~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
sobota, 31 maja 2008
436. W rozkroku

  

Dni sprowadzone do zajęć pojedynczo-jałowych, kondycję wyczerpujących, w czasie rozkładanych. Wczoraj odsłaniałem nogi, dziś pozorowałem sprzątanie, jutro będę notować, by pojutrze nauczać…

  

J. pisze w swoje urodziny: „nie wolno żyć tylko oczekiwaniem, jakby w poczekalni, nie wolno myśleć, że to wszystko się dopiero zacznie, że to dopiero od jutra będzie lepiej, piękniej”. Ale jak zacząć działać, jeśli straciło się wiarę w jutro? Jak żyć z pragnieniem śmierci?... Wciąż w rozkroku, w pół drogi, nie w poczekalni nawet, a jeszcze przed progiem…

  

Ł. usilnie zaprasza mnie na czerwcowy tydzień do Warszawy – a ja nie boję się podróży, osoby ani miejsca, tylko własnej decyzji. Wiem przecież, jaka być musi – choć nie powinna…

   

                    „Bo porządku rzeczy się nie zwalczy,

                    Droga już ku swemu fatum bieży.

                    Jestem sam – dokoła pełno fałszu.

                    To nie takie proste – życie przeżyć”

                              [Borys Pasternak, Hamlet. Przeł. E. Rojewska-Olejarczuk].

  

Zanim gdzieś sam pojadę, muszę nauczyć się w ogóle wychodzić z domu...

  

czwartek, 29 maja 2008
435. Méthodos

  

Polonius: Though this be madness, yet there’s method in’t.

  

Zaczynam nowe – w ciągu dwóch dni rozsyłam trzy curricula vitae i listy motywacyjne, bojąc się ewentualnych pozytywnych odpowiedzi. I ciągnę stare – szaleńczo kupując (powiedziałbym, że to ostatni już raz, ale przecież raczej umrę z głodu, niż wyrzeknę się książek): W. G. Sebald, Austerlitz; E. de Hériz, Kłamstwa; L. Krasznahorkai, Melancholia sprzeciwu; S. J. Lec, Myśli nieuczesane wszystkie; S. Mrożek, Małe listy; V. Woolf, Chwile wolności. Dziennik 1915-1941; eadem, Fale; eadem, Pani Dalloway; S. Greenblatt, Shakespeare. Stwarzanie świata; H. Markiewicz i A. Romanowski, Skrzydlate słowa. Wielki słownik cytatów polskich i obcych

A na domiar wszystkiego choruję ostatnio na tęsknotę, kurując się zapomnieniem – choć lekarstwo gorsze chyba jest, niźli choroba. Zły to lekarz – mówi Sofokles w Akrisiosie – co takowe stosuje…

  

wtorek, 27 maja 2008
434. Gewaffneter Frieden

  

W domu, w którym nigdy nie mówiło się o uczuciach i nie okazywało ich, nie tak przynajmniej, by zapadło to w pamięć, każdy najdrobniejszy gest – uśmiech, łza, objęcie ramionami, pocałunek, słowo prawdy – okazuje się być błądzeniem po omacku, obopólną próbą zmniejszenia dystansu, bolesną lekcją miłości, czynem heroicznym dla każdej ze stron. Wzajemną walką o ocalenie…

    

„– O czym mówisz, Aleks? – zapytała matka, a Rański po chwili zastanowienia, a może po prostu tylko po chwili odpowiedział, że właściwie o niczym.

Bo też miał wrażenie nie od dzisiaj, że rozmawiają z matką o niczym. On ją pyta o nic, a ona mu nic nie odpowiada. Ich rozjarzające się coraz częściej kłótnie też były o nic. Rański nie mógł sobie przypomnieć, by jakikolwiek przedmiot ich sporu tak naprawdę go obchodził. Odmawiał jej racji, chociaż nie zawsze, musiał to przyznać, był pewien własnej”

                              [Eustachy Rylski, Człowiek w cieniu].

