~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
668. One year later and the day before...

  

Wszystko rozgrywa się znienacka, błyskawicznie, w przeciągu paru godzin…

 

Telefon z rana, możliwość płatnego stażu, trzeba się zgłosić do południa. Szybki zatem marsz do Urzędu Pracy po skierowanie, potem na umówioną rozmowę kwalifikacyjną do lokalnego koncernu chemicznego. Wyrabianie przepustki na bramie, wszędzie strażnicy, czytniki. Potem już tylko uśmiechy, żarty, próby przekonywania do siebie. I telefon z odpowiedzią zaraz po powrocie do domu.

 

Po trzystu sześćdziesięciu pięciu dniach... na trzy miesiące (a może i pół roku)... za sześćset osiemdziesiąt sześć złotych... od jutra... przy komputerze, za biurkiem... Jako referent do spraw zakupów... Znów zaczynam pracować. I nie wiem, czy się cieszę…

  

Tagi: praca
22:01, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 sierpnia 2009
667. Surrogatus...

  

Coroczny katalog IKEI jako powiew innego, lepszego świata, prowincjonalne wyobrażenie stylu i luksusu, mieszkanie, które chciałoby się mieć. Podobnie modele reklamujący bieliznę i stroje kąpielowe firmy Atlantic – erotyka w wersji soft, niewzbudzająca podejrzeń, za to rodząca apetyty na lato, takie, jakie mogłoby być. Z kimś, na piasku, w słońcu…

Przeglądam sobie z rozmarzonymi oczami…

  

Tagi: homo
22:14, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link Komentarze (1) »
czwartek, 27 sierpnia 2009
666. Szatańskie wersety...

  

Wygrana tak niedawno książka (której rzekoma wulgarność – choć ja raczej powiedziałbym: dosadność – służy za dodatkowy argument przeciwko mnie, potwierdzający wszystkie stereotypy na temat „nienormalności” tego) zostaje wczoraj znaleziona, podarta na strzępy, egzorcyzmowana i wyrzucona. Sam nawet muszę w tym dziele zniszczenia uczestniczyć. Ale też tym razem nie dostaję histerii, nie zalewam się łzami, nie jąkam, próbując tłumaczyć, usprawiedliwiać, wyjaśniać. Oszczędzam siły na kolejne ataki – bo że będą, to pewne. Za to, jacy są inni i jaki ja jestem. Kimkolwiek w ogóle jestem…

  

środa, 26 sierpnia 2009
665. O tym, co na razie niemożliwe...

  

„Po pierwsze musisz całkowicie uwolnić się od swojej rodziny, powiedział wuj Georg, całkowicie się usamodzielnić, najpierw wewnętrznie, a później również zewnętrznie. (…) No i oczywiście musisz wyjechać z Wolfsegg, powiedział. Musisz postawić siebie ponad poglądami i sądami członków twojej rodziny z Wolfsegg i wbrew ich woli wyjechać z Wolfsegg, nie słuchać rad, których celem jest wyłącznie przykucie cię na całe życie do Wolfsegg, poświęcenie się Wolfsegg, musisz zachować się dokładnie odwrotnie, niż oni ci doradzają, właściwie nigdy nie wolno ci podzielać ich poglądów, gdyż ich poglądy są przeciwstawne do twoich, a tym samym wymierzone w twój rozwój. Ich rady są nic niewarte, ich poglądy są nic niewarte, powiedział mi wówczas wuj Georg. Oni wprawdzie twierdzą zawsze, że pragną dla ciebie tylko tego, co najlepsze, jak wiesz, ale są przeciw tobie, ich myśli zmierzają tylko do tego, by cię do siebie przykuć, a jeśli nie pozwolisz się do nich przykuć, spróbują wszystkich sposobów, żeby cię zniszczyć. Uwolnienie się od nich, przeciw-stawienie własnego nieprzejednania ich nieprzejednaniu wymaga nie tylko ogromnego, lecz wręcz najwyższego wysiłku. Potrafisz się usamodzielnić, stać się od nich niezależnym, powiedział wuj Georg, ale zwracam ci uwagę, że cena za to będzie ceną najwyższą. I tę najwyższą cenę będziesz musiał zapłacić”

            [Thomas Bernhard, Wymazywanie. Rozpad. Przeł. S. Lisiecka].

