~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
sobota, 28 maja 2011
949. Choroba na śmierć...

  

Prezydent USA Barack Obama odbył tournée po Europie. W Dublinie poszedł na piwo, w Londynie smażył kiełbaski i zagrał z dziećmi w ping-ponga, a w Warszawie złożył wieniec pod jednym pomnikiem, wieniec pod drugim, trzecią wiązankę pod kolejną tablicą, spotkał się z kombatantami, weteranami i rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej… Wciąż tylko wojna i martyrologia. Polska gościnność jako częstowanie trupami. No, ale cóż innego możemy mieć do zaoferowania. My, Naród…

  

środa, 25 maja 2011
948. VPC-EB4S1E/WI...

   

Był jeszcze bank (zwiększenie limitów wypłat z bankomatu i przelewów) i misja od mamy w Sephorze (kupić konkretny kosmetyk i uzyskać rabat dla stałej klientki), ale główne zadanie czekało w Sony Center. Najpierw przez pomyłkę pokazywali mi nie to, czego chciałem, potem okazało się, że – wbrew informacji w systemie – to, po co się zjawiłem, jest tylko w wersji czarnej, więc muszą sprowadzić towar z magazynu, co zajęło długie kilkadziesiąt minut. W międzyczasie wybrałem futerał i myszkę, zadałem parę pytań technicznych dwóm spośród czterech chłopców, a w finale jeszcze poprosiłem (skutecznie!) o upust. I wreszcie jest! – bialutki i błyszczący. Dziś instalacja większości programów i załatwienie u dostawcy Internetu łączności ze światem, dzielonej wymiennie przez dwa komputery. Mimo mojego początkowego przerażenia (ratunku! ja nie wiem, jak to ugryźć!) wszystko przebiega już dobrze…

Tak więc do tej Warszawy nie sam będę się przenosił, lecz w towarzystwie zaprzyjaźnionego VAIO…

  

Tagi: Wrocław
20:02, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 23 maja 2011
947. „L’oiseau bleu” (Maurice Maeterlinck, 1908)...

  

Marzenie trwało tylko jeden dzień. Widziałem się już w tym owalnym (!), prześlicznym mieszkaniu, pośród wpuszczonych w ściany regałów i półek, przesłaniających ściany firan, przy biurku w okiennym wykuszu, w totalnej bieli, znaczonej jedynie krwistymi akcentami łazienki i kanapy. Ale ktoś inny właśnie finalizował umowę, gdy w końcu odważyłem się zadzwonić. Okazje takie się zdarzają tylko raz – cóż, może się przytrafi w przyszłym roku…

Mija już prawie miesiąc, a ja wciąż – zbyt – beztrosko: jaka to lekkość na duszy, gdy wstaje się później, wychodzi jedynie na spacer do sklepu i wyleguje w pokoju. Godziny w Internecie: wybory laptopa (decyzja nareszcie podjęta), pierwszego odtwarzacza mp3 (tu za to same wątpliwości), szukanie lokalu – robienie list i ciągłe wybrzydzanie, wciąż nadzieja, że dopiero jutro coś przyniesie. I tak z dnia na dzień: bawienie się, głupoty i błahostki – bez przeglądania ofert i wysyłania podań, bez najważniejszego, co odkładane, bo też najmniej chciane, a jednak nieuchronne…

  

„Po dwóch tygodniach, kiedy zamierzała wynająć jakąś kawalerkę, zdała sobie nagle sprawę: pułapka się zamknęła; odtąd będzie już musiała pracować”

         [Michel Houellebecq, Platforma. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

22:29, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 20 maja 2011
946. „Horresco referens”...