  

niedziela, 25 maja 2008
433. Indifferens

  

Im uważniej się sobie przyglądam, pilniej samego siebie studiuję, bliżej poznaję, bardziej sprawdzam – tym silniejsze jest moje przekonanie, że się jednak nie uda… Nigdy…

I nie to jest najgorsze, że tak właśnie być musi, lecz że się z tym godzę, że pragnę jedynie własnoręcznego przyspieszenia nieuchronnego finału, że nie umiem już i nie mam o czym pisać… 

   

                    „Rozpacz? Być może, ale bez znaczenia. 

                    Ta pieśń to skutek zdziczenia. Zmęczenia. 

                    To – ściślej mówiąc – pierwszy krzyk milczenia,

                    którego królestwo nieme

                    jest sumą dźwięków, jakie powstawały

                    w krtani wilgotnej niegdyś, postarzałej

                    dziś i jak martwa natura stężałej. 

                    To nawet lepiej. Tak mniemam”

                                        [Iosif Brodski. Przeł. S. Barańczak].

  

Znów nieumyślnie (prowokowałbym aż do tego stopnia los?) pozostawiłem na wierzchu dowody rzeczowe. Tym razem nie ma awantur, krzyków ani płaczu – jest tylko milczenie obopólnie zawiedzionego zaufania. Kilometry obcości między najbliższymi sobie matką i synem…

To nie jest powód do tego, co napisane wyżej. Powodem jest moja wobec tego (czytaj: wszystkiego) obojętność…

  

piątek, 23 maja 2008
432. Desperatus

  

Pomiędzy poniedziałkiem – kiedy to niewielka grupa, zdaje się podpitych, okołoczterdziestolatków, sprowokowana być może składanym parasolem, bo wtedy padał deszcz, a może przykrótkim jeszcze lokiem zasłaniającym z prawej moje czoło, zaczepia mnie na wrocławskiej ulicy i „uprzejmie” zapytuje: „Przepraszam bardzo, czy jest Pan gejem?”, na co cięta riposta grzęźnie mi gdzieś w zaskoczeniu nieprzygotowanego gardła – a dniem dzisiejszym – kiedy to w sklepie znaną mi ongiś z widzenia zgaszoną blondynkę, niską dość i za wąską w biodrach, choć zgrabną, gdyby to znaczenie jakieś miało, trzykrotnie przyłapuję na bacznym przyglądaniu mi się, co, przyjmijmy tym razem, że jej się podobam oznaczać by mogło – bawię się wybornie i śmieję przy rozszalałej intertekstualnie Moscoviadzie Jurija Andruchowycza, gdzie w oparach alkoholu i seksu wali się w gruzy bratnie Imperium. Pogrążony w książce mam w sobie więcej życia, niż stając naprzeciw innych ludzi…

  

Upubliczniam od niedawna swoje zdjęcia, zamieszczam nawet patetyczne ogłoszenia, z góry wskazując na swoje wady. To nie odwaga, której mi gratulują, tylko desperacja. Wśród niuansów znaczeń tego pojęcia – rozpacz, determinacja – niewątpliwa jest utrata wszelkiej nadziei…

  

środa, 21 maja 2008
431. Glosy i głosy

  

Najnowsza uwaga z zewnątrz do mojej tu pisaniny: „Przed pięćdziesiątym rokiem życia nikt nie jest w stanie dysponować taką wiedzą na temat samego siebie i tak doskonale precyzyjną oceną zjawisk”.

Komplement (jeśli tak go potraktować) miły, acz przesadny – i smutny. Bo przecież nie ma w tym żadnej mądrości; doświadczenia także brakuje, a intuicja zawodzi (z pewnością za to czuję się staro). Zapisuję to, co mówi ktoś inny, we mnie, poza mną i obawiam się, że częstokroć nie ma w tym żadnej prawdy. Nie mnie już sądzić – dobrze to, czy źle… 

   

                    „Nie wierz, nie ufaj sobie, młody marzycielu,

                         Jak jadu lękaj się natchnienia…

                    To chorej duszy twej miotanie się bez celu,

                         To myśl w niewoli urojenia. 

