~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
poniedziałek, 17 lipca 2017
1628. Self-limiting...

„Nie jestem inteligentna, tylko świadoma. Wystarczy mi, że zauważam – nie muszę opisywać”

[z filmu Noc (Włochy / Francja’1961); reż. Michelangelo Antonioni].

Tagi: filmy
23:09, alexanderson , Wierszo- / blogopisanie
Link
czwartek, 13 lipca 2017
1627. Demokracja umiera w milczeniu...

Od dziś stałe comiesięczne (50 zł) zlecenie przelewu na rzecz OKO.press. Dla poczucia, że robi się cokolwiek, broni ostatnich już bastionów. Tracimy kraj, a większość ma to w dupie…

„Bardzo niewielu ludzi tak naprawdę obchodzi wolność, swobody i prawda; bardzo niewielu. Bardzo niewielu ma odwagę, taką, na której musi się opierać prawdziwa demokracja. A bez nich wolne społeczeństwo umiera lub nie może się narodzić.

(…) Wszyscy ludzie wychowani w zachodnich demokracjach mają w sobie naturalną wiarę, że wolność i swobody umocnią się i przetrwają naciski; wiara ta opiera się wszelkim dowodom na to, że będzie inaczej. Prawdopodobnie jest ona sama w sobie niebezpieczna”

[Doris Lessing, Złoty notes. Przeł. B. Maliborski].

Tagi: Lessing
23:35, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
piątek, 07 lipca 2017
1626. Pocztówki sentymentalne...

poniedziałek, 03 lipca 2017
1625. Hello, loneliness...

I już, po wszystkim, koniec (a przecież wakacje dopiero się zaczęły) – od dzisiaj znowu w pracy. Powrót to nieco traumatyczny – tak jak i wyjazd ze stolicy w czwartek. Spotkanie po trzech latach z wielkim miastem ponownie mnie oszołomiło: zrezygnowałem z planów muzealnych na rzecz ulic, rozkoszy snucia się, spacerów. Mieszkanie przy Placu Konstytucji, obiad zawsze w Mleczarni opodal Placu Zbawiciela, codziennie Trakt Królewski w obie strony. I wszystko na piechotę. Bardziej to, co już znane, niźli nowe – nie było drugiej linii metra, Placu Europejskiego z Warsaw Spire, muzeum Polin, Katyńskiego; zaglądam kilka razy na bulwary, co nad Wisłą, jadę (użyty jeden bilet w ciągu dziesięciu dni) do Business Garden (a wracam już na nogach, przez Pole Mokotowskie). Mijam Giertycha na Placu Teatralnym, zmieniam lokalizacje w randkowej aplikacji – lecz przecież nie zakładam żadnych spotkań. A wieczorami potworne bóle nóg (za ciasne buty) i przeglądanie zdjęć, których tak dużo niby, a tak niewiele wyszło. I udawanie, że oto samodzielne życie – swoje mieszkanie w swoim mieście. To chyba nawet było głównym celem…

22:58, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
Archiwum
Tagi