~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
sobota, 30 czerwca 2007
244. Twarze II

  

Uwielbienie dla klasycznych kanonów estetycznych zamknęło mi oczy na życie prawdziwe – na żywych ludzi. Książki i romantyczne uniesienia zamknęły mi serce na prawdziwe uczucia – zostały tylko iluzje i fantomy. Wśród tych wyimaginowanych twarzy czuję się bezpiecznie, a one obdarzają mnie uśmiechem. Te uśmiechy to też złudzenia...

  

                    „W piękność tak się wpatrywałem,

                    że cały mój wzrok jest nią przepełniony.

  

                    Linie ciała. Czerwone wargi. Rozkoszne członki.

                    Włosy jakby posągom greckim ukradzione,

                    zawsze piękne – i wtedy, gdy są nieuczesane

                    i nieco opadają na białe czoła.

  

                    Twarze miłości, jak pragnęła ich

                    moja poezja… w nocach mojej młodości,

                    w moich nocach, skrycie, spotykane…

                    [Konstandinos Kawafis, Tak się wpatrywałem. Przeł. Z. Kubiak]

  

środa, 27 czerwca 2007
243. Udręka

  

A może tak właśnie miało być, może nie mogło być inaczej? Może nie ma tu żadnej tragedii? Bo czyż nie sam zadecydowałeś o wszystkim, czy nie sam dokonałeś wyboru? Czyż nie żyjesz tak, jak jest ci wygodniej – bez myśli, bez uczuć, bez celów – żyjąc bez udziału w życiu. Czy więc rzeczywiście czegoś ci brakuje, czy tego, o czym mówisz, rzeczywiście pragniesz? Czy jesteś gotowy na ewentualne zmiany i czy to nie lęk przed nimi wzbudza teraz w tobie wątpliwości? Czego więc chcesz? Czy to, co teraz, nie jest przypadkiem jedynym, co możliwe?

  

„Ja nikogo na świecie nie kochałem. Ja nie kochałem nawet siebie. Jestem soplem wiecznego lodu strąconym z przestrzeni międzygwiezdnej na tę ziemię. Dlaczego się męczę, niczym nie męcząc. Dlaczego ja się dręczę, przez nikogo nie dręczony”.

               [Tadeusz Konwicki, Rzeka podziemna, podziemne ptaki]

  

poniedziałek, 25 czerwca 2007
242. Pragnienia

  

„Jedyną moją troską było to, żeby kochać i być kochanym. (…) Opary wyłaniające się z mętnych namiętności okresu dojrzewania osnuwały i zaciemniały moje serce tak bardzo, że już nie umiało odróżnić pogody umiłowania od mroku żądzy. Jedno i drugie kipiało razem w pomieszaniu, gnając niedojrzałą jeszcze duszę przez urwiska pożądań i pogrążając ją w topielach grzechów. (…) Jeszcze się nie zakochałem, a już kochałem samą myśl o zakochaniu. Odczucie, że czegoś mi brakuje, budziło we mnie wzgardę dla siebie samego za to, że nie dość mocno się starałem o usunięcie tego braku. Szukałem przedmiotu miłości. Samo bowiem kochanie kochałem (…). Same jednak doznania zmysłowe nie mogłyby być przedmiotem miłości, gdyby im nie towarzyszyły przeżycia duchowe. To było moim marzeniem: kochać i być kochanym wzajemnie, i radować się ciałem owej istoty kochającej. (…)

Pokarm, który się śni, jest zupełnie podobny do pokarmu spożywanego na jawie, ale nie odżywia śniących, bo oni tylko śnią, że jedzą”. 

               [św. Augustyn z Hippony, Wyznania. Przeł. Z. Kubiak]

  

23:36, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
niedziela, 24 czerwca 2007
241. Dwie demokracje

  

   „Demokracja liberalna i demokracja plebiscytarna, choć w jakimś stopniu korzystają z tych samych technik działania politycznego (wybory, referenda), oparte są na odmiennym zestawie wartości i wiążą się z odmiennymi w znacznej mierze wizjami życia społecznego. Trudno przesądzić, która z nich ma głębiej w przeszłość sięgające korzenie, lecz z pewnością demokracja liberalna stawia więcej wymagań zarówno przed rządzonymi, jak i rządzącymi.

