~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
środa, 31 października 2012
1184. Z cyklu: Przeczytane (X) - Październik...

  

1. Dariusz Tołczyk, Gułag w oczach Zachodu, Warszawa 2009;

2. Stanisław Milewski, Intymne życie niegdysiejszej Warszawy, Warszawa 2008.

  

Tagi: książki
21:43, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 28 października 2012
1183. October Snow...

  

Jeszcze w piątek „tyle słońca w całym mieście” i szerokie spojrzenie z 18. piętra na Warszawę pod bajkowym niebem (zmuszony przewieźć parę rzeczy do naszej nowej siedziby, oczywiście nie wziąłem ze sobą aparatu), a już następnego dnia śnieżyca, wiatr, przymrozki. Dziś za to udane wyjście do okolicznych parków – kolory jesieni pod białą otuliną, łamiące się gałęzie, obfite z nich kapanie; bałwany, sanki, dzieci. Przedziwne, niecodzienne zdjęcia. Pierwszy raz widzę tak wczesną, kolorową – zimę, bo lato (nie tylko w PZPN-ie) się skończyło…

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

czwartek, 25 października 2012
1182. Na Wspólnej (III) - odc. 54-57...

    

Druga, wrześniowa pensja – 1 332,41 zł przy 18 nadgodzinach. Nie wystarczy pracować, by móc się samodzielnie utrzymywać. Tym bardziej więc (w kontrze) rozkwita atmosfera. Nasze tam absurdalne żarty – powołaliśmy rząd i przydzieliliśmy sobie resorty, potem regiony i miasta, by skończyć na rozbiorze Europy i świata. Mówimy do siebie per „Panie Ministrze”, mamy też budżet państwa (nad którym sprawuję pieczę), finansujący pączki oraz ciastka. Dla kogoś z zewnątrz ewidentnie musiało nam odbić

 

Od kilku dni kolejne osoby przenoszą się do drugiego oddziału Ministerstwa. Ja trafię tam jutro – będzie to awans z piwnicy bez okien na widoki z wieżowca. Pracujące już tam koleżanki przysyłają mi przez szefa humorystyczny liścik: są odniesienia do tego, co tylko nam zrozumiałe i nawet rysunki (prosiaczek!). Muszą mnie bardzo lubić; ja także staram się mocno brylować. Znów, jak przed dwoma laty, odgrywam rolę pupilka kobiet w mojej pracy – dlaczego poza nią nie umiem wydać się sympatyczny?...

  

(…) był mało towarzyski i na ogół małomówny (przy czym nikt nie wiedział, czy jest nieśmiały, czy to własne myśli odciągają go gdzie indziej; innymi słowy, czy jego milczenie jest oznaką skromności czy obojętności)”

                   [Milan Kundera, Nieśmiertelność. Przeł. M. Bieńczyk].

  

poniedziałek, 22 października 2012
1181. The winter of our discontent (I)...

  

Tak wiele zmarnowanych dni przez ten bez pracy rok: bo przecież można było wielokrotnie w dane miejsce, o różnych porach i bez tłumów, dla zdjęcia-ideału. Nieliczne wolne chwile teraz, godziny wydzielane, spojrzenia głodne kadru – dość niesyte. Ciągle się nie udaje coś, gdzie indziej zaś za późno. Mgły, zmierzchy, ludzie; wściekłość, rozczarowania, żale… Ostatni w miarę ciepły weekend: Narodowego zakamarki (w tym loża prezydencka i zawodników szatnia), refleksy stacji Stadion, Park Skaryszewski, snucie od Zamku do Łazienek. I z powrotem. Zachwyty kolorami liści, chłody przenikające ciało, ból istnieniaKocham Cię – nie wiem, jak zdołam, płacząc, przetrwać kolejną zimę…

  

piątek, 19 października 2012
1180. „Póki jeszcze serce masz”...

  

Próba wymuszonego dialogu na Kumpello:

– Weź mnie ogrzej.

– Niestety, jestem zimny jak lód.

– No to ja Cię rozgrzeję.

– Ale ja nie narzekam na swój chłód…

Dwa zdania i ucieczka; ciągłe wycofywanie się, rezygnowanie z szansy na minimum. Oszczędzam im rozczarowań, próżnych wysiłków, a sobie upokorzeń. „Nic” jest jedyną emocją, w której się umiem poruszać…

 

„Skrytość i beznamiętność były częścią jego sposobu bycia oraz narkozą dla jego uczuć”

             [Antonio Gómez Rufo, Żegnajcie, mężczyźni. Przeł. M. Płachta].

   

wtorek, 16 października 2012
1179. Homo viator...