  

17:34, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
wtorek, 25 sierpnia 2009
664. O korzyściach z...

  

Wszyscy tacy chętni do komentowania, diagnozowania, oceniania, pouczania… A jak trzeba zaprosić mnie na lody, to cisza; jak można by wyciągnąć mnie na spacer, to nie ma komu; jak już kogoś poznam i polubię, to wyjeżdża… Zresztą, teraz i tak nie stać mnie na przyjmowanie żadnych propozycji, na jakieś przejażdżki i nieuniknione rewanże...

  

Obok naszego 10-letniego Renault Clio (przeznaczonego teraz na sprzedaż), staje wczoraj najnowsze cacko ojca – 2-letni Peugeot 207 za 35 tysięcy. Z niejaką niechęcią dziś dopiero go oglądam (za jedną dziesiątą jego ceny mógłbym się tam urządzić na kilka miesięcy, w razie gdyby poszukiwania pracy zbyt się przeciągały), nie mam przecież prawa jazdy i jestem mieszkającym z mamą starym kawalerem – brak mi tylko kota. I brata-bliźniaka…

  

Nie mogę liczyć na pożyczkę w realizacji swoich marzeń, bo podobno chcę tam jechać z jednego tylko powodu – by rzucić się w wir środowiska. I ponoć o nim jedynie myślę… Tymczasem nie wydaje mi się, bym bez pomocy lekarzy kilku specjalności oraz psychoterapeutów był w stanie kiedykolwiek pójść z kimś do łóżka i uprawiać seks. To jednak nie przeszkadza, bym od dziesiątego roku życia płacił cenę za to, kim jestem, kim się sobie wydaję i za kogo uważają mnie inni. Niestety, są to wyłącznie przykre doświadczenia…

  

niedziela, 23 sierpnia 2009
663. O tym, że nie spełniam żadnego z warunków...

  

Najnowsza listowna diagnoza: „Jesteś osobą o inteligencji kognitywnej powyżej przeciętnej i jednocześnie z dość niskim poziomem inteligencji emocjonalnej, szczególnie jeśli chodzi o kompetencje społeczne. W zasadzie zaryzykowałbym stwierdzenie, że te ostatnie są na poziomie zerowym”. Zgoda, tylko co dalej, jak nauczyć się tego, czego się nie potrafi, jak funkcjonować wśród ludzi bez elementarnych umiejętności obcowania z nimi?...

  

„Próbę opisu dojrzałej osobowości można odnaleźć w opracowanej w połowie XX w. teorii Gordona W. Allporta. Wyodrębnił on kilka kryteriów. Po pierwsze, życie dojrzałej osoby nie może się ograniczać tylko do zbioru czynności ściśle związanych z jej własnymi potrzebami i obowiązkami. Powinna umieć brać udział w szerszym zakresie działań, mieć rozległe zainteresowania i cieszyć się nimi.

Drugą cechą jest umiejętność serdecznego odnoszenia się do innych. Utrzymy-wania głębokich, intymnych kontaktów z niektórymi ludźmi i – z drugiej strony – zdolność utrzymywania bliskich kontaktów, które nie łamią indywidualności i nie dążą do podporządkowania sobie innych.

Trzecią charakterystyką wymienioną przez Allporta jest dojrzałość emocjonalna. Jej przejawami są na przykład: wysoka tolerancja na frustrację, panowanie nad własnymi popędami, akceptacja swoich słabości i porażek bez poczucia klęski, równowaga emocjonalna wypływająca z poczucia bezpieczeństwa psychicz-nego.

