~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
sobota, 31 marca 2007
211. Powłoka

  

Przeglądam się w witrynach sklepów, jakbym szukał drugiego siebie – innego, lepszego, sprowadzonego do samej fizyczności. Przy wszystkich swoich słabościach i wahaniach zawsze podobałem się samemu sobie. I to nawet w sensie erotycznym. Moje lustrzane odbicie oddaje sam wygląd, jest jak kostium, za którym kryje się prawda, a zatem niczym nie może zrazić. Jest czystą zewnętrznością.

Tego samego szukam u innych. Z pewnym zdziwieniem zauważyłem ostatnio, że nie zwracam już uwagi na kobiety. Kolekcjonuję w myślach mijanych na ulicy młodych mężczyzn. Nie znam ich i nigdy nie poznam. Są tylko eksponatami do podziwiania. To poszukiwanie, to oglądanie i uwielbienie, zamienia się powoli w obsesję...

  

                     „O, móc być chłopcem twoim jasnowłosym...”

                                        [Maryna Cwietajewa. Przeł. J. Salamon]

    

piątek, 30 marca 2007
210. Teraz

  

Bałem się zawsze przyszłości, ale ostatnio – znowu – wraca do mnie lęk z powodu mojej przeszłości. Z powodu tego, czego już nigdy nie będzie, nie odwróci się, nie zmieni. Stają mi przed oczami obrazy z czasów minionych, a przecież tak naprawdę widzę to, co chciałbym, aby się zdarzyło, ale już nigdy tego nie będzie. Nigdy tego nie było. Moja przeszłość jest tylko ułudą, tylko wyobrażeniem. Przyszłość jest koszmarną zagadką. W efekcie jest tylko tu i teraz. Tylko teraźniejszość. Wieczne teraz.

Teraz jest zawsze.

I znów zostaję sam ze sobą. Aż do znudzenia…

  

niedziela, 25 marca 2007
209. Alle Menschen werden Brüder...

  

Pięćdziesiąt lat temu podpisano traktaty rzymskie, ustanawiające Europejską Wspólnotę Gospodarczą oraz Europejską Wspólnotę Energii Atomowej – fundamenty, na których zbudowano obecną Unię Europejską, jednoczącą 500 milionów obywateli z 27 państw Starego Kontynentu.

Bardzo ładna rocznica...

  

22:20, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
piątek, 23 marca 2007
208. "Kretyn i zdrajca"

  

Co pewien czas mamy wątpliwą przyjemność oglądać na żywo w telewizji przykłady krańcowej kompromitacji jakiejś osoby z życia publicznego, która niczym w amoku pogrąża się z każdym swoim słowem – ostatnio był to nowy prezes NBP Sławomir Skrzypek i były już wojewoda mazowiecki Wojciech Dąbrowski. Wczoraj przyszedł czas na Józefa Oleksego, który tak marzył o powrocie do czynnej polityki, że aż wykopał sobie grób – a że do trzech razy sztuka (Ałganow, lustracja), tym razem już zapewne nie zmartwychwstanie. Na ujawnionych nagraniach z rozmów z Aleksandrem Gudzowatym z 14 września 2006 r. Oleksy obsmarował niemiłosiernie swoich partyjnych kolegów, nazywając Wojciecha Olejniczaka „narcyzem”, Aleksandra Kwaśniewskiego „krętaczem”, Jerzego Szmajdzińskiego „nadętym bucem”, sugerując przekręty finansowe przy kampanii wyborczej Marka Borowskiego i nieprawne pochodzenie majątku byłego prezydenta. Trudno orzekać o prawdziwości zarzutów podpitego Oleksego, choć wszystkie wątpliwości należy dla porządku sprawdzić, co zresztą nie powinno być zbyt trudne i długie. Zaskakuje jednak knajacki język byłego premiera i marszałka Sejmu oraz jego mętne tłumaczenia się i próby usprawiedliwiania.

Oleksy zaczynał jako ministrant – gdyby nie poszedł w politykę i zamiast chlać z biznesmenami pił wino mszalne, to by teraz mógł być biskupem. A tak jest...

  

23:36, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
czwartek, 22 marca 2007
207. Miasto spotkań?

  

Wczoraj na wrocławskim rynku odbyła się manifestacja Narodowego Odrodzenia Polski i neopogańskiego stowarzyszenia Zadruga. W Międzynarodowy Dzień Walki z Dyskryminacją Rasową mieszkańcy miasta, zagraniczni turyści i młodzież świętująca pierwszy dzień wiosny mieli niezapomnianą okazję do zapoznania się z hasłami typu: „Polska cała, tylko biała”, „Wolna Polska bez Murzynów”, „Europa dla białych, HIV dla Afryki”, „Nasza święta rzecz, czarni z Polski precz”, „Polska jest krajem cywilizacji chrześcijańskiej i łacińskiej; krajem cywilizacji Białego Człowieka. Nie pozwolimy, by nasze dziedzictwo zastąpiła kultura buszu i bambusa” oraz przypomnieć sobie cytat z Mussoliniego: „W naszym kraju jest miejsce dla czarnych – ale tylko dla czarnych koszul”.