  

Wszystkie te miejsca ulubione, tak często odwiedzane, i nowe, teraz dopiero odkrywane (w ubiegłym tygodniu na przykład ZOO i Ogród Botaniczny), te znane doskonale mi alejki, ławeczki romantyczne, zakamarki; przejścia dopiero poddające penetracji, trasy kolejne, pokazy i wystawy, zdjęcia; wycieczki wciąż, spacery nieustanne, posiedzenia; kwiaty, kamienie, liście jesienne, kolory nieba, słońce – wszystko to miało być z Tobą i dla Ciebie. Z Twą dłonią w mojej ręce, do ucha szeptem, ramieniem wokół talii – zawsze razemDopóki chodzę, mogę urzeczywistniać swe marzenie, że się spełnia

  

„Nie wiemy, po co wędrujemy (…). Czyżbyśmy i bez wędrówek mieli za mało samotności?”

             [Jurij Andruchowycz, Dwanaście kręgów. Przeł. K. Kotyńska].

  

sobota, 13 października 2012
1178. Uniformly accelerated motion...

  

Nic się nie dzieje, nic nie ma prawa się wydarzyć. Niczemu nic nie służy. Jałowa praca, pojedyncze godziny na spacery, powroty do pustki mieszkania, tęsknota niewygasająca – coraz większa. Żadnego celu czy rozwoju, najmniejszej motywacji. Działam i postępuję mechanicznie, poruszam jak automat. Nie patrzę ludziom w oczy na ulicy, nikogo nie poznaję, nie muszę wydobywać słowa, nie spotykam. Odcinam się, uciekam, bronię… Może bez przerw na tak bolesne przebudzenia szybciej mi uda się ten koszmar wyśnić…

  

„Chciałbym przejść przez życie niezauważonym – nie, nie przejść, a przebiec”

                          [John Banville, Morze. Przeł. J. Jarniewicz].

  

wtorek, 09 października 2012
1177. Du bist so schön!...

  

Do miejsc ulubionych wyruszam niekiedy po jedno, konkretne ujęcie – chce się, by ziściło wymarzone. Szybkie, nagłe decyzje: wsiąść w autobus, zdążyć na ten odcień nieba – lub wyczekać – uchwycić porę dnia czy roku, trafić. Nie zawsze się udaje – pogoda zmienia, ktoś mi wchodzi w kadr, coś remontują lub przesłaniają tymczasową sceną. Najprzyjemniejsza jest chyba ta nadzieja, co każe wciąż powracać…

Dzisiejszy spektakl trwał przez trzy kwadranse. Te przejścia, nagłe rozbłyski, zmiany kierunków, tonów. Do przemarznięcia, do krańcowego upojenia. Niech trwa! Przeżywam kilkukrotne orgazmy wilanowskie

  

      

  

      

  

      

  

„[22 VI 1963] (…) czas jest nieruchomością. (…)

Lubię patrzeć na niebo, które ma mnie za świadka. Istnieję przez to niebo, ale czy ja jestem jemu potrzebny?”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

niedziela, 07 października 2012
1176. Schrei aus Stein...

  

Te wszystkie czułe słówka, zdrobnienia, śmieszne imiona, które chciałbym wyszeptać Ci do ucha – a których nie usłyszysz. Ogromna miłość, jakiej nie umiałem Ci okazać, niewykonane gesty. Bezradność w tak nowej dla mnie sytuacji – że jest dobrze. Uczyłem się odczuwać, cieszyć – a zrozumiałem, gdy już zmęczyłaś mym milczeniem. Teraz mogę sobie w próżnię wykrzykiwać

  

„Był sobie raz kawałek drewna…, tak się zaczyna bajka o Pinokiu. Na dobrą sprawę mógłby tak zacząć opowieść o sobie, pomyślał (…). Bo czymże jest, jeśli nie kawałkiem drewna niezdolnym powiedzieć Laurze, że jej potrzebuje?”

            [Antonio Gómez Rufo, Żegnajcie, mężczyźni. Przeł. M. Płachta].

  

środa, 03 października 2012
1175. „Cause It Hurts”…

  

[17 VI 2011] Bardzo mi zależy, abyśmy nigdy nie stracili tego autentycznego i szczerego kontaktu, który jest i zawsze będzie wyjątkowy (i taki tylko nasz!). (…) Musisz mieć więcej ufności we mnie. Proszę – miej [A.]…

  

I pomyśleć tylko, że ten właśnie list był ostatnim, który rozpoczynał zwrot „Kochany B.” Potem już tylko „Cześć” i „Hej” – bez „Najdroższego Przyjaciela”, „Uścisków” i „Całusów”, „Zawsze Twojej”; bez długich zdań, rozbudowanych opowieści, wyznań, pocieszeń, życzeń… Nie umiem się pogodzić, odżałować, nie mogę jednostronnie przeciwdziałać – chciałbym zawrócić rzekę, a patrzę, jak wysycha…

  

                    „You and me
                   
We used to be together
                    Every day together always

   

                    I really feel
                    That I’m losing my best friend
                    I can’t believe
                    This could be the end

  

                    It looks as though you’re letting go
                    And if it’s real,
                    Well I don’t want to know

                    (…)

                    It’s all ending,
                    I gotta stop pretending who we are...
   

                    You and me
                    I can see us dying... are we?”

                                        [No Doubt, Don’t Speak].

  

Tagi: kobiety
23:45, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
Archiwum
Tagi