                    Nie wypatruj daremnie w nim znaku niebiosów

                         – To nadmiar sił twych niewyżytych”

                                        [Michaił Lermontow. Przeł. Z. Bieńkowski].

  

poniedziałek, 19 maja 2008
430. Szafot

  

W trosce matczynej, że sobie dziewczynę, cichą, znaleźć w końcu muszę;

w zajęciach o Buninowskim „porażeniu słonecznym”, które ledwie

wyobrazić, wyśnić, sobie mogę; pod parasolami wiosennych

blondynek i w spojrzeniach chłopców chmurnych;

w ogłoszeniach o pracę, gdzie „ambitnych,

doświadczonych, kreatywnych…”,

w dojazdach, w tęsknocie

za głosem tamtym

– siebie nie

widzę.

  

To ostrze gilotyny, co nade mną od tak już dawna wisi, żem nie tylko przyzwyczaić się doń, ale i zupełnie zapomnieć o nim zdążył – kiedyś przecie spaść musi. Na cóż więc mi czekać? O czym pisać, innych mamić, tracić?... 

   

                    „Andrzej Chénier wstąpił na rusztowanie.

                    A ja wciąż żyję – i to jest wielki grzech.

                    Są takie czasy – żelazne – bez ech.

                    I śpiewać w prochu – to żadne śpiewanie”

                                        [Maryna Cwietajewa. Przeł. S. Pollak].

  

sobota, 17 maja 2008
429. Extension IV

  

Pływam, zanurzam się, chłonę, pogrążam, tonę…

Wicekról Ouidah Bruce’a Chatwina męczy mnie i irytuje, Grobowiec dla Borysa Dawidowicza Danilo Kiša wciąga niesamowicie, Gułag Anne Applebaum interesuje i Archipelag... dopowiada, Żywoty maluczkich Pierre’a Michona uwodzą i drażnią zarazem, oparte na tekstach Witolda Gombrowicza Błądzenie Jerzego Jarockiego w Teatrze TV hipnotyzuje w części Małoszyckiej, rozczarowuje ponad miarę w Buenosairesowskiej…

Czytam, oglądam, uciekam, zasłaniam się, ukrywam. I tak przez cały tydzień…

  

„Kolejne strony składają się na powieść; rozumiem przez to ciąg historyjek, których jestem bohaterem. Owa autobiografia właściwie nie jest żadnym wyborem: po prostu nie mam innego wyjścia. Gdybym nie opisywał tego, co widzę, cierpiałbym tak samo – a może trochę bardziej. Ale jedynie trochę, podkreślam. Pisanie wcale nie przynosi mi ulgi. Odtwarza, rozgranicza. Wprowadza złudzenie spójności, pojęcie realizmu. Nadal brniemy przez okrutną mgłę, jednak istnieje kilka punktów odniesienia. Chaos jest zaledwie o kilka metrów dalej. Niewielki sukces, naprawdę.

Co za kontrast z absolutną, cudowną władzą lektury! Życie wypełnione czytaniem byłoby spełnieniem moich marzeń; wiedziałem to już w wieku lat siedmiu. Materia świata jest dotkliwa, nieprzystająca; ale nie wydaje mi się, żeby można było ją zmienić. Naprawdę sądzę, że całe życie spędzone na lekturze bardziej by mi odpowiadało.

Ale takie życie nie zostało mi dane”

          [Michel Houellebecq, Poszerzenie pola walki. Przeł. E. Wieleżyńska].