   Cechą charakterystyczną demokracji liberalnej jest uznanie, że prawda, rozumiana także jako słuszność moralna lub polityczna, jest przedmiotem nieustannych poszukiwań, w których może uczestniczyć każdy obywatel i każde gremium społeczne. Nikt nie może o sobie powiedzieć, że posiadł ją raz na zawsze i że – będąc jej pewny – nie musi już do niej z trudem w przyszłości dochodzić. Taka postawa wynika z przekonania, że naturalną cechą współczesnych społeczeństw jest pluralizm, a tolerancja wobec odmienności – warunkiem pokojowego ich istnienia. Nieuniknionym następstwem tego podejścia jest pewien relatywizm, który nie musi jednak prowadzić do poznawczego, moralnego lub politycznego nihilizmu.

   Demokracje plebiscytarne budowane są często na przekonaniu o trwałości i pewności prawdy. Wierzy się, że jej depozytariuszem jest lud albo – częściej – polityczny przywódca mający tę zdolność, iż potrafi odczytać rzeczywiste przekonania i pragnienia obywateli. Lud postrzegany jest jako niezróżnicowana masa posiadająca jedną wolę i wspólne pragnienia. Za filozoficznego ojca takiego myślenia uchodzi Jan Jakub Rousseau z jego teorią woli powszechnej.

   Demokracja liberalna jest demokracją konstytucyjną. Oznacza to, po pierwsze, że może istnieć jedynie respektując wolności i prawa człowieka i obywatela, przede wszystkim osobiste i polityczne – wolność słowa, zgromadzeń, stowarzyszeń, prawo do życia i do prywatności, prawo własności. Po drugie, jej instytucje funkcjonują na podstawie i w ramach prawa. Po trzecie, uznaje za fundamentalne dla swojego porządku ustrojowego podział i równowagę władz oraz niezawisłość sądownictwa; w ostatnich dziesięcioleciach obejmuje to także zasadę sądowej kontroli konstytucyjności aktów ustawodawczych.

   Demokracja plebiscytarna podchodzi do obowiązującego prawa bez szczególnego respektu, co nie znaczy, że godzi się na powszechne jego łamanie. Jeśli jednak prawo uniemożliwia spełnienie woli ludu, to musi ustąpić jej pola. Impossybilizm prawny nie jest tej demokracji znany i nie stoją jej na przeszkodzie zasady ustrojowe, które uznaje za oczywiste demokracja liberalna.

   Demokracja liberalna naznaczona jest piętnem elitaryzmu. Wynika to przede wszystkim z szacunku, jakim obdarza fachową wiedzę i umiejętności. Demokracja plebiscytarna jest z natury plebejska, a nawet populistyczna. Akty wyborczy lub referendalny mają dla niej przede wszystkim znaczenie legitymizacyjne. Dają podstawę do uprawomocnienia rządzących ekip przywódczych, a bywa, że i jednostek wynoszonych w ten sposób przez lud do władzy i potwierdzających co jakiś czas w drodze głosowań powszechnych swoją pozycję w strukturze państwa. Carl Schmitt aklamację plebiscytarną uznawał za jedną z zasadniczych cech legitymowanego autorytaryzmu. W znacznej mierze taka była zasada działania we Francji bonapartyzmu, czyli systemu władzy cesarskiej, oraz prezydenckiego gaullizmu.

   Czy Polska dnia dzisiejszego jest demokracją liberalną czy plebiscytarną? Nie chodzi tym razem o rozwiązania konstytucyjne. Te bowiem odpowiadają modelowi demokracji liberalnej w definiowanym wyżej znaczeniu. Mam raczej na względzie praktykę ustrojową, zwłaszcza, choć nie wyłącznie, ostatniego okresu. W moim przekonaniu mieści się ona nadal w granicach demokracji liberalnej, lecz pojawiają się pewne oznaki, iż poczyna sterować w kierunku modelu plebiscytarnego.

