~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
niedziela, 31 maja 2015
1484. Z cyklu: Przeczytane (XLI) - Maj...

  

1. Jan Baszkiewicz, Henryk IV Wielki, Warszawa 1995;

2. Georges Vigarello, Historia urody. Ciało i sztuka upiększania od renesansu do dziś. Przeł. M. Falski, Warszawa 2011;

3. Antonio Tabucchi, Robi się coraz później. Powieść w formie listów. Przeł. J. Ugniewska, Warszawa 2002;

4. Maria Kuncewiczowa, Cudzoziemka, Warszawa 2007.

  

Tagi: książki
21:33, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 29 maja 2015
1483. No way...

  

„[19 X 1970] Stagnacja. Kiedy zaczyna się znowu okres nudy samemu ze sobą…

(…) Mniej niż kiedykolwiek owe zapiski mają kształt, kierunek, pomysł, sens. Co się właściwie dzieje?

Próba odpowiedzi na pytanie, co się właśnie dzieje. Ot, od kilku miesięcy dzieje się dryfowanie. Zniknęły wielkie bóle i rozpaczliwe nadzieje. Ociężałość i przeżuwanie, mniej więcej przyjemne albo przynajmniej nie nieprzyjemne. Zacierają się odczucia tragedii i niezrozumiałych, wstrząsających zdarzeń sprzed roku i potem. Ospały, na fotelu, leniwie przeżywam dni.

Oczywiście nie ma wyraźnego powodu, żeby tak dalej trwać nie mogło. Od jednego dnia do drugiego, od jednej nocy do drugiej, dlaczego z tym się nie godzić? (…)

Co robić i do czego zmierzać? Mam uczucie, że zatrzymałem się, a raczej ugrzązłem w drodze, nie całkiem wiem jakiej. Ale uczucie ugrzęźnięcia jest dosyć wyraźne. (…)

Samo to pytanie jest leniwe i osłabiające. Co robić i do czego zmierzać – mój Boże. To założenie, że ja mam co robić i do czego zmierzać – ani siebie nie odczuwam  dostatecznie wyraźnie jako siebie, ani też ewentualne cele nie są mi zbyt drogie”

                          [Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom II. 1970-1979].

   

23:32, alexanderson , Wierszo- / blogopisanie
Link
poniedziałek, 25 maja 2015
1482. Waiting for the Barbarians...

  

Duduś z „Podróży za jeden uśmiech” (Polska’1971; reż. S. Jędryka) prezydentem. Imperium kontratakuje, dyszące żądzą odwetu hordy Kaczyńskiego na fali wznoszącej. Ludzie chcieli dać starej władzy prztyczka w nos – w efekcie na jesień dostaną od nowej kopa w dupę. W czym jest przynajmniej ta nadzieja, że w 2020 roku, po pięcioletniej sraczce zafundowanej nam przez zjełczałą już do tego czasu narodową pseudoprawicę i ePiSkopat, w drugiej turze wyborów prezydenckich spotkają się Tusk z Biedroniem. I po raz pierwszy w Polsce będzie obojętne, który wygra – przyjemna fantazja, lecz trzeba jeszcze ją do tego czasu dośnić…

      

sobota, 23 maja 2015
1481. Okruchy miasta...

  

Chodziłem po Krakowie z dwoma aparatami, w tym pierwszy raz z lustrzanką – odstąpioną mi przez ojca poprzednią jego zabawką. Brak wprawy i umiejętności, wnętrza, których nie umiem, na zewnątrz zbytnio jaskrawe słońca, poszarzające wszystko chmury. Tłumy chodzące, stojące samochody i wykopki. Oprowadzanie według programu miast dowolnego się szwendania, utykanie przełamujące ostry ból, wysłuchiwanie wzajemnych docinek towarzyszy. W efekcie niewiele prawdziwej zdjęciowej satysfakcji. Przeglądam setki kadrów, bo wszakże z miejsca, gdzie te na każdym kroku, ale nie będę z nich zbyt wielu miał pamiątek. Najlepsze zrobiłem rodzicom – mnie, tradycyjnie, na żadnym się nie znajdzie…

       

                        „Tak zwane widoki ziemi. Ale mało ich.

