~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
wtorek, 30 października 2007
326. Wahania

  

To samo, co dwa tygodnie temu. Ulica, rower, zielona czapka i ten, co wydawał się być Tobą. Ale chyba byś mnie zauważył, przejeżdżając tak blisko, prawda? Nie możesz być aż tak roztargniony. Ani tak okrutny…

  

W takie dni, jak dziś, nachodzą mnie wątpliwości, czy to, co wygłaszam studentom ex cathedra, ma jakikolwiek sens. Nielubiany przedmiot, niepewność w temacie, maskowana potokiem kategorycznych sądów – być może niedorzecznych, może zbyt daleko idących. Szkoda, że oni i tak wszystko przyjmą na wiarę, ale zarazem bezpieczniej…

Gaszę światło w największej sali Instytutu i przed zamknięciem omiatam wzrokiem wszystkie puste fotele. Przez okna widać szare chmury, nadciągające nad złote drzewa. Chłód. Może nie wychodzić?…

  

Ten drugi, który pojawił się, a raczej zabłysnął niespodziewanie tydzień temu, zamilkł równie nagle – boję się, że już nieodwołalnie. Pytam wciąż, co zrobiłem źle, jakie słowa, jakie uczynki… To chyba ja sam wystarczam za powód. Zdaje się, że za bardzo mi zależało. Pierwszy raz…

  

sobota, 27 października 2007
325. Sodoma

  

Nie daje nadziei ani pocieszenia, nie wybawia od niepokoju ciała i smutku duszy, nie godzi ze światem a odbiera rodzinę. Sodoma nie jest ojczyzną dla nikogo. Jest wieczną ucieczką, nieustającym poszukiwaniem…

  

Tagi: homo
21:44, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 26 października 2007
324. Gwałt

  

Ranek zaczął się niewinnie, a właściwie na odwrót – rozkosznie, w pełnej zgodzie z sobą i swoimi najskrytszymi pragnieniami. A potem… 

   

                    „Strach, w ciemnościach przetrząsając rzeczy…”

                                   [Anna Achmatowa. Przeł. S. Pollak]

  

Moje notatki, zeszyty, dziennik sprzed czterech lat, szuflady w biurku, informacje w telefonie, w komputerze – wyśledzone, odszukane, przejrzane, zbrukane interpretacjami, w których pogarda mieszała się z przerażeniem. Brutalne, niespodziewane wejście w moją intymność, trwające już chyba od jakiegoś czasu. 

   

                    „Wszystko zrabowane, zaprzedane…”

                                   [Anna Achmatowa. Przeł. S. Pollak]

  

I pytania, wciąż to samo pytanie, i będące potwierdzeniem milczenie, a potem zaprzeczenia, wypieranie się, które wciąż nie rozwiewało wątpliwości, i próby uniku, załagodzenia sytuacji – inny temat, inny problem, porzucenie tamtego, który nie dla mnie przecież jest problemem, zapomnienie – choćby tylko na czas jakiś…

Ale to, co najważniejsze, udało się dzisiaj ocalić. Nic więcej nie mam...

   

                    „i tylko sny nasze nie zostały upokorzone”. 

                                   [Zbigniew Herbert, Raport z oblężonego Miasta]

  

czwartek, 25 października 2007
323. Drżenie

  

Więdnący w gardle, nienaturalnie zmieniający barwę, odkalsznięciem zdobywający sekundy namysłu, z drżeniem dawkujący wyznania, dość chropowaty we własnym mniemaniu – głos oczekujący słuchacza…

   

Zabawna jest ta moja nieporadność w rozwijaniu tego, co tak oczywiste, proste i powszechne, lecz dla mnie wciąż pierwsze i tajemnicze. Co teraz zrobić? O co zapytać? Na jak wiele pozwolić – a może od razu pozwolić na wszystko?