Czwartym kryterium dojrzałej osobowości jest realistyczny stosunek do życia. Składają się nań inteligencja oraz widzenie spraw i ludzi we właściwych proporcjach. Jest to umiejętność ujmowania problemów z wielu różnych punktów widzenia, a co za tym idzie – rozumienia ludzi, którzy mają odmienne przekonania i poglądy.

Piąty wymóg to umiejętność obiektywizacji siebie – wgląd i poczucie humoru. Obiektywizacja polega na dobrym poznaniu samego siebie – odróżnianiu cech, które wydaje się nam, że mamy, od cech, które faktycznie mamy, i od tych, które inni sądzą, że mamy. Poczucie humoru oznacza nie tylko zdolność znajdowania radości i śmiechu w zwyczajnych sprawach, lecz także zdolność zachowywania pozytywnego stosunku do samego siebie i kochanych osób przy jednoczesnym dostrzeganiu u siebie i u nich niekonsekwencji i absurdów.

Ostatnim kryterium dojrzałej osobowości jest posiadanie jednoczącej filozofii życia, nadającej celowość i znaczenie wszystkiemu, co robimy. Jednym ze źródeł takiej filozofii może być, według Allporta, religia”

[Wojciech Cwalina, Kto zostaje przywódcą, „Niezbędnik inteligenta”, POLI-TYKA 2005, nr 25].

  

czwartek, 20 sierpnia 2009
662. Ciemność - światło obłędu...

  

…Że ten tłumiony wciąż gniew, to wewnętrzne roztrzęsienie, rozedrganie jest wyrazem krańcowej bezradności, stłamszenia, nieumiejętności konfrontowania się, rozmawiania, tłumaczenia, że nie można dać po sobie niczego poznać, że trzeba to ukrywać, wstydzić się, że to dla dobra innych, by nie krzywdzić ich jeszcze bardziej swą wściekłością, choć i tak nagminnie się to robi, więc i za to trzeba się ukarać, i że nie sposób nad tym zapanować, bo tylko tak można krzyczeć, tylko to można zrobić; że w końcu, w chwili największego napięcia, gdy już drzwi się zamkną, w pokoju czy w łazience, dochodzi wreszcie do tego – i rozpacz zamienia się w agresję, odreagowuje, uwalnia się, eksploduje, kieruje przeciwko samej sobie, uderza pięściami po udach, rękoma w blaty, stoły, podłogi, bije się dłońmi po głowie, policzkuje, ściska czaszkę, aż zaboli, aż sił zabraknie i tchu, i pozwoli oprzytomnieć, uspokoić się, wrócić do siebie, łzy otrzeć. I że nikt o tym nie wie, nikt nie zrozumie, nie pomoże wyleczyć się z szaleństwa życia, nad którym mrok zapada. Nikt…

  

wtorek, 18 sierpnia 2009
661. Ab realibus ad realiora...

  

W Śnie o kobietach pięknych i takich sobie Samuela Becketta znajdujemy taki oto ustęp: „Może to przedwczesne. Może zapisaliśmy to zbyt wcześnie. Ale niech tak zostanie” [przeł. B. Kopeć-Umiastowska i S. Magala]. Ta pierwsza powieść dwudziestosześcioletniego pisarza, wydana dopiero po jego śmierci, okazuje się najbardziej bełkotliwym utworem, z jakim zdarzyło mi się dotąd zetknąć. Marnuję na to coś ponad tydzień, w efekcie tracąc siły na czytanie w ogóle…

Coś tam jednak udaje się zaliczyć w międzyczasie – kolejno idą: Szatańskie tango László Krasznahorkaia, Ojciec i ojciec Karela van Loona, Likwidacja Imre Kertésza, Matka odchodzi Tadeusza Różewicza, Utajona harmonia Mariny Mayoral, Martwa natura z wędzidłem Zbigniewa Herberta, Trzynasta dama José Carlosa Somozy. Permanentna wyliczanka, która niczemu dobremu nie służy…

  

