~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
czwartek, 31 maja 2012
1121. Z cyklu: Przeczytane (V) - Maj...

  

1. Philippe Ariès, Historia dzieciństwa. Dziecko i rodzina w czasach ancien régime’u. Przeł. M. Ochab, Warszawa 2010;

2. Paweł Muratow, Obrazy Włoch. Wenecja. Przeł. P. Hertz, Warszawa 2009;

3. Georges Vigarello, Historia zdrowia i choroby. Praktyki sanitarne od średniowiecza do współczesności. Przeł. M. Szymańska, Warszawa 2011;

4. John Maxwell Coetzee, Elizabeth Costello. Przeł. Z. Batko, Kraków 2006;

5. George Steiner, Dziesięć (możliwych) przyczyn smutku myśli. Przeł. O. i W. Kubińscy, Gdańsk 2007;

6. Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski, Poznań 2006.

  

środa, 30 maja 2012
1120. Short History of Decay...

  

Znów to współ-granie organizmu z pogarszającą się pogodą: tępy ból głowy zaraz po przebudzeniu, jak gdyby leżenie na kamieniach, rozstroje żołądkowe, krew w toalecie, płacz, histerie – psychiki roze-drganie. Obezwładniająca niemoc w ciągu dnia, przysypianie nad stronicami i jadłowstręt. Ale najgorsze myśli – czarne, beznadziejne, pełne do-siebie-odrazy. Za co ten ersatz życia, ja dlaczego? Przez tyle lat nie przyszło mi do głowy, że winno być inaczej, że coś nie funkcjonuje – przyzwyczaiłem się do tego stopnia, że głupio teraz pytać…

  

„(…) dobrze się mam w tej zgniliźnie, człowiek jest autofagicznym i gnojowym insektem, znajduje przyjemność w pożeraniu samego siebie”

                       [Claudio Magris, Na oślep. Przeł. J. Ugniewska].

  

poniedziałek, 28 maja 2012
1119. Park Arkadia i pałacyk Królikarnia...

  

Zdjęcia z kolejnego urokliwego miejsca (większa galeria do obejrzenia tutaj):

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

piątek, 25 maja 2012
1118. Noli me tangere...

  

Pomyślałem: niech mnie tu ktoś zauważy, potem rozpozna w Internecie, niech spróbuje. I tego samego dnia: przebiegał obok kilka razy, wieczorem znalazł na Kumpello i zagadał. Tyle że oni zawsze są na antypodach tego, co pociąga. Po kilku zdaniach odpisuję, że się właściwie z nikim nie spotykam, nie rozmawiam. „Dlaczego, przecież jesteś zajebisty facet”. I może właśnie dlatego, że (nie)prawda…

 

„– Lubisz samotność? – zapytała, opierając brodę na dłoni. – Lubisz samotnie podróżować, sam jadać, siedzieć na zajęciach z dala od innych?

– Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań”

                               [Haruki Murakami, Norwegian Wood.

                           Przeł. D. Marczewska i A. Zielińska-Elliott].

  

środa, 23 maja 2012
1117. Up & Down...

 

Upośledzony umysłowo chłopak podchodzi w parku do każdego, mówi „dzień dobry”, wyciągając rękę na powitanie tak nachalnie, że nie sposób jej nie uścisnąć, przedstawia się i domaga w ten sposób wzajemności, skarży na rzekome ukąszenie w dłoń przez osę (choć wygląda mi to raczej na odciski), dziękuje, żegna i szuka kolejnej ofiary (czy może przyjaciela, uwagi ze strony bliźniego). Potrafi tak krążyć godzinami, pamiętając widocznie, kogo już zdążył zaczepić…

A normalni chłopcy przychodzą tam z kolegą, czasem przyjeżdżają rowerami, opalają, leżąc obok siebie, rzucają dyskiem, gadają, piją piwo, śmieją, niektórzy wracają bez koszulki… A ty między tamtym przypadkiem a nimi. Co się dowartościujesz, że większe niż ty są nieszczęścia, to zaraz się musisz zdołować…

  

21:32, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
niedziela, 20 maja 2012
1116. Noc Muzeów...

