~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
piątek, 30 września 2016
1592. Z cyklu: Przeczytane (LVII) - Wrzesień...

1. Tommy Wieringa, Joe Speedboat. Przeł. M. Diederen-Woźniak, Warszawa 2009;

2. Simon Sebag Montefiore, Romanowowie 1613-1918. Przeł. T. Fiedorek, W. Jeżewski, Warszawa 2016;

3. Dominik Marchowski, Ptaki Polski. Kompletna lista 450 stwierdzonych gatunków, Warszawa 2015.

Tagi: książki
22:34, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 28 września 2016
1591. Bon sauvage...

Z okna pociągu jeleń, spłoszony hałasem na moście. Nowość, bo standardowo to do trzydziestu saren, trzy myszołowy, para żurawi, konie w kilku zagrodach, czasami bażant, sójka. Media donoszą o foce w moim mieście, turystce znad Bałtyku – do niej nie miałem szczęścia. Mgły nad polami lub słońce barwy ognia… Wpatrzony w przestrzeń, od ludzi odwrócony, jestem po tamtej stronie – nie tylko brudna szyba wyznacza tę granicę…

„Jesteśmy kruchym stateczkiem smutku, żeglującym w stłumionej ciszy przez jesienny mrok”

[John Banville, Morze. Przeł. J. Jarniewicz].

22:35, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 23 września 2016
1590. „Dla niebogaczy są prognozy złe”...

Koszmarem było siedzieć w biurze podczas upalnych dni, zaledwie tydzień temu. Lecz i wstawanie niemal świtem w tak chłodne poranki jak obecnie, jest torturą. Pół roku teraz chmur i deszczu, zima, mróz, błoto, wiatr i śniegi. Nie dość, że klimat to przywilej (nie każdy może się urodzić w Kalifornii) – także cieszenie się pogodą, dniem, czas wolny jest luksusem bogaczy…

niedziela, 18 września 2016
1589. Don’t Speak...

„– Ile języków Pan zna?

– Żadnego. Znam wiele słów z różnych języków”

[Jurij Andruchowycz, Perwersja. Przeł. O. Hnatiuk i R. Rusnak].

Przypomnij mi, jaką filologię ukończyłeś? – pyta mnie koleżanka w pracy. To Ty mówisz po rosyjsku, tak?

Już nie – ucinam szybko. Ja nawet i po polsku już prawie w ogóle nie rozmawiam…

„(…) potrafił godzinami siedzieć z nami przy stole i nie odezwać się słowem. Nieobecny duchem, w aurze melancholii, patrzył przed siebie, palił, niekiedy zanucił kilka taktów, które akurat przemknęły mu przez głowę, wzdychał, masował pożółkłe od nikotyny palce – i milczał. Milczał, dopóki ktoś nie skubnął go w rękaw, prosząc o jakąś informację, której zresztą tamten gotów był udzielić natychmiast, wyczerpująco i uprzejmie, bez względu na pytanie: czy o Schuberta, czy o Talmud, czy też o historię Węgier. Ledwie kończył swój wywód, a już znowu pogrążał się w milczeniu, które jedni tłumaczyli nieśmiałością, inni brakiem pewności siebie, większość zaś uważała, że to szczególna forma łagodnej arogancji”

[Michael Krüger, Wiolonczelistka. Przeł. A. Kopacki].

poniedziałek, 12 września 2016
1588. The freedom to choose our prison...

Jak Ty wytrzymasz jeszcze te półtora roku? – pyta mnie mama, widząc moje popołudniowe osłabienie. A przecież – tu, gdzie indziej – jeszcze trzydzieści lat, dopiero stary, schorowany możesz pożyć. Jak inni znajdują siły, czas na dodatkowe aktywności? Senność i zniechęcenie w dni robocze, w weekendy odsypianie, bezczynność i leżenie. I tyle z życia – żeby pieniądze choć, dające samodzielność. Choć innym widocznie wystarcza, znów tylko ze mną coś nie tak. Z pozoru wygodnictwo, w istocie piekło domu – przestaję nawet marzyć już, że można by inaczej…

„Właśnie na tym polega życie, na przyzwyczajaniu się do rzeczy, które są zwyczajnie nie do zniesienia…”

[Doris Lessing, Złoty notes. Przeł. B. Maliborski].

23:05, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 05 września 2016
1587. „To-morrow, and to-morrow, and to-morrow”...

Przez tydzień sam, bo rodzice nad morzem, w Kołobrzegu; w upalny weekend, wolny czwartek działkowe opalanie – nareszcie relaks, słońce. Spokój. Po wszystkim już; te trzy dni oraz Gdańsk – jedyne me wakacje. A teraz dziewięć miesięcy pracy, senności popołudniem, czarnych myśli. Bez celu i bez sensu. Nie umiem pisać już. Codzienność mnie wykańcza…

„[25 V 1932] Boże, jakże ja cierpię! Cóż to za straszna rzecz ta moja skłonność do intensywnego odczuwania wszystkiego (…); myślę tylko o tym, jak mam znieść jeszcze rok czy dwadzieścia lat; ta bezsensowna bezcelowość egzystencji; to wieczne, kołowrotkowe poczucie, że idzie się dalej i dalej, i dalej, a celu nie ma”

[Virginia Woolf, Chwile wolności. Dziennik 1915-1941. Przeł. M. Heydel].

Archiwum
Tagi