   Ludzie wyniesieni do władzy w rezultacie demokratycznej elekcji parlamentarnej wykazują bowiem skłonność do traktowania aktu wyborczego jako przesądzającego o pełnej i niezachwianej słuszności ich decyzji politycznych, oczywistości ich rozumienia prawa, trafności ich nominacji personalnych. Wybory są w ich mniemaniu aktem legitymującym każde posunięcie i nadającym wiążącą moc każdemu ich poglądowi w kwestiach politycznych. Skoro nas wybraliście, zdają się mówić, oznacza to, że mamy rację i mieć ją będziemy we wszystkich sprawach aż do dnia następnych wyborów, które, być może, rację tę kolejny raz potwierdzą. Nasza racja jest głosem ludu, skoro lud nas właśnie wyniósł do władzy. Jest więc tym samym oczywista i niepodważalna.

   Dochodzi czasem do sytuacji, gdy konstytucja uniemożliwia realizację uchwalonych przez rządzącą większość ustaw. Pod adresem tych, którzy ostrzegają przed jej naruszeniem, pada wtedy zarzut kuglarskiej, oszukańczej interpretacji przepisów. Prawo zatem musi stać po stronie rządzących, a skoro nie zawsze tak jest, należy się odwołać do ludowego poczucia sprawiedliwości, które rozstrzyga w sposób ostateczny. Wymogi procedury, niekwestionowane zasady prawa (np. domniemania niewinności) mogą zostać odsunięte na bok, jeśli działanie podjęte wbrew nim może liczyć na poklask większości obywateli. Wielu z nich bowiem oczekuje prostego i szybkiego rozwiązania trudnych spraw, a nie mnożenia obiekcji i wątpliwości.

   Gdy prawo nie dopuszcza do podjęcia decyzji, można rozpisać referendum, które ujawni wolę obywateli, a przez to pozwoli na obejście niewygodnego prawa. (…)

   W stronę demokracji plebiscytarnej popycha nas skłonność niektórych polityków i publicystów do lekceważenia doświadczenia, wiedzy i wątpliwości etycznych środowisk określanych pogardliwie jako elity lub salon. Przeciwstawiane jest im zdrowe poczucie moralne ludu oraz jego intuicyjne rozumienie tego, co w życiu publicznym słuszne i należyte. Demokraci stojący na takim stanowisku dążą do zdobycia poparcia mas (one zawsze stanowią w społeczeństwie numeryczną większość) i nie dbają o to, jaki jest pogląd w ważnych dla państwa sprawach ludzi zaliczanych do elity lub do bywalców salonu (którzy zawsze pozostają w mniejszości).

   Polska może pozostać państwem demokracji liberalnej ze wszystkimi jej wadami i zaletami. Może się także posunąć dalej w kierunku demokracji plebiscytarnej. Trzeba jednak pamiętać, że ta może się kiedyś przekształcić wbrew zamiarom demokratów w miękki, a następnie twardy autorytaryzm. Jest to perspektywa, jak się dziś zdaje, odległa i mało prawdopodobna, ale niewykluczona”.

[prof. Piotr Winczorek, Demokracja liberalna i plebiscytarna, „Rzeczpospolita” 26-27 V 2007, s. 11]

  

23:56, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
piątek, 22 czerwca 2007
240. Pokój z widokiem

  

Ukradkowe spojrzenia zza zasłony, przez żaluzje, przez firanki, podpatrywanie, wypatrywanie, oczekiwanie, bieganie od jednego okna do przeciwległego, spojrzenia baczne, nieśmiałe, spojrzenia tęskne, zazdrosne, miłosne spojrzenia na innych, na takich jak ty, ale innych…

Jako dziecko dziwiłem się światu, że są na nim inni ludzie – wszyscy tacy sami, ale odmienni ode mnie. A przecież to ja byłem inny. To ja patrzyłem zza firanek na to, czego mi nie dostawało. Czego się bałem. Czego pragnąłem. Całe życie spędziłem w swoim pokoju, stojąc przy oknie i żyjąc życiem innych ludzi. Nie wiedziałem, że żyje się swoim…

  

wtorek, 19 czerwca 2007
239. Czekanie II.

  

„My nigdy nie żyjemy, ale ciągle mamy nadzieję na coś, co można by nazwać prawdziwym życiem. I tak, ciągle spodziewając się szczęścia, z konieczności wynika, że nigdy nie jesteśmy szczęśliwi”…

(384 lata temu urodził się Blaise Pascal).