  

...A raczej popołudnie oraz wczesny wieczór. Placówki kulturalne odwiedzam częściej niż od święta (zwłaszcza że większość muzeów warszawskich dostępna jest za darmo w wybrany dzień tygodnia), a tłumy przeszkadzają w praktykowanym przeze mnie długim oglądaniu i fotografowaniu – wybrałem więc skromny program, który udało się zrealizować w stu procentach. Na początek świeżo wyremontowany biurowiec Ufficio Primo, gdzie w ramach Art Yard Sale wystawiali się graficy, ilustratorzy, designerzy i projektanci mody – licznie napływająca młoda, oryginalnie ubrana publiczność (trzy czwarte chłopców spokojnie mógłbym wziąć za gejów, kierując się jednak stereotypem bardziej niż wyczuciem), sprawiająca wrażenie, że każdy tu wpada na kogoś znajomego. Dla mnie jednak główną atrakcją był sam budynek – z zewnątrz florencki pałac epoki renesansu, w środku okrągły krużgankowy dziedziniec, w którego lśniącej posadzce odbija się (i wędruje za widzem) przykrywająca go kopuła z układającymi się w rozetę świetlikami.

  

      

  

Drugim punktem był podziwiany dotąd tylko z zewnątrz, a również mający wewnątrz kształt rotundy kościół ewangelicko-augsburski Św. Trójcy, który odwiedziłem jako patriota Woli (niemal sąsiaduję z cmentarzem gminy luterańskiej, a projektant świątyni, Szymon Bogumił Zug, też na nim spoczywa). Obok inspirowanej rzymskim Panteonem kopuły uwagę zwracają wielobarwne witraże, oglądane z bliska z piętrowych galerii. Wystawiona była również Biblia brzeska.

Spacer zakończyłem na terenie kampusu uniwersyteckiego, oglądając komnaty w pałacu Tyszkiewiczów-Potockich (zwłaszcza imponujące sztukaterie w Sali Gościnnej), Salę Kolumnową na Wydziale Historycznym, oraz Złotą i Senatu w Pałacu Kazimierzowskim. W drodze na tramwaj widziałem jeszcze kolejkę do Pałacu Prezydenckiego, ciągnącą się aż do kościoła św. Anny – nie, dziękuję, wolałem zdążyć na emocjonujący i zaskakujący (Bayern Monachium – Chelsea Londyn 3:4 w karnych) finał Ligi Mistrzów… Całkiem udane wyjście jak na mój pierwszy raz z tą imprezą…

  

piątek, 18 maja 2012
1115. Here on Earth...

 

W zamkniętym pokoju, kiedy chłodno, deszczowo i pochmurnie, gdy ponuro – senny i apatyczny; z płaczem, z bólem, wyciem. Wśród parków i na ulicach, chłonąc promienie słońca – bez myśli, z aparatem, w trakcie wycieczek-przygód. Bez celu, nadziei na cokolwiek, bez nikogo. Igrając z ogniem, odliczając terminy, stany konta. Pogrążając się ostatecznie, pierwszy raz o czymś decydując – znalazłszy swoje miejsce…

  

„Mógłbym tu żyć wiecznie – pomyślał – albo do śmierci. Nic by się nie działo, każdy dzień przypominałby poprzedni, nie trzeba by nic mówić”

    [John Maxwell Coetzee, Życie i czasy Michaela K. Przeł. M. Konikowska].

  

wtorek, 15 maja 2012
1114. Wystawa (III) - Skontrum...

  

      

  

                  

  

      

  

„SKONTRUM – inwentaryzacja muzealiów, porównywanie spisu z natury z zapisami w księgach inwentarzowych mające na celu ustalenie stanu faktycznego zbiorów i ujawnienie ewentualnych braków.

Nazywając wystawę terminem wywodzącym się z praktyki muzealnej, chcemy zwrócić uwagę na funkcjonowanie instytucji muzeum. To, co widzi publiczność – wystawy, wydawnictwa, lekcje muzealne – jest wierzchołkiem góry lodowej. Pod powierzchnią, ukryte przed publicznością, toczy się sekretne życie zabytków. We wszystkich muzeach świata eksponaty są liczone, opisywane, poddawane zabiegom konserwatorskim, transportowane i magazynowane. Wokół ich pochodzenia toczą się detektywistyczne śledztwa i procesy sądowe.

Gros obiektów trafia do muzeów przez zakup, inne dzięki hojności darczyńców, jeszcze inne w wyniku drastycznych zakrętów historii, a czasem zwykłego przypadku. Przez lata kolekcja rozrasta się jak huba. Dzieła wybitne sąsiadują z obiektami kultu, efektami chwilowych mód czy wytworami propagandy kolejnych systemów politycznych. Cóż zresztą znaczy określenie »wybitne«? Nie możemy autorytatywnie stwierdzić, że za 100 czy 200 lat nasze pojęcie dzieła sztuki będzie miało ten sam sens. Każda epoka co innego nazywa sztuką, inne fenomeny uznaje za godne uwiecznienia dla potomnych. I choć instytucja XIX-wiecznego muzeum, także Muzeum Narodowego w Warszawie, została utworzona w celu utrwalenia i jedynej słusznej w owym czasie wizji sztuki, i historii narodowej, i ładu społecznego, to dziś jego kolekcja jest raczej świadectwem chaosu niż jakiejkolwiek wizji. I właśnie ów chaos wydaje się niezwykle ciekawy i inspirujący.

