~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
niedziela, 31 marca 2013
1239. Z cyklu: Przeczytane (XV) - Marzec...

  

1. Karl Schlögel, Terror i marzenie. Moskwa 1937. Przeł. I. Drozdowska-Broering i J. Kałążny, Poznań 2012;

2. Jorge Semprun, Odpowiedni trup. Przeł. M. Ochab, Warszawa 2002.

  

Tagi: książki
21:55, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 30 marca 2013
1238. Prawo posiadania...

  

Śnieżna Warszawa, Felicjan Dulski krążący po korytarzu pociągowym, szary Wrocław. Znów u rodziców, gdzie niegdyś azyl i więzienie, a teraz kolejne rewolucje: przemalowane, przestawione, część książek wyniesiona, pochowana. Nowe za to sweterki, piżama w różową kratkę z reniferem – wyprawka dla małego chłopczyka, czekoladki. Drzwi wciąż otwarte, lęk, że ktoś zobaczy, co też piszę. Przestrzeń, do której trzeba się na nowo przyzwyczajać; ja już nie stąd, na krótko tylko wpadający stamtąd. To już nie moje – jak gdybym wcześniej mógł się tu czuć u siebie i o czymś decydować…

  

„Matka przypomina, że córka nie ma własnego pokoju, ponieważ to, co w swojej manii wielkości nazwała swoim pokojem, w rzeczywistości też należy do matki. W tym mieszkaniu, póki ono jest jeszcze moje, wszystko ustalamy razem, i matka ujmuje w słowa to, co zostało ustalone”

                        [Elfriede Jelinek, Pianistka. Przeł. R. Turczyn].

  

wtorek, 26 marca 2013
1237. Tutto rimanga come è...

  

Wczorajszym rankiem pociągiem do Starej Wsi wraz z koleżanką (przy okazji odkrywam stacje Warszawa Ochota i Śródmieście – na pierwszej wsiadamy w byle co, aby tylko podjechać do następnej, gdzie ciut cieplej): po drodze porozrzucane pośród lasów drewniane pseudo-dworki, misterne nieraz werandy, dziury zabite dechami i rudery. Wysiadamy na odludziu, przysyłają po nas samochód. W firmie podpisujemy umowy, wypełniamy mnóstwo formularzy; Prezes pokazuje nam dziesiątki pomieszczeń w budynku i plany rozbudowy. Potem osobiście nas odwozi do Warszawy – dotąd jeszcze nie oglądałem jej z takiej perspektywy i od wschodu. Oszałamiający widok w stronę Centrum na Moście Siekierkowskim. Korzystając z pogody wracam na piechotę z Placu Unii Lubelskiej na Bankowy…

Dziś już pierwszy dzień pracy w KRS-ie. Schludny wewnątrz budynek, imponujący hol z łukami na filarach, mały dziedziniec w środku. Pokój z gigantycznym (ze 6-7 m wysokości) oknem (aż trudno mi przywyknąć po piwnicznych mrokach w Ministerstwie), za nim elegancka nowoczesna mieszkaniówka (pan na drugim piętrze kręci się długo po kuchni bez koszulki). Nie mamy jeszcze teczek, na razie zatem tylko układanie dokumentów w określonej kolejności, wciąż tych samych. I tak przez dwa miesiące. Wszystko musiało się zmienić, żeby znużenie pozostało jak dotychczas…

  

23:54, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 24 marca 2013
1236. Viewing Point (II)...

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

piątek, 22 marca 2013
1235. Na Wspólnej (V) - odc. 143-145 (ostatnie)...

  

We wtorek godzinne, niemal konspiracyjne spotkanie w samochodzie na Hożej; w środę składamy wypowiedzenia naszych umów; w czwartek zamykamy rozpoczęte sprawy, sprzątamy po sobie, zdajemy przepustki. Wszyscy (!) przechodzimy do konkurencyjnej firmy, wbijając gwóźdź do trumny dotychczasowego pracodawcy...

  

„Fortuna jest kobietą i odtrąca tych, którzy nie bywają zuchwali”
[Niccolò Machiavelli, Książę. Przeł. W. Rzymowski].

  

Na poniedziałek już zaplanowana wizyta w centrali za Otwockiem, a od wtorku nowe, urozmaicone obowiązki. Będę delegowany do zadań w różnych państwowych instytucjach (do tej pory Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, teraz czeka mnie Krajowa Rada Sądownictwa, następnie chyba MON), mając też w perspektywie zatrudnienie co najmniej do końca tego roku, kurs zawodowy, a po dwóch miesiącach wyższą pensję i system premiowy. To wciąż jeszcze za mało na stabilność i samodzielne utrzymanie, ale też pierwszy raz zarysowuje mi się jakaś przyszłość. Jako że nigdy nie miałem na siebie pomysłu, los wyraźnie sugeruje, bym został archiwistą...