                        Wyruszyłeś i nie jesteś nasycony”

                                                            Czesław Miłosz.

  

                    

  

      

  

                    

  

      

  

                    

  

      

  

                    

  

poniedziałek, 18 maja 2015
1480. Bonnes promenades...

  

Wróciliśmy już, ochłonęliśmy. Dość intensywne dni, dużo chodzenia – z moją na pół skręconą (?) w poprzedni poniedziałek nogą. We wtorek około 15.00 zadomawiamy się na Librowszczyźnie – będziemy mieszkać przy ikonicznym dla klasycyzującego modernizmu Banku PKO projektu A. Szyszko-Bohusza. Pogodnym popołudniem obiad na Rynku, spacer Grodzką na Wawel i opustoszałe już krużganki zamku, portale na Kanoniczej, dziedziniec Collegium Iuridicum. W środę najwięcej – Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach, ulica Floriańska i Barbakan, Pomnik Grunwaldzki, kościoły św. Floriana i pijarów, plac Szczepański i Pałac Sztuki, dziedzińce Collegium Nowodworskiego i Collegium Maius, małe zboczenie do manufaktury kapucynów po jakieś ziółka, obiad na Rynku, u franciszkanów „Bóg Ojciec – Stań się!” Wyspiańskiego, dalej Plantami pod Wawel i wzdłuż Wisły, Skałka, kościół Bożego Ciała i Kazimierz, gdzie synagogi Wysoka, Stara, Remuh oraz Tempel, szarlotka na ciepło z gałką lodów na Szerokiej (przygrywa nam na żywo jakiś kwartet) i zaciemnione wnętrze u dominikanów. Czwartek ulewny, zimny, zatem skromniej – kościół św. Barbary i Bazylika Mariacka z otwarciem ołtarza Wita Stwosza (prawdziwy zalew wycieczkowych grup, ale spędzamy tam godzinę, więc w końcu się przerzedza), pizza w lokalu „Trzy Papryczki” (tym razem nie w ogródku, jak przed pięcioma laty, gdym pierwszy raz w Krakowie – por. 762), galerie Sztuki Dawnej Polski i Sztuki Cerkiewnej Dawnej Rzeczypospolitej w pałacu Erazma Ciołka, wnętrze świętych Piotra i Pawła. Wieczorem rodzice zaglądają do Galerii Krakowskiej – wrażenie robią niespotykane we Wrocławiu marki; ja odpoczywam w domu. W piątek od rana Wawel – wnętrze Katedry, komnaty reprezentacyjne królów i „Dama z gronostajem” Leonarda; następnie szybki obiad w barze na Grodzkiej, świątynia bernardynów, kościoły św. Katarzyny, św. Anny, deser u Wedla i Teatr Słowackiego. W sobotę pakowanie, wczesny posiłek w „Awangardzie” w dawnym Kasynie Oficerskim – i na pociąg. Po 18.00 jesteśmy już w domu – ja z reminiscencjami (kiedyś, z kimś), a oni pełni nowych wrażeń. Bo podobało się – choć kuśtykałem z tyłu, to przecież przewodziłem; udało się zaliczyć wszystkie żelazne punkty (13 kościołów, 5 wystaw w 3 muzeach), a jeszcze zostało dość powodów, by tam wrócić…

  

      

  

wtorek, 12 maja 2015
1479. „Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił”...

  

Jedziemy do Krakowa. Rodzice nie byli jeszcze nigdy, ja czterokrotnie już – tym razem pierwszy raz bez Ani, bez tego pretekstu do podróży, naczelnej motywacji i atrakcji. Będę ich oprowadzał kilka dni, lecz nie poznają, po jakich śladach kroczę, łzy jakie i uściski przywołuję, jakie sprzed czterech lat miraże mi się jawią. Mogła się wyrzec i zapomnieć o mnie, lecz ja ją trzymam w ramionach swoich wspomnień nieustannie…

  

                    „Nie upłynęło między nami nic prócz czasu”

                                             [Robert Lowell. Przeł. P. Sommer]

   

niedziela, 10 maja 2015
1478. Po pierwszej turze...