  

piątek, 16 maja 2008
428. Personalitas anxifera

  

Osobowość unikająca (lękliwa) jest zaburzeniem osobowości, w którym na pierwszy plan wysuwają się trudności w kontaktach społecznych i unikanie ich (skrajna introwersja), mimo dążenia do bycia akceptowanym i pragnienia relacji interpersonalnych oraz zaniżona nieprawidłowa samoocena […]. W odróżnieniu od osobowości schizoidalnej i osobowości schizotypowej, w przypadku osobowości unikającej przeżywane jest cierpienie z powodu braku umiejętności wiązania się z innymi ludźmi i wycofywania się.

Osoby dotknięte tym zaburzeniem wykazują chroniczną postawę unikającą wobec ludzi, ryzykownych sytuacji i wyzwań, popadają w społeczną izolację. Wynika to z nadmiernej wrażliwości, zwłaszcza z nieradzenia sobie z przejawami odrzucenia, upokorzenia lub poczuciem wstydu. Unikanie związków z innymi ludźmi jest konsekwencją przewidywania, że zostanie się upokorzonym lub odrzuconym; jedynie przejawy bezwarunkowej akceptacji umożliwiają nawiązanie bliższych relacji interpersonalnych.

W przeżywaniu na pierwszy plan mogą wysuwać się objawy depresji, lęku, fobii (szczególnie fobii społecznej – niektórzy znawcy określają osobowość unikającą wręcz jako skrajny przypadek tej fobii), a także gniewu, który wynika z niepowodzeń w relacjach społecznych. Zachowania podobne do przejawów osobowości unikającej spotyka się u dzieci (zespół unikania), czasami rozwój osobowości prowadzi jednak do utrwalenia cech osobowości o analogicznej formie, co w słabszym nasileniu należy traktować jako typ, a nie zaburzenie osobowości.

Osoby z zaburzeniem osobowości unikającej mogą nie zdawać sobie sprawy co jest rzeczywistym źródłem ich zahamowań. Mogą też wydawać się pozornie oziębłe emocjonalnie, ponieważ boją się okazać swoje uczucia.

  

Kryteria diagnostyczne ICD-10

Spełnione ogólne kryteria diagnostyczne zaburzeń osobowości (F60), i dodatkowo co najmniej cztery z następujących:

– stałe napięcie i niepokój;

– poczucie nieatrakcyjności indywidualnej;

– koncentracja na krytyce;

– niechęć do wchodzenia w związki;

– ograniczony styl życia – zapewnianie sobie fizycznego bezpieczeństwa;

– unikanie kontaktów społecznych z obawy przed krytyką, nieakceptacją, odrzuceniem.

  

Kryteria diagnostyczne DSM-IV:

– unikanie działalności zawodowej, która wymaga znaczących kontaktów interpersonalnych, spowodowane obawami przed krytyką, dezaprobatą lub odrzuceniem;

– niechęć do wiązania się z innymi ludźmi, z wyjątkiem niektórych lubianych osób;

– powściągliwość w związkach intymnych spowodowana obawą przed zostaniem zawstydzonym lub wykpionym;

– zaabsorbowanie krytyką lub odrzuceniem w sytuacjach społecznych;

– powstrzymywanie się przed wchodzeniem w nowe relacje interpersonalne z powodu poczucia niedopasowania;

– postrzeganie siebie jako społecznie niekompetentnego, niepociągającego lub gorszego od innych;

– niezwykła niechęć do podejmowania osobistego ryzyka lub do angażowania się w jakiekolwiek nowe działania, ponieważ mogą one okazać się kłopotliwe.

  

Osobowość asteniczna jest pojęciem zbliżonym do pojęcia osobowości unikającej. Chodzi tu jednak bardziej o jednostki skłonne do wątpliwości i wahań, którym trudno przychodzi podjęcie jakiejkolwiek decyzji. Niewielka jest dynamika życiowa (aktywność ukierunkowana na zewnątrz). Łączy się to z niepewnością i nieśmiałością w kontaktach społecznych, przy jednoczesnym pragnieniu bliskości. Osoby takie skłonne są do introspekcji, mają bogate zainteresowania intelektualne i estetyczne, są wrażliwe i empatyczne; [ich] samoocena jest na ogół zaniżona, chociaż odnoszą duże sukcesy w dziedzinach niewymagających przedsiębiorczości i walki konkurencyjnej [źródło: Wikipedia].