I jeszcze to dziecinne wyobrażanie sobie fantastycznych projektów, wysnuwanych z drobnych, niewiele znaczących sygnałów – zbyt nielicznych za dnia, aby nocami nie brać ich na poważnie. La vida es sueño…

  

21:08, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
wtorek, 23 października 2007
322. Choć raz

  

Łapczywie łykać wiatr, całujący cię zimnem w policzki; w drżeniu opłukiwać włosy na ulewnym deszczu i nie martwić o białość butów; ze śmiałością w oczach oglądać się za mijanymi Adonisami, którzy też (wiedzieć to) się za tobą odwrócą; polubić improwizację na (polubić je też) zajęciach tak bardzo teoretycznych; więcej słuchać (ich) zza biurka – więcej mówić (mu) przy kawie (zacząć ją smakować); długo ustawiać się do zrobienia zdjęcia kamiennym detalom przekwitłej dawno kamienicy (kupić aparat zamiast książek); uwodzić samą barwą głosu tych, którzy (mieć tych, którzy…) będą cię chłonąć w zachwycie; wracać nocami przez rozgwieżdżone kałuże ulic (pojadę następnym pociągiem); nie myśleć tak długo nad listownymi odpowiedziami – i tak dość ulotnymi w swej lakonicznej formie (forma i treść – o tym dziś było); zmywać pod prysznicem odczuwalność zmęczenia na dowód własnej fizyczności. Uśmiechnąć się, że choć raz, choć dziś nie było się sobą…

  

poniedziałek, 22 października 2007
321. Kinder im Walde

  

Jak mamy rozmawiać o najbardziej intymnych, wstydliwych, głęboko ukrytych sprawach, skoro nigdy nie rozmawialiśmy? Jak mam stawiać czoła Twoim dociekliwym pytaniom, które wciąż nie są gotowe na odpowiedź, jaką mogą usłyszeć? Nieśmiało badamy się nawzajem, zadając sobie ustawicznie ból. Tylko łzy mamy wspólne. Mamo…

  

„Jesteśmy opuszczeni jak zabłąkane dzieci w lesie. Kiedy stoisz przede mną i patrzysz na mnie, co wiesz o moich bólach i co ja wiem o twoich? A gdybym padł przed tobą na kolana i płakał, i opowiadał, co wiedziałbyś o mnie więcej niż o piekle, które ktoś określił ci jako gorące i straszne? Już dlatego my ludzie powinniśmy stać naprzeciw siebie tak zamyśleni i współczujący, jak przed wejściem do piekła”. 

                    [Franz Kafka. Przeł. G. Herling-Grudziński]

  

21:48, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
niedziela, 21 października 2007
320. Przypadek

  

Los? przeznaczenie?... Zaskakująca rola przypadku w moim życiu (czy przypadek bywa niezaskakujący?). Cztery lata temu mój list w gazecie zrodził podejrzenie (słuszne!), któremu musiałem zaprzeczyć, wyprzeć się siebie i zamknąć przed nimi. Dzisiaj moje lekarstwa zrodziły pytania, na które mogłem już odpowiedzieć twierdząco (nie wspominając jednak o tamtym, czego by nie mogli zaakceptować) i po raz pierwszy się przed nimi otworzyć.

Wciąż powoli macam stopą w głębokiej, mętnej wodzie, szukając jakiegoś punktu podparcia. I nieoczekiwanie dla siebie samego – znajduję…

  

Tagi: homo rodzina
21:46, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 19 października 2007
319. Ciało

  

Najgorsze są poranki, kiedy niekontrolowanych reakcji własnego organizmu nie tłumi narzucona sobie z góry myśl o wyrzeczeniu, lecz przeciwnie – to one nadają bieg myślom, podporządkowują sobie inne członki, obejmują cały korpus. Wtedy właśnie, nad ranem, najpełniej obnaża się jałowość tej sytuacji – jałowość rozpalonego ciała, karmiącego się jedynie imaginacjami zimnego umysłu…

  

czwartek, 18 października 2007
318. Twice

  

Nie mogę sobie dać rady z samym sobą. Może gdyby było mnie dwóch, mógłbym sobie podać rękę…

A przecież jest nas dwóch – ten drugi, w środku, jakoś nie może się wydostać na powierzchnię i zająć miejsce tego pierwszego. Musiałby go chyba zabić. Tak byłoby najlepiej...

  

środa, 17 października 2007
317. Ciepło

  

Wyspa Słodowa. Na lewo czerwień Ossolineum, na prawo żółć Uniwersytetu. Przez dwie godziny siedzę nad Odrą i wystawiam twarz do słońca. Zamykam oczy, wyciągam się na ławce, udaję, że śpię. Bardzo ciepło. Bardzo przyjemnie. Bardzo samo. Jeszcze nigdy pragnienie ucałowania gorących ust chłopięcych nie było tak silne. Bo nieosiągalne było zawsze...

