~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
1508. Z cyklu: Przeczytane (XLIV) - Sierpień...

  

1. Wasilij Aksionow, Oparzenie. Przeł. S. Kędzierski, Warszawa 2000.

  

Tagi: książki
22:07, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 29 sierpnia 2015
1507. The Quiet Man...

  

„Nie był człowiekiem silnym. (…) między matką, przerażającą to bezprzyczynowym gniewem, to nagłą niemacierzyńską czułością, a ojcem zasuniętym w głęboki cień powszedniej pracy, moralizatorstwa i rezygnacji – Władysław wyrósł na mężczyznę popędliwego i wyrozumiałego zarazem: pełnego żółci wobec drobnych szykan, wobec prawdziwie ciężkich sprzeciwów życia – pełnego stoicyzmu. (…) Każde nowe zadanie, jakie los mu nastręczał, uważał za przekraczające jego możność, do niczego nie czuł się w pełni uzdolniony. (…) Jego żywot zatem składał się z szeregu krótkich, różnokierunkowych etapów, miał nerwowy fatalistyczny charakter włóczęgi. (…) wszelkie niewygody, marudztwa, złośliwostki czy tajemnice bytu odczuwał jako dotkliwe krzywdy. Jego wiecznie napięte nerwy nie znosiły zarówno hałasów, niepunktualności, złych pogód, choroby, uczuciowego przymusu, jak i metafizyki. Klęski natomiast przyjmował ze spokojem: nie dziwiły go, czekał na nie zawsze, głęboko przecież – wbrew pozorom – przekonany o własnej nieudolności i o własnej winie. Nie oskarżał nikogo, na krótką chwilę nawet doznawał ulgi: oto brzemię spadło z niezręcznych pleców, oto wolno wreszcie wypocząć na dnie upokorzenia”

                                  [Maria Kuncewiczowa, Cudzoziemka].

  

wtorek, 25 sierpnia 2015
1506. Unmasking...

  

W piątek nareszcie jakiś odzew, zapraszają na rozmowę w poniedziałkowe popołudnie. Kancelaria (komornika sądowego, jak później się okaże) w budynku Starej Giełdy przy placu Solnym (we wnętrzu zaskoczy mnie kareta w hallu i bryczka na półpiętrze). Uroki dojeżdżania do Wrocławia z pipidówy – dziesięć minut spotkania oznacza konieczność przebywania sześć godzin poza domem, czekania po przyjeździe i na powrotny pociąg. Oferta krótka: pół etatu, obsługa korespondencji i 800 złotych. Mieli poinformować o decyzji dzisiaj, odzewu jednak brak. CV się spodobało (bo doświadczenie w tym, co wymagane, inicjatywa w tworzeniu bazy danych, państwowe instytucje), ja chyba nie. Pewnie to ten pedalski tembr – wszak nawet mnie odrzuca. Albo przeciwnie – za duże wycofanie, milkliwość i nieśmiałość w każdym geście. Nie dość, że izoluję się od ludzi, to inni też nie chcą mieć ze mną na dłużej do czynienia. Można próbować się kreować na papierze, jednak nadchodzi w końcu ten bolesny moment demaskacji…

  

                    „Natura twoja jest zła Z tym się pogódź

                    Woła przez ciebie głosem który cię przeraża

                    Słowami których zdawało ci się – nie miałeś w sobie

                    Wytryska z ciebie inna niźli o niej mniemasz

                    jak wrzące źródło o zapachu siarki

                    pod którym omdlewają zielone łąki pozoru”

                                                            [Julia Hartwig, Natura twoja].

   

23:15, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
niedziela, 23 sierpnia 2015
1505. Loser (II)...

  

Bambi od tygodnia zaręczony. Z kimś, kogo z nim zestawiałem, nim jeszcze obu przyszło to w ogóle do głowy. Tak oto jedyny chłopiec, o którym na Kumpello chciało się i można było marzyć (bo przecież – dający mi dowody swej sympatii), staje się niedostępny, odchodzi w cień. Na cóż zresztą liczyłem, co mam do zaoferowania? Odległość, moje niewysłowienie, cielesna nieporadność aż nadto są przeszkodą…

 

„– Dwie osoby, które się kochają, same, oderwane od świata, bardzo to piękne. Ale czym by żywili swe spotkania twarzą w twarz? Jakkolwiek godny pogardy byłby świat, potrzebują go, aby o nim mówić.

