żalić się, analizować. Szukać pocieszenia i współczucia.

Dziś jest dobrze…

  

W ciemnościach wracam do domu i spędzam czas nad książką, w świecie nieistniejącym, ale nierozdzielnie związanym z ukrytym życiem mojej duszy.

Zasypiam z myślą o radościach jutrzejszego dnia – radościach swoich zmyśleń.

Boże, oddal ode mnie lenistwo i przygnębienie.

Niczego więcej mi nie potrzeba. Wszystko mam, wszystko na świecie jest moje.

                    [Iwan Bunin, Wielki Post]

  

Jutro jest ten poniedziałek. Ten dzień…

  

Tagi: Bunin_Iwan
21:11, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 23 marca 2006
55. Milczenie

  

Spotkałem dziś, po jakimś półtora roku, koleżankę ze studiów i – nie miałem jej nic do powiedzenia.

Uświadomiłem sobie, że nie potrafię prowadzić najzwyklejszej w świecie konwersacji, podtrzymywać rozmowy. Nie potrafię więc funkcjonować w społeczeństwie nawet na tym najbardziej podstawowym poziomie stosunków międzyludzkich.

Od paru tygodni mam możliwość spędzenia jednej godziny co siedem dni w towarzystwie tej, która jest właśnie Tą Jedyną, Ideałem, na który się czeka całe życie. I cóż, kiedy nie mam nic do powiedzenia.

Jeszcze zacznie mnie unikać…

Muszę wydawać się bardzo śmieszny. Dziwny. Żałosny…

  

poniedziałek, 20 marca 2006
54. Gdzie?

  

Gdzie dziś byłaś, że Cię nie było?...

Poniedziałek – to nasz dzień.

Ale parę godzin wcześniej był Twój uśmiech – i to mi wystarczy.

  

Tagi: kobiety
23:38, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
sobota, 18 marca 2006
53. Większy brat

  

Zabawmy się we Freuda.

Obserwowanie Jarosława Kaczyńskiego w działaniu – przy całej mojej frustracji i odruchowym sięganiu po coś, by rzucić w telewizor – jest też na swój sposób fascynujące i pouczające. Człowiek ten to przykład zakompleksionego kurdupla z wielkimi ambicjami, przenoszącego swoje niezaspokojone libido w sferę polityki. Domenę działalności publicznej traktuje on jako rekompensatę za nieudane, a zapewne w ogóle nieistniejące życie seksualne (pomijam tu celowo krążące o nim pogłoski jako zbyt proste wytłumaczenie głębszego problemu). Kaczyński zdaje sobie zapewne sprawę z własnej nieatrakcyjności fizycznej lub odczuwa głębokie hamujące zawstydzenie w bliższych kontaktach międzyludzkich, lub też postrzega sferę intymną jako grzeszną, brudną, nieprzyzwoitą i świadomie z niej przed laty zrezygnował, wyrzekł się. Ponieważ jednak pierwotnych popędów nie da się całkowicie wyeliminować, mroczna sfera musi być sublimowana na inne pole – w danym przypadku jest nią polityka, władza, przewodzenie. Ustawiając pionki na szachownicy, snując dalekosiężne plany i wymyślając dziesięć wariantów na każdą okoliczność, Kaczyński ma poczucie pełnej dominacji, spełnienia, satysfakcji, może się uważać za stuprocentowego mężczyznę, macho. Jako główny rozgrywający i najważniejszy człowiek w kraju ma wielu politycznych „adoratorów”, znajduje się w sytuacji atrakcyjnego mężczyzny, który może wybierać i nie odczuwa poczucia winy z powodu przedmiotowego traktowania partnerek. To daje poczucie wielkiej pewności siebie, buty, bezczelności.

Zupełnie odrębną sprawą są zauważalne u Kaczyńskiego objawy schizofrenii, paranoi, lęku przed światem zewnętrznym, brak zaufania do ludzi i nieświadome wchodzenie w kostium Władysława Gomułki na etapie roku 1968. Ale to już odrębne historie, które będziemy mieli okazję oglądać przez najbliższe lata. Niestety…

  

czwartek, 16 marca 2006
52. Strach

  

Zaczynam siebie nienawidzić. Darzyć pogardą. Wstydzić za samego siebie. Odczuwać zażenowanie z powodu własnej osoby. Czuć zniechęcenie. Ukrywać przed sobą.

A jednocześnie zauważam u siebie poczucie wyższości. Egoizm. Samozadowolenie. Narcyzm. Niemal dosłowne zakochanie się w sobie.

Czy jestem przywiązany do czegokolwiek poza sobą? Do kogokolwiek?

Czy czuję?

Czy czegoś pragnę? Czy jestem w stanie czemuś się poświęcić?

Czy coś osiągnąłem?

Czy jestem?

Czy mam szansę?

Czy jest nadzieja?

Czy zjawisz się i mnie uratujesz?

Zadaję sobie bolesne pytania i pojawia się strach…

  

                    Czas mnie nadgryza jak monetę

                    I już mi siebie samego nie starcza

                              [Osip Mandelsztam. Przeł. L. Lewin]

  

poniedziałek, 13 marca 2006
51. Los

  

Po trzech tygodniach – znowu…

Ty i ja.

Przypadek? Przeznaczenie?

