~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
piątek, 31 lipca 2015
1499. Z cyklu: Przeczytane (XLIII) - Lipiec...

 

1. Andrew Roberts, Napoleon Wielki. Przeł. M. i T. Fiedorek, J. Włodarczyk, Warszawa 2015;

2. Jan Sowa, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą, Kraków 2011;

3. Juan Goytisolo, Makbara. Przeł. W. Charchalis, Warszawa 2006;

4. Guy de Maupassant, „Baryłeczka” i inne opowiadania. Przeł. K. Dolatowska, R. Czekańska-Heymanowa, A. Sowiński, J. Dmochowska, M. Feldmanowa, I. Wieczorkiewicz, Wrocław 2005.

  

Tagi: książki
21:06, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 29 lipca 2015
1498. Gift from the Past...

   

Nie stać mnie było na książkę „Pałac. Biografia intymna” Beaty Chomątowskiej, zatem postanowiłem, że ją wygram. W konkursie fotograficznym, organizowanym przez Inicjatywę Osiedle Przyjaźń (na marginesie 60-tych urodzin Pałacu Kultury i Nauki), jedno z moich zdjęć (jak zwykle: nie to, którego szanse sam stawiałem najwyżej) znalazło się wśród trzech finalnie nagrodzonych.

To była jedna z pierwszych całościowych wypraw dokumentacyjnych po zamieszkaniu w stolicy, jeszcze w 2011 roku – ze skromnym aparatem, bez dzisiejszej maniery w kadrowaniu i dobieraniu pogody/światła. Pstrykało się wszystko, jak leci (por. 1028) – była świeżość spojrzenia, autentyzm i emocje. Warszawa przyjaźnie odkrywała przede mną swoje zakamarki, miało się nadzieję na przygodę, mieszkało się nareszcie samodzielnie. Żyło. A teraz jeszcze jeden profit, z czasów, co chyba bezpowrotnie już skończone…

  

22:24, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 26 lipca 2015
1497. Broken...

  

„Nie istniało żadne rozwiązanie. Żadne wyjście. Czasami kochamy kogoś bardzo mocno, a jedyna możliwa forma trwania tej miłości jest tak nieuchronnie ostateczna, że sama myśl o tym nas paraliżuje. (…)

Kochać kogoś i zostać przeciętym wpół”

                  [Susana Fortes, Albański kochanek. Przeł. W. Ignas-Madej].

  

czwartek, 23 lipca 2015
1496. Eternal presence...

  

„Co to jest miłość? To nie jest podniecenie seksualne. To potrzeba bezustannego przebywania w towarzystwie tamtego ciała.

W zasięgu tamtego spojrzenia.

W zasięgu tamtego głosu.

(Nawet w zasięgu wyobrażonym. Nawet w formie obrazu wewnętrznego. Wielu mężczyzn, wiele kobiet wie, że można kochać umarłego. Możliwość związku ponad teraźniejszością stanowi nawet istotę miłości)”

                     [Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski].

  

poniedziałek, 20 lipca 2015
1495. Se non è vero (II)...

  

Cztery lata już rozpaczy po utracie Ani. Mówiła wtedy Diana w Konstancinie, że patologia zaczyna się po pięciu – zatem rok jeszcze udawania, że w tym szaleństwie kryją się choć minimalne pozory normalności. Nie można jednakże wyzdrowieć, gdy się nie chce – niby należałoby opłakać, pogodzić się, zapomnieć, ale wówczas trzeba by przecież zrezygnować ze wszystkiego, z samego doznania przeżywania. Wszak nic wcześniej ani później poza Nią, nic bez Niej – dlatego ciągle myśli, czułe słówka i pieszczoty, obecność nieuchwytna, od ludzi coraz dalej, ułud i widm wciąż więcej…

  

„Nigdy nie pozwolił sobie ani na jeden dzień zdrady, przeżyty bez przywoływania jej wspomnienia, bez mitologizowania jej osoby; ona z kolei nigdy nie dowiedziała się, że (…) węszył za nią jak zbłąkany ogar, próbujący odnaleźć drogę do domu. (…) Można kochać kogoś, kto cię kochał i już cię nie kocha? Można. Nie musi się, ale można.

