~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
poniedziałek, 31 marca 2014
1375. Z cyklu: Przeczytane (XXVII) - Marzec...

   

1. Zinaida Gippius, Dzienniki petersburskie (1914-1919). Dziennik warszawski (1920-1921). Przeł. H. Chłystowski, Warszawa 2010;

2. Jurij Andruchowycz, Perwersja. Przeł. O. Hnatiuk i R. Rusnak, Wołowiec 2005.

  

Tagi: książki
21:31, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 30 marca 2014
1374. Time of my life...

   

Jedynym plusem jej pobytu są obiady, jadane na Nowym Świecie, w „Barbakanie” (ładniutki i cichy młody kelner), deser u Wedla (chłopiec przy oknie z fajnym noskiem) – jednorazowe ceny powyżej moich tygodniowych kosztów. Trudno jednak wytrzymać – to wychodzenie dopiero przed południem, smętne spacery bez-zdjęciowe, te jej godziny malowania się, krzątania; że siedzi obok lub zostaje z tyłu, patrzy, ocenia moje żółte spodnie, myśli coś, widząc tytuł „Perwersja” na stoliku, musi być świadkiem mojego „Cześć” z sąsiadem, z którym by chciało się coś więcej, a nie potrafi zrobić kroku dalej. Marnuję czas, bezcenną każdą minutę prywatności – po tych trzydziestu latach z nią, przed kolejnymi trzydziestoma u niej

  

„– (…) ze mną się trudno żyje. Polega to między innymi na tym, że ja nie chcę mieszkać z innymi ludźmi.

– (…) Chcesz mieszkać sam?

– Tak. Tak i nie. Chcę móc decydować, kiedy jestem sam”

                    [John Maxwell Coetzee, Lato. Przeł. D. Żukowski].

   

środa, 26 marca 2014
1373. Skill with people...

  

Większość wokół zapatrzona w ekrany smartfonów (pisząc to, upewniam się odnośnie tożsamości desygnatu – nie mam, nie używam, tkwię jeszcze przed epoką touchscreenów), rozmawiająca z kimś po drugiej stronie przez telefon. Że jest ktoś do kogo, że jest o czym, po co, że się umie z miejsca odpowiadać, że swobodnie, że taka w tym wprawa – wciąż te moje Ameryki odkrywanie, światu-się-dziwienie, podglądanie…

  

They make it look so easy. Connecting with another human being. It's like no one told them it's the hardest thing in the world

                                 z serialu Dexter (sezon 5, odc. 12).

   

Jutro przyjazd mamy (pierwszy raz pociągiem), moje pierwsze wieczorowe wyjście (żeby ją odebrać). Ona (póki-m tu) chce jeszcze skorzystać ze stolicy, ja muszę zacząć się przyzwyczajać: tam sam już nie będę…

  

23:37, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
poniedziałek, 24 marca 2014
1372. Phobia socialis...

  

Najmniejszy gest, wykonany publicznie, jest problemem. Unikanie ulotkarzy na ulicy, z wymówką na użytek własny, że niby podważam sens systemu, zmuszającego do tak bezmyślnych i nisko płatnych prac. Lecz niby w czym miałbym być od tych ludzi lepszy? W obecnej mojej sytuacji winienem im zazdrościć. Od kilku dni inaczej więc: podchodzę, nie omijam, do ręki biorę wszystko, co mi dają i dziękuję. Taka swoista forma przełamania, opóźnianie swojego zdziczenia, chwilowa namiastka kontaktu…

  

„Niekiedy dostrzegał absurdalność swoich lęków, w przebłyskach rozsądku uświadamiał sobie, że odcięty od ludzkiej gromady, może się wkrótce stać bardziej bojaźliwy od myszy”

    [John Maxwell Coetzee, Życie i czasy Michaela K. Przeł. M. Konikowska].

   

sobota, 22 marca 2014
1371. Le Sacre du printemps...

  

Dwadzieścia stopni w marcu – z miejsca przyrost energii, dłuższe moje spacery, większa radość. U nadgorliwców już krótkie spodenki, podkoszulki – u mnie miast kurtki jasna marynarka, obcięte wreszcie włosy. Tłoczno pod Zamkiem, na skarpie przy fontannie; w parkach na ławkach przytulanie, wylegiwanie obopólne, całowanie (przykre, że nigdy nie zaznałem – nieśmiałe podglądanie). Zielone pąki, pierwsze owady, kwiaty… Nie śnią mi się w ogóle takie rzeczy, zaś nagle niespodzianka: Dolph Lambert z BelAmi robi mi loda – a ja sztywnieję, czuję i jest przyjemnie, poczwórnie niemożliwe! Cóż to za myśli zaraz po wyrzeczeniu się nawet fantazji? Wiosenne rozpasanie…

  

Tagi: homo Warszawa
23:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 20 marca 2014
1370. Someone like you...

