~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
wtorek, 30 kwietnia 2013
1248. Z cyklu: Przeczytane (XVI) - Kwiecień...

  

1. Ludmiła Ulicka, Sonieczka. Przeł. R. Bartosik, Warszawa 2004;

2. Beata i Paweł Pomykalscy, Mniej znaczy Więcej. Perły polskiej architektury modernistycznej, Łódź 2012.

  

Tagi: książki
23:17, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
1247. Funny Games...

  

Wiktor Zborowski z zakupami na Starym Mokotowie i poseł Robert Biedroń powracający przez Park Ujazdowski z Sejmu, Agata Passent z Wojciechem Kuczokiem na joggingu (róg Piękna – Ujazdowskie). Harcerze na Umschlagplatz. Ptaki i kwiaty. Dzieci i chłopcy. Ornamenty, rzeźby... Weekendy, po pracy znajdowane chwile z aparatem. Obłędne marsze i głodne kilometry; do upadłego, jedynie zdjęcia ważne. Nikogo więcej nie ma – nic inne nie zapewnia mi zabawy…

  

piątek, 19 kwietnia 2013
1246. Duma (1943) i wstyd (2013)...

  

70. rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim. Spośród wszystkich polskich zrywów (Czy to w ogóle można nazwać powstaniem? Chodziło przecież o to, żeby się nie dać zarżnąć, kiedy po nas z kolei przyszli. Chodziło tylko o wybór sposobu umierania) ten czysto straceńczy (Być może tam wcale nie było dramatu. Dramat jest wtedy, kiedy możesz podjąć jakąś decyzję, kiedy coś zależy od ciebie, a tam wszystko było przesądzone) paradoksalnie też najbardziej był sensowny (O to w życiu chodzi, o zwykłe męskie decyzje). Raz jeden w naszych dziejach (Porządek historyczny okazuje się tylko porządkiem umierania) idea nie była wyłącznie romantyczną mrzonką (Nie poświęca się życia dla symboli), ale zyskała wymiar pragmatyczny (Dokonanie wyboru między życiem a śmiercią jest ostatnią szansą zachowania godności – Hanna Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem”)…

 

                  

  

      

  

                         „Prosimy Cię, Boże, o walkę krwawą,

                         Błagamy o gwałtowną śmierć.

                         Niech nasze oczy przed skonaniem

                         Nie widzą jak się wloką szyny”

                                        [Władysław Szlengel, Kontratak].

  

                  

  

      

  

Ohyda antysemickich wpisów pod każdą, zahaczającą choćby o „żydowskość” notatką w Internecie. Lubowanie się w „demaskowaniu pochodzenia”, w myśleniu kategoriami „rasowymi”. Współczesne „odtwarzanie muru”, napiętnowywanie, publiczne wyszydzanie. Bohaterowie usunięci w cień, nie „nasi”, jak cały tamten świat (nie mogła i nie chciała go pamiętać, tak jak niemal wszyscy inni ludzie w tym mieście, zajęci swoimi sprawami, życiem potocznym, nieświadomi, że zostali okaleczeni, bo bez Żydów nie są już tymi Polakami, jakimi byli niegdyś i powinni pozostać na zawsze – Andrzej Szczypiorski „Początek”)…

Wspólna była historia, Warszawa i sąsiedzi – zostały jedynie hordy bezczelnych anonimowością szmalcowników…

     

„(…) karuzela na placu Krasińskich kręciła się nadal, koniki galopowały, powoziki podskakiwały, sanie sunęły, gondole pluskały, chorągiewki furkotały, panny piszczały, młodzieńcy pokrzykiwali, katarynka skrzypiała, mechanizm karuzeli dudnił, wystrzały z broni maszynowej rozlegały się coraz donośniej, wybuchały pociski armatnie, huczały płomienie i tylko żydowskich jęków nie było słychać spoza muru, bo Żydzi umierali w milczeniu, odpowiadali granatami i bronią ręczną, ale usta ich milczały, już bowiem byli umarli, bardziej niż kiedykolwiek przedtem, bo mężnie wybierali śmierć, zanim jeszcze nadeszła, wychodzili jej naprzeciw, w ich dumnych oczach była cała wzniosłość dziejów ludzkich, odbijały się w nich pożary getta, przerażone pyski esesmanów, ogłupiałe pyski polskiej gawiedzi, zgromadzonej wokół karuzeli (…), odbijały się więc w ich oczach wszystkie dalekie i bliskie losy świata, całe zło świata i okruch jego dobra, a także twarz Stwórcy, zasępiona i gniewna, smutna i cokolwiek upokorzona, bo Stwórca odwracał oczy ku innym galaktykom, aby nie patrzeć na to, co zgotował nie tylko umiłowanemu ludowi, ale wszystkim ludziom ziemi, zhańbionym, współwinnym, podłym, bezradnym, zawstydzonym, a pośród wszystkich ludzi ziemi także temu człowiekowi, który stojąc na przystanku tramwajowym (…), powiedział pogodnie:

– Żydki się smażą, aż skwierczy!

Z nieba, osnutego dymami, żaden grom jednak nie uderzył i nie poraził tego człowieka” [Ibidem].

  

      

  

wtorek, 16 kwietnia 2013
1245. Zapachniało, zajaśniało...