(…) Będę jej szukał wokół siebie, w głębi swoich źrenic, w powietrzu, które wdycham i wydycham, nawet jeśli ona sama nigdy się nie dowie, że ją kocham, a pół życia spełźnie mi na marzeniach o niej”

                 [Eliseo Alberto, Ester, gdzieś tam. Przeł. B. Wyrzykowska].

  

23:01, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
piątek, 17 lipca 2015
1494. Dowody na istnienie...

  

Pisać można jedynie uczestnicząc w rzeczywistości, żyjąc w świecie – zarazem w pełni doświadczając swojego wnętrza (emocji, myśli), poznając siebie prawdziwego. Zbliżając się, nie oddalając. Tymczasem moje bycie jest ucieczką, skryciem w ułudzie, fantazją nawet o uczuciach. Urządzam w głowie przestrzeń, własne mieszkanie, którego mieć nie będę, w budynku, którego wnętrza na żywo nie zobaczę, a poprzez jego okna widzę miasto, co już nie będzie moim; spotykam się tam z chłopcem, co ma konkretną twarz, nazwisko, a nie potrafię doń przemówić; do łóżka kładę się co noc z dziewczyną, która jest tylko mym wspomnieniem – niewypowiedzianymi słowy mówię jej o miłości, całuję ciało, którego nie umiałem pieścić…

To tylko się przydarza, dzieje – samonaprowadzenie w obłęd pozwala znieść codzienność, wytłumaczeniem jest, na życie przyzwoleniem…

  

„W samotności swojej była żywą ilustracją tego, na jakie bezdroża skręcić może istota kierująca się raczej uczuciem niż rozumem. Aczkolwiek tylekroć spotykały ją zawody, czeka wciąż na ów upragniony dzień, gdy zacznie żyć urzeczywistnionymi snami. (…)

O Carrie, Carrie! O, ślepe dążenie ludzkiego serca! (…) Wiedz, że nie ma dla ciebie ani przesytu, ani zadowolenia. W swoim fotelu bujającym przy oknie marzyć będziesz długo sama. W swoim fotelu bujającym przy oknie marzyć będziesz o takim szczęściu, jakiego nigdy nie zaznasz”

                    [Theodore Dreiser, Siostra Carrie. Przeł. Z. Popławska].

  

piątek, 10 lipca 2015
1493. Allegro furioso alla polacca...

  