Moja odwieczna niechęć do zbiorów opowiadań – wszystko przez ten nawyk czytania od razu, w całości. Mile jednak zaskakują dwa tomy Julio Cortázara – wciągają, trzymają w napięciu, wywołują uśmiech przy końcowych puentach. A w Magii Sándora Máraia zakładka utknęła gdzieś wiele tygodni temu – bo takie to dziewiętnastowieczne, choć niby tam i tu nierealność, czwarty wymiar, oniryzm. Co przecież, w gruncie rzeczy, podoba się, bo my daily life is not at all interesting… 

   

                    „Tajemniczeją rzeczy, fantastycznieją zdania, 

                    I mówić coraz trudniej, i milczeć coraz boleśniej”

                                                  [Julian Tuwim, Życie codzienne].

  

sobota, 15 sierpnia 2009
660. "O notte, o dolce tempo" (Michelangelo Buonarroti)...

  

Światło w moim pokoju przeszkadza innym, już śpiącym – dlatego je gaszę. Ale dla mnie to jeszcze za wcześnie; ciało, które dopiero co wyszło z kąpieli, nie skore tak od razu układać się do snu… Podnoszę w górę jedną z rolet i staję przy oknie.

Pomarańczowe światło latarni nadaje wszystkiemu taki ciepły klimat. W ciszy nocnej każdy dźwięk zdaje się donośniejszy, czystszy, bliższy. Przejeżdża kilka pociągów, zza rogu dobiega ciężka, metaliczna muzyka. Dwu-, trzyosobowe grupki młodych ludzi idą gdzieś, skądś wracają, śmieją się, gadają, niektórzy wykrzykują coś podpitymi głosami…

Miasta zawsze wydawały mi się najciekawsze o tej właśnie godzinie – paradoksalnie nie wzbudzały lęku, kusiły każdym zakątkiem, zachęcały do bezładnych wędrówek. Chciałbym bardzo tak pochodzić – całonocnie. Ty też nie raz pisałeś, że pragnąłbyś zabrać mnie na taki spacer. Ale tego scenariusza już nie zrealizujemy, jak i wielu innych zresztą…

W prześwicie między blokami naszego podwórka zalążki powstającego na osiedlu skwero-parku z uruchomioną niedawno fontanną – ubogą wersją tej z warszawskiego Metropolitanu. Zabrakło kilku metrów, by widać ją było z mego okna... Przyjemnie się tak stoi. Patrzę i nasłuchuję – magiczna, czarodziejska pora! Ale bajka się kończy, Twój czas mija, wszystko dobiega kresu… 

   

                              „dobranoc moi mili

                              dobranoc

                              żywi i umarli poeci

                              dobranoc poezjo”

                                        [Tadeusz Różewicz, deszcz w Krakowie].

  

czwartek, 13 sierpnia 2009
659. Visionnaire...

  

„(…) życie stoi przed tobą otworem, czemu ci tak spieszno je zamknąć, nawet kiedy już je otwierasz, czym prędzej zamykasz po pierwszym niepowodzeniu (…), zamiast się na nie rzucać, poskramiać je, ty się ukrywasz, gotowa na przyjęcie ciosów, czasem wystawiasz nos ze swojej nory i zaraz wracasz. Masz oczywiście do tego prawo, każdy ma prawo do własnej drogi, ale cię to frustruje, to widać, nie wystarcza ci siedzenie w norze, chcesz czegoś więcej, ale w tym celu trzeba zaryzykować, a ty się boisz.