  

piątek, 15 czerwca 2007
238. Anioł

  

Odkryłem dziś przepiękną piosenkę.

   

                    „I can fly

                    But I want his wings 

                    I can shine even in the darkness 

                    But I crave the light that he brings 

                    Revel in the songs that he sings 

                    My angel Gabriel

   

                    I can love 

                    But I need his heart 

                    I am strong even on my own 

                    But from him I never want to part 

                    He’s been there since the very start 

                    My angel Gabriel 

                    My angel Gabriel” 

                                         [Lamb, Gabriel]

  

Ja nigdy nie miałem swojego anioła. Całe życie zdawało mi się, że mogę bez niego żyć. A teraz nie mogę…

Nie mogę żyć bez tego, czego nie mam, nie miałem i mieć nie będę…

  

środa, 13 czerwca 2007
237. Strach II

  

Z filmu „Zdjęcie w godzinę” (USA’2002; reż. Mark Romanek): Najbardziej boimy się tego, co już się wydarzyło... 

Ktoś pięknie zdefiniował mój problem.

  

22:40, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 10 czerwca 2007
236. Życie - instrukcja obsługi

   

               „Twoja nieszczęśliwa i głupia młodość. 

               (…)

               Nie było nikogo, kto by przy tobie stanął i powiedział:

   

               – Jesteś ładnym chłopcem,

               Jesteś silny i zdrów,

               Twoje nieszczęścia są urojone”

                                   [Czesław Miłosz, Młodość]

  

Nie miałem instrukcji obsługi życia. A może nieuważnie czytałem podręcznik? W każdym razie życie nie uwzględnia możliwości poprawki. Każdego dnia ten egzamin oblewam. Tylko ten jeden – najważniejszy.

Że też każdemu to się tak po prostu udaje – a mnie nie.

  

sobota, 09 czerwca 2007
235. Melancholia

  

Dla tego, kto nigdy nie kochał, miłość jest jedynie urojonym fantazmatem, marzeniem, które rozwiewa się w chwili samotnego przebudzenia i konfrontacji z realnym życiem. Dlatego oglądam do późna w nocy przeciętny film tylko dlatego, że On w nim gra – nie: dlatego, że On w nim wygląda. Wystarczy mi samo patrzenie. Tęsknota w moim spojrzeniu. Wiem, że to bolesna droga donikąd, ale sam z niej nie zejdę. Śnię, dopóki mogę, dopóki jestem Tadziem – za parenaście lat, gdy stanę się Aschenbachem, nawet snów będę musiał sobie odmawiać. „Na świecie nie ma nic bardziej nieczystego od starości”.

  

Tagi: homo
23:35, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
środa, 06 czerwca 2007
234. Postój w pustyni

  

Po ciężkiej – a wciąż niedającej dostatecznych efektów – pracy jestem dziś bardzo zmęczony. Kupiłem sobie tom wierszy Josifa Brodskiego i robię sobie przerwę. Zresztą – całe moje życie to przerwa.

  

                    Cichotworzenie moje, moje nieme 

                    stworzenie pociągowe, ciągłe – w jaką stronę, 

                    powiedz, mamy się zwrócić ze swoim istnieniem, 

                    komu poskarżyć się na jarzmo i postronek? 

                    To tak jakby, dostrzegłszy w nocy za portierą 

                    księżyc, przy świetle zapałki, w pośpiechu 

                    własnoręcznie strzepywać na kartkę papieru 

                    obłąkany pył jego żółtego uśmiechu. 

                    Tę pisaninę, gęstszą od miodu, lecz ciekłą, 

                    jak chcesz rozmazuj, ale z kim w potrzebie 

                    przełamać w łokciu i w kolanie cienką 

                    odciętą kromkę, moje cichotworzenie?

                                        [Josif Brodski. Przeł. S. Barańczak].