  

niedziela, 12 marca 2006
50. Pamiętaj

  

                    Pocałuj mnie w czoło

                    odgarnij włosy z twarzy

                    otrzyj łzę spod oka

  

                    Zgaś świecę

                    zamknij trumnę

                    odprowadź mnie

                    do piekła

  

                    Spójrz w niebo

                    przeklnij Boga

                    i odejdź

  

                    Zbyt Cię kocham

                    by pozostać

  

piątek, 10 marca 2006
49. Analiza II

  

Znów prześladuje mnie myśl o najważniejszej książce mego życia. O Nim.

  

Mam w sobie wrodzoną pasję przekory; całe moje życie było tylko łańcuchem smutnych i niefortunnych aktów sprzeciwiania się sercu lub rozsądkowi. (…)

Czyż, myślałem sobie, moim jedynym przeznaczeniem na ziemi jest burzenie cudzych nadziei? Odkąd żyję i działam, los jakoś zawsze kazał mi rozwiązywać cudze dramaty, jak gdyby beze mnie nikt nie mógł ani umrzeć, ani wpaść w rozpacz! Byłem niezbędną postacią piątego aktu; mimo woli odgrywałem nędzną rolę kata lub zdrajcy. (…)

Czasami gardzę sobą... czy nie dlatego właśnie gardzę także innymi?... Stałem się niezdolny do szlachetnych porywów; boję się wydać śmiesznym samemu sobie. (…)

We wczesnej młodości byłem marzycielem; lubiłem pieścić na przemian to ponure, to tęczowe obrazy, które malowała mi moja niespokojna i chciwa wyobraźnia. Ale co mi z tego pozostało? Tylko znużenie jak po nocnej walce ze zmorą i mętne wspomnienia, pełne żalu. W tej bezpłodnej walce wyczerpałem i żar duszy, i hart woli, niezbędne dla prawdziwego życia; wkroczyłem w to życie, przeżywszy je już w myśli, i ogarnęła mnie nuda i obrzydzenie, jak tego, kto czyta liche naśladownictwo dawno mu znanej książki”.

          [Michaił Lermontow, Bohater naszych czasów. Przeł. W. Rogowicz]

  

Kiedy zacznę żyć w realnym świecie?...

  

wtorek, 07 marca 2006
48. Mistrz

  

Ta zawiść Polaków wobec siebie, to wzajemne podstawianie sobie nogi, to potępianie innych i przekonanie o własnej nieomylności, ta łatwość wydawania wyroków, to czarno-białe postrzeganie świata i ludzkich wyborów.

Ta nienawiść powszechna, ta pogarda dla elit i ludzi rzeczywiście wielkich, którzy umieli coś stworzyć, osiągnąć, zyskać poklask świata.

To lubowanie się w opluwaniu, niszczeniu, wyśmiewaniu, lekceważeniu.

Ta miernota powszechna, brutalna, triumfująca…

To, co robiono z Miłoszem, Kuroniem, Turowiczem, Jeziorańskim, co się robi z Michnikiem, Mazowieckim, z (nie waham się tu) Kwaśniewskim, Balcerowiczem – przechodzi moje wyobrażenia o ludzkiej podłości i głupocie…

  

Osiemdziesiąte urodziny Andrzeja Wajdy.

Znam się co nieco na literaturze, historii, malarstwie i kinie – i dlatego nie mam wątpliwości: jest to jeden z największych artystów polskich XX stulecia, na polu kinematografii jeden z największych w świecie. Nie ma drugiego artysty filmowego, którego twórczość byłaby tak organicznie związana z „duchem” jego narodu, który by w takim stopniu formował świadomość społeczną, wzbudzał powszechne dyskusje i spory, obalał i tworzył mity, demaskował i formował nas takimi, jacy jesteśmy.

Trzeba to wiedzieć, gdy się zabiera dziś głos, a nie krzyczeć, gdy nie ma się pojęcia o czasach, o okolicznościach i możliwościach, dziś, gdy odwaga potaniała, a głowę podnosi niemające nic do zaoferowania chamstwo.

Zresztą – prawdziwa wielkość broni się sama…

  

               I naród w sercu mnie po wieczny czas utwierdzi

               Za to, żem lutnią w swój nielitościwy wiek

               Wysławiać wolność śmiał i wzywał miłosierdzia,

                    I szlachetności uczuć strzegł.

  

               Posłusznie, muzo, czyń, co boży duch rozkaże,

               Niech cię nie nęci laur, nie straszy obelg chór,

               Jednaką miarą mierz pochwały i potwarze,

                    A z głupcem się nie wdawaj w spór

                                   [Aleksander Puszkin. Przeł. J. Tuwim]

  

środa, 01 marca 2006
47. Imię

  

               Twoje imię – ptaszyna w rękach,

               Twoje imię – zimno sopelka,

               Jedno jedyne ust poruszenie,

               Twoje imię – sylaba, drgnienie,

               Schwytana w locie piłeczka,

               W ustach srebrny dźwięk dzwoneczka.

  

               Kamień rzucony na dno strumienia

               Pluszcząc zapłacze twoim imieniem.

               W lekkim tętencie kopyt po nocy

               Rozgłośnie imię twoje się toczy.

               Wypowie nam je u skroni

               Dźwięczny szczęk broni.

  

               Twoje imię – ach, tak nie można! –

               Twoje imię – pocałunek ostrożny

               W lekki chłód nieruchomych powiek,

               Twoje imię – pocałunek śniegowy.

               Błękitny łyk, lodowy, źródlany.

               Z twoim imieniem – sen nieprzespany.

                              [Maryna Cwietajewa. Przeł. S. Pollak]

  

Marzy mi się wciąż, że powiem to tej/temu, której/któremu nigdy tego nie powiem...

  

Archiwum
Tagi