Ryzykuję, jestem tu przecież, próbowałam się bronić, ale przerwał mi z wyższością, znowu się wdajesz w szczegóły, nie chodzi o to, gdzie spędzisz jedną czy dwie noce w życiu, tylko w jaki sposób kierujesz całym swoim życiem, czy masz nad nim kontrolę, czy ono ma kontrolę nad tobą, a ja się skuliłam ze wstydu, tak bardzo chciałam mieć kontrolę, o której mówił, być kobietą, która nie potrzebuje żadnego mężczyzny, nie robi rachunku zysków i strat, nie płaci ceny za bezpieczeństwo, kroczy własną drogą, wyobraziłam sobie przyszłość pod znakiem śmiałości i siły (…), będę sypiać z kim zechcę, a nie z tym, kto mi obieca, że zostanie ze mną na zawsze (…), i ciało, to moje ciało, co do którego wciąż nie zdecydowałam właściwie, co ma z nim być, czym dla mnie jest, będzie mieć własne życie – dzikie, tajemne, będzie moim wierzchowcem i będę go dosiadać bez strachu. Na moment oszołomiła mnie moc tej wizji, tak wyraźnej i jasnej, ale zaraz straciłam zapał, jak wtedy, kiedy próbowałam rysować i miałam w głowie idealny, cudowny rysunek, ale w drodze na papier wszystko się zacierało i wychodziła z tego jedna wielka żałość, tak sobie wyobraziłam rozdźwięk między czarem wizji a jej realizacją. Widziałam siebie samotną na zimnym poddaszu, w najlepszym wypadku wprawiającą się w skokach z dachu, z telefonem, który nigdy nie dzwoni, z wyjątkiem telefonów od mojej matki (…), zalała mnie fala litości nad samą sobą, a potem złości na niego, kim on w ogóle jest, że mnie poucza, i powiedziałam ostrożnie, ty też byłeś żonaty tyle lat, też byłeś zamknięty, a on odpowiedział protekcjonalnym tonem, nie zrozumiałaś mnie, jaki to ma związek z małżeństwem, to ma związek wyłącznie z twoim pojmowaniem siebie, małżeństwo odgrywa tu rolę drugorzędną, można być samym i zamkniętym albo żonatym i otwartym, kwestia tylko, jaka potrzeba przywiodła cię do małżeństwa, jak dokonujesz wyborów, kierujesz swoim życiem, kwestia, czy wiecznie żyjesz jak uczennica, która boi się nauczyciela, czasem urywa się z lekcji, ale zachowuje pozory niewinności, żeby nikt nie powiedział rodzicom, czy jesteś sama dla siebie najwyższym autorytetem, na dobre i na złe, ze wszystkimi konsekwencjami. Mam wrażenie, że ciągle próbujesz iść po wyimaginowanej linii, żeby się nie wychylić, nie zapłacić wysokiej ceny, może w szkole to się sprawdzało, ale szkoda by było, gdybyś tak miała przeżyć całe życie. Wierz mi, dodał, nie mam w tym interesu, nie namawiam cię, żebyś uciekła z takiej czy innej lekcji, po prostu cię widzę (...) i jest mi cię żal” 

                    [Zeruya Shalev, Życie miłosne. Przeł. A. Jawor-Polak].

  

22:27, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
wtorek, 11 sierpnia 2009
658. Mini dialogi o maxi sprawach...

  

– Co by Pan chciał robić w swoim życiu?

– Nic. Tylko to daje prawdziwą przyjemność.

  

– Idź szybko wyrzucić śmieci.

– Nie mogę tak od razu: nie wiem, w co się ubrać.

 

– Gratulacje, wygrałeś Radość seksu gejowskiego w naszym konkursie!

– Właśnie ja akurat tę książkę? Ale… jaja!

  

– Cześć! Tyle lat minęło, a Ty nic się nie zmieniłeś!

– Nieprawda, wyglądam lepiej niż kiedykolwiek.

  

– Ciągle liczysz na te pięć milionów w Dużym Lotku?

– Już nie. Teraz do rozpoczęcia nowego życia wystarczy mi pięć tysięcy...

 

– I jak sobie radzisz z tym wszystkim?

– Radzę sobie? W ogóle sobie nie radzę…

  

22:01, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
657. Grzech pierworodny...

  

„Tak to jest za pierwszym razem, tak to jest… Serce Ci drży, jakby miało pęk-nąć… Tak właśnie jest za pierwszym razem… Nogi Ci się trzęsą… Chciałoby się umrzeć…” [z filmu Pejzaż we mgle (Grecja / Francja / Włochy’1988), reż. Theodoros Angelopoulos].