  

„[29 X 1963] Nauczyłem się ostatnio doceniać figlarność życia. Wyznaczam mu kurs i myślę naiwnie, że ono cokolwiek sobie z tego robi. To jest nie tyle wyznaczam, ile przewiduję, dokąd mnie niesie”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

środa, 20 marca 2013
1234. Gomorra polacca...

  

„Drogówka” (Polska’2013; reż. Wojciech Smarzowski) – nadzwyczaj zręcznie operujące techniką i montażem kino – połowa ujęć z kamer przemysłowych i filmików nagrywanych komórkami, co ma swoje znaczenie dla fabuły, a poprzez swoją wycinkowość przydaje niezwykłego wrażenia realizmu, „życiowości” i bliskości. Świetne aktorstwo, wiele zabawnych scen i trafnych, socjologicznych wręcz (mimo przerysowania) obserwacji o polskiej obyczajowości, jakkolwiek stopniowo z niemal skeczowego początku historia przeradza się w kafkowski koszmar z ponurą diagnozą w finale. „Smarzowszczyzna” zatem, jaką znamy i kochamy, jakiej się po tym reżyserze spodziewamy (por. 184, 709, 1067): lekceważenie prawa, morze wódy i obsesja seksu (brawurowa kreacja odmienionego fizycznie Arkadiusza Jakubika). Polska w sztok pijana, rozkradana i bezradna; kraj łapówek i przekrętów, niewybaczający, niebiorący jeńców. Gówno, w którym nieustannie się taplamy, oswojone piekło tuż za naszym progiem…

Bardzo podoba mi się wykorzystanie Warszawy jako natural(istycz)nej scenerii dla przedstawionych zdarzeń – bez pocztówkowo-kolorowych widoków z komedii romantycznych; wyłącznie nieeksponowane przez kamerę tło, w którym jednak mieszkaniec stolicy (ogromna w tym przyjemność) nieustannie odnajduje tak znane sobie miejsca. Warszawa rozkopana budową drugiej linii metra, brudna, szara; miasto zmęczone, dyszące spalinami; konkretne tu i teraz jak rzadko w polskim kinie…

   

niedziela, 17 marca 2013
1233. Reconstruction...

  

Każdy mój wieczór i poranek jest próbą przywołania, wskrzeszeniem tamtego doświadczenia, wspomnieniem dotyku i zapachu. Znaczyło więcej niż dla innych, bo tylko wtedy, z Nią, było możliwe (w i tak nieudanej formie); bo się już nie powtórzy, a było tak cudownie. Gładząc poduszkę, palce uparcie zachwycają się miękkością skóry; nos chłonie umyte świeżo wyimaginowane włosy. Czas płynie, pamięć powinna się zacierać, a ja się koncentruję na tym, czego nie ma (por. 1068). Staje się moją obsesją, jedyną namiętnością i radością. Marzenie, żeby znów leżeć nieruchomo obok – bo właśnie w tej bierności pierwszy raz było poczucie, że się w ogóle żyje…

    

„Kobieta przywarła ciałem do mężczyzny. Zdawało jej się, że są zakopani w norze. W ciepłej podziemnej norze mają swoje posłania i nie potrzebują wychodzić na powierzchnię ziemi, na światło dzienne. Mężczyzna trzymał rękę na jej brzuchu, słyszał gęstniejący urywany oddech. Jakby biegła gdzieś zmęczona. Ale ona leżała tu, przy nim, nieporuszona, pewnie spała. Pod dłonią czuł ciepły, napięty brzuch.

(…) Kobieta otworzyła oczy. Było ciemno. »Nie – powiedziała – nie śpię«. Obok spoczywało nieruchome ciało męża. Ręka kobiety gładziła lekko głowę śpiącego. (…) Ręka przesuwała się po zamkniętych oczach i wargach. Zatrzymała się. Ciepłe, wilgotne tchnienie wypełniło dłoń.

– Zbudź się – prosiła.

Ciało jego poruszyło się i posłusznie przylgnęło do jej ciała. Mężczyzna spał jeszcze, ale jego ciało przebudzone i czujne zaczęło napełniać się krwią”

                                 [Tadeusz Różewicz, Owoc żywota].

   

środa, 13 marca 2013
1232. Quem di diligunt...