Prezydent-elekt Andrzej Duda w trakcie mszy podnosi z ziemi opłatek („ratuje hostię”), za co katolickie media wynoszą go na ołtarze, zaś jego wybór 24 maja w święto Zesłania Ducha Świętego zostaje ogłoszony znakiem od Boga, który już wkrótce (po przejęciu władzy przez PiS w wyborach parlamentarnych) „odmieni oblicze tej ziemi”. Jego poprzednik w toku kampanii wyborczej zostaje utopiony w zalewie internetowych hejtów, które z więźnia komuny robią potomka bolszewika, przywłaszczającego sobie zasłużone nazwisko Komorowski. W Poznaniu próby prostowania średniowiecznej legendy o sprofanowaniu przez Żydów hostii (jednej z typowych obok mordu rytualnego, rozsiewania zarazy i zanieczyszczania studni antysemickich kompilacji) spotykają się z zarzutem „ulegania lobby żydowskiemu na świętej, polskiej ziemi”. Prezydent Słupska Robert Biedroń usuwa z gabinetu portret Jana Pawła II, w efekcie czego zostaje na niego złożone doniesienie do prokuratury. Przed głosowaniem w senacie nad ustawą regulującą kwestie zapłodnienia in vitro organizowane są modły i posty w intencji jej odrzucenia („Bóg nie zlekceważy poświęcenia i wysłucha”). Dawny aborcjonista Bogdan Chazan występuje teraz jako obrońca życia niezdolnego do samodzielnej egzystencji zdeformowanego płodu, bez wahania skazując przy tym na niewyobrażalny horror jego matkę. Ociężali na ciele i umyśle biskupi (funkcjonariusze jednej z wielu sekt, najbardziej jednak zaciętej w walce o uczynienie swoich dogmatów prawem obowiązującym wszystkich) występują jako eksperci od życia seksualnego i kwestii płci, strasząc wyimaginowaną ideologią gender i znieważając władze państwa, do którego bez poczucia wstydu wyciągają swoje łapska po pieniądze. Posłanka Krystyna Pawłowicz (stara panna wyrzucająca homoseksualistom nieproduktywność), ksiądz Dariusz Oko (celibatariusz zafascynowany ruchami posuwisto-zwrotnymi) i redaktor Tomasz Terlikowski (świętszy od papieża) rzygają swoim chrześcijańskim miłosierdziem na każdego, kto nie mieści się w ich poprawnościowym schemacie. A w Bieżuniu zaszczuty przez kolegów szkolnych za swoją niewinną odmienność (bo rurki, grzywka, a więc pedał) 14-latek wiesza się, wywołując po śmierci jeszcze większy jazgot hien, reprezentujących jedyne zdrowe wartości…

Cała ta katolicko-narodowo-prawicowa hołota, wycierająca sobie gęby Chrystusem, patriotyzmem i polskością, nieskażona myślą, wiedzą i uczuciem, pełna frazesów i czystych, bo nieużywanych sumień – miast być spuszczona nareszcie do rynsztoka, zaczyna płynąć głównym nurtem, nadawać ton. Najbliższe lata nie zapowiadają się czasami Boya i Tuwima – ciemnota i debilizm, zaczadzenie religijnym opium rozrastają się i będą zbierać swoje żniwa. Tym bardziej trzeba te zaplute mordy wytrącać z dumy-dżumy, bronić się przed zacofaniem i obłudą, wskazywać, do czego nas prowadzą…

  

                              Na śmierć Dominika Szymańskiego z Bieżunia

  

                    „Gromado gimnazjalnych katów,
                    tchórzy odważnych tylko w kupie,
                    szczujnio bezmózga, ćmo psubratów,
                    której krew w butach czarno chlupie,
                    ty mieczu ślepy w mnogiej ręce,
                    dziarski oddziale Gimbazjugend,
                    (karma niech płaci wam w udręce!) –
                    pokłońcie się przed dziecka trupem.

 

                    Biskupie w różach i koronkach,
                    który nie wzgardzisz żadnym wiecem
                    gdzie możesz o genderach chrząkać
                    (chociaż się przyjaźniłeś z Paetzem),
                    ty, który się »pochylasz z troską«,
                    z kibolem w jeden spięty supeł,
                    jątrząc pod Matką Częstochowską –
                    pokłońże się przed dziecka trupem.

 

                    Inkwizytorze, kij ci w oko,
                    od »w żyłach gejów płynie szambo«,
                    specu od pracy rur i tłoków,
                    pseudonauki, mambodżambo,
                    który pakujesz miłość w błoto
                    i wszędzie widzisz tylko dupę,
                    obsesjonacie, kryptocioto –
                    pokłońże się przed dziecka trupem.

 

                    Dziewico z PiS patentowana,
                    ty Grajo, co udajesz Grację,
                    z wachlarzem, grubo pudrowana,
                    która opiewasz prokreację,
                    chcąc odpór dać »improduktywom«,
                    choć całe życie siejesz rutę,
                    skisła megiero, babo-dziwo –
                    pokłońże się przed dziecka trupem.

 

                    Ty, obwiązany muszką bucu,
                    piąta kolumno putinowska,
                    ajatollachu nastokuców,
                    hetmanie armii całej w krostach,
                    sarmato z podrabianym herbem,
                    co warzysz antyhomosiową zupę,
                    raz młotem cię, a raz cię sierpem –
                    aż skłonisz się przed dziecka trupem.