  

Trudno nie wspominać tego w owych dniach, gdy mijają dwa lata, nie myśleć o tym – prawda, że już bez takich emocji, spokojniej jakoś, trzeźwiej. Może dlatego, że umarło we mnie więcej coś niż nadzieja tylko. I nie jest dobre takie wypalenie. A przecież tyle było entuzjazmu, gotowości, tyle – po raz pierwszy w życiu – szczęścia… I wszystko to się zmarnowało, bo najlepsze przypadło na okres najgorszy – załamania nerwowego, domowego zastraszenia, stłumienia wewnętrznego. Nie wybacza się losowi takiej złośliwości…

I choć wiadomo było od początku, że szans żadnych, wciąż ten wyrzut sumienia gryzący: że może jednak – gdyby nie bać się odbierać telefonów, gdyby patrzeć na zegarek nie trzeba było, gdyby można o każdej porze, w każdym miejscu, w każdy sposób... Gdyby nie ja ze wzruszenia zapłakany i milczący…

  

„Do piekła idzie się za to, czego się nie zrobiło” [z wywiadu z 23-letnią Martą Sziłajtis-Obiegło, która samotnie opłynęła Ziemię; „Polityka” 2009, nr 19].

  

Pewnie, że dziś już by się mogło, chciało, potrafiło – śmiać się, czarować, uwodzić. Stawić czoło, walczyć, wszystko zmienić, rzucić. Czy także w innym niż tamten przypadku, dla kogoś innego – nie wiem jeszcze. Także i tego wypróbować zły los wciąż nie pozwala, nie zsyła z nieba zainteresowanych ani nawet odpowiedzi na listy. Czai się gdzieś we mnie gotowość – czy aby na pewno jednak na nowe?… 

 

          „Chowam w pamięci te żywe przebłyski ciebie:

          nasz katalog szans sprowokowanych i szans zaprzepaszczonych”

                              [Simon Armitage, Gdzieś po drodze. Przeł. J. Gutorow].

  

Moje dwa lata – i nie-mój rok. Bo ja już tylko kibicuję innym. Szczerze i z zazdrością...

  

22:44, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
sobota, 08 sierpnia 2009
656. ..."Tak wiele tak nielicznym"...

  

Jakieś abstrakcyjne – bo nie potrafię sobie tej praktycznej strony życia w żaden sposób ukonkretnić, zmaterializować – plany o zaciągnięciu gdzieś, u kogoś choćby i wysokooprocentowanej pożyczki, o ucieczce, przeniesieniu się tam, o zamieszkaniu, o kimś, kto mi w tym wszystkim pomoże, będąc obok, współdzieląc koszty, tak samo próbując nowego, jak ja...

Tymczasem ja zostaję, a wyjeżdża Tomek. We Wrocławiu nie mam już nikogo – i na Wrocław też nie mam. Cisza i milczenie w promieniu setek kilometrów – gdzieś dopiero w Łodzi, Warszawie, Sanoku pierwsze i jedyne ślady życia, te pięć osób lubianych, kochanych, przy których przyjemnie i pewnie, nawet jeśli z sześćdziesięcioma procentami z nich spotkałem się ledwie dwa razy... Zawsze bezlitosne były te moje statystyki...

  

* * *

Schodzimy z Anią na kwestie światopoglądowe. Pokłócić się, pogodzić i nawet sporo sobie wyjaśnić w trzech SMS-ach to nie lada wyczyn! Możemy być z siebie dumni...

  

czwartek, 06 sierpnia 2009
655. O tym, że wiem już co, lecz nie widzę sposobu, jak...

  

„Gdy usiedli za stołem, ksiądz spytał:

– Co się dzieje?

I czekał na odpowiedź.

Już nie mogę, don Salvatore – odpowiedział Eliasz. – Chyba oszaleję. Chcę… Sam nie wiem. Robić coś innego. Zacząć nowe życie. Wyjechać stąd. Pozbyć się tej przeklętej trafiki.

– A czy ktoś ci zabrania? – zapytał proboszcz.