  

środa, 14 maja 2008
427. Amicitia

  

Napisałem wczoraj, zrywając (dlaczego właściwie? Nie był mi bardziej obcy niż inni, a miał wszelkie dane, by być bardzo bliski) jednodniowy listowny kontakt: „Nie mam Ci nic do zaoferowania”. A winienem był (chciałem) powiedzieć: „Nie mam nikomu…” Teraz on nawet się nie dowie, jak bardzo żałuję...

  

Błąd zasadniczy polega na tym, że w najzwyklejszej choćby znajomości podświadomie szukam – obok wspólnoty odczuwania – czegoś w rodzaju satysfakcji estetycznej. Miałaby to być swego rodzaju rekompensata za nieobecność w moim życiu miłości. Potrzebuję się kimś zachwycić. I dlatego właśnie nie mam kolegów… 

   

                    „usiadłem nieruchomo

                    z załzawionymi oczami

                    wypełniony pustką

                    to znaczy pożądaniem”

                                        [Zbigniew Herbert, Objawienie].

  

Szukać przyjaźni, a nie miłości; dawać od, a nie tylko żądać dla; wyrzekać się pychy i egoizmu; patrzeć w serca zamiast na twarze – uczyć się tego wciąż...

  

wtorek, 13 maja 2008
426. Minus

   

                    „Wszystko, co mogłem utracić – traciłem

                    do czysta”

  

Krzywdzę się nieustannie – swoim zamykaniem na innych, siebie samego nierozumieniem. Lękiem, którego się nie wyzbywam, płaczem, który każe mi gryźć własną rękę…

   

                    „Smutno. Lecz łkać nie należy”

  

Od ubiegłego lata dane mi było odkryć istnienie kilku młodych mężczyzn, z jakimi nigdy wcześniej nie miałem okazji się zetknąć; nad listami od których wylałem wiele łez i którym za ich szczerość dziękuję; którzy mogliby stać się dla mnie tak upragnionymi przyjaciółmi, od dawna wyśnionymi, rozumiejącymi wszystko w lot, bez tłumaczeń, bez niedowierzania, do życia mi niezbędnymi. I byliby takimi – gdyby nie ja... Każdy z nich wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Pierwszej chwyciłem się zbyt mocno, drugą puściłem, trzeciej już nawet nie próbuję chwytać. Wciąż boję się ludzkiej dobroci…

To tamta historia złamała mnie ostatecznie – na niej wyczerpała się cała moja gotowość do otwarcia...  

   

                    „(…) horyzont życia widzę – jak ogromny

                    minus na wszystkim, com przeżył”

                                        [Iosif Brodski. Przeł. S. Barańczak].

  

Raz, dwa, trzy... Koniec.

  

niedziela, 11 maja 2008
425. O, sancta simplicitas!

  

Na ogólnoeuropejski test na inteligencję w Internecie przypadkowo odkryty się skusić... od niechcenia i bez namysłu większego na pytania zacząć odpowiadać… wyniku końcowego po wypełnieniu jednej tylko wersji zażądać… sms jeden za drugim jak się okazuje musieć w tym celu wysłać… wcześniej telefon dawno już pusty i zablokowany z konieczności doładować… o poziomie inteligencji wrodzonejnieco powyżej średniej się dowiedzieć… że zapytanie całą kwotę doładowania pochłonęło poniewczasie odkryć… Na potwierdzenie geniuszu liczyć, a głupotę swoją i lekkomyślność w ten sposób obnażyć… Milczeć zatem dalej, biedę klepać, wściekłym na siebie być…

  

piątek, 09 maja 2008
424. Loneliness

  

Nie ma w niej nic szlachetnego, wzniosłego, dobrego. Niczym nie wzbogaca i niczego nie uczy – potrafi wyłącznie odbierać, więzić i obezwładniać. Nie jest wytchnieniem w chaosie życia, nie niesie ciszy i spokoju… Wyznawana religia zaprzecza jej; odczucie więzi z krewnymi wyklucza ją; posiadanie dziecka ją unieważnia; koledzy i przyjaciele ją negują; jednorazowe choćby doświadczenie miłości odbiera prawo do późniejszego używania jej imienia. Nie jest bowiem opuszczeniem ani też rozstaniem – jest niezaznaniem, niedoświadczeniem, nieumiejętnością, niemocą… Jest zmuszaniem się do uśmiechu, zapominaniem słów, brakiem myśli. Odwiecznym staniem u okna i podglądaniem życia innych – jest zaskoczeniem, że inni chodzą, mówią i czują. Pragnieniem zwyciężonym przez lęk, nieustającym wyrzutem sumienia, dławiącą zazdrością… Jest ustawicznym rozpamiętywaniem tego, co się nie zdarzyło, jest dostrzeganiem w przyszłości jedynie wizji samobójstwa, majaczącej od wczesnego dzieciństwa. Nie jest bólem ani cierpieniem, nie wymaga powodu, by wypłakiwać oczy. Jest dojmującym milczeniem. Całkowitą pustką…

Każdy ma swoją miarę, każdy ma do niej prawo – najczęściej jednak, gdy słyszę o niej i czytam u innych, gdy oni nazywają ją wprost, gdy tak łatwo szermują tym pojęciem, czuję, jakbym dostawał w twarz...

Macie ledwie blade wyobrażenie tego, czym jest samotność…

  

środa, 07 maja 2008
423. Impotence

  

Wczoraj po raz pierwszy w tym roku odwiedzam naszą działkę (dlaczego w wieku kilkunastu lat nie nosiłem sportowych butów, czapek z daszkiem i bluz z kapturem? I czy robiąc to teraz, zbyt rzadko jednak – źle czynię? Tak bardzo przecież chciałbym zostać chłopcem…) Wygrzewam się na słońcu, wsłuchując w śpiew ptaków, szum wiatru, pracę sąsiadów, patrząc na przesuwające się w górze obłoki i na białe linie, przecinające błękit we wszystkich kierunkach – ślady po samolotach. Cudownie. Bez ruchu… Bez końca…

  

Piszę kolejne listy, które nie zostaną wysłane. Rozmawiam z cieniem, obejmuję powietrze, całuję poduszki na otarcie ich łez. Próbuję się przyzwyczaić do bycia znikniętym”. Jak gdyby to była nowa dla mnie sytuacja...

Nie wiem nawet kiedy, ale zniknięto mnie…

  

Gdybyś wiedział, do jakiego stopnia Cię rozumiem i znam, przestraszyłbyś się... Przypominasz mi – mnie samego. Dlatego właśnie jestem tak bezradny…

   

                    „Jakie wymyślić słowa dla ciebie

                    gdy nie ma słów

                    Jakie odnaleźć znaki na niebie

                    pochmurnym już 

                    Płynie okręcik papierowy

                    Płyną różowe baloniki

                    Wymyślić noce kolorowe

                    Ciszę zapisać w pamiętniku

                    Ciszę zapisać…” 

                              [Ewa Lipska, Nie baw się więcej kulą ziemską]

  

Brak mi pomysłu na cokolwiek. I na kogokolwiek…

  

poniedziałek, 05 maja 2008
422. Skurcze

  

Jadę do Wrocławia – sam nie wiem, po co. „Życie upływało mu na niczym i tak upływała ta podróż” [Eustachy Rylski, Człowiek w cieniu]. Za oknem cztery bażanty, dwa żurawie, myszołów i grupa krzyżówek…

Jutrzejszy wtorek wyjątkowo wolny. To znaczy, że równo przez tydzień mogę nie otwierać ust…

  

Snuję się po ulicach ze spuszczonym wzrokiem krótkowidza, wlokąc za sobą lewą nogę, po której kiedyś przejechał samochód (czy to naprawdę był wypadek, jeśli wcześniej posmakowałem już brzytwy i pętli?). Wokół sami wystrojeni maturzyści – o dziesięć lat młodsi, o całe życie dojrzalsi. Ich optymizm, moja rezygnacja… 

   

                    „Niepewnie idziesz pochylony,

                    Drogą, co nigdzie nie prowadzi.

                    Tak jak po fali,

                    Tak jak po linie,

                    Jak nad przepaścią idziesz drogą. 

                    Tak jak po fali, 

                    Tak jak po linie,

                    Nie widzisz ziemi pod stopami”

                                        [Leszek Aleksander Moczulski].

  

Na domiar złego w Empiku natykam się na Tamtego, sprzed lat… Potem godzinami wyrzucam sobie, że bałem się dłużej popatrzeć, że się oddaliłem. Tak właśnie wyglądają wszystkie moje miłości – ukradkowe spojrzenia, lęk i żal… Pytał o album z ikonami, a po plecach spływała mi rzeka potu. Po dwóch takich doświadczeniach wiem już, że mężczyźni zdobywają mnie głosem – bez wzajemności, rzecz jasna…

   

Migrena. Wieczorne napięcie... Burza. Wiosenne uspokojenie… 

   

                    „Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,

                    a u okien smutek i konanie.

                    Taki deszcz kocham, taki szelest strun,

                    deszcz – życiu zmiłowanie”

                                        [Krzysztof Kamil Baczyński].

  

Ukojenia Ci życzę…

  

sobota, 03 maja 2008
421. Un coeur en hiver

   

                    „You only see what your eyes want to see

                    How can life be what you want it to be

                    You’re frozen when your heart’s not open”.

  

Inni tradycyjnie już widzą nas najostrzej: „Chcesz być jak piękny posąg z chłodnego marmuru, który nigdy nie zdradza najmniejszych emocji; jak ktoś zaklęty, kogo odczarować może tylko czyjeś absolutne i bezwarunkowe oddanie. W ten jednak sposób odzierasz drugiego z godności…”

Obojętność, bierność i przedmiotowe traktowanie ludzi. Bo zawsze tylko ty i ty. Nikogo innego nie znasz… 

   

                    „You’re so consumed with how much you get

                    You waste your time with hate and regret

                    You’re frozen when your heart’s not open”

                                        [Madonna, Frozen].

  

Na czym polega różnica pomiędzy „byciem w centrum czyjegoś świata” a „pragnieniem bycia dlań całym światem”? Na zaborczości? Żądaniu podległości i wyłączności? Na igraniu uczuciami innych? Tak – egoizm, jak zwykle.

  

...jak piękny posąg z chłodnego marmuru, i serce też jak lód…

  

czwartek, 01 maja 2008
420. Quarto

  

…z pierwszym, biernie do tej pory czytanym, szereg listów wymieniam, kontaktem tym wielce uradowany, fascynację swoją jeszcze pogłębiając; przed drugim odkrywam dźwięki „Fortepianu”, zachwytem swoim się dzieląc i jego dary ochoczo przyjmując; o trzeciego się martwię, czy jeszcze mi wolno to robić – nie wiedząc, a pomóc pragnąc. Bardzo…

I tak minął wieczór i poranek – dzień czwarty.

Poszukiwanie szczęścia współudziału w czymś poza mną jeszcze. Zrywanie owoców z drzewa wiadomości dobrego i złego…

  

Tagi: homo
22:02, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link Komentarze (1) »
Archiwum
Tagi