  

„Car” (Rosja’2009; reż. Paweł Łungin) i Bóg – film niczym komentarz do książki Uspieńskiego; nieuniknione porównania do drugiej części dylogii Eisensteina (wąż tłumu na śniegu, sprofilowany cień na ścianie jako dosłowne wręcz cytaty). A przy tym dzieło autorskie, świeże, barwne, wierne realiom i znakomicie rozegrane. Starcie osobowości, racji, postaw. Szaleństwo władzy, pokuta-rozpasanie. Naiwność-siła wiary. Uległość oraz opór... Ruś rozanielona, sama się oddająca w jarzmo; piekło na ziemi czynione ze strachu przed Sądem Ostatecznym. Samotność pomazańca, w finale nicość tyrana bez poddanych (Puszkinowskie „lud milczy”), którzy by gięli karki…

Gdy zaczynam oglądać, gdzie indziej objawia swe oblicze nowy papież. Tylko przez krótki czas stado się mogło obywać bez pasterza…

  

                „Ludzkość niekiedy ma to szczęście, że nikt jej nie zbawia”

                      [Pascal Quignard, Albucjusz. Przeł. T. Komendant].

  

wtorek, 12 marca 2013
1231. Kryptonim: Farewell...

  

Stał blisko w tramwaju zatłoczonym. Kurtka z brązowej skóry, siwawy komin-szal, bez palców rękawiczki. Włosy do przodu i z lekka podniesione. Oczy zaspane; przyblakły błękit albo zieleń – zerkałem zbyt ukradkiem. Ręka w kieszeni z tą wszech-chłopięcą swobodą, której nie umiem podrobić... Taki zwyczajny – wszyscy tacy, lepiej przy tym ubrani, ostrzyżeni; ktoś do nich dzwoni, z kimś gadają, mają spotkania, forsę, plany. Podglądam, pozostając w cieniu, bez słowa i jakiegokolwiek ruchu. Wcześniej wysiadać będą, pójdą w przeciwną stronę ich wzrok się na mnie nigdy nie zatrzyma...

      

„Czy przyszło mi do głowy, że może widzę go po raz ostatni?

Oczywiście, że przyszło. Właśnie to sobie pomyślałem: widzę cię po raz ostatni. Właściwie zawsze tak myślę, o wszystkim i o wszystkich. Moje życie jest nieustannym pożegnaniem z przedmiotami i osobami, które często nie zwracają najmniejszej uwagi na te gorzkie, krótkie, niepoczytalne pozdrowienia”

        [Vladimir Nabokov, Pamięci L. I. Szygajewa. Przeł. M. Kłobukowski].

  

sobota, 09 marca 2013
1230. Kraina Śniegu (II) - Ogród Saski (II)...

 

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

wtorek, 05 marca 2013
1229. Second Hand Life...

  

Dziurawe swetry, kurtka bez zamka, zużyty portfel, te idiotyczne włosy. Lęk w oczach, skulenie w każdym geście. Możesz podglądać, naśladować, zmieniać, kształtować nowy styl (lazurowe i cytrynowe nogawki w butach za kostkę) – i tak jest to tylko udawanie. Brakuje ci tej swobody poruszania, pewności siebie, myśli, że możesz się podobać. Miejsc oswojonych i zdobywanych osób. Półśrodki i półtony – ukształtowana przez prowincję mentalność łachmaniarza, wstydzącego się wejść na salony, to twój podskórny kostium…

   

„(…) młodzi mężczyźni, których widuje w metrze i na ulicach, chodzą w wąskich czarnych spodniach, w butach ze spiczastymi noskami i w dopasowanych marynarkach o kanciastym kroju, zapinanych na wiele guzików. Noszą też długie włosy, zasłaniające czoło i uszy, podczas gdy on po dawnemu ma krótko ostrzyżone boki i tył głowy, a na czubku schludny przedziałek, który wymusili na nim w dzieciństwie małomiasteczkowi fryzjerzy (…). W metrze oczy dziewczyn prześlizgują się po nim lub przybierają wzgardliwy, niewidzący wyraz.

W jego losie jest pewna niesprawiedliwość: zgłosiłby sprzeciw, gdyby tylko wiedział, gdzie i wobec kogo ma to zrobić. Na jakich to posadach pracują jego rywale, że wolno im się ubierać wedle własnego widzimisię? A zresztą, niby dlaczego miałby ulegać dyktatowi mody? Czyżby wewnętrzne zalety nie były nic warte?”

                [John Maxwell Coetzee, Młodość. Przeł. M. Kłobukowski].

  

niedziela, 03 marca 2013
1228. Lord Paradox (IV)...

  

Chciała mi pomóc, a teraz jest jeszcze gorzej niż przed laty. Miała otworzyć mnie na innych, a zablokowała na jakikolwiek nowy kontakt. Sprawiła radość, stając się jednak powodem nieustannego płaczu. Bała się skrzywdzić – i wtedy rzeczywiście wydawało się to całkiem niemożliwe. Moje największe szczęście – i odtąd ból, tragedia, bezsens; niechęć, by żyć i działać…

  

„Tak bywa, gdy człowiek odda całe uczucie jednemu tylko przedmiotowi: wraz z jego utratą zapada się w nim wszystko, on zaś stoi, zubożały, wśród ruin”

            [Hermann Hesse, Gra szklanych paciorków. Przeł. M. Kurecka].

  

Archiwum
Tagi