  

wtorek, 05 czerwca 2007
233. Dwa czerwce

  

Dwie bliźniacze daty. 4 czerwca 1989 i 4 czerwca 1992. Z jednej strony pierwsze wybory z udziałem opozycji i początek polskich przemian, z drugiej zaś – odwołanie rządu Jana Olszewskiego i początek wojny o lustrację. Obie daty mają swoją białą i czarną legendę. W opisie obu padają słowa o „okrągłostołowej zdradzie” i „postkomunistycznym układzie”. Taką retoryką posługują się dziś środowiska, którym patronuje Jarosław Kaczyński, który przed laty negocjował powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego, rozczarowany rządem Olszewskiego wycofał swoje poparcie dla niego i starał się o udział Porozumienia Centrum (z którego przecież po 4 VI 1989 odszedł Jan Olszewski) w rządzie Hanny Suchockiej. Dziś się tego wypiera, dziś pozwala wybrzmieć alternatywnym wersjom historii, szkalować ojców-założycieli polskiej demokracji i stawiać na piedestale oszołomów w rodzaju Antoniego Macierewicza. Te wolty, do jakich jest zdolny, wiele o tym polityku mówią. Przypominają też retuszowanie w okresie stalinowskim zdjęć z czasów wojny domowej, z których wymazywano bolszewickich liderów, kolejno później rozstrzeliwanych przez Stalina. Nie porównuję bynajmniej Kaczyńskiego do „Wodza postępowej ludzkości”, ale polska historia, tocząc się zgodnie z jego życzeniami inaczej, mogła potoczyć się gorzej. Bo jest jeszcze jedno wydarzenie, związane z 4 czerwca 1989 – czołgi rozjeżdżające studentów na placu Tiananmen. Ten sam dzień, co w Polsce, a jak odmienne doświadczenie historyczne.

W Polsce wciąż znajdują się ludzie, których krwawe rewolucje bardziej pociągają niż pokojowe ewolucje. Dzieje się tak zapewne dlatego, że oni zawsze widzą się na czele – naród jest dla nich tylko „nawozem historii”. Nie muszą się przejmować choćby potencjalnymi ofiarami. Nieświadomie sprowadzają na naród żołdaków ze wschodu lub cynicznie walą weń ubecką teczką…

  

08:29, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
sobota, 02 czerwca 2007
232. Sienkiewicz i Gombrowicz

  

Zdawać by się mogło, że za sprawą ministra edukacji Romana Giertycha odżywa konflikt między Sienkiewiczem a Gombrowiczem, między dwiema wizjami polskiej literatury, dwoma obozami kulturowymi, dwoma wizjami polskości wreszcie. Zapewne Roman Giertych do takiej właśnie konfrontacji dąży, bo sam opowiada się wyraźnie po jednej ze stron i do uzyskania przez nią prymatu („rządu dusz”) chce doprowadzić. Sęk w tym, że nie ma tu żadnego konfliktu i nie może być żadnego zwycięstwa, bo polskość prawdziwa istnieje tylko poprzez wzajemny dialog Sienkiewicza z Gombrowiczem. Istotą polskości są spory między odmiennymi wizjami historycznymi, politycznymi, światopoglądowymi i kulturowymi – nie można Polakom tych sporów odbierać. I tak jak kłócimy się o Sienkiewicza czy Gombrowicza, powinniśmy kłócić się dalej o Stanisława Augusta, Napoleona, powstanie listopadowe, margrabiego Wielopolskiego, przewrót majowy, powstanie warszawskie czy stan wojenny.

Planowane przez resort edukacji zbytnie wyeksponowanie Sienkiewicza przy całkowitym wyeliminowaniu Gombrowicza nie będzie zwycięstwem Sienkiewicza ani przegraną Gombrowicza – będzie natomiast klęską myśli polskiej. Będzie klęską polskiego systemu edukacji jako szkoły myślenia. Odebraniem Polakom refleksji nad polskością, a tym samym – wykorzenieniem ich z polskości. Efekt będzie więc odwrotny od intencji ministra Giertycha. Dramat polega na tym, że nie ma on (Giertych) pojęcia ani o zadaniach i wyzwaniach szkoły, ani o wartości (krytycznego, nakierowanego także na siebie) myślenia, ani o istocie polskości. W tym sensie trudno go nawet winić – nie popełnia „zbrodni”, lecz kieruje się zwykłą głupotą. Ma ją we krwi. Jest ona równie obca Sienkiewiczowi, co Gombrowiczowi.

  

Archiwum
Tagi