~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
sobota, 31 maja 2014
1396. Z cyklu: Przeczytane (XXIX) - Maj...

  

1. Antony Beevor, D-Day. Bitwa o Normandię. Przeł. M. Komorowska, Kraków 2012.

  

*     *     *

   

Wyjechali już, zabrali wszystkie. Kilkugodzinne nerwy pakowania, upychania; lęku, że się nie zmieści, że trzeba coś zostawić. Udało się; bodaj dwadzieścia pudeł, toreb. Mieszkanie obnażone, odmienione. Siedzę w nim sam i myślę: ubyło mi coś jeszcze, znacznie więcej…

  

„Spoglądam na półki z książkami, które wczoraj były pełne, a dziś zieją w nich puste miejsca, patrzące na mnie z wyrzutem niby oczodoły szkieletu. Jak niewiele zostawiamy po sobie, tylko jasny kurz został po książkach, które w milczeniu obserwowały nas latami”

                      [Zeruya Shalev, Po rozstaniu. Przeł. M. Sommer].

   

14:11, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 29 maja 2014
1395. Prolongata...

  

Właścicielka mieszkania chce zjawić się we wtorek. Tak oto, nieoczekiwanie, zyskuję dwa dni więcej. Może się uda (mimo fatalnej aury, przyjazdu rodziców) utrwalić jeszcze coś, zobaczyć, przeżyć. Jednocześnie zaś od dzisiaj w Internecie ogłoszenie o wynajęciu mojej kawalerki. Jakkolwiek się nie łudzić, te dwa dni to tylko przeciąganie nieuchronnego rozstania…

  

Tagi: Warszawa
21:51, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 27 maja 2014
1394. Too late...

  

To się nie może zakończyć w taki sposób, powtarzam nieustannie. A jednak staje się. Złośliwy los utrudnia nawet godziwe pożegnanie – wpierw maj deszczowy, zimny, potem zbyt ostre słońce, powódź psują zdjęciowe plany (plaża o świcie!), nie pozwalają nadrobić zaległości. A przecież tyle jeszcze chciało się zobaczyć, przeżyć, odwiedzić znów, poprawić, zrobić. Już nie da się, nie zdąży, trzy lata niewykorzystane – zabrakło życia, żeby choć pobieżnie oswoić się z Warszawą…

  

„Nawet najdłuższy czas nie wystarcza, kiedy kocha się jakieś miejsce miłością tak zachłanną”

            [John Maxwell Coetzee, Chłopięce lata. Przeł. M. Kłobukowski].

  

niedziela, 25 maja 2014
1393. Ta ostatnia niedziela...

  

Dopisuję się we wtorek do spisu wyborców i w głosowaniu do europarlamentu biorę udział w Warszawie. Jedna z tych maleńkich tutaj satysfakcji, co się nie powtórzą. Odpowiedzialność za wspólnotę, do której się nie garnę, która mnie pomija (a w ¾ ignoruje nawet własne państwo, przykre)…

 

Weekend w ogóle pod znakiem ponadjednostkowym, towarzyski. W sobotę Konstancin (wysokie sosny tuż przy drodze, porozrzucane pośród drzew wille i pałacyki, spokój) i dewirtualizacja Diany – najstarsza z blogowych znajomości, bardzo udane spotkanie. Pisałem sześć lat temu: Jeszcze z nikim nie zdarzyło mi się wspólnie milczeć – choć jestem pewien, że potrafiłbym. Myślisz, że udałoby się nam milczeć na te same tematy?, i choć zdarzała się przyjemna cisza przy stole z widokiem na basen, na ławeczce przy korcie, mówiłem chyba dużo, ożywiałem się, co u mnie niezbyt naturalne. Nadzieję mam, że jej nie rozczarowałem – to było bardzo ważne. Dzisiaj króciutko T., oddaje mi (nareszcie!) książkę, pożyczoną jeszcze podczas Euro’2012. Jeśli nie liczyć rodziców, nie rozmawiałem z nikim od 8 miesięcy. Tam zaś znów nie będzie żadnych spotkań, te mogły być ostatnie już na lata…

  

Tagi: Warszawa
23:47, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 22 maja 2014
1392. Le Couperet...

  

Meszki gryzą mi nogi na niedzielnym koncercie pod Chopinem w Łazienkach. Nie drapałem chyba zbytnio, jednakże pojawiły się duże podskórne krwiaki (?), a dziś dodatkowo spuchła kostka. Chodzę z trudnością, ból przeszywa jak ostrze, hipochondrycznie rysuję tragiczne scenariusze. A przecież, gdyby ta noga była ceną za, to niech ją tną. Warszawa jest czymś znacznie bliższym mi niż wszystkie części ciała…

  

Tagi: Warszawa
23:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
wtorek, 20 maja 2014
1391. Stan posiadania...

