~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
czwartek, 31 października 2013
1314. Z cyklu: Przeczytane (XXII) - Październik...

  

1. Tomas Venclova, Z dzienników podróży. Przeł. A. Kuzborska, Warszawa 2010.

  

Tagi: książki
22:10, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 28 października 2013
1313. Pontifex Maximus (1927-2013)...

  

W moim rodzinnym Brzegu Dolnym (zdradzam w końcu na tych łamach nazwę kształtującego mnie trzydzieści lat piekiełka) uroczystość otwarcia – z udziałem prezydenta Bronisława Komorowskiego – wyczekiwanej od dziesięcioleci drogowej przeprawy przez Odrę, Mostu Wolności – 4 czerwca [1989 – jakby nie można było tego roku dodać do nazwy, już choćby w czysto edukacyjnym celu]. Ekranowe szaleństwo budowlane sprawia, że raczej nie zobaczy się zeń rzeki, ale przynajmniej kończy się historia promu i, docelowo, skróci droga na Wrocław. Co by o nim złego nie powiedzieć, przez ostatnie niemal ćwierć stulecia miasto (którego wieloletni burmistrz nieprzypadkowo pełni obecnie funkcję wojewody) dokonało ogromnego skoku – jest obrazem polskiej transformacji i modernizacji (zbudowane od podstaw liceum, hala sportowa, pływalnia, ośrodek zdrowia, odnowiony rynek, rozbudowane gimnazjum, sieć nowych dróg i boisk, remontowana właśnie stacja kolejowa, w planach zaś przystań, obwodnica i rewitalizacja parku), rozumnie wcielanej w życie idei samorządności. W tym sensie planowane na dziś nadanie honorowego obywatelstwa Tadeuszowi Mazowieckiemu rozumiało się jako coś oczywistego. Los sprawił przykrą niespodziankę, bo zawsze zaskakuje strata tak bolesna. Ów Pater Patriae III RP skupiał w sobie wielką prawość, wyrozumiałość, namysł, umiejętność dialogu, pokorę, solidarność. Wszystko, co na antypodach dzisiejszego stanu polityki. Łączył pięknie – bodaj już ostatni taki budowniczy mostów

  

23:58, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
niedziela, 27 października 2013
1312. Repos du septième jour...

  

„Abyś dzień święty święcił”… A że naród dość pobożny, na niedzielnych nekropoliach praca wre. Osaczony przez napierające falą tłumy, co sprzątają, grabią, wyrzucają, nie czuję się dobrze w miejscach, co zawsze mym azylem. Za najbardziej tam właściwe, najpiękniejsze, uważałem zawsze pewne zapuszczenie, roślinność wdzierającą się na groby, chylące się pomniki, stosy liści. Porządek na cmentarzu jest formą negowania kolejności rzeczy (stąd najbardziej klimatycznie na żydowskim – ci, co mogliby pamiętać, zamienili się wśród dymu pieców w Wielką Liczbę). A ta polega na triumfie natury – zachowując bierność, obserwuję, jak życie rozkwita na śmierci…

  

23:57, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 25 października 2013
1311. Les Feuilles d’automne...

  

Rozkosz kolorów, szuranie pod stopami, słońce. Parki i wolskie nekropolie, mroczne forty. Ciągle te same miejsca, a jednak wciąż odkrycia – na przykład niewspominany w przewodnikach Oskar Hansen tuż przy grobowcu Junga (w Krajowej Radzie Sądownictwa słuchaliśmy w radio „Zaczynu” Filipa Springera, z wielką pasją). Coraz to lepsze kadry, w galeriach zdjęć wymiana nieustanna na ładniejsze (gotowy już cmentarz kalwiński, wkrótce dalsze). Ostatnie dni, już mocno łyse drzewa. Przybity i ze łzami w oczach krążę, żegnając się z czymś więcej, niż tylko z każdym liściem…

  

      

  

      

  

      

  

poniedziałek, 21 października 2013
1310. „Mnie pomsta, ja oddam”...