– Mogliby zamilknąć.

– (…) Och nie, żadna miłość nie przetrwa w milczeniu”

                         [Milan Kundera, Tożsamość. Przeł. M. Bieńczyk].

  

Trzy razy cud i do trzech razy sztuka. Jacek, Ania i On – jedyne fascynacje, nadzieje na coś więcej – tracone nim cokolwiek, latami rozpamiętywane. Takie widać przekleństwo – patrzenie, jak się oddalają, wiążą z innym. Zazdrość, poczucie, że ktoś zajmuje moje miejsce. Że znów się traci, ciągle przegapia, wciąż przegrywa…

  

„Facet dostaje w życiu tylko kilka szans. Jak ich nie chwyci za jaja, do końca życia będzie się zastanawiał, dlaczego gra w drugiej lidze”

  [z filmu Droga do szczęścia (USA / Wielka Brytania’2008); reż. Sam Mendes].

  

czwartek, 20 sierpnia 2015
1504. Die Ruine der Bolkoburg...

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

Tagi: fotografie
23:16, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
niedziela, 16 sierpnia 2015
1503. Fine della settimana...

  

Tydzień wolności i monotonia żaru kończą się wczoraj mocno i z przytupem, burzą. Chmury i grzmoty gdzieś za Odrą każą mi wracać z działki, wichura zrywa się, gdy staję u drzwi swoich. Mimo zamkniętych, choć rozszczelnionych okien do domu dostają się tysiące czarnych drobin, niesionych wiatrem z pobliskiego pola, na którym w czwartek szalał pożar (trzeba było odkurzać parapety i podłogę dzisiaj rano). A potem huk i deszcz, wytchnienie, ochłodzenie…

Powrót rodziców – i znowu przygnębienie, irytacja. Znoszenie, uważanie, wpędzanie się w kondycję obserwowanego. Patologiczne już pragnienie izolacji. Tymczasem zaś świadomość, że przez co najmniej dziesięć najbliższych miesięcy nigdy-sam

   

23:08, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 15 sierpnia 2015
1502. Permanent Vacation (II)...

  

Słodycze lata i słony pot na wardze. Działkowe ślimaki, szukając wilgoci, topią się w beczkach z wodą. Obiady odgrzewane, noce bez kołdry, dni bez odzienia. Brak strapień, bo marnowanie życia. Czas jednostajny, określony…

  

„[13 VI 1941] Ciepło i słonecznie; jakieś rozedrganie we wszystkim. Słońce oślepiało. (…) Szelest kamyków pod stopami przechodniów i pokrzykiwania dzieci nad basenem. (…) Siadamy potem na ławce, przymykamy oczy i jest nam dobrze. Coś jest w otoczeniu – jakby unosząca się łatwość życia, myśli… To może wiele zastąpić. I naprawdę zastępuje”

                                   [Andrzej Bobkowski, Szkice piórkiem].

  

00:00, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
1501. There Are Rules...

  

Od wczoraj znowu sam na tydzień, rodzice w Świnoujściu. Już dawno marzyło mi się na taką okoliczność słońce, upał, chłopięca nonszalancja. I oto jest – co dnia jakieś trzydzieści pięć, tak żeby biły siódme poty, nie dało się wysiedzieć poza cieniem, także w domu. Nawet więc kiedy spełnia się, to tak, by dostać w dupę – zasada numer jeden…

  

„Wszystko, czego sobie życzymy, o czym myślimy i czego się spodziewamy, z pewnością nam się przydarzy. Sęk w tym, że zawsze za późno i zawsze jakoś inaczej. Tak więc, gdy stajemy z tym twarzą w twarz, nawet tego nie rozpoznajemy. Dlatego przeważnie boimy się przyszłości, boimy się podróży, dzieci, boimy się zmian. Nie umiem stawić temu czoła, ale ze wszystkich sił udaję, że się opieram”

              [Jurij Andruchowycz, Dwanaście kręgów. Przeł. K. Kotyńska].

  

23:56, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 03 sierpnia 2015
1500. Do not to be like they are. Too late?...

   

»Wczoraj [1 VIII – alex.] w Łodzi abp Marek Jędraszewski powiedział z ambony, że jesteśmy morderczą czerwoną zarazą. Że my wszyscy – walczący z biciem kobiet, popierający prawa transseksualistów i niepłodnych małżeństw – jesteśmy jak stalinowcy. Że chcemy, by Polacy „legli pokotem”.

