~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
środa, 30 września 2015
1515. Z cyklu: Przeczytane (XLV) - Wrzesień...

  

1. Beata Chomątowska, Pałac. Biografia intymna, Kraków 2015;

2. Jan Baszkiewicz, Richelieu, Warszawa 1995;

3. Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu. Przeł. A. Holland, Warszawa 1996;

4. Gabriel García Márquez, Dwanaście opowiadań tułaczych. Przeł. C. Marrodán Casas, Warszawa 2004.

  

Tagi: książki
23:01, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 25 września 2015
1514. Gröditzberg...

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

Tagi: fotografie
23:01, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
wtorek, 22 września 2015
1513. Flopped...

 

Dwa dni czekania na telefon – miał wczoraj być (specjalnie proszono mnie o numer), a ja byłem pewien przyjęcia, myślałem nawet, że będzie to jedynie podanie terminu rozpoczęcia. Lecz cisza, znowu nic, znów pewnie złe wrażenie (i to bez standardowej rozmowy kwalifikacyjnej). Czy działa się czy tylko czeka – zawsze klapa…

 

„Zaczął drobiazgowo, z mnóstwem pedantycznych powtórzeń opowiadać jakiś nudny, żałosny epizod i czuło się, że właśnie z takich epizodów od dawna składa się jego życie, a w dziedzinie upokorzeń i porażek, ciężkich cykli haniebnego nieróbstwa i równie haniebnej harówki, wieńczonych nieuniknionymi awanturami, dawno już stał się zawodowcem”

                          [Vladimir Nabokov, Lik. Przeł. M. Kłobukowski].

  

22:39, alexanderson
Link
czwartek, 17 września 2015
1512. Looking for waiting...

  

Ponownie (por. 1506) wyprawa do Wrocławia w sprawie pracy (znów w upał – ja znowu w czarnej bluzce, długich spodniach. Czemu nie urodziłem się na Malcie, w Hiszpanii, Kalifornii? I jak można zmuszać do roboty między początkiem maja a końcówką września?). Lokalizacja za Dworcem Świebodzkim, musiałem się trochę naszukać w gąszczu baraków, garażyków, na pół rozwalonych hal. Zaproszono mnie jedynie po to, bym zobaczył, jak to wygląda – choć wcześniej już mail z 8 złotymi za godzinę i przepisywaniem danych z kart pacjentów mówił wszystko. Do mnie znów żadnych pytań. Zadzwonią w poniedziałek. Wciąż trzeba tylko czekać…

  

22:52, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 13 września 2015
1511. Keine Grenzen...

  

Ja, Polak pod szwedzkim kryptonimem, z Irlandczykiem o nicku pożyczonym od jednego z bohaterów powieści „Petersburg” Rosjanina A. Biełego, o Francuzie M. Houellebecqu, Afrykanerze J. M. Coetzee’m oraz Węgrze L. Krasznahorkaiu. Po angielsku, na stronie, gdzie prędzej seks niż książki… Nawet mizantrop może się teraz kontaktować w wymiarze planetarnym…

  

Tagi: książki
22:26, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 09 września 2015
1510. Erudyta w burdelu...

 

Nad portalami randkowymi unosi się duch Horacego – rozwijają jego słynną maksymę w carpe noctem! Kult ciała, ekspresja wszelkich ludzkich potrzeb, brak im granic – swoisty to humanizm epoki seksualnego wyzwolenia…

  

„To uczucie wyłącznego oddania, jakie nosiłem w sobie, które będzie mnie coraz bardziej dręczyć, aż zniszczy mnie całkowicie, dla niej nie korespondowało absolutnie z niczym, nie miało żadnego uzasadnienia, żadnej racji bytu: nasze ciała były oddzielne, nie mogliśmy odczuwać ani tych samych cierpień, ani tych samych radości, byliśmy z całą pewnością odrębnymi bytami. (…) nie lubiła miłości, nie chciała być zakochana, odmawiała tego uczucia zastrzegającego sobie prawo do wyłączności i uzależnienia, zresztą całe pokolenie odmawiało tego razem z nią. Błąkałem się wśród nich jak prehistoryczne monstrum, z moją romantyczną dziecinadą, moimi więzami i kajdanami. Dla Esther, jak dla wszystkich młodych dziewczyn z jej pokolenia, seks był tylko przyjemną rozrywką, grą uwodzenia i erotyzmu, która nie niosła za sobą żadnego zaangażowania emocjonalnego, bez wątpienia miłość, podobnie jak litość u Nietschego, była jedynie fikcją wymyśloną przez słabych, by obwiniać silnych i wytyczyć granice ich naturalnej wolności i okrucieństwu. Kobiety były słabe, szczególnie w okresie połogu, u swoich początków potrzebowały więc opieki mocnego protektora i w tym celu wymyśliły miłość, ale teraz urosły w siłę, były niezależne i wolne, toteż odmawiały zarówno wzbudzania, jak doświadczania uczucia, które nie miało już żadnego konkretnego uzasadnienia. Istniejący od wieków męski projekt, doskonale wyrażony w naszych czasach przez filmy pornograficzne, polegający na odarciu seksualności z jakichkolwiek uczuciowych skojarzeń, by sprowadzić ją do płaszczyzny czystej rozrywki, w końcu, w tym pokoleniu, został zrealizowany. To właśnie poczułem, ci młodzi ludzie nie mogli ani tego odczuć, ani tego pojąć, a gdyby nawet mogli, doświadczyliby swego rodzaju zażenowania, niczym wobec czegoś śmiesznego i wstydliwego, niczym wobec stygmatu przeszłości. Udało im się, po dziesięcioleciach uzależnienia i wysiłków, w końcu im się udało, wygnać z serc jedno z najstarszych ludzkich uczuć, i teraz było to faktem; co raz zostaje zniszczone, nie może się na nowo uformować, podobnie jak kawałki stłuczonej filiżanki nie złożą się same z siebie, osiągnęli swój cel: w żadnym momencie życia nie poznają miłości. Byli wolni”

              [Michel Houellebecq, Możliwość wyspy. Przeł. E. Wieleżyńska].

  

Obserwuję to z ogromną ciekawością – poczuciem egzotyki i zazdrością, z podziwem, rosnącym zafascynowaniem…

  

„Frustracja seksualna powoduje u mężczyzny niepokój (…). Seks, ostatni mit Zachodu, to coś, co należało uprawiać; to rzecz możliwa, rzecz, którą należało uprawiać. (…) Od lat stale nosił przy sobie prezerwatywy, nigdy do niczego mu się to nie przydało; dziwki i tak je miały”

  [Michel Houellebecq, Cząstki elementarne. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

piątek, 04 września 2015
1509. Planet(arny) Romeo...

 

Od tygodnia na portalu międzynarodowym. Po co właściwie? – żeby spróbować choć udawać kogoś jeszcze. Preferowani, zupełnie wbrew regułom, ci najdalej – nie będą zbytnio nalegali na spotkanie. Piszę więc z zagranicą, zmyślam, improwizuję na dwóch nieprzyswojonych sobie polach – czatuję o moich upodobaniach i chęciach seksualnych po angielsku…

  

„Nie mógłbym sporządzić rejestru swojego życia wedle czynów, owo fortuna mi ich snadź poskąpiła, sporządzam go tedy wedle mych urojeń”

                     [Michel de Montaigne, Próby. Przeł. T. Żeleński-Boy].

   

Archiwum
Tagi