~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
wtorek, 31 marca 2009
585. Powrót do Brideshead / Howard’s End / Breslau...

  

Kurier przywozi walizkę tuż przed moim wyjściem z domu. Chyba ładna − długo rozpakowuję, oglądam i ledwie zdążam na pociąg. W biegu przez park szlag trafia fryzurę…

Idziemy z Tomkiem (za darmo!) na wczesnopopołudniowy seans (nie byłem w kinie od trzynastu miesięcy, pierwszy zaś raz jestem z kolegą) − film w klimatach tak lubianych przeze mnie obrazów tercetu Merchant-Ivory-Jhabwala, może nieco emocjonalnie chłodny, a wobec katolicyzmu tendencyjny, ale za to Ben Whishaw do podziwiania (te marynarki, swetry, szale, kapelusze, ta grzywka opadająca na czoło). Potem nasz wspólny spacer z przystankiem w Bibliotece Miejskiej, a w pociągu do domu koleżanka, z którą dojeżdżałem na studia dziewięć lat temu. Dosiadam się...

 

To był nadzwyczaj promienny dzień. I tylko ja w tym wszystkim − w obu przypadkach z takim trudem podtrzymujący rozmowę, milczący, nieumiejący reagować, zażenowany sobą, z nieustannym poczuciem winy…

 

Ten film był w jakiejś mierze o mnie i o moim otoczeniu…

  

sobota, 28 marca 2009
584. O (nie) wychodzeniu z szafy - czyli Rzecz o granicach ludzkiego poznania...

  

Namawiają do mówienia o tym głośno, ujawniania się, przyznawania. Ale kogo informować, gdy inni wiedzą wcześniej od nas i dają nam to boleśnie odczuć od najmłodszych lat, a my nie rozumiemy naszej winy, nie umiemy się przed tym obronić, zaprzeczyć temu lub tego potwierdzić, i dopiero pod koniec trzeciej dekady naszego życia zaczynamy w pełni odkrywać w sobie to, co i tak pozostaje tylko sferą myśli i wyobrażeń, bo nie przekłada się w pełni na gotowość i pragnienie naszych zmysłów? I jak teraz zdobyć tę pewność samego siebie, skoro doświadczeniu swoich rówieśników możemy zaoferować jedynie sumę naszych kompleksów i zahamowań? Jak sobie ulżyć przyznaniem się, skoro obciążano nas dotąd bagażem wyłącznie negatywnych reakcji najbliższego zwłaszcza otoczenia? O ileż łatwiej byłoby znosić te wyzwiska i upokorzenia, gdyby znajdowały potwierdzenie w naszym trybie życia, gdybyśmy byli tym, za kogo nas biorą. A tak przyznawać się do czego? − do marzeń, wirtualnych znajomości, z zazdrością oglądanych zdjęć i filmów? Bo przecież nie do miejsc spotkań i partnerów, jeśli tego nigdy nie było. Co my właściwie możemy mieć komukolwiek do powiedzenia o tym wszystkim? I z czym tu się identyfikować, jeśli muszę być odmieńcem nawet wśród odmieńców...

  

Jak można się wyleczyć z samego siebie? − zastanawia się Billy. Jak można dać sobie radę z samym sobą? Jak można pogodzić się z diagnozą?

                      [David Gilbert, Normalsi. Przeł. M. Świerkocki].

  

Trzy rzeczy stanowią o dobrym samopoczuciu mężczyzny, wpływającym na jego relacje z innymi ludźmi: praktyczna życiowa zaradność, satysfakcja finansowa z wykonywanej pracy, seksualne możliwości własnego ciała. Moje trzy niewiadome, ułomności, braki…  

  

19:55, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
czwartek, 26 marca 2009
583. O tym, że "narration is typical of this director’s style”…

  

Podróż do Nowej Ziemi (USA’2005). Ależ to jest mistrzowsko sfilmowane, zmontowane, wyreżyserowane. Czwarty film Terrence’a Malicka i czwarty raz dzieło skończone w swej doskonałości. Jeśli trzeba milczeć latami i kręcić ledwie raz na dekadę, by powstało arcydzieło, to jest to godziwa cena…

  

W trakcie seansu chwytam szybko za długopis, żeby to wynotować: „Miłość łączy ludzi. Może ich też rozdzielić”

Taki mam styl myślenia, tak mi się przydarzyło, tak właśnie to interpretuję...

  

Tagi: filmy
14:36, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 marca 2009
582. O ciągnących się przygotowaniach - czyli Jeszcze trzy tygodnie (i to chyba nawet co do dnia)...

   

                    „I w dawnym niezdecydowaniu,

                    gdzie tyle spraw się splotło ciasno,

                    wszędzie −

                                        jest smutek niedoznania,

                    nęci, co nowe i niejasne”

                                        [Jewgienij Jewtuszenko. Przeł. S. Pollak].

  

Gdy inni po prostu wsiadają w pociąg, ja przez trzy miesiące muszę się przyzwyczajać do samej myśli o podróży. Ale już zdecydowałem. Bo nie tylko chcę − ja muszę...

  

niedziela, 22 marca 2009
581. Notatki na marginesach...

  

Trzeci już bodaj tydzień czytam kolejne tomy Historii literatury światowej, najbardziej jednak zainteresowany zamieszczonymi w niej fragmentami konkretnych utworów (ciekawe przy tym, że publikowanych w prasie urywków nowych książek nie czytam z założenia). Kilka spostrzeżeń w toku lektury:

− lista pisarzy-samobójców jest znacznie dłuższa od niekrótkiego przecież spisu, który sobie niegdyś sporządziłem;

− udział kobiet w twórczości literackiej minionych wieków również przynosi wiele ciekawych nazwisk, zbyt rzadko niestety pamiętanych;

− (odnośnie już samej książki) niechlujność edytorska i redakcyjna owocują niezliczonymi wprost literówkami, urwanymi zdaniami, stylem rozchwianym od banału do naukowości, a nawet błędami rzeczowymi (Fryderyk II Hohenstauf utożsamiony z Fryderykiem I Barbarossą, w notce o poezji Paula Celana pojawia się tytuł przypisanej mu powieści Louisa-Ferdinanda Céline’a itp.) i dyskusyjnym rozłożeniem akcentów (22 strony poświęcone Faustowi wobec 5 na całego Szekspira). Jakżeż ja nie znoszę podobnej amatorszczyzny…

  

Historia przemocy (USA/Niemcy’2005, reż. David Cronenberg) byłaby znacznie lepsza, gdyby nie można było tak łatwo przewidzieć, co będzie w następnej scenie. A potem czytam, że to „próba ucieczki od utartych klisz gatunkowych”. Coś zbyt łatwo dają się dogonić owi uciekający...

  

Zaczynam zapełniać swój warszawski notesik. Na początek adresy, godziny otwarcia i ceny biletów do kilku muzeów. Chcę, żeby to były niezwykle intensywne dni…  

…zwłaszcza, że zamierzam w przyszłym miesiącu spotkać się w trzech miastach z pięcioma osobami, które już znam, i z czterema kolejnymi, dopiero do odwirtualizowania. Dni więcej warte niż całe dotychczasowe życie…

 

Spróbuję więc zaprzeczyć słowom T. S. Eliota o okrucieństwie kwietnia − choć i tak tylko te siedem wersów warto z niego ocalić. Jedna z herezji, jaka mi właśnie przychodzi do głowy: nic by się wielkiego nie stało, gdyby nagle zniknęła cała literatura anglojęzyczna (poza Szekspirem, rzecz jasna). Jeśliby jednak stało się to z polską lub rosyjską, świat musiałby przestać istnieć...

Bezczelność sądów jest przywilejem ignorantów...

  

czwartek, 19 marca 2009
580. O eksploracji nierozpoznanych jeszcze lądów...

   

                              Nicht der Besitz, nur das Enthüllen… 

                                                  [Christoph August Tiedge].

  

Jedziemy z rodzicami do Urzędu Skarbowego w sąsiednim mieście, złożyć zeznania podatkowe. Kolejne z moich nowych doświadczeń. Młodsza ode mnie pani sprawdza mi szybko PIT-a; poprawność potwierdzona. Należy mi się 220 zł zwrotu z pobranej zaliczki, bo cały podlegający zadeklarowaniu dochód za ubiegły rok wyniósł 1158 zł (!). Podobno są ludzie, którzy w tydzień zarabiają więcej, ale to muszą być jakieś inne światy…

  

Zaproponowano mi też dziś udział w czymś wyjątkowym, a ja się zgodziłem. Wdzięczność za tę nieoczekiwaną prośbę o drobną przysługę, radość z możliwości współtworzenia tego, pozostawienia po sobie śladu − własną uczynionego ręką. Dobrze, że przynajmniej inni coś potrafią... Premiera 12 czerwca, a wcześniej jeszcze jedna przyjemność w Łodzi…

  

Zastanawiam się, czy znowu nie spróbować ścięcia włosów na krótko...

 

22:17, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 17 marca 2009
579. "Vanity Fair" - czyli Pięknie się tydzień rozpoczyna...

  

Poniedziałkowe chodzenie po Wrocławiu z listą spraw do załatwienia w ręku. Zamówione miesiąc temu zaświadczenie o odbywaniu w latach 2004-2008 studiów doktoranckich wreszcie z dziekanatu odebrane. Pary Johna Updike’a w Świecie Książki i jeszcze trzy inne tytuły na Ruskiej zakupione. Również zapas majteczek i bokserek w ramach przygotowań do podróży nabyty (co by nie musieć się wstydzić w razie ewentualnego spotkania z gospodarzami przy drzwiach łazienki). Podobnież laminowana mapa Warszawy (a przy okazji i Wrocławia, bo dotychczasowa już 14 lat sobie liczy) i notesik na adresy miejsc stołecznych wartych odwiedzenia i stołowania (będzie problem z tym przełamywaniem się i chodzeniem na obiady, będzie). Skojarzenie mijanego w Pasażu Grunwaldzkim chłopca z Lukasem Ridgestonem z powodu mojego nieśmiało spuszczonego wzroku niepotwierdzone. Wymarzona czarna kurtko-marynarka (z pagonami!) tym razem (po ryzykownym niezdecydowaniu się na ujrzany w pierwszym sklepie model ze źle wszytym rękawem) zdobyta. Teraz jeszcze tylko parasol, białe tenisówki i ta przeklęta walizka − nie mogę się na nic zdecydować. I mogłaby to być typowa dla mnie wymówka, żeby…

  

Chcę się z kimś spotkać, ktoś inny chce się spotkać ze mną. Ale wczorajszy dzień był już zbyt kosztowny. No i zima, zdaje się, właśnie wraca. Znowu siedzenie w domu i jałowe czekanie na okazję…  

  

niedziela, 15 marca 2009
578. Podskórne melodie...

  

Rozdroże Café (Polska’2005; reż. Leszek Wosiewicz). Ależ ten film nachalnie czerpie ze Zbrodni i kary Dostojewskiego − całe wątki, motywy, sceny, postacie… To się nie mogło udać.

Nawet najgorszy jednak polski obraz zawsze przykuwa moją uwagę − jest w tym pewien rodzaj naiwności: wystarcza mi samo brzmienie naszej mowy, by mieć poczucie dotknięcia rzeczywistości. Tymczasem filmy z zagranicy to tylko kino

Z piosenkami jest na odwrót − nie mogę się powstrzymać od śmiechu, gdy słyszę polskie śpiewanie. Nierozumienie słów to u mnie pierwszy krok do należytego odbioru muzyki, bo akurat głos ludzki jest mi najbardziej zbędnym z instrumentów…

  

Czytam nie rozumiejąc, patrzę nie dostrzegając, słucham w sobie nie czując. Mam tylko wyobrażenia wewnętrznego wibrowania...

  

Tagi: filmy
22:01, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link Komentarze (3) »
czwartek, 12 marca 2009
577. O regułach gry...

  

Pytam sam siebie: co to da? − poza samym doznaniem czegoś nowego, może banalnego dla innych, lecz dla mnie wszak nie do wyobrażenia i, nie będę przecież ukrywał, wzbudzającego szereg obaw. Poza oderwaniem się od dotychczasowej rzeczywistości, spróbowaniem czegoś na własną rękę, bez czyjejkolwiek kontroli. Bo potem wszystko i tak wróci w utarte koleiny, bo ja sam prędzej czy później − a oddaję się tym wątpliwościom, jeszcze przecież nie wyjechawszy − będę musiał wrócić. Do pełnego tęsknoty czekania, nieumiejętności zakorzenienia się w czymkolwiek, do braku płatnego − i każdego innego − zajęcia. I nieco się nawet obawiam, że koszty tej wyprawy przewyższyć mogą ewentualne zyski − bo właśnie powrót do tego, co teraz, będzie najtrudniejszy. Bo jeszcze mogę się łudzić, a potem będę już tylko wspominał, analizował, żałował…

  

„Helena czuła się wtłoczona w życie na siłę. Wiedziała, dlaczego wszystko tak się dzieje. I kto gra jaką rolę. Czego to nie powinna myśleć i sądzić. I co ma myśleć i na co nie mieć nadziei. I nic nie poradzi”

                  [Marlene Streeruwitz, Uwiedzenia. Przeł. A. Kowaluk].

  

A całe to hamletyzowanie z powodu średniej statystycznej, która zobowiązuje do opublikowania dzisiaj czegoś. Trudno się odzwyczaić od przyjętej uprzednio konwencji, inaczej na wszystko spojrzeć, zmienić tok myślenia…

  

wtorek, 10 marca 2009
576. O pogoni za ułudą - czyli "To Fly Away, Part II"...

  

„Ostatecznie − ciągnęła w zadumie − najwięcej mnie gnębi to zmurszałe więzienie. Męczy mnie i nudzi to zamknięcie. Rwie mi się serce w szeroki, wspaniały świat. Chciałabym w nim pozostać na zawsze, bo stąd oglądam go jedynie przez mglistą zasłonę łez i tęsknię za nim w głębi zbolałego serca. Chciałabym naprawdę być w nim i z nim. (…) Ciekawa jestem, czemu on nie chce być blisko mnie − mówiła dalej już do siebie. − Zdawało mi się, że tego pragnie” [Emily Brontë, Wichrowe wzgórza. Przeł. J. Sujkowska].

  

21:56, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
niedziela, 08 marca 2009
575. O tym, że pozory mylą...

  

Wciąż udaje Mu się mnie zaskoczyć − nieświadom tego, potrafi od razu zdezaktualizować wszystko, co mi się wydawało i co opisuję. Wystarcza jeden sms, jedna rozmowa telefoniczna i znów się uśmiecham…

  

Przeglądam w Internecie oferty kolejnych sklepów i nie umiem się zdecydować na odpowiednią walizkę. W gruncie rzeczy nie wiem nawet, jakie ona powinna mieć właściwości, bo to, co mamy w domu, pochodzi sprzed kilku dekad. Zastanawiam się też nad terminem, tak żeby już coś postanowić − okres powielkanocny będzie chyba odpowiedni. O dacie powrotu staram się nie myśleć. Na drodze do Warszawy powinna się znaleźć Łódź − z dwóch względów może być nawet ciekawsza od stolicy.

Pozoruję przed samym sobą przygotowania do pierwszej w życiu przygody…

  

…„ma już serdecznie dosyć kolejnych dni, które niczym się od siebie nie różnią. Chce czegoś więcej, nawet jeżeli czeka go coś gorszego”

                      [David Gilbert, Normalsi. Przeł. M. Świerkocki].

  

piątek, 06 marca 2009
574. O niczym - czyli Rozczarowania...

  

Życie wtłacza nas w takie tryby, że od tygodni nie możemy się umówić na spotkanie, a ledwie parę kilometrów okazuje się odległością, która bardziej nas oddala od siebie, niż umożliwia zawiązanie koleżeństwa. Zawodzi też Pocałunek kobiety-pająka (USA/Brazylia’1985, reż. Hector Babenco) − tak ponoć egzotyczny i wyrafinowany. Zapominam wciąż (wstydzę się?) pogratulować komuś realizowania jego pasji i osiągania na tym polu sukcesów − ja żadnej z tych rzeczy mieć już nie będę. Bardzo satysfakcjonujące za to dla mnie Kartki wydarte z „dziennika gliwickiego” (↓) − trudno się nie identyfikować z takimi wątpliwościami wobec samego siebie...

W żaden sposób nie potrafię opisać tego, co się ostatnio (nie) dzieje…

  

„[10 V 1955] Przez wszystkie lata, odkąd zacząłem myśleć, od młodości do dnia dzisiejszego, czekałem i będę czekał. Tylko w dzieciństwie było spełnienie. I nie było wielkiego czekania. (...)

[16 VII 1955] Wypełnia się mój czas. Bez względu na to, co czynię. W ciszy. Czy i przez kogo zostanie ona przerwana? Odchodzą dni podobne do siebie jak zapałki w pudełku. (...)

[21 V 1957] Rzucić się jeszcze raz w pogoń. Gonić czas, który ucieka, dopaść go, połknąć. Czas ucieka, ucieka, ucieka. Czuję w głowie, jak czas ucieka. Czuję w sobie (całym), jak czas »ucieka«” [Tadeusz Różewicz].

  

środa, 04 marca 2009
573. O tym, że ciągle popełniam ten sam błąd...

  

Wciąż nie pozwalam Ci odejść. A przecież tylko w ten sposób, skończywszy z tym wreszcie, okazałbym Ci największą możliwą przyjaźń, złożył dowód szacunku. Milczysz zatem Ty, żeby dać mi tę szansę. To najbardziej optymistyczne z możliwych wyjaśnień, jakie ostatnio przyjmuję. I kolejny już raz daremnie obiecuję poprawę…

  

„To, że jakaś kobieta przez całe życie pozostaje wierna miłości do człowieka, którego więcej nie spotyka i który na tę miłość nie zasługuje, istotnie nosi znamiona szaleństwa, ale − któraż miłość nim nie jest? Albo kto zasługuje na miłość? Kto zasługuje na to, by stać się centrum wszechświata, źródłem wszelkiej radości, racją nadającą sens życiu? Na miłość nie można zasłużyć. To nie jest transakcja czy interes, w który wkładasz tyle i tyle, by odpowiednio wiele zyskać. Zwracamy się ku komuś z miłością albo sami stajemy się jej obiektem, lecz na ogół nie ma współzależności między obiema relacjami.

Carlos mógł sobie być, jaki chce, bowiem uczucie, jakie żywiła względem niego Amelia, nie potrzebowało wzajemności, żeby trwać; samo sobie wystarczało. (…) Mówi się zwykle: nie trzeba sobie świata zawiązywać, trzeba brać z życia, co się da… Brać co? Następną miłość, następny zawód, następne zniechęcenie. Przekonywać się coraz mocniej, że wszystko mija, wszystko odchodzi w zapomnienie, nikt nie jest niezastąpiony… Ale to nie jest prawda, lub też nie cała prawda. Bywa, że kogoś nie można albo nie chce się zastąpić. Więcej: bywa, że ktoś chce kochać dalej, nie chce zapomnieć, choćby oznaczało to już tylko cierpienie, ostateczną formę miłości

         [Marina Mayoral, Życie oddać i duszę. Przeł. M. Szafrańska-Brandt].

  

22:07, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
poniedziałek, 02 marca 2009
572. O "dobrych radach" życzliwych nam ludzi...

  

„(…) odparł, że nie zamierza być niewolnikiem talentów, których bynajmniej nie wybierał, a które zostały mu najzwyczajniej w świecie narzucone. Co z tego, że wykazujemy zdolność do czegoś, co nie sprawia nam radości? W takim przypadku talent staje się przekleństwem”

                    [Marcelo Figueras, Szpieg czasu. Przeł. B. Jaroszuk].

  

A w istocie to we mnie, co podobno wzbudza taki podziw, to jedno wielkie oszustwo. Nie mam nawet tego. Jak wykorzystać to, co mam?...

  

21:44, alexanderson , Wierszo- / blogopisanie
Link
Archiwum
Tagi