  

                  

  

      

  

                  

  

Zapraszamy Państwa na SKONTRUM kolekcji Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni, oddziału Muzeum Narodowego w Warszawie. Ustawiamy obok siebie tyle figur, ile wytrzymają stropy pałacu: chrześcijańskich świętych, bohaterów mitologicznych, arystokratów, mężów stanu i alegorie pojęć abstrakcyjnych. Zbieramy destrukty i ułomki, osobne ręce, torsy, nosy. Odkurzamy projekty pomników i maski pośmiertne.

Posągi w magazynie tworzą tajemniczy tłum. Są pozbawione cokołów i pozbawione tradycyjnej analizy z pozycji historyka sztuki. Nie mówimy o cechach stylowych rzeźb, o sytuacji politycznej w czasie ich powstania, ani o losach ich twórców, nie wspominamy nawet nazwisk portretowanych osób. Widzimy ciżbę zaklętych postaci. Ludzi skamieniałych od wzroku bazyliszka, widoku złotego cielca czy zaklęcia czarownicy. A może odwrotnie – figury zostały właśnie ulepione z gliny, pozszywane z gałganów, by za chwilę ożyć, jak Galatea, Goliat czy manekiny Brunona Schulza. Mity wszystkich kultur opowiadają historie ożywiania materii i umartwiania, uprzedmiotowiania postaci ludzkich.

Zapraszamy Państwa do szukania własnych narracji. Refleksja patrzącego na setki figur, głów, popiersi koncentrować się może wokół wątków politycznych, estetycznych, egzystencjalnych czy wręcz metafizycznych. Namawiamy do dokonywania swoich wyborów, każda opowieść jest równie uprawniona”

                   [ze strony internetowej Muzeum Rzeźby w Królikarni].

  

      

  

                  

  

      

  

niedziela, 13 maja 2012
1113. Ele mele dudki, gospodarz malutki...

  

Dość nieoczekiwanie, choć z wielką radością i ochoczo przyszło mi w końcu ugościć kogoś (poza rodzicami) w swym mieszkaniu. Bo oto dzień po naszym czwartkowym spotkaniu T. zmuszony był szukać nowego noclegu w Warszawie – a że już wcześniej oferowałem mu taką możliwość, to skorzystał. W efekcie spędziliśmy wspólnie dwa wieczory i poranki na ciągłych rozmowach – znów to wrażenie świetnego porozumienia między nami; gadanie o mojej biblioteczce, subkulturze furry fandom, wizycie na III Warszawskich Targach Książki w PKiN-ie (parę nabytków – Muratow, Aletheia; bardziej niż zatłoczone stoiska podziwianie wielu nieznanych dotąd, pięknych sal w Pałacu; widziałem Józefa Hena, Szewacha Weissa, Marię Szyszkowską, Zbigniewa Lwa-Starowicza, Michała Witkowskiego). A dla mnie jeszcze namiastka wymarzonej wizji: jak by to było pod jednym dachem z drugim chłopcem? Myślę, że fajnie – gdyby się wreszcie znalazł jakiś przystojny chętny…

  

czwartek, 10 maja 2012
1112. „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne”...

  

Przedpołudnie w Łazienkach (choć w planach był raczej Ogród Botaniczny), gdzie także żona króla Norwegii Sonja i Anna Komorowska – minęliśmy się o kilka kroków, podobnie jak swego czasu z mężem pani prezydentowej (por. 1032). Pierwsze damy podchodzą do jednej z grupek młodzieży, rysującej rzeźbę Tankreda i Kloryndy, i z uśmiechami zagadują. Udaje mi się je uwiecznić na zdjęciu, podobnie jak pawia z szeroko rozłożonym ogonem. To były niespodzianki – a potem, po niemal dwuletnim niewidzeniu się, jak zawsze sympatyczne spotkanie z bawiącym akurat w stolicy T. i pogawędka przy piwie – cieszy mnie zawsze, że tak się przy nim (jak na swoje możliwości) ożywiam, staję rozmowny i w tak wielu sprawach zgadzam. Mogę kogoś lubić, przypominam sobie…

  

               „Nic nie jest człowiekowi tak użyteczne jak inny człowiek”

         [Michel Houellebecq, Platforma. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

wtorek, 08 maja 2012
1111. Ordinary people...