  

W kinach nowa „Carrie” (USA’2013; reż. Kimberly Peirce) według Stephena Kinga (jedno z tych najsłynniejszych nazwisk, z którymi nigdy nie chciałem się zapoznać), a mi przypomina się poprzednia wersja (USA’1976; reż. Brian De Palma), oglądana lata temu, późną nocą, w łóżku (pewnie też po kryjomu, bo trzeba było „światło gasić, cicho być i rano wstawać”). Co zrobiło wówczas na mnie największe wrażenie to obraz szkolnego poniżenia i stłamszenia nastolatki w matczynym domu, atmosfera religijnej bigoterii, ignorancja w sprawach seksu, własnej cielesności (szok z odkrycia przez protagonistkę menstruacji). Wykluczenie z grupy, uznanie za dziwadło – i narastający gniew na cały świat, aż chciałoby się go do szczętu spalić, innych zabić. Uświadamiam sobie nagle, że to o mnie – i o ile dłużej ciągnął się ten mój bezkrwawy koszmar…

Arcyobrońca pedofila z Tylawy, biskup Józef Michalik, występujący przeciwko edukacji seksualnej w szkołach, mówi, że „każde dziecko wie, jak jest zbudowana koleżanka czy kolega i nie musi do tego przy świadkach dochodzić”. Już ja najlepiej wiem, że jednak nie każde. I jak się z tą niewiedzą przez lata funkcjonuje, jaką tajemnicą, nieobjaśnioną przez nikogo, mogą być własne reakcje lub ich – brany za normę – brak. Jak się to bez-dojrzewania-dorastanie przenosi na inne sfery, wyklucza z kontaktów, oducza emocji, poczucia wartości siebie i samego życia, wpływa nawet na podejmowane prace i status materialny. Równie dobrze można by gwałcić mnie w dzieciństwie – byłbym dziś podobnie pełen lęku i rozbity. I nikt za to nie przeprosi, nikt się nie czuje winnym. Zostaje tylko wściekłość za własne wypaczenie, mordercza zawiść, że innym się udało nie być tobą…

  

„Jedną z rzeczy, jedną z bardzo wielu rzeczy, których się o sobie nauczyłem, albo z których zdałem sobie sprawę (…), jest to, że zawsze szukam czegoś lub kogoś, na kim mógłbym się zemścić. Nie wiem, za co miałbym się mścić ani jak dokładnie miałaby wyglądać ta moja zemsta. Przypominam w tym moją matkę: czekała, aż świat przeprosi ją za bezimienne krzywdy, które – jak sądziła – jej wyrządził. Podobnie jak ona nie mogę pozbyć się przekonania, że jest jakaś wina, którą należałoby kogoś obarczyć, że są do wyrównania jakieś rachunki. Ja mogę czekać, nie spieszę się, mogę czekać na właściwy moment, ale jestem pewien, że zostanę pomszczony, w jakiś sposób, w jakimś czasie. Być może, kiedy nadejdzie owa chwila, dowiem się, jaka była ta pierwotna obraza, ta pierwsza krzywda. Jest we mnie chaos; sam dla siebie jestem obcy”

                       [John Banville, Zaćmienie. Przeł. J. Jarniewicz].

  

piątek, 18 października 2013
1309. Horror vacui...

         

Kino i jego magia – wędrówka do niedostępnych widzom światów, iluzja uczestnictwa, wyrwania z codzienności, zatopienia. I czar kosmosu – zabójczy powab pustki, milcząca otchłań, przygniatający bezgraniczny ogrom. Człowiek w tej próżni, samotność bezwolnego dryfu na orbicie (cóż bardziej przerażającego?), wyzbycie podstaw zaczepienia – oparcia nóg na lądzie; małość i słabość, rozpacz i strach – zarazem zaś determinacja, żeby walczyć. Odzyskać wiarę w życie, wrócić – bo najpiękniejsza w tych kosmicznych filmach jest właśnie Ziemia, nasz punkt odniesienia…

      

      

  

      

  

…Ale tym razem nie zadziałało niemal nic. I wielki ekran IMAX, i nawet efekt trójwymiarowości, którego nie dostrzegłem (!). Wypatrywałem „Grawitacji” (USA / Wielka Brytania’2013; reż. Alfonso Cuarón) od miesięcy, zwiastuny oglądałem z zachwyceniem, istnym drżeniem. Perfekcja zdjęć i dźwięku, zdumiewająco zaaranżowany spektakl, szczegół, głębia. Nic – sprawiony sobie z wyrzeczeniem prezent się nie udał. Film obiektywnie dobry, lecz przecież miał czarować. Znów to, co się tyczy innych, mnie omija. Zbytnio przyziemny, wyzbyty już fantazji jestem? – czy też od rzeczywistości i emocji, tego co ludzkie oraz ziemskie, oderwany...

  

Tagi: filmy
23:42, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 15 października 2013
1308. Isola isolata...