– Wolność, don Salvatore. Trzeba być bogatym, żeby być wolnym – odpowiedział Eliasz, zdumiony, że don Salvatore tego nie rozumie.

– Przestań się mazać, Eliaszu. Jeśli chcesz porzucić Montepuccio czy zacząć nie wiadomo co, wystarczy sprzedać trafikę. Wiesz przecież, że dobrze na niej zarobicie.

– To tak, jakbym zabił własną matkę.

– Zostaw matkę w spokoju. Jeśli chcesz wyjechać, sprzedaj. A jeśli nie chcesz sprzedać, przestań się żalić. (…)

Eliasz czuł, że nie da się ciągnąć tej rozmowy, jeśli nie wspomni o prawdziwym problemie, o powodach, dla których przeklina niebo, o Marii Carminelli. Lecz nie chciał o tym mówić. Zwłaszcza z don Salvatore. Głos proboszcza wyrwał go z zamyślenia.

– Dopiero w ostatnim dniu życia człowiek może stwierdzić, czy był szczęśliwy – powiedział. – Wcześniej każdy prowadzi swą łódź, najlepiej jak potrafi. Idź swoją drogą, Eliaszu. To wszystko.

– Drogą, która prowadzi donikąd – wyszeptał Eliasz, nie przestając myśleć o Marii.

– A, to co innego. To całkiem inna sprawa i jeśli temu nie przeciwdziałasz, sam będziesz sobie winny.

– Winny czego? Raczej przeklęty!

– Winny, że nie doprowadziłeś swego życia tak daleko, jak mogłeś – ciągnął don Salvatore. – Zapomnij o szczęściu. Zapomnij o losie. I przełam się, Eliaszu. Staraj się z wszystkich sił. Do końca. Bo na razie niczego nie zrobiłeś

                    [Laurent Gaudé, Słońce Scortów. Przeł. J. Giszczak].

  

wtorek, 04 sierpnia 2009
654. O tym, że "błogosławieni, którzy łakną"...

  

Ci, którzy sobie radzą, zawsze mają kogoś do pomocy; nieudacznicy pozostają sami. Poprzez partnera, zarabiający mają także drugą pensję; bezrobotnym nic się nie należy. Tym z pieniędzmi udaje się łapać okazje, obniżki, promocje; biednych wszystko kosztuje najdrożej. Dwie osoby płacą pięćset złotych za mieszkanie; jedna tysiąc za pokój. Wierzący grzeszą bez wyrzutów sumienia; ateiści przeżywają moralne dylematy. Ci, którzy odkrywali siebie w sposób naturalny, tak też – bez zahamowań – żyją; tym, co nie wiedzą i nie czują, nikt ich samych nie objaśni, niczego ich nie nauczy... I tak toczy się światek w swych utartych koleinach – inaczej wyszedłby z orbit…

  

22:10, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 02 sierpnia 2009
653. Ucieczka w lekturę - czyli O tysiącach żywotów zamiast tego jedynego...

  

Wyobcowana z ludzkiej gromady, nieuchronnie przeceniam wyobraźnię i oczekuję, że dzięki niej doczesność rozjarzy się w aureoli własnej transcen-dencji. (...)

Istnieję bowiem jak gdyby z coraz większymi przerwami. Przepadają całe godziny, całe popołudnia. Widocznie straciłam cierpliwość do ospałego biegu czasu. Niegdyś zadowoliłoby mnie wypełnianie dni rozmyślaniami; teraz jednak, wziąwszy udział w istnym karnawale zdarzeń, dałam się zupełnie uwieść. Niczym te córki z pensjonatów siedzę i bębnię palcami po meblach, słucham tykania zegara, czekam, co jeszcze się wydarzy. Niegdyś żyłam w czasie jak ryba w wodzie, oddychając nim, pijąc go i tylko nim się karmiąc. Teraz zabijam czas, a czas zabija mnie

            [John Maxwell Coetzee, W sercu kraju. Przeł. M. Konikowska].

  

Archiwum
Tagi