  

Trwająca od kilku lat zmasowana kampania obrzydzania Polakom ich kraju i osiągnięć dwudziestopięciolecia naszej wolności zaczyna wreszcie przynosić swoje robaczywe owoce. Coraz bardziej stają się słyszalne głosy K(u)-K(lux)-K(lanu)…

  

„Co oni z tą Polską? (…) Czym dla nich była Polska? Spłachetkiem ziemi, na której się urodzili, ostatecznie zupełnie przypadkiem? Czy stanem świadomości? A może dążeniem do czegoś, czego i tak nigdy się nie osiąga? Jestem inny, czy biorę sprawy po prostu takimi, jakie one są? Jeśli tak jest, to znaczy, że jestem uczciwy. Uczciwszy od nich wszystkich; dla nich patriotyzm jest parawanem, za którym chowają swój strach i bezradność”

                                 [Eustachy Rylski, Stankiewicz. Powrót].

    

23:58, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
piątek, 08 maja 2015
1477. Przed ciszą wyborczą...

  

„(…) partyzantka bardziej jest potrzebna na swoich sukinsynów niż na Niemców, bo napleniło się gangreny jak kąkolu. Musiał go nieraz dziadek mitygować, ty, jucho, byś wszystkich powywieszał, powystrzelał”

                                      [Wiesław Myśliwski, Widnokrąg].

   

niedziela, 03 maja 2015
1476. Wielkie małe rzeczy...

  

XXVII Festiwal Kwiatów i Sztuki w Książu. A raczej jarmark i nawet dosyć wyraźnie odpustowy. Hektary parkujących na łące samochodów, tysiące depczących po sobie ludzi – stragany z regionalnymi wyrobami, biżuterią, wszelką tandetą. Z głośnika biało-czerwone disco, na żywo zaś Peruwiańczycy z el condor pasa, jak w nadmorskim kurorcie. Pozastawiane korytarze, w komnatach więcej inżynierii w konstrukcjach florystycznych niż tych kwiatów. Ścisk, kiepskie zorganizowanie, w dodatku deszcz i chłód w pierwszomajowy piątek – wielkie rozczarowanie. Na szczęście była wystawa bonsai

   

                  

  

W drodze powrotnej sugeruję zatrzymać się w Strzegomiu. Kościół zamknięty, do środka zaglądamy przez szybę w wewnętrznych drzwiach („poza ołtarzem pusto”, mówi mama, a przecież „gotyk pierwszej klasy, nie znasz się”, replikuję), ale kamienie fasad i dekoracja portali przewspaniałe... 

  

      

  

Dziś wypad do zamku na wodzie w Wojnowicach. Poprzednio byłem tam z ojcem na rowerze przed bodaj dwudziestoma laty (wtedy przez Odrę trzeba było promem; teraz mamy już most – Wolności 4 czerwca otwarty przed rokiem przez prezydenta Komorowskiego); tym razem w trójkę samochodem na obiad w tamtejszej restauracji przy Kolegium Europy Wschodniej: schab z dzika, do tego purée z marchewki, maślane kopytka i nelsoński sos – wszystko jednak w jakichś warzywach niezbyt chcianych, które w większości sceptycznie zostawiam na talerzu. Zapadła wiocha, a jednak ludzie ciągną – uniemożliwiają mi zrobienie pełniejszego ujęcia…

  

                  

  

Do domu powracamy zahaczając o naszą Starówkę – taras nad Odrą za pałacem to teraz pseudobarokowy ogród. W trzcinach na dole wypatruję szczygła – szybka reakcja i odrobina szczęścia pozwalają utrwalić to spotkanie. I właśnie taki drobiazg potrafi wynagrodzić wszystko, daje najwięcej satysfakcji i radości…

  

      

  

Archiwum
Tagi