~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
1107. Z cyklu: Przeczytane (IV) - Kwiecień...

  

1. Andreï Makine, Między ziemią i niebem. Przeł. M. Hołyńska, Warszawa 2004;

2. Virginia Woolf, Chwile wolności. Dziennik 1915-1941. Przeł. M. Heydel, Kraków 2007;

3. Wojciech Karpiński, Pamięć Włoch, Warszawa 2008.

  

sobota, 28 kwietnia 2012
1106. „Vernal Ode” (William Wordsworth, 1817)...

  

      

  

                  

  

      

  

czwartek, 26 kwietnia 2012
1105. This Is a Man’s World (II)...

 

Zbyt powszechne, żebym mógł mówić o swym pechu – jakby nie dość było widoku sikających naokoło psów, to jeszcze wszędzie, niemal każdego dnia musi się trafić męskie bydło, podlewające budynki, drzewa, słupy. Bez skrępowania i chowania, przy i na chodniku, nawet pod Galerią Centrum na Marszałkowskiej naprzeciw Pałacu Kultury – trzy metry od grupy czekającej na autobus. Znaczenie terenu, publiczna satysfakcja z wystawienia ptaka, „kultura” wyniesiona z pisuarów – jakiś ekshibicjonista musiał je wymyślić, a teraz reszta poczytuje sobie za dowód męskości niekorzystanie z kabin w toaletach. A skoro w WC można pod ścianą, z ludźmi za plecami, to analogicznie na ulicy, jaki problem (albo, jak związkowiec z Przewozów Regionalnych Krzysztof Knapik, na Dworcu Centralnym – zwolnili już skurwysyna, a jeszcze powinien to zlizać). I na dodatek zawsze to „muszę się gdzieś odlać” – już język wyraża ich skundlenie. Gówniarzeria niepanująca nad podstawową fizjologią – może mi i nie staje, ale przynajmniej bez trudu wytrzymuję między śniadaniem a kolacją. Widać to za mało, by być odbieranym jako pełnowartościowy facet. Jedna wydzielina lepsza od drugiej, więc obszczymurki górą…

A przecież jest jeszcze chlanie… Jak ja mam być normalny, gdy od dzieciństwa obraz mężczyzny kojarzę głównie z uryną oraz powodującą bełkot i rzyganie wódą…

  

„W gruncie rzeczy to dziwne, że zapasy obrzydliwych ludzi nigdy się nie wyczerpują; coraz to nowi i nowi budzą się do życia, roześmiani, zapracowani, odnoszący sukces po sukcesie. Książęta babilońscy. Czy naprawdę oni też będą zbawieni?... Tak, przypuszczalnie i oni”

                [Daniel Kehlmann, Beerholm przedstawia. Przeł. J. Ekier].

  

22:50, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
1104. Z cyklu: Moje okolice (VII) - Cmentarz Ewangelicko-Reformowany (kalwiński)...

  

Zaproszenie do kolejnej galerii (więcej zdjęć tutaj):

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

piątek, 20 kwietnia 2012
1103. La Pluie et le beau temps...

  

Mgły poranne. A potem białość nieba – rozświetlające, przebijające się przez chmury słońce. Do rozjaśnienia, do błękitu, pierwszej duchoty wiosny. I nagle szarość, ciemność, grzmoty. Ulewny deszcz. Promienna przedwieczorność… Pogoda dzieli razem ze mną stan depresji – też ma wahania nastrojów…

  

23:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 18 kwietnia 2012
1102. Spring to life...

  

Dawno nie było mnie w Centrum; niestety, chłodny wiatr nieco zniechęca do spaceru – wciąż mam problemy z gardłem, a i kolejny raz nieprzyjemnie się odzywa lewe ucho. Niewielki, acz treściwy albumik o Rzymie (do kolekcji obok Florencji i Wenecji) w Taniej Książce, gdzie ścianę podpiera młodziutki, słodki chłopiec (może to on „ukradł” mi miejsce pracy, gdy spóźniłem się z odpowiedzią na ogłoszenie przed paroma tygodniami?). W Trafficu przejrzana „Warszawa na starych fotografiach”, w H&M-ie zakup wściekle niebieskich spodni, a mam upatrzone jeszcze białe. Kształtuje się mój warszawski, nowy styl – wąskie nogawki, buty za kostkę; szukam swojego odbicia w witrynach sklepów, podoba się to, co znajduję. Chciałoby się jeszcze zajrzeć na LGBT Film Festival do Kinoteki – dziś kusił „Sierpień” (USA’2011; reż. Eldar Rapaport) – objawić się widowni i spotkać miłość życia, ale skończyło się na wieczorze w Internecie i podpatrywaniu w telewizji półfinału Ligi Mistrzów

Może i przyszła wiosna, lecz wątpię, czy kiedykolwiek się przebudzę

  

23:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
1101. The Process of Destruction...

  

Odchorowuję jeszcze pracę – i przewianie pod Centralnym w poprzedni poniedziałek. Nic dobrego nie wyszło z przedwczesnego powrotu od rodziców. Katar niemalże przeszedł, jest za to szczypanie w gardle, kaszel, poczucie zimna – jak zwykle: nie potrafię, nie chce mi się leczyć; brak obiadów zapewne także nie pomaga. Jednakże dziś zupełna już pustka w lodówce, zabrakło nawet masła – a więc konieczność dłuższego spaceru z parasolem. Zakupy, tradycyjnie, w Wola Park, a po powrocie chowam się pod kocyk – czytam Virginię, imaginuję, że obok Anuleczka. Na piersi ciągnący się dni kilka dziwny ucisk; mama wyczuwa załamanie w moim głosie, ale, na szczęście, przemilcza… Nikt nie ma w pełni pojęcia, co się dzieje…

  

„Czuje, że gdzieś w jego wnętrzu posiniaczono i zmaltretowano jakiś istotny narząd – może nawet samo serce. Po raz pierwszy w życiu ma przedsmak starości, kiedy będzie doszczętnie znużony, wyzuty z wszelkich nadziei i pragnień, zobojętniały na to, co niesie przyszłość. (…) Mogą minąć tygodnie, może miesiące, zanim do reszty się wykrwawi, ale krwawić już zaczął”

                 [John Maxwell Coetzee, Hańba. Przeł. M. Kłobukowski].

     

piątek, 13 kwietnia 2012
1100. L’Effort des Hommes...

  

Pierwszego dnia, od razu, zacząłem mieć problemy z oddychaniem, pojawił się obfity krwawy katar i założone gardło – reakcja alergiczna na suche powietrze i bakterie. Klimatyzowana, wielka hala z metalowymi regałami, wznoszącymi się na wysokość czterech kondygnacji – między nimi dziesiątki wąskich uliczek, na półkach i podłodze tysiące, ułożonych w stosy, częściowo nierozpakowanych z pudeł książek. Wszystko potwornie zakurzone, brudne; wokół kawałki papieru pakowego i foliowe worki. Pracujesz ze skanerem – odczytaj wielkość zamówienia, dobierz pojemnik, zeskanuj jego kod, udaj się do 3-B27-04-11, odczytaj numer półki, weź to i to, odczytaj kod kreskowy, pobierz tyle a tyle egzemplarzy, zeskanuj numer pojemnika, idź do 2-D40-05-21, odczytaj…, włóż…, zeskanuj numer pojemnika…, odnieś do strefy pakowania, odczytaj nowe zamówienie, pojemnik weź, na górę idź, zeskanuj… Od regału do regału, z piętra na piętro po schodach, po kilka, kilkadziesiąt sztuk do pudła, jedną kolorowankę, piętnaście albumów, mechanicznie – i w tempie, szybciej, dalej, wyrabiasz ledwie jedną trzecią normy, co daje siedem złotych brutto za godzinę. Do upadłego, wyplucia płuc, złamania kręgosłupa. Zachęcam do nadgodzin – przyszliście tu zarobić, więc się nie bójcie pracy…

Poddałem się – nie miałem większych złudzeń, byłem gotowy, chętny, jednak nie dałem rady. Chwała i cześć wszystkim pomocnym chłopcom, co zostali…

  

Tagi: praca
12:14, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 12 kwietnia 2012
1099. Postcards from the Edge...

  

W dwunastym miesiącu bez pracy udało się wreszcie coś znaleźć. Za mną dwa dni popołudniowej zmiany… Marzyłem o Italii trafiłem na warszawskie Włochy; aplikowałem do salonów Matrasa – zostałem kompletującym zamówienia w ich centralnym magazynie; lubię książki – musiałem nieustannie krążyć wśród regałów. Kolejny raz fatalnie się pomyliłem – trzeba będzie ten epizod z miejsca przerwać, bo fizycznie nawet tygodnia takich warunków nie wytrzymam…

Moja kariera zawodowa rozwija się konsekwentnie po równi pochyłej – zaczynałem od nauczyciela akademickiego, następnie byłem pomocnikiem biurowym, skończyłem na dźwigającym ciężary magazynierze. I nigdzie się nie nadaję, nie jestem w stanie sam siebie utrzymać i o siebie zadbać…

  

„Nigdy nie zapominam o chwili, gdy opuszczając fakultet, zrozumiałem, że wszystkie pociągi odjechały. (…) Porzucenie studiów nie było porażką, ja wówczas porzuciłem ambicje. Stałem się nagle człowiekiem bez ambicji. A straciwszy ambicje, znalazłem się w jednej chwili na marginesie świata. Gorzej jeszcze: nie miałem żadnej chęci znaleźć się gdzie indziej. Miałem tym mniejszą na to chęć, że nie groziła mi nędza. Ale jeśli nie masz ambicji, jeśli nie masz w sobie głodu sukcesu, uznania, siadasz na krawędzi upadku. Ja usiadłem na takiej krawędzi, prawda, że wielce wygodnie. Wszelako usiadłem właśnie na krawędzi upadku”

                      [Milan Kundera, Tożsamość. Przeł. M. Bieńczyk].

  

19:46, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
wtorek, 10 kwietnia 2012
1098. Dwa lata po...

  

      

  

poniedziałek, 09 kwietnia 2012
1097. Cha(lle)nges...

  

Po raz piąty w życiu składam PIT-a, pierwszy jednak raz elektronicznie. Znów składki na ubezpieczenie zdrowotne przekroczyły zaliczkę na poczet podatku, więc urząd skarbowy zwróci mi 530 złotych – za dwa tygodnie Dzień Książki, więc będzie jak znalazł. A jutro może się okazać, czy będzie co zeznawać w przyszłym roku…

Bo plany się zmieniły – musiałem wrócić do Warszawy trzy dni wcześniej. Wysłana w czwartek wieczorem aplikacja doczekała się odpowiedzi jeszcze przed północą. Zapraszają na rozmowę jutro rano – i przypominają, że praca od 14.00, jak gdyby wszystko było już pewne, ustalone. Jeśli tak, to zapowiada się ciężko, daleko i tanio. Trzeba będzie chyba potraktować tę konieczność jak wyzwanie…

  

sobota, 07 kwietnia 2012
1096. Człowiek, który był Czwartkiem...

  

Chłopiec, co siedział naprzeciw mnie w pociągu. Niezwykła, bardzo specyficzna uroda – ukryta, przysłonięta, niepozorna, samej siebie zupełnie (?) nieświadoma. Z trudem – onieśmielony, jak zwykle nie potrafiąc podjąć tej odwiecznej i powszechnej gry – odwracałem spojrzenie. A jednak nie sposób było nie patrzeć w tamtą stronę. Ujmujące połączenie surowości, ostrości rysów i delikatności; miał w sobie coś z romantycznych poetów – mógłby być Shelley’em, mógłby nihilistą z rosyjskich powieści. I bratem-bliźniakiem Kasi z czasów mojego doktoratu (por. 30, 31, 42)… Podobało mi się to falowanie jasnobrązowych, przechodzących w rudy włosów, zaczesanych za uszy i tworzących niezgrabny lok ponad czołem; grube oprawki okularów, niebieskie oczy, dwie pionowe zmarszczki między brwiami i inne grymasy, nos, układ palców, gdy sprawdzał coś długo w swoim telefonie z ekranem dotykowym. Gdyby tylko zgolić mu ten ryży zarost, zmienić każdy element garderoby, nauczyć wykorzystywać i podkreślać swoje atuty – mało kto mógłby się z nim porównywać…

Z rozmowy towarzyszących nam w przedziale pary tancerzy wynikało, że ich podróż kończy się w Opolu. Drżałem podskórnie na myśl, że zostaniemy sami. Niestety, wysiadł tam, gdzie oni – powtórzyła się historia z pociągu do Lubeki (por. 823). Mam wrażenie, że rzucając w drzwiach „Do widzenia”, patrzył specjalnie na mnie…

Od dawna nie zdarzyło mi się takie jednodniowe zauroczenie (por. 114). W piątek nie pomyślałem już o nim ani razu…

   

czwartek, 05 kwietnia 2012
1095. There and back (I)...

  

Jadę do rodziców na (góra) tydzień. Tak więc wczoraj pożegnalne przejście po ulubionych zaułkach – Wojciech Fibak pod Akademią Sztuk Pięknych, przeczekanie ulewy pod dawnymi DT Centrum (zniecierpliwiony zajrzałem do kilku sklepów w poszukiwaniu parasola, lecz w końcu się przejaśniło), szperanie u Prusa, przymierzanie w H&M-ie i zakupy u Bliklego. Znów wiozę parę świątecznych słodkości – piernik herbaciany, mazurek orzechowy, babkę piaskową marmurek i ciasteczka maślane z płatkami migdałów. Właściwie, nic innego nie mam w torbie; nie było sensu brać teraz walizki, a i kolejnych książek z domu do Warszawy już nie sprowadzę. Tym razem jeszcze wrócę. Następna podróż do Wrocławia może się okazać drogą w jedną stronę…

  

środa, 04 kwietnia 2012
1094. Terms and Conditions...

  

Powinieneś zacząć się zastanawiać nad tym, kiedy wrócić – mówi. – Nie ma chyba większego sensu dłużej to ciągnąć. Trzeba będzie wcześniej uprzedzić właścicielkę mieszkania, więc warto sobie określić jakiś termin… Porozmawiamy o tym, kiedy przyjedziesz do nas na Święta…

No tak, prędzej niż później wszystko się musi skończyć: warszawski sen, miraż samodzielności, przyjaźń, nadzieja, spokój – życie samo…

  

„[19 II 1964] Nie chcę z powrotem tam, gdzie bym został wtrącony z powrotem w dawnego siebie”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

poniedziałek, 02 kwietnia 2012
1093. Matka Boska Podwórkowa...

  

      

  

Archiwum
Tagi