  

wtorek, 16 października 2007
316. Wyjście

  

Raz w tygodniu wyjście z domu na dłużej, dojazd, zajęcia, powrót, słońce, pośpiech, pot na karku, złote liście pod nogami – i śmiertelne zmęczenie. A przecież chciałbym tak codziennie, gdyby tylko było po co…

Pracować, działać, spotykać, żyć…

  

Byłem niemal pewien, że to Ciebie dziś mijałem na ulicy. Ale chyba więcej w tym było moich pragnień niż szczęśliwego przypadku...

  

poniedziałek, 15 października 2007
315. Niewiara

  

Wciąż przyjmowane z niedowierzaniem komplementy pod moim adresem. Idąca za niewiarą w słowa niewiara w ludzi. A może w drugą stronę – za niewiarą w ludzi idzie…

Words, words, words… Wciąż za dużo słów.

  

niedziela, 14 października 2007
314. Fantomy

  

Jałowość dni, myśli, działań. Tej fizyczno-mentalnej dwoistości, która nie pozwala mi zwrócić się ani w jedną, ani w drugą stronę. Owej kondycji psycho-seksualnej, która wciąż jeszcze nie została zdefiniowana przed samym sobą i w pełni oswojona – do tego wręcz stopnia, że ustawicznie powątpiewa we własne istnienie, bo czyż nie jest tak, że to, co wyobrażone przed snem i o świcie, wykuwa się na siłę w mojej głowie, miast przychodzić samo, od wewnątrz i rozpalać moje członki bez udziału umysłu? Ale w końcu – tylko te fantomy są jakoś realne w moim życiu, bo ono samo jest czymś na kształt ułudy. 

   

                    „Jest podobieństwem tylko

                    Wszelka nietrwałość”. 

                              [J. W. Goethe, Faust. Przeł. A. Pomorski]

  

Jałowość poszukiwań, jałowość ewentualnych związków – nigdy w istocie nieurzeczywistnionych. Jałowość tego, co mnie nie czeka – bo czego może spodziewać się mężczyzna zapatrzony w twarze innych mężczyzn? Za ile lat, za ile zmarszczek, stanie się to niesmaczne dla mnie samego? Tak – istotą homoerotyzmu jest młodość…

  

Moje największe bodaj pragnienie – absolutna niezależność i wolność. Byłaby ona jednak okupiona krańcową samotnością, bo, pamiętam przecież z Kieślowskiego, wolność jest przeciwieństwem miłości.

  

Są ludzie, którzy nie potrafią – nie radzą sobie, nie umieją, nie chcą się pogodzić, starać, znosić… Gdy to w końcu zrozumieją – odchodzą. Ciągle mi się zdaje, że kiedyś wreszcie otworzę okno – i stąd wyjdę. Na wolność. 

   

                    „Niech pęt mnie dziennych ucisk ominie,

                    Zrozumcie – ja wam śnię się jedynie”. 

                              [Maryna Cwietajewa. Przeł. W. Słobodnik]

  

sobota, 13 października 2007
313. Kondycja

  

Ćwiczenia – drgające, naprężone mięśnie; przełamywany z uporem ból i ograniczenia własnego organizmu; drobne krople potu, występujące na plecach; przyspieszony, płytki oddech przez zaciśnięte zęby. Po wszystkim odprężenie. I zadowolenie. Namacalne odczucie posiadania ciała. 

   

                    „Dano mi ciało – cóż ja z nim uczynię,

                    Takim jedynym – i moim jedynie?”

                              [Osip Mandelsztam. Przeł. M. Leśniewska]

  

Mężczyzna potrzebuje wysiłku fizycznego nie tyle dla rozwoju swojej kondycji, co dla komfortu psychiki i dobrego samopoczucia. Nie przypuszczałem, że sport jest taki przyjemny.

Więc to o to chodziło Rzymianom: Mens sana in corpore sano…

  

piątek, 12 października 2007
312. Więzienie

  

Nie te wielkie tragedie – samotność, poczucie wyobcowania, nieznajomość miłości, niezgoda na świat – ale te małe, codzienne, są najgorsze i nie do wytrzymania: zobowiązania, jakie na siebie wziąłem, a którym nie umiem podołać; inne ograniczenia, od których nie potrafię się uwolnić. Bez tamtych, abstrakcyjnych, mógłbym jakoś żyć, ale w tych, konkretnych warunkach, duszę się…

   

Hamlet: Denmarks a prison.

Rosencrantz: Then is the world one.