  

Mama znów usilnie przekonuje do przyjazdu, choćby na kilka dni. Kusi: że zrobi ciasto i wybierzemy obiecane w ramach prezentu urodzinowego okulary (nie zmieniałem ich od bodaj sześciu lat – szkła już porysowane, oprawki chciałoby się mieć nieco modniejsze). „Co będziesz sam tam siedział… Nie masz pracy, więc nic Cię tam nie trzyma”… Nie rozumie, że chodzi właśnie o samemu bycie i dysponowanie swoim w niczym nieograniczonym wolnym czasem. Prędzej czy później bowiem znów trzeba będzie wprząc się do kieratu (co wykańcza), lub też opuścić Warszawę ostatecznie i wrócić tam, gdzie koszmar poprzedniego życia (co zabije). Dlatego ważny każdy dzień, godzina, chwila – nic tutaj jest cenniejsze niż wszystko tam, gdzie indziej…

  

„Coś w ten sposób udowadnia: to, że każdy człowiek jest wyspą, a rodzice są niepotrzebni”

                [John Maxwell Coetzee, Młodość. Przeł. M. Kłobukowski].

  

piątek, 11 października 2013
1307. (Out of the) Klozet...

  

Dzień (jak się wieczorem dowiaduję) Wychodzenia z Szafy. Tymczasem w Parku Skaryszewskim (spaceruję po porannych zdjęciach w Ujazdowskim i Łazienkach) z przydrożnej kępy drzew wychodzi gruby flejtuch, zapinający jeszcze spodnie, a zaraz za nim – co nieco zaskoczony, że ktoś z aparatem w ręku go nakrywa – partner w spełnionym akcie. Dzikusy, co po krzakach, na cmentarzu żołnierzy radzieckich albo w kiblach. Byle wystawić fiuta lub dać dupy, nie trzeba wcale słów lub też się więcej spotkać. Przez takich właśnie nie mogę wyzbyć się odrazy ani lęku – tęczowe serce na mej torbie, nic więcej z tymi zwierzętami mnie nie łączy…

  

Tagi: homo Warszawa
23:53, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 08 października 2013
1306. La Nausée...

  

Od ponad tygodnia już trzydzieści trzy. I za nic nie chce być mniej – doświadczam zaś fizycznie, że będzie coraz więcej. Dorosłość, chociaż zabrakło młodzieńczości, emocjonalnie dziecko, więc przygnębienie, gorzki życiowy bilans. Bo przecież wciąż uzależniony od rodziców, bez pracy lub satysfakcji z niej, szansy na dorobienie się i zapewnienie sobie, osiągnięcie. Brak wiedzy i umiejętności, by to zmienić, na co dzień funkcjonować. Bez ludzi wokół – chęci, by coś z nimi: zabawa, seks, rozmowa – abstrakcja, zawód lub dyskomfort, wyrzeczenie. Pogarda wobec siebie, poczucie zmarnowania. Wycofywanie się z kolejnych pól, z nadziei…

Wiek, w którym Aleksander oraz Chrystus zdążyli umrzeć. Zajmie mi nieco dłużej, by chociaż to osiągnąć…

  

      

  

„[1 VII 1963] (…) ani siły we mnie, ani talentu wielkiego, tylko pokręctwo, kalectwo, zdolności średnie, nigdzie nic wyjątkowego, na całym moim ciele. Mam dokładnie trzydzieści trzy lata i dwa dni (…), a nie czuję się nigdzie, nie czuję się żaden, czuję się nikt. Nie mam pojęcia ani co, ani jak pisać, ani nawet o czym, zdrowie mam przeciętnie dobre, zachcenia dokuczliwe, ale za słabe, żeby coś ze mną zrobiły, za silne, żeby nie dokuczały. Za sobą nie widzę przeszłości, przed sobą przyszłości, jedyne, co umiem pisać, to listy, jedyne, co umiem myśleć dobrze, to zwątpienia, nie mam do siebie ani nienawiści, poza chwilowymi niechęciami, ani miłości, poza chwilowymi uwielbieniami. Skorupą jestem, którą co chwila co innego wypełnia, a przeważnie jest to skorupa wypchana nijakością. Wszystko umiem uwzględnić, niczego nie umiem do końca opanować. Może powinienem zostać aktorem, ale też bardzo wątpię, bo jednak trochę rozumu własnego, rozumku, mam za dużo. Ani spostrzegawczości specjalnej, ani pamięci, wyobraźnia zależna od kultury, wrażliwość trochę bezpłodna. Tak, dobrze wiedzieć, gdzie się stoi.

