~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
piątek, 31 października 2014
1439. Z cyklu: Przeczytane (XXXIV) - Październik...

  

1. Maria Bogucka, Gorsza płeć. Kobieta w dziejach Europy od antyku po wiek XXI, Warszawa 2006.

  

Tagi: książki
20:45, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 29 października 2014
1438. Caritas patiens est...

  

Znów w naszym kinie, z ojcem na „Bogach” (Polska’2014; reż. Łukasz Palkowski) – kolejki do kasy, jakich tu chyba nigdy nie widziano, projekcja z tego względu ma jakieś 20 minut opóźnienia. Niezrozumiała dla mnie popularność tego filmu – przeciętny biograficzny dramat o rzeczywiście nadzwyczajnych dokonaniach, obraz przaśności lat 80-tych, jak one bez polotu, zrealizowany raczej schematycznie (nie widzę rzekomej błyskotliwości scenariusza, inwencji reżysera, który by wyszedł poza ilustrację). W za dobrej formie jest od paru lat rodzima kinematografia, bym miał uwierzyć, że to najlepszy polski obraz roku – już raczej coś na miarę cyklu „Prawdziwe historie” TVN-u, nie za to się przyznaje Złote Lwy…

Za to już „Miłość” (Francja / Austria / Niemcy’2012; reż. Michael Haneke) jest dziełem skończonym i wybitnym, ze wszech miar godnym Złotej Palmy. Oglądam w telewizji z prawdziwym podziwem i wzruszeniem, wciąż myśląc przy tym o Ani. Pewnie to dziwne, ale już wiele razy wyobrażałem sobie, że się nią opiekuję, że chora jest albo umierająca – może w ten sposób w oczach własnych chciałem się wydać bardziej męski, silniejszy i odpowiedzialny; przesłonić tym poczucie winy oraz wstydu, że nie umiałem jej wysłowić mojego oddania, nie mogłem się z nią pieprzyć. A teraz jak gdyby umarła – znów sam jestem. Jak, po cóż dalej żyć bez kogoś, kto się wydawał Tobie całym światem, jedynym jego sensem…

  

„Miłość jest darem bezlitosnym, ponieważ nic nie pociesza po jej stracie. Miłość jest związana ze zgubą: zguba ją sprawdza.

To najsilniejszy ból.

Można sformułować negatywną definicję miłości: miłość jest tym, co pozostawia nieutulonym w żalu.

Ona nigdy się nie kończy. (Dlatego pozostawia nieutulonym w żalu. Jest nieskończona. Miłość, w przeciwieństwie do seksualności i do małżeństwa, jest nieskończona). Nie jest pewne, