~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
środa, 30 kwietnia 2014
1385. Z cyklu: Przeczytane (XXVIII) - Kwiecień...

  

1. Vladimir Nabokov, Król, dama, walet. Przeł. L. Engelking, Warszawa 2004.

  

Tagi: książki
22:10, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 27 kwietnia 2014
1384. Les Rayons et les Ombres...

  

To osobliwe, żeby w kwietniu podczas spacerów opalić – ba! wręcz przypiec – sobie kark i nogi. A rok temu był śnieg. Jeśli tylko te zmiany klimatyczne będą trwałe, to nie mam nic przeciwko…

  

Pod lokalami na Żurawiej jednocześnie: cztery ferrari, do tego lamborghini, porsche i inne luksusowe wozy. Żyją se co niektórzy, wpadają na desery, drinki, kawy (co tam właściwie się zamawia?) droższe niż moje tygodniowe wydatki na obiady. A inni zaczepiają na ulicy, proszą o wsparcie na jedzenie, kupienie im kanapki. Nie wiedzą, że jestem w podobnej sytuacji, nie dość jednak odważny czy pokorny, żeby żebrać…

  

Ładny (tak interesująco) z twarzy, subtelny w geście i rozglądającym się spojrzeniu, chłopiec w Mleczarni obok drzwi, czekający chyba na swoje „na wynos”. Siadam z grochówką tak, by móc ukradkiem patrzeć. Za takie chwile należy się pokuta: śmieją się ze mnie i wskazują palcem ogrodnicy Biblioteki Uniwersyteckiej, potem obok wizytek – jeden gra na gitarze, drugi do kapelusza zbiera drobne i długo krzyczy „Pedał! Ha-ha!” na całe Krakowskie Przedmieście, jak już minąłem go z uśmiechem odmawiając wsparcia („śmiejemy się z lewaków”); na końcu, już pod moim domem, zachwiany gość w obecności małżonki puszcza wiązankę, z której dociera do mnie chuj, cwel, jebanie w dupę… Wiem, że są geje, co nie znają przykrości, cieszą się akceptacją krewnych, znaleźli miłość życia – albo przynajmniej mogą zaliczać dziesiątkami same ciacha. I jeszcze im się często powodzi finansowo. A mnie się publicznie upokarza lat dwadzieścia, choć niczego z owej sfery nie znam, nie doświadczę…

   

               „Poniżenie można ścierpieć, jeśli potem żyje się po ludzku”

                z filmu Gorzki romans (ZSRR’1984; reż. Eldar Riazanow).

  

Tagi: homo Warszawa
23:00, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
czwartek, 24 kwietnia 2014
1383. Tadeusz Różewicz (1921-2014)...

  

Po dniu pełnym przykrości (o czym osobno później), jeszcze ta smutna, zaskakująca – choć tak się jej przez lata bałem – wieść. Odszedł i nie doczekał (por. 153, 1009), zamilkł. Spośród publikowanych tutaj dotąd nekrologów ten dla mnie najbardziej boleściwy, zbyt dotkliwy. Nazwisko najbliższe mi, największe; słowa, co czytane nawet po raz setny, przeszywają…

 

                              „czytam jego przypowieści
                              proste jak kłos pszenicy
                              i myślę o bogu
                              który się nie śmiał
   

                              myślę o małym
                              bogu krwawiącym
                              w białych
                              chustach dzieciństwa
   

                              o cierniu który rozdziera
                              nasze oczy usta
                              teraz
                              i w godzinie śmierci”

                                             [Tadeusz Różewicz, Cierń].

  

wtorek, 22 kwietnia 2014
1382. Jak radosny ptak w jasnym świetle dnia...

  

      

  

Wczoraj pleszka na tyłach Gmachu Audytoryjnego, dziś zaś rybitwy rzeczne, dzięcioł czarny, pliszka siwa i zięba wśród łęgów na praskim brzegu Wisły. Letnio, więc pierwszy raz w tym roku odsłaniam nogi – świetnie to wygląda wraz z jasną marynarką. Tak też się czuję – klient w krawacie jest mniej awanturujący się, a chłopiec w krótkich spodenkach pogodny, uśmiechnięty…

  

      

  

23:32, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 20 kwietnia 2014
1381. Souvenirs d’egotisme...

  

Wielkanoc od lat sprowadzała się jedynie do śniadania. W tym roku nawet tego nie – po raz pierwszy bez rodziców, sam, w Warszawie. Biała kiełbasa i piaskowa babka – jedyne koncesje na rzecz świąt (a i tak trzeba było przelewu-zachęty od mamy, by sobie móc pozwolić). Nurogęś spotkana w Łazienkach, na piersi papierowy żonkil w hołdzie bohaterom getta (jak przed rokiem, zamierzam nosić i po dziewiętnastym, co zresztą świetnie współgra z żółtymi spodniami, przykuwa wzrok przechodniów, którzy jednak chyba widzą gender, nie historię), ładnie sine niebo wieczorem ponad Królikarnią, gwałtowna ulewa w dnia środku na Placu Konstytucji. Zazdrość wobec niemal każdego gówniarza z aparatem – u wszystkich lepszy sprzęt, a tak bezmyślne ustawianie się, focenie. A ja coraz ofiarniej, dłużej, wcześniej – co z tego, jak ostrością, głębią nie mogę im dorównać. Bariera między mną a światem się powiększa; mało pisania tu, bo skupienie na sobie, a tam jałowo (Ania, strach i wściekłość), kręcenie się wciąż w kółko…

  

„Prawda nie mieści się in interiore homine, w dusznej autarchii życia wewnętrznego, lecz w zderzeniu z innymi, z rzeczami, barwami, zapachami, jedzeniem, czynnościami fizjologicznymi, potem, także z odciskami na dłoniach. (…) To, co pozostaje wyłącznie wewnętrzne, łatwo gorzknieje i ulega zepsuciu, staje się nałogiem i szaleństwem. Również namiętność pogrąża się w mule serca i przemienia w bezpłodne fantazjowanie, jeśli nie stanie się wspólnym światem, przygodą pośród rzeczy. Samotny świat wewnętrzny traci łatwo poczucie dobra i zła, podobnie jak w snach, w których można pozwolić sobie na wszystko i nie czuć się z tego powodu winnym. Świat wewnętrzny musi być przenicowany niczym stara marynarka, powiązany z rzeczywistością zewnętrzną”

                [Claudio Magris, Podróż bez końca. Przeł. J. Ugniewska].

  

wtorek, 15 kwietnia 2014
1380. Exit strategy...

  

Połowa kwietnia. Czyli: jeszcze kilkanaście dni zaledwie, żeby znaleźć. A potem by trzeba już wymówić – przyznać się do swej sytuacji, prosić, by czynsz za maj był odliczony z kaucji, bo nic nie mam. Przyjąć jeszcze rodziców w długi weekend, oddać im wszystkie książki. I zostaną mi tygodnie cztery, by się pożegnać i oswoić, spakować życie w trumnę…

  

                                        „(…) ubrać się trzeba

                    jak na święto i iść, iść w głąb nocy,

                    samotnie, w zagubieniu, bez lamp i bez miłości”

                                        [Oscar Miłosz. Przeł. Cz. Miłosz].

  

sobota, 12 kwietnia 2014
1379. The Proud Tower...

  

Kolejne przedpołudnia na Kopcu Powstania, mgła rozwiewa nadzieje na ostre panoramy. Trzęsę się z zimna, a jednak trwam; chodzę wokoło i mówię sam do siebie. Na głos – można złorzeczyć, płakać pośród tej ciszy – jestem wyniosłą wieżą, mych żalów nikt nie słyszy

  

      

  

wtorek, 08 kwietnia 2014
1378. On a Distant View...

   

Spacer wzdłuż praskiego brzegu Wisły, od Mostu Świętokrzyskiego gdzieś za Łazienkowski. Tam kończy się wytyczony szlak – pośród tej nieuczęszczanej pustki, piasków, traw para młodzieży w objęciach i czułościach: on bez koszulki już, ona w staniku, namiętne pocałunki. Zawracam do Narodowego, choć może trzeba było zostać, czegoś bym się nauczył, zobaczył znacznie więcej. W tramwaju spoglądam wciąż na dekolt siedzącej przede mną dziewczyny, przypomina się rozkosz dotyku cudownie gładkich, delikatnych piersi Ani. Nie powtórzy się – wizja bliskości z kimś oddala się, tak samo jak Warszawa

  

      

  

niedziela, 06 kwietnia 2014
1377. Gorzkie gody...

  

Gołębie napuszają się, podążając za swymi wybrankami; łyski przeganiają konkurentów, zabawnie biegając po wodzie; samce krzyżówek kiwają główkami, prezentując wdzięki. Wszędzie dobieranie się w pary, zalecanie. Ja też miałem kiedyś swą Kaczuszkę, lecz gniazduje Ona teraz z innym, zbyt daleko. Pozostaje mi zazdrosne podglądanie…

  

„Raptem pojął, że nie ma mężczyzny bardziej niekompletnego niż ten, który był – ale już nie jest – kochany”

             [Antonio Gómez Rufo, Żegnajcie, mężczyźni. Przeł. M. Płachta].

  

piątek, 04 kwietnia 2014
1376. Dysfunctional...

  

Wyjechała dopiero dziś. Ile moich nerwów przez te dni, wściekłości – tej ukrywanej w sobie, eksplodującej dopiero za zamkniętymi drzwiami, i tej zewnętrznej, wyrzucanej z siebie niemal z każdym słowem. Miast odpowiadać – warczę, irytacja przeplata się z gniewem, obwinianiem za zmarnowane życie. Gotowa jest tak wiele dać, ale nie umie za nic dostrzec, jak mnie niszczy. Upokarza mnie to nasze obcowanie; patologiczne relacje, w których więcej morderczych instynktów niż bliskości…

  

                  „Miłość w naszej rodzinie jest jak wbicie noża w serce”

               z filmu Tetro (USA / Argentyna / Hiszpania / Włochy’2009;

                                      reż. Francis Ford Coppola).

  

Tagi: rodzina
23:54, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
Archiwum
Tagi