 

                    Brunatny, nomen omen, świrze,
                    od »kościół, szkoła i strzelnica«,
                    co Boga chciałbyś, bohatyrze,
                    intronizować, a zohydzasz,
                    który byś, gdyby dać ci władzę,
                    powołał zaraz Einsatzgruppen,
                    padalcu, płazie, glizdo, gadzie –
                    pokłońże się przed dziecka trupem.

 

                    Ty, katecheto z mózgiem zżartym
                    »Gościem«, kościelnych ław ozdobo,
                    który, autorytetem wsparty,
                    uczysz, że »homo jest chorobą«,
                    a w domu trzepiesz kapucyna,
                    ciesząc się tajnym pedo-tubem,
                    nie kłam, że to nie twoja wina –
                    i pokłoń się przed dziecka trupem.

 

                    Wy, publicyści pism prawilnych,
                    drżący przed »urażeniem wiernych«,
                    biorący zawsze stronę siły,
                    kliko wpływowych, chociaż miernych,
                    co każdą podłość będziesz głosić,
                    byle zblatować się z biskupem,
                    i trzepać kasę z klikalności –
                    pokłońcie się przed dziecka trupem.

 

                    Internetowy zgniły mędrku,
                    co »nie jest homofobem, ale«,
                    który przechodzisz jakże prędko
                    od »moim zdaniem« do »pedale!«,
                    besserwisserze-skatologu,
                    co wargą z rynsztokowym brudem
                    bełkotać czelność masz o Bogu –
                    pokłońże się przed dziecka trupem.

 

                    I wy, po wierzchu pobieleni,
                    co »macie gejów wśród przyjaciół«,
                    ale przy świątku ni niedzieli
                    nie pomożecie swemu bratu,
                    którzy poglądy macie wzniosłe,
                    ale co mszę trzęsiecie kuprem,
                    tak was przeraża spór z proboszczem –
                    pokłońcie się przed dziecka trupem.

 

                    Reszto: Frondowe redaktory
                    (zwłaszcza ty, spasły nadpapieżu!),
                    podłości katalizatory,
                    pleniące się jak korzeń perzu,
                    eksperci, purpuraci, szuje,
                    świętojebliwe pańcie chude
                    (a tutaj niech się rym zmarnuje) –
                    pokłońcie się przed dziecka trupem.

 

                    Trup jeszcze świeży, ledwo ostygł
                    i wiem, że wiele ich ostygnie
                    nim się was, gzy, szakale, osły,
                    chwyci za kark i nisko przygnie.
                    Z wyboru – nie z krwi! – plemię sucze,
                    jeszcze się zdusi waszą butę
                    aż, skomląc, że się was »wyklucza« –
                    przed dziecka się skłonicie trupem.

                              [Nowe Wiersze Sławnych Poetów – Frakcja Rewolucyjna]. 

   

23:26, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
niedziela, 05 lipca 2015
1492. Complete vacuum...

  

Jest to pustka niemalże doskonała. Nie mówi się, nie działa, nie spotyka. Nie myśli i nie czuje – się-nie-żyje. Koniec nadejdzie niezauważenie, bo też nie będzie zbyt odbiegał od tego, co obecnie…

  

„Prawdziwa samotność nie powstaje z nieobecności albo opuszczenia, ale z pogrążania się w próżni. Jak gdyby nic się nie odkładało, nie posiadało ciężaru ani treści, nie liczyło. Tak przynajmniej uważał Ismail, i w podobny sposób wyraził to wiele lat później w swoich wierszach: »Jeśli byłaś czymś więcej niż strachem, / ciemności czy pustki głębią, / jeżeli byłaś śmiercią...«”

                  [Susana Fortes, Albański kochanek. Przeł. W. Ignas-Madej].

  

Archiwum
Tagi