  

Przypomina się coś w związku z przedwczorajszym. Okres archiwizowania w piwnicy Ministerstwa: koleżanka nagrywa telefonem nasze wygłupy, śmiechy. Potem odtwarza je i pierwszy raz słyszę swój własny głos. Przegięte to i sztuczne, nie sprawia dobrego wrażenia, nie zachęca. To mam być ja? Tak brzmię? Tak widzą mnie (czy raczej: słyszą) inni? Wiedziałem, że ktoś kiedyś ukradł moje życie – teraz zaś doszło do odkrycia, że mnie też podmienił…

  

Tagi: praca
23:48, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
wtorek, 18 marca 2014
1369. Drying up...

  

Coraz ciszej i nieśmiało, niewyraźnie. Sprzedawcy nie rozumieją lub nie słyszą, przekręcają. Muszę powtarzać, dodatkowo się stresować, irytować. Wydobywać głos gdzieś z głębi, zmuszać do wysiłku, chrząkać, odkasływać. To, co ludzkie, naturalne – takie obce; kolejne z nieużywanych organów zanikają…

   

                „Rzeki nieustannie prą do morza. Moje życie w milczenie”

                  [Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski].

  

piątek, 14 marca 2014
1368. Round and around and around and around we go...

  

Od początku marca znów bilet kwartalny – by wykorzystać każdy dzień, by jak najwięcej zaznać. Spacery godzinami, trasy, co nigdy się nie nudzą; zdjęcia detali na budynkach, twarze. Wiosna, krokusy, słońce; piegi na opalonym nosie, uśmiech. Nic nie jest ważne, kiedy ma się wszystko – kultywuję przeciągłe krążenie…

  

„[7 IX 1940] Wsiadamy i jedziemy. Potem z powrotem. Byle jeździć i patrzeć przez okno. Chodzimy, oglądamy wystawy. (…) Na ulicach pełno młodych dziewcząt i chłopców. (…) Czasu nie ma – nie liczy się. Jestem cały wzrokiem, pochłaniam, łykam i nie myślę, bo nie da się myśleć. Każde głupstwo jest urocze” [Andrzej Bobkowski, Szkice piórkiem].

  

      

  

wtorek, 11 marca 2014
1367. Być jak Scarlett O’Hara...

  

Kiedyś w tym marzeniu o wygranej chodziło o luksus, używanie, przyjemność życia. Następnie o możliwość uniknięcia koszmaru pracy. Potem o własny kąt, mieszkanie, własne miejsce. Później o Warszawę już na trwałe; jedyną pasję, co by nadała sens – dobrą lustrzankę i całe dnie spacerów. A teraz tylko o to, by w barze mlecznym móc wziąć na obiad więcej niż tylko zupę. Wznieść w niebo zaciśniętą gniewnie pięść i przysiąc: As God is my witness, I’ll never be hungry again

  

23:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
sobota, 08 marca 2014
1366. Olszynka Grochowska 183 lata później...

  

      

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

      

  

czwartek, 06 marca 2014
1365. Ultimus inter pares...

  

Ponad miesiąc od usunięcia się z tych stron – zlikwidowania wizytówek i profili, reklam samego siebie, co odstraszając, miały być progiem selekcyjnym, sitem do znajdowania wartościowych. Nie zauważył chyba nikt – bo któżby? Sześć lat bez choćby jednej znajomości, rozmowy rzeczywistej, spotkania w cztery oczy, randki. Moja w tym wina, moje lęki, trudności wciąż piętrzone, złe zasady. Złe miejsca też: szukasz miłości tam, a znaleźć możesz tylko seks; nie szukasz seksu – miłości też nie znajdziesz, tym bardziej zrozumienia. Rozdział homo zamknięty. Nie masz zdolności do uczucia, twe ciało do rozkoszy – ile byś ich nie pragnął. Inny niż inni: nie wolno ci startować na równych im zasadach, wystawiać się na śmieszność – dla kalek są paraolimpiady…

  

„Postanowił, że zostanie egzystencjalistą, romantykiem i libertynem. Problem w tym, że nie wiedział jak, bo to nie wychodziło z jego wnętrza. Wolność, zmysłowość, miłość erotyczna – wszystko to były jedynie idee w jego głowie, a nie namiętności zakorzenione w ciele. Nie miał ku temu żyłki, nie był istotą zmysłową”

                    [John Maxwell Coetzee, Lato. Przeł. D. Żukowski].

  

poniedziałek, 03 marca 2014
1364. Gdzie drwa rąbią...

  

W TVP Kultura „Wiśniowy sad” z Teatru Nowego w Poznaniu (2013; reż. Izabella Cywińska). Przepiękne wizualnie i dopracowane (kostiumy, bluszcz porastający scenę), z szacunkiem dla teatru klasycznego i aktorskiego grania. Emocjonalna Antonina Choroszy (Raniewska), starczo-dziecinny Tadeusz Drzewiecki (Gajew), rozczulający Michał Grudziński (Firs). Tak nie-po-dzisiejszemu chyba, że nawet aż „za bardzo”. Świat odchodzący w przeszłość, spojrzenie w tył, trzymanie się byłego – jakie nie byłoby to nowe, to tak zupełnie nie można od wszystkiego się odwrócić…

  

„[1944] (…) każda rewolucja jest tyle warta, ile sprawdzonych wartości jest w stanie ocalić z poprzedniej epoki”

                       [Sándor Márai, Dziennik. Przeł. T. Worowska].

  

23:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
Archiwum
Tagi