   

Jak to jest – żyć w takim otoczeniu od małego, pośród kolorów, kawiarenek, klubów, sklepów, koncertów, wzorców; mieć świadomość ubierania się, znajomych; bywać i włóczyć, chodzić do szkół, gdzie uczą; uprawiać sport, wiedzieć o sferze płci i seksu, czuć je, mieć z nich przyjemność; dążyć do czegoś, osiągać to, posiadać… Jak to możliwe, że nie było, nie ukształtowało mnie na teraz, nie pomogło. Że jakoś innym się udaje samo z siebie…

Spośród wszystkich warszawskich wspaniałości wciąż największych wrażeń mi dostarcza obserwacja tłumów...

  

„(…) tajemniczy ludzie, zdobywcy i korzystający z życia, beztroscy i nieodpowiedzialni, innego rodzaju – tak myślała sennie, z obrażonym uśmiechem na ustach – prawdziwi”

                  [Sándor Márai, Francuski jacht. Przeł. I. Makarewicz].

  

23:58, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
sobota, 05 maja 2012
1110. Egzamin z życia...

  

Wczorajsi maturzyści na Polu Mokotowskim – siedzą na trawie roześmiani, rozmawiają, piją. Spotykają się, przychodzą po (w ich wieku ja nie miałem z kim i gdzie – dlatego teraz nie mam z kim i jak: można odgrywać spektakl, lecz się nie nauczy już spontaniczności). Nie wiedzą, że właśnie tam, banalnego popołudnia w parku zdają ważniejszy, bardziej decydujący o ich przyszłości test niż te wszystkie bzdury z języka polskiego o poranku…

  

„Długie dnie spędzane w zakurzonych labiryntach wypchanych książkami odpowiadały niewątpliwie mnisim skłonnościom typowym dla chłopców w moim wieku. Szukamy ucieczki przed dostaniem się w krąg życia ludzi dorosłych, szukamy samotności, by układać przygody miłosne, zanim ich pokosztujemy. To wyczekiwanie w odosobnieniu szybko staje się nużące. Dlatego też młodzi łączą się w grupy i grupki, podejmując wspólnie gorączkowe wysiłki, by przed czasem odegrać wszystkie scenariusze dorosłej społeczności. Rzadko zdarzają się ci, którzy mając trzynaście, czternaście lat, potrafią oprzeć się tej zmianie ról, z całym okrucieństwem i nietolerancją narzucanej przez wczorajsze dzieci samotnikom i naturom kontemplacyjnym.

Ja zaś (…) zdołałem zachować nienaruszalną samotność nastolatka”

               [Andreï Makine, Francuski testament. Przeł. M. Hołyńska].

   

23:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
czwartek, 03 maja 2012
1109. Wiwat Maj, Trzeci Maj!...

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

środa, 02 maja 2012
1108. Les Beaux Jours...

  

Lato już w końcu kwietnia, słońce i żar – jak lubię. Dni intensywne, długie i cudowne – bliższe wędrówki i dalekie, odkrycia i zachwyty, dobre zdjęcia. Lazury nieba, smugi na nim, mięsista biel obłoków i gałęzie kwiatów. Poprawki dawnych ujęć na cmentarzach Woli, multimedialność Muzeum Chopina; Wilanów i Arkadia – odbicia drzew w ich stawach, wystawa Skontrum w Królikarni – leżaki przed pałacem. Piątkowy debiut w krótkich spodniach, cztery dni opalania na Moczydle od soboty (obok mnie gejowska para gra w badmintona, a gruba starucha zaczyna kazanie o „leczeniu”). Kolejni z cyklu „znani i mijani”: Michał Chaciński (Świętokrzyska), profesor Bralczyk (pod Rondem Dmowskiego), w H&M-ie Olga Bończyk. Pięć minut zakochania w chłopcu robiącym w Auchan zakupy razem z ojcem; każdorazowe pogaduszki z kioskarką pod mym domem… Dużo radości, zadowolenia z siebie, udaje się wcześniej wstawać: wykorzystuję najdrobniejszą chwilę – być może już niewiele pozostało do ostatniej

  

„[18 V 1930] Najważniejsza rzecz teraz to żyć energicznie i po mistrzowsku, wręcz desperacko. Bez sentymentów pozbywać się każdego kolejnego dnia. Nie guzdrać się zatem i nie mitrężyć czasu na rozmyślania nad tym czy owym. Tak powinnam postępować (…): z wiekiem życie powinno stawać się coraz żwawsze i ważniejsze”

    [Virginia Woolf, Chwile wolności. Dziennik 1915-1941. Przeł. M. Heydel].

  

Archiwum
Tagi