Demonstracja była legalna, zgłoszona uprzednio w Urzędzie Miasta, ochraniana przez cały czas przez policję. Nie mam pretensji, że wydano pozwolenie na manifestację, bo demonstrować może każdy i trudno przewidzieć, jakie hasła będą skandowane. Ale czy najbardziej reprezentacyjny plac w samym środku miasta jest odpowiednim miejscem do tego typu imprez? I wreszcie – czy policja zna obowiązujące w Polsce prawo? Przypominam:

Art. 256. Kodeksu Karnego: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Art. 257. KK: „Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Art. 13. Konstytucji RP: „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.

  

Ktoś tu publicznie zakpił sobie z państwa prawa, ktoś widocznie poczuł, że teraz mu wolno. Hasło „Wrocław – miasto spotkań” nabiera nowego sensu, a mi się robi niedobrze...

  

środa, 21 marca 2007
206. Pożar

  

Dzisiejsze odkrycie – film Piękna wieś pięknie płonie (Jugosławia’1996), reż. Srdjan Dragojević. Ze wszystkich obrazów o bratobójczym konflikcie na Bałkanach ten zrobił na mnie największe wrażenie. Niezwykłe połączenie brutalizmu z liryzmem, scen wstrząsających z czarnym humorem, zręczne żonglowanie kilkoma planami czasowymi. I ludzie – niegdyś tworzący ułudę wielonarodowej wspólnoty, a przecież przeżarci wzajemnymi pretensjami i stereotypami, które w końcu wyszły ze sfery żartów i rozpętały piekło. Ostatecznie wszyscy i tak lądujemy na tym samym oddziale w szpitalu.

Był kiedyś piękny kraj, który nazywał się...

  

Tagi: filmy
23:50, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 18 marca 2007
205. Milczenie II

  

I znowu cisza. Wczoraj. Dziś. Jutro. Od zawsze. Na zawsze.

Praca umysłu zamieniająca się we wrażenia i doznania; wyostrzające się zmysły kosztem zanikającego daru mowy. Tylko dostrzeganie, słyszenie, tylko obrazy i dźwięki, ale już nie myśli, nie słowa. Tylko cisza, której nikt postronny nie zakłóci. A w tej ciszy każdy dzień, każdy przedmiot, każde wrażenie krzyczy „Dlaczego? Powiedz – dlaczego?” Ściany pokoju, oczy znanych kiedyś a porzuconych dziewcząt, usta nieznanych nigdy a pożądanych młodzieńców, wspomnienia błędów i marzenia senne – wszystko krzyczy „Dlaczego?”

Lecz odpowiedzią im jest tylko moje milczenie…

  

niedziela, 11 marca 2007
204. Ucieczka

  

Jest źle, nie do wytrzymania. Każde miejsce, każdy ruch, wszystko, na czym spocznie mój wzrok – budzi irytację. Każda myśl, każdy czyn – są jak przewina. Nie tak, nie to…

Uciec stąd – ale przecież moje „ja” będzie mnie gonić…

  

                    Dalej! Za granice ostateczne

                    Stacyj! Rozumiesz – z ciała precz chcę

  

                    Wyjść! (W powiek opadających godzinie

                    Czyż z odzieży naszych wychodzimy?)

  

                    …Poza tamtej strony granicę:

                    Nad Styksem!...

                                        [Maryna Cwietajewa. Przeł. S. Pollak]

  

sobota, 03 marca 2007
203. Prawda

  

Oglądam film Wszyscy albo nikt (Chiny’1999), reż. Yimou Zhang. Historia zdawałoby się nieefektowna (13-letnia nauczycielka na głębokiej prowincji), opowiedziana w sposób najprostszy z możliwych, a jednak przykuwa przed ekranem i z każdą minutą wciąga coraz bardziej. Cóż tak porusza? – życiowa prawda? obraz nędzy? zagubienie dzieci? egzotyka tak odległa, tak bliska?

Ostatnia scena – dzieci zapisujące na tablicy pojedyncze ideogramy, oznaczające podstawowe elementy rzeczywistości ludzkiej – przepiękna, niemalże kino w stanie czystym. Niczym dotknięcie jakiejś tajemnicy, odkrycie czegoś, co jest tuż obok nas, co sobie uświadamiamy, lecz nie potrafimy tego wyrazić. Największe sceny w historii kina są właśnie o tym. A przy tym absolutny ascetyzm formalny – poezja...

  

                         „Bo wiedząc o swym pokrewieństwie

                         Z wszystkim, co jest i będzie potem,

                         Musi się w końcu jak w herezję

                         W niewiarygodną wpaść prostotę”

                                                  [Borys Pasternak. Przeł. W. Woroszylski]

  

Archiwum
Tagi