Według niego jesteśmy zdrajcami i jesteśmy jak epidemia. Dosłownie: arcybiskup użył słowa „zaraza”. I dodał „lewacka”. (…)
Takie słowa coraz częściej padają w Polsce. W internecie i w prasie prawicowej trwa „patriotyczne wzmożenie”, które sprawiło, że słowo „patriota” trudno traktować inaczej niż wyzwisko. Gorzkie wyzwisko. Im bliżej władzy jest PiS, tym częściej czyta się i słyszy „prawdziwych Polaków”, którzy wciąż mówią o stryczku i kuli w łeb. To dla lemingów, bo dla imigrantów internauci – i to wcale nie anonimowi – chcą otwierać obozy zagłady. „Dzień pomsty” za in vitro zapowiadają nawet dziennikarze sportowi, jak Paweł Zarzeczny z „Polska The Times”. „Fronda” otwarcie wychwala palenie „czarownic” na stosach. A już od wielu – zbyt wielu – miesięcy w polskich mediach straszy ksiądz Oko przypisujący homoseksualistom cechy nieludzkie, a ateistom – mordercze.
Takich słów nie używa się bez konsekwencji. Mówienie o ludzkiej zarazie niesie śmierć. Hasło „ŻYD=WSZY=TYFUS PLAMISTY” poprzedziło Holocaust. W latach 30., tuż przed Wielką Rzezią, miała miejsce eksplozja „słownej agresji przygotowawczej”. Nie tylko w Niemczech. „Czysta, niczym nie zmącona nienawiść stanowiła dominującą cechę życia społecznego już w drugiej połowie lat trzydziestych” – pisze Frederic Spotts o Francji w książce „Haniebny pokój”. „Sytuacja była na tyle nieciekawa, że Georges Simenon, człowiek prawicy, którego trudno posądzić o społecznikowskie odruchy, postanowił powołać organizację mającą na celu neutralizowanie tego zjawiska. Przygotowano specjalne naszywki ze sloganem BEZ NIENAWIŚCI i wydrukowano plakaty z hasłem: TY MASZ SWOJE POGLĄDY, JA MAM SWOJE – WYRAŻAJMY JE BEZ NIENAWIŚCI (...) Cała akcja nie przyniosła żadnych widocznych rezultatów”.
No właśnie. Co mógł dać apel pisarza – nawet tak zdolnego i poczytnego jak Simenon – gdy z radia i gazet lała się bez przerwy czysta nienawiść do Żydów i masonów?
I dzisiaj – gdy podobna nienawiść do lewicowców, feministek i homoseksualistów leje się nawet z najwyższych ambon – co może przynieść apel tak zdolnego pisarza jak Wojciech Tochman?
„Znam tę ludobójczą gadkę z Rwandy. To mowa nienawiści, która poprzedza zabijanie. To gęstniejący zapach pogromu. Jeśli do niego dojdzie, historia zapamięta, że stało się to za prezydentury Andrzeja Dudy. Polaka katolika, który ocalił hostię” – kilka dni temu napisał Tochman w tekście pod tytułem „Zapach”.
Tochman pyta: co jest nie tak z katolickim wychowaniem prezydenta Dudy i innych polskich katolików? Oni z coraz większym zapałem wykluczają, piętnują i potępiają swoich bliźnich. Robią to w sposób jednoznacznie zapowiadający pogrom, terror, może nawet wojnę domową. Jak to jest, że religia katolicka, ze swym nauczaniem i swą moralnością, nie ochroniła ich przed kultem hejtu?
Odpowiedź jest straszna. To nie jest tak, że katolicyzm słabo chroni umysły katolików przed nienawiścią. Katolicyzm w katolickich umysłach tę nienawiść nieustannie zaszczepia – i to coraz bardziej zawzięcie. Potwierdził nam to właśnie abp Jędraszewski.
Oczywiście, wiem, że katolicyzm to nie tylko to. To także Franciszek z Asyżu i Franciszek w Rzymie. To Jan Turnau, którego czytam. To wybitny charyzmatyczny kaznodzieja dominikański Adam Szustak, którego słucham – czasem z uśmiechem, ale czasem z podziwem. To kilka osób bardzo dla mnie ważnych, z którymi się przyjaźnię.