  

czwartek, 11 października 2007
311. Zakład

  

Pisze Blaise Pascal:

„Zważmy zysk i stratę zakładając się, że Bóg jest. Rozpatrzmy te dwa wypadki: jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko; jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj się tedy, że jest, bez wahania”. [Myśli. Przeł. T. Żeleński-Boy]

  

Wierzyć, bo to się może opłacić. Zawsze było dla mnie w tym rozumowaniu coś prymitywnego, przyziemnego, a na dodatek – wręcz obraźliwego. Przekornie zawsze uważałem, że za własne przekonania powinno się płacić dużą cenę, a nie oczekiwać nagrody.

Poza tym, świat bez Boga wydaje się jakby mniej okrutny, nieskazany na najwyższą obojętność. Jest już przecież dostatecznie brutalny – tylko, co to za pocieszenie?

  

21:51, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 10 października 2007
310. Z tyłu

  

Wszystkiego Ci zazdroszczę.

Chciałbym nauczyć się oddychać pełną piersią, tak jak Ty. Chciałbym Cię kiedyś dogonić. A na razie podążam z tyłu Twoimi śladami, które złośliwy wiatr rozwiewa na piasku. Gubię się, brakuje mi tchu i przystaję, bezradnie rozglądając się dookoła. Ale Ciebie już nigdzie nie ma…

  

wtorek, 09 października 2007
309. Nasza klasa

   

Już pobieżny, po latach, kontakt z osobami, z którymi niegdyś chodziłem do jednej klasy w szkole podstawowej, uświadamia mi oczywistą przecież prawdę, że dziś to zupełnie inni ludzie, dorośli, rozsądni. Uczę się dopiero wyrzekać dawnych urazów – jako jedyny pamiętam to, co inni już dawno zapomnieli. Tylko jak ja mam zapomnieć, skoro i obecnie to mnie dopada – nawet w ostatnią sobotę (akurat wtedy!), gdy wracając ciemnym wieczorem i mijając kilku typów, na których obrzydzenie (a może strach?) nie pozwalało mi choćby spojrzeć (przejść obok jak najszybciej, ale nie przyspieszając kroku, niewidzialnie…), musiałem usłyszeć za plecami to straszne słowo, jak wtedy… A przecież wiem, że tak nie można, że po kilkunastu latach trzeba wreszcie zapomnieć albo nie zwracać już uwagi. I dlatego głupio się dziś poczułem (tym głupiej, że wobec innych) – jak gdybym wciąż tkwił w tamtej klasie…

   

Przeceniony o połowę album o Wersalu i seksowna bielizna (jak gdyby kiedykolwiek miał mnie ktoś w niej zobaczyć) poprawiają mi nastrój...

  

poniedziałek, 08 października 2007
308. Pamięć II

  

Przypomniano mi dzisiaj coś z bardzo odległej przeszłości, o czym nie dość, że zupełnie zapomniałem, to aż trudno mi uwierzyć, że w ogóle mogło to mieć miejsce – był to jakiś zupełnie nieistotny drobiazg, a jednak zdziwiłem się ogromnie. Kolejny już raz zastanawia mnie i ciekawi mechanizm pamięci. To, że coś znika z niej bezpowrotnie albo zostaje na zawsze, choć jest – wydaje się – tylko zbędnym balastem. To wreszcie, że czegoś, pomimo wszelkich starań, usunąć z pamięci się nie daje i rzutuje to na całe nasze późniejsze życie. 

     

                    „Z pamięci twojej tamten dzień wykreślę,

                    By wzrok twój pytał bezradnie zdumiony…”

                                        [Anna Achmatowa. Przeł. I. Piotrowska]

   

Pamiętanie, zapominanie, przypominanie. Coś trwa bez końca, coś znajduje swój drugi początek…

    

niedziela, 07 października 2007
307. Błędne koło

  

Ciągłe ukrywanie się, ustawiczne kłamstwa, lęk przed tymi, których powinienem się bać najmniej, a którzy nie mają żadnego pojęcia, co się ze mną dzieje. A przecież powinni. Boli ich, że nic nie mówię, ale gdybym powiedział wszystko, bolałoby jeszcze bardziej.

Nie, jeszcze nie teraz, jeszcze nie umiem się przyznać. To będzie długo trwało. Na razie zacznę od niezamykania drzwi do siebie. 

   

                    „Nie masz prawa do kłamstwa,

                    nawet do drobnych zabawek.

                    Po prostu nie będziesz miał czasu

                    sam swojego błędu sprostować…”

                                        [Błaga Dimitrowa. Przeł. J. Zych]

  

 
1 , 2
Archiwum
Tagi