  

Wreszcie się trwale rozśnieżyło i wybłękitniało, ociepliło. Z miejsca też zaroiło od deskorolkarzy, rowerzystów – w wydaniu męsko-krótkospodenkowym, wzrok kuszącym. Za oknem w Krajowej Radzie Sądownictwa wiewiórka (obserwujemy ją każdego dnia), rudziki, sójki, bogatki i modraszki; w Ogrodzie Botanicznym kowalikowe harce, trele kosa. Zaraz po lodzie – kwiaty; wiosna nadrabia to zwariowane miesięczne opóźnienie w równie szalonym pędzie…

  

      

  

      

  

                   

  

      

  

      

  

niedziela, 14 kwietnia 2013
1244. Yes or No...

  

Zauważam ją tuż przed tym, jak ma wysiąść z tramwaju, którym jadę, na Placu Konstytucji. Brązowa kurtka, spódniczka przed kolana, wysokie buty, kaszkiet na głowie – zupełnie jak z Twojej garderoby. Nawet kształt nosa i okulary się zgadzają. Byłabyś to Ty? I nie dałabyś mi znaku, że tu jesteś? Nie – z pewnością Ciebie tutaj nie ma. Tak – przypuszczam, że nie miałabyś ochoty mnie zobaczyć…

  

Tagi: kobiety
23:58, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
czwartek, 11 kwietnia 2013
1243. People are strange, when you’re a stranger...

   

Na trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej daję się w końcu wyciągnąć trójce niedawnych współpracowników z Ministerstwa Rozwoju na popołudniowe spotkanie (razem przeszliśmy do konkurencji, lecz tylko jedno z nich widuję teraz na co dzień w KRS-ie). Tak odkrywam Spiskowców Rozkoszy (mój czwarty warszawski lokal w ciągu 21 miesięcy jak tu mieszkam), gdzie zarezerwowany stolik i specyficzne, szpiegowsko-filmowo-sensacyjne nazwy w karcie. Oni piją po kilka piw, ja delektuję się truskawkowym koktajlem i sorbetem. Tyle dowodów sympatii, śmiechu, tak świetne z nimi (jestem najstarszy) zgranie – a jednak ciągle tworzę mur, czuję się inny, niedopasowany, nie mogę się odsłonić…

 

„(…) cisnął się gdzieś na dalekim krańcu stołu, skromnie i nieśmiało mrużąc oczy, (…) zawsze w ostatniej ławce, zawsze cicho i w strachu, jak ktoś, kogo inni, głośni, pewni siebie i triumfujący, tak naprawdę tylko z grzeczności tolerują pomiędzy sobą”

[Sándor Márai, Wygrana. Przeł. I. Makarewicz].
  
23:57, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 09 kwietnia 2013
1242. Przypadki kliniczne...

  

Dwa tygodnie po otrzymaniu skierowania na swoje pierwsze badania w ramach medycyny pracy zdobywam się wreszcie na umówienie na wizytę. Czekamy razem z koleżanką przez kilkadziesiąt minut – tłum innych osób zapisanych na tę samą godzinę, przez wszystkich upewnianie się, kto jest ostatni, ja będę po Panu, teraz Pani… Hurtowa maszynka do wyciągania pieniędzy w ramach totalnej fikcji – lekarz niby diagnozuje, ograniczając się do zadawania pytań, a ja udaję, że odpowiadam zgodnie z prawdą, byle tylko otrzymać zaświadczenie…

 

– Na coś się Pan uskarża?

[– Na poczucie bezsensu istnienia, złamane serce, samobójcze głodówki, napady szału, obsesyjne myśli, wykwity skóry, na krwiaki w dupie i niedowład fiuta].

Brak przeciwwskazań [poza odrazą do samej konieczności pracowania]…

 

Tagi: praca
23:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 06 kwietnia 2013
1241. A planety szaleją, szaleją, szaleją...

  

„Melancholia” (Dania / Szwecja / Francja / Włochy / Niemcy’2011; reż. Lars von Trier). Oglądam późną nocą, walcząc z tak ogromną (zdarzającą się coraz częściej) sennością, że musi zaburzać to mój odbiór tego filmu. Powtórzony kilku(nasto)krotnie motyw z Wagnerowskiego „Tristana i Izoldy”, tak piękny i lubiany, zaczyna w końcu irytować. Kirsten Dunst pokazuje piersi, a że dla amerykańskich aktorek to nieczęste, dostaje nagrodę w Cannes. Bo też wybitnie festiwalowe jest to kino – w tym sensie, że podpisane przez kogo innego już by na festiwal nie trafiło. Przeraźliwie manieryczne – dokładnie tak, gdyby spełniła się moja fantazja o byciu kim innym, sam bym kręcił…

  

Tagi: filmy
23:58, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 02 kwietnia 2013
1240. Prima Aprilis...

  

Krajobraz zaśnieżony jak jeszcze nigdy podczas mych podróży. A to przecież Wielkanoc, nie Boże Narodzenie. Senne miasteczka, bajeczne lasy, melancholijne pola. Słońce rozświetla zamglone lekko niebo, wszystko roztapia rażąca w oczy białość, horyzont rozpływa się, świat znika – pociąg sunie pośrodku szerokiego na kilkadziesiąt metrów pasa, a poza nim już nic: otchłań, czysta karta, arkusz z wyraźnie przesadzonym marginesem. Potem stopniowo rozświetla się i błękitnieje, wyłania coś, czasami znowu chmurzy i szarzeje. W Warszawie zaspy, błoto, grudy – a już było niemal sucho i wiosennie. Ma mocno jeszcze sypnąć w dniach kolejnych – ten żart kwietniowy wyraźnie się przeciąga…

  

23:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
Archiwum
Tagi