Ale w Polsce XXI wieku katolicyzm stał się przede wszystkim tym. Inspiracją dla nienawiści, która przywołuje sznur i kulę, a czasem nawet komorę gazową. Trudno tej inspiracji nie rozpoznać – i nie nazwać po imieniu – gdy kolejny hejter rozczula się nad kilkukomórkowymi zarodkami (bo one są „ludźmi”). A zaraz potem chce zabijać gejów (bo oni żyją w grzechu i są „zarazą”, więc prawo do życia im nie przysługuje).
W tej sytuacji katolicy „otwarci” stają się w Polsce kwiatkiem do kożucha. Kożucha, który coraz bardziej śmierdzi krwią.
Oczywiście, zaraz ktoś przytoczy tu statystyki, z których wynika, że ci „otwarci” stanowią w Polsce większość. Według CBOS ortodoksyjni katolicy – znający i wierzący we wszystkie dogmaty katolickie, równocześnie odrzucający wszelkie elementy wierzeń pozachrześcijańskich – stanowią tylko 5 proc. Polaków. Masy katolickie wierzą w bardzo różne rzeczy.
Jednak to nie znaczy, że są one „otwarte”. Wśród różnych rzeczy, w które te masy wierzą, jest też płynąca z ambon kato-nienawiść. I najwyraźniej jest ogromnie popularna. Bo w innych sondażach, sondażach politycznych, kato-nienawistny PiS zbliża się do 50-procentowego poparcia. A razem z narodowcami, Kukizami, Korwinami, Braunami i innymi kato-nienawistnikami zbierze się tego więcej niż połowa narodu. Na pewno frustracja wynikająca z biedy ma wpływ na takie wybory polityczne. Ale ona właśnie pomaga ludziom akceptować nienawistne ideologie. I tak się dzieje, że ze wszystkich nienawistnych ideologii najchętniej akceptowany jest kato-hejt. Oczywiście nierozłącznie stopiony w jedno z nacjonalizmem („Polak-katolik”). Nawet gdy nienawidzący tłum nie uznaje lub nie rozumie rozmaitych katolickich dogmatów i innych teologicznych subtelności, to chętnie akceptuje „teologiczne” usprawiedliwienie dla rozkoszy nienawiści. A katoliccy duchowni i publicyści jeszcze chętniej mu tego usprawiedliwienia dostarczają. 
W tej sytuacji muszę zapytać wszystkich katolików naprawdę „otwartych”: czemu jeszcze bierzecie w tym udział? Choćby bierny – znosząc cicho nienawiść z ambony? Czemu głośno nie przerwiecie księdzu, nawet i arcybiskupowi, gdy podczas kazania wymiotuje żółcią na was i pół Polski? Czemu nie wystąpicie z polskiego Kościoła katolickiego, który coraz mniej godny jest miana Kościoła? Czemu samą pasywną obecnością w strukturach i papierach tej organizacji nabijacie jej statystyki?
Przecież dobrze wiecie, że Chrystus i chrześcijaństwo nie ograniczają się do jednej firmy.
Mój apel zapewne zostanie oceniony jako przesadny (polskim katolikom trudno jest sobie wyobrazić, jak w Polsce czuje się niekatolik). I zapewne nic nie da, bo apele pisarzy rzadko są skuteczne (nawet Simenon w swoim czasie nie dał rady).
Ale nie mogę nie apelować. Bo się boję. Boję się tego, co może się stać w naszym kraju. Pamiętam, co się działo w 1991 roku w Mławie. Był pogrom Romów. Pamiętam katolickie ataki na dom dzieci zarażonych wirusem HIV. A 15 lat temu w Płocku był nawet pogrom „satanistów”. Katolicy z nożami biegali za długowłosymi mężczyznami.
Boję się, że będą bić. Zaczynam się bać, że będą zabijać. A przede wszystkim boję się, że zabiją mi duszę. Że się do nich upodobnię i zduszę w sobie to, co ludzkie i boskie. Że walcząc z nimi, zacznę walczyć podobnymi metodami. Że kato-faszyści zrobią ze mnie stalinistę.
Po przeczytaniu kazania abp. Jędraszewskiego złapałem się na tym, że myśląc o katolikach, użyłem w głowie tego słowa.
Zaraza«

     [Tomasz Piątek, Arcybiskup co pachnie krwią, Wyborcza.pl, 2 VIII 2015].

  

23:00, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
Archiwum
Tagi