Nawet żądać dla siebie niczego naprawdę nie umiem, bo nie mam przekonania prawdziwego, że mi się coś należy. (…) Wszystkim jestem po trochu, niczym jestem w efekcie, (…) dobrze nie czuję się nigdy ani nigdzie, chyba że sobie wmówię, na co nie zawsze mam ochotę albo siły dosyć. (…)

Tak naprawdę nie może mnie zabawić ani ludzkie uznanie, ani moje własne, przyplątują mi się czasem wspomnienia z dzieciństwa, wtedy mi się wydaje, że może tam było coś, co się straciło, banalne zresztą. (…)

Mdło mi. Sam siebie mdlę”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

niedziela, 06 października 2013
1305. Life goes on...

   

Dni intensywne, wędrówki wczesnym rankiem, zdjęcia, wrażenia, chwile. W poniedziałek Pole Mokotowskie i Cmentarz Żołnierzy Radzieckich. We wtorek karykatury na Koziej i Teatr Telewizji – „Ksiądz Marek” (1997; reż. Krzysztof Nazar) według Słowackiego. Hipnotyzujący efekt, jaki wywiera ta przepiękna, pełna ekspresji polszczyzna, nieznany wcześniej apokaliptyczny tekst. Na tle wybitnej obsady (Krzysztof Globisz, Mariusz Bonaszewski, Igor Przegrodzki, Janusz Michałowski, Janusz Gajos, Jan Frycz, Mirosław Baka, Artur Żmijewski) błyszczy Daniel Olbrychski (Kosakowski), a wszystkich i tak przesłania Magdalena Cielecka – Żydówka Judyta (Mój Bóg nie wisiał na ćwieku, / Nie pił octu i piołunów, / Ale stał na wielkiej górze / Pośród dwunastu piorunów / W czarnej i ognistej chmurze / I rozbłyskał się na całe niebiosa: / Otóż ten Bóg teraz broni / Każdego mojego włosa). Środa to wycieczka pod sam Łowicz, w czwartek – zwyczajowo już – Wilanów. W telewizji „Ogłaszam was Chuckiem i Larrym” (USA’2007; reż. Dennis Dugan) – świat się kończy, jeśli komedia z Adamem Sandlerem to najlepszy „gejowski” film, jaki widziałem. W piątek Moczydło i sztuczna rzeka w Parku Szymańskiego, sobota w Łazienkach i Ogrodzie Botanicznym. Tęcza w fontannie – pan obok z lustrzanką musi przyznać, że u mnie wyszła lepiej (mam sporo braków, lecz zawsze wiem, gdzie stanąć). Kolejne wiewiórki, co – jak w Skaryszewskim – wciąż łapią się za serce. I Janusz Palikot skręcający od Sejmu w Park Ujazdowski. Dziś chwila załamania i zamknięcie się w domu, jutro zaś znów, od nowa…

  

czwartek, 03 października 2013
1304. Et in Arcadia ego (II)...

  

Pierwsza (nie licząc „służbowych” wypraw do Starej Wsi) wycieczka poza Warszawę – atrakcji licznych Mazowsza (chociaż to województwo łódzkie) odkrywanie. Wysiadka z pociągu w Mysłakowie, kilka minut piechotą poprzez wieś, ciągnącą się wzdłuż jednej drogi, do Arkadii. Park sentymentalno-romantyczny Heleny z Przezdzieckich, żony Michała Hieronima księcia Radziwiłła. Świątynia Diany z plafonem Norblina, Domek Gotycki, Przybytek Arcykapłana, Dom Murgrabiego i Łuk Grecki, Cyrk, Akwedukt. Po szeregu innych pawilonów i konstrukcji brak już śladów. W przeciągu sześciu godzin mego pobytu kilkanaście par w ślubnych kreacjach z fotografem. A jednak wrażenie wyludnienia, gdzieniegdzie zaniedbania – ruiny pomyślane sztucznie są ledwie bladym szczątkiem dawnego założenia. Raj w cieniu śmierci, chłód, uwiąd jesieni – posłowie do Guercina i Poussina…

  

                    „Gwałtowne jest milczenie spustoszonego ogrodu”

                                   [Georg Trakl, Helian. Przeł. W. Trzeciakowski].

 

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

Archiwum
Tagi