  

W Noc Muzeów ekipy telewizyjne podchodzą do stojących w długich kolejkach, a ci – na oko trzydziestoparoletni – przyznają, że mimo całego życia w Warszawie, nigdy nie byli na Zamku albo w Narodowym. Nie mieści mi się w głowie. Pomyśleć tylko, że mogli się tutaj urodzić,wychowywać, nie ponosić kosztów wynajmu, mieszkając u rodziców; chodzili po ulicach, gdzie pierzeje, pili nad Wisłą i randkowali w Saskim. I zero w nich szacunku wobec miasta. A ty, dla którego TO jest wszystkim, musiałeś od ust sobie odejmować, gnić lat trzydzieści w pierdziszewie, gdzie znów już niedługo wrócisz, by tam zdychać… Nie zasługują, ale mają. Ty zbytnio kochasz, dlatego wszystko ci zostanie odebrane…

  

Tagi: Warszawa
23:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
sobota, 17 maja 2014
1390. Loser...

  

Facet powinien być zaradny i dobrze zarabiać, czytam u kogoś. A kim jest taki, co sobie nie radzi, klepie biedę? Wciąż na odległym miejscu, z tyłu; tak już przyzwyczajony do porażki, że nie próbuje nawet starać się w wyścigu…

  

„Zwycięzców można rozpoznać już na starcie. Zawsze można rozpoznać zwycięzców i przegranych. Na Ciebie nikt by nie postawił nawet centa”

      z filmu Dawno temu w Ameryce (USA / Włochy’1984; reż. Sergio Leone).

  

23:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
wtorek, 13 maja 2014
1389. Verlorener Sohn...

  

Szukam popołudniami oraz rano, czasem też w środku dnia; pisuję i wysyłam, czekam. Nawet do toalety boję się pójść bez telefonu, bo może ktoś zadzwoni. Nic, cisza, zero odpowiedzi. Po jakimś czasie te same ogłoszenia – czyli szukają dalej, lecz ja się nie nadałem. Mamie jakaś ulotka wpada w ręce i na darmową policealną szkołę mnie namawia. Jak wrócę, zmuszą mnie do zapisania się, na pewno (a od koszmaru pracowania gorsze być mogą tylko kolejne lata edukacji). Jak gdyby nie dość, że mam się za miernotę, to jeszcze muszę w rodzicielskich oczach widzieć, że zawodzę…

  

„Człowiek, który uciekł w wielki świat, a teraz z podkulonym ogonem wraca do małego. Nieudaczny uciekinier (…). Nieudaczny syn”

                    [John Maxwell Coetzee, Lato. Przeł. D. Żukowski].

  

sobota, 10 maja 2014
1388. Warszawskie Dni Kawaleryjskie: Zawody Militari i pokaz galowy Szwadronu Honorowego 3. Pułku Szwoleżerów Mazowieckich...

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

środa, 07 maja 2014
1387. A Man and His Work...

  

Wydawnictwu Naukowemu PWN tak spodobała się moja relacja z rekonstrukcji bitwy pod Olszynką Grochowską (por. 1366), że zamierza wykorzystać cztery zdjęcia (wybrali akurat te nie najładniejsze) w przygotowywanym multibooku – elektronicznej wersji materiałów do nauczania historii w szkole podstawowej (a w przyszłości może i w jakimś drukowanym podręczniku). Dostanę za to 200 zł – dziś podpisałem umowę. Mały sukces w powodzi niepowodzeń. Okazuje się, że warto jednak zdzierać buty, biegając po Warszawie z aparatem…

  

Tagi: Warszawa
23:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 04 maja 2014
1386. Last Days...

  

W środę mail do właścicielki z wymówieniem mieszkania, a od czwartku do dziś rodzice. Przyjechali pomimo ostrzeżenia przed zmianą aury – w efekcie z nieodwiedzanych przez nich jeszcze miejsc udało się pokazać jedynie Pole Mokotowskie; u Wedla podwieczorek (lody i czekolada), stolik dalej Justyna Steczkowska. W piątek, sobotę bardzo zimno, wiatr lodowaty oraz deszcz – wychodzimy jedynie na obiad (da się w tej okolicy, wbrew pozorom, smacznie, a nawet wykwintnie zjeść: cielęce eskalopki w sosie z kurek, włoskimi kluseczkami gnocchi i selekcją sałat w sosie winegret w Ristorante Del Forno, schabowy z kapustą zasmażaną i opiekanymi ziemniakami w Dzikim Młynie – polecam, choć sam nie mógłbym sobie pozwolić). Mama przywozi też gołąbki, sernik, wafla przekładanego czekoladą i sałatkę – mój żołądek tak już się odzwyczaił od jedzenia, że szybko puchnę od tego dobrobytu. A mimo to napięcia między nami – nie mogę znieść ich rozmów, w mojej przestrzeni obecności. W przestrzeni, co moją niedługo – pakuję zimowe ubrania, całego Gombrowicza, inne niewielkie książki. Większość jeszcze zostaje (nie umiem sobie wyobrazić, jak to przewieźć, gdzie to się tam – po maminych przemeblowaniach w mym pokoju – zmieści), bo jeszcze będę szukał – łudził się tymi paroma tygodniami, odliczał i szykował, z każdym kamieniem żegnał…

  

20:56, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
Archiwum
Tagi