  

Babcia ma czworo dzieci, ale żadne z nich nie jest w stanie się nią zająć. Kolejne szpitale i ośrodki opieki są jej obecnym schronieniem, a ona – choć lata mijają – każdego dnia żywi nadzieję, że wreszcie zabiorą do domu. Ale dom zajął syn rozwodnik i przebudowywuje go z myślą o kochance, nie o umierającej matce. Zniedołężniała, unieruchomiona i otumaniona lekami, bojąca się obcych i milcząca, zdana na bezduszny personel, którego nie interesuje, że pacjentka pragnie pić / nie poda sobie jedzenia ze stolika / trzeba jej zmienić pieluszkę / jest wystawiona na słońce – zadręcza mimowolnie swym cierpieniem-istnieniem dwie jeżdżące do niej co dni kilka córki, trwoniące pieniądze na elementarny sprzęt i leki, na darowizny dla pielęgniarek, pozbawiające się resztek sił i nerwów (czwarta córka i jej bogaty synek mają w dupie – może i dobrze, śpią spokojniej, może tak właśnie trzeba). Zaczynamy już czekać na to, co jednak nie nadchodzi, a byłoby dla wszystkich wyzwoleniem. Przerdzewiałych warunków, w jakich to się odbywa – jednako: państwowych czy prywatnych – nie można nazwać inaczej niż strasznymi (i jeden tylko „sukces” służby zdrowia – przebija moje złe mniemanie o polskim szkolnictwie). Zgroza, doprawdy istna zgroza...

  

„Jest coś upokarzającego w sposobie, w jaki wszystko się kończy. Upokarza-jącego nie tylko dla nas, ale dla wyobrażenia, jakie mamy o sobie, o kondycji ludzkiej. Ludzie leżą w ciemnych sypialniach, w rozgardiaszu, bezradni. Inni leżą pod żywopłotem, w deszczu.

(…) Czy należy umierać z całą świadomością, że człowiek sam wybiera swój los? Czy należy przyjąć śmierć bez środków znieczulających?” 

               [John Maxwell Coetzee, Wiek żelaza. Przeł. A. Mysłowska].

  

Mój lęk przed starością – rodziców, moją własną, lęk przed starymi ludźmi. Są lustrem, w którym za nic nie chcę się sobie przyglądać...

  

wtorek, 17 maja 2011
945. Contemptus mundi...

  

Oglądam nagrodzony ubiegłoroczną Złotą Palmą w Cannes film „Wujek Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia” (Tajlandia’2010; reż. Apichatpong Weerasethakul). Świat duchów i baśni, przenikających się rzeczywistości, świat prawdziwych wspomnień i przeżyć – odchodzący w przeszłość, umierający, zastępowany przez bezduszną fikcję telewizyjnego ekranu, bierne wchłanianie spreparowanych wrażeń, zapominanie tego, co najważniejsze. Kino jako pamięć

Wędrówka przez dżunglę – praeparatio ad mortem, powrót do źródła (jaskini pierwotnego wcielenia), transgresja – kojarzy mi się z podobną sceną w widzianym niedługo przedtem „Lesie w żałobie” (Japonia/Francja’2007; reż. Naomi Kawase): śmierć starca i uśmiech dziewczyny, wyzwolenie i porozumienie dwojga tak sobie obcych, a podobnie uwięzionych w skorupie własnych, tonących w bólu światów…

A na dodatek wczoraj jeszcze „Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna” (Korea Południowa’2003; reż. Kim Ki-duk). Surowa lekcja przeżywania, znaczona błędami droga od egoizmu do altruizmu, kołowrót ludzkiej niedoskonałości, przemijanie i wiecznotrwałość natury. Do kontemplowania, smakowania, podziwiania… Istota wszystkiego w pojedynczych, harmonijnych chwilach…

  

„Żyć nie jest szczęściem. Żyć: nieść przez świat swoje bolesne ja.

Ale być, być jest szczęściem. Być: przemienić się w fontannę, w kamienne naczynie, w które wszechświat spływa jak ciepły deszcz”

                   [Milan Kundera, Nieśmiertelność. Przeł. M. Bieńczyk].

  

sobota, 14 maja 2011
944. Kraj lat dziecinnych...

  

Tym razem fryzjer nie we Wrocławiu, ale lokalnie, u nas, na tak zwanej Starówce (prawie trzy razy taniej zresztą, nie licząc jeszcze biletu), do której mały kawałek, bo trzy osiedla miasteczka ledwie się ze sobą łączą. Nieco wietrznie, ale za to niebo z przepięknymi obłokami niespieszny wobec tego powrót do domu, przeciągający się spacer z aparatem w ręce. Swoiste pożegnanie z ojczyzną-obczyzną... Ograniczona do pojedynczych kadrów nie taka ona znów najbrzydsza…

  

      

  

                  

  

      

  

                

  

      

  

                  

  

      

   

czwartek, 12 maja 2011
943. „W okowach konieczności” (za Epikurem)...

  

Dobrze to teraz rozegrać, a Warszawa może dać jeszcze więcej wolności, niż się spodziewałem. Swoje, samemu, na swoim grzecznym tylko być, podsycać w rodzicach ich pomysł…

Każdy ma ponoć swoją cenę i za kawalerkę właśnie dam się kupić ucieknę tam i wdzięcznością się na zawsze tu przywiążę…

  

„Świadomość posiadania domu przewyższa religijną ekstazę, bo dom to bóg, który wiernie słucha i nigdy cię nie opuści, nawet jeśli będziesz okropnie bluźnić, złorzeczyć i po trzykroć się go wyrzekniesz”

                  [Renata Šerelytė, Imię w ciemności. Przeł. A. Rybałko].

  

poniedziałek, 09 maja 2011
942. Caterpillar - z cyklu: Olśnienia...

  

Jest taki rodzaj kochania, który objawia się jedynie poprzez ogarniającą nas ogromną czułość, łzy wzruszenia, paraliżującą błogość. Jest taka namiętność, pragnienie zespolenia z drugą osobą, wchłonięcia w siebie jej ciała, że czyni nas absolutnym impotentem, zamienia mężczyznę w tulące się, żądne uścisków dziecko. Są uczucia – wielkie i poważne – które zawsze będą brać za niedojrzałe

  

„(…) zamykał się w swojej miłości jak jedwabnik, który, zanim wyfrunie jako motyl, chowa się w kokonie”

                    [Yukio Mishima, Zimny płomień. Przeł. H. Lipszyc].

  

20:26, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
sobota, 07 maja 2011
941. Z Anną w „Świętej Annie”...

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

   

      

  

czwartek, 05 maja 2011
940. Modern Talking...

  

Na „Salę samobójców” (Polska’2011; reż. Jan Komasa) trafiamy do kina Ars. Sala „Salon”, bilety w trzecim rzędzie, który okazuje się… ostatnim (w sumie 20 miejsc). Seans czterokrotnie przerywa zacięcie się na kilka minut projektora. Nikt z obsługi nie pojawia się choćby ze słowem wyjaśnienia, chichoczemy zatem sobie, rozbawieni absurdem sytuacji, snując domysły, jak też wyglądać może sala „Aneks” (wnęka na szafę? Dopiero później okazuje się, że jednak nasza była tą najmniejszą). Przy wyjściu zgłaszamy swe pretensje i obiecują nam darmowe wejście na dowolny obraz dnia następnego. Ale nazajutrz już się nie zjawiamy…

Sam zaś obejrzany film… W pewnych wymiarach nowatorski, bardzo współczesny, poruszający niepodejmowane jeszcze u nas dotąd wątki. Ale zbyt dużo tego, zbyt pobieżnie, naciąganie. Wystarczyłoby prościej, mniej przerysowań, ozdobników, bez tego „latania awatarów”, milionerów – dramat z podwórka byłby bardziej przejmujący, bliższy widza. I jeszcze te utarte rozwiązania, gotowe klisze… Świeży głos polskiego kina oparty na schematach…

A jednak wartościowe jakoś to, zapadające w pamięć. Bo przecież – na kilku aż poziomach – to bardzo moja jest historia…

  

wtorek, 03 maja 2011
939. Rowerami, wzdłuż Wisły, do Tyńca...

  

Sobotnie, dwudziestoparokilometrowe wspólne pedałowanie – po bodaj dziesięcioletniej u mnie przerwie w styczności z bicyklami niezły wyczyn. Krótkie spodenki (pierwszy raz w tym roku), słońce przypalające przedramiona i nosy, niezapomniane widoki po drodze i ta dziecinna radość. Ale jazda!...

  

      

  

      

  

      

  

      

  

A dziś powrót z Krakowa do domu i parogodzinna śnieżyca za oknami pociągu, pola białostyczniowe i zapowiedzi przymrozków. Nie jedyna to była podczas tego świąteczno-weekendowego wypadu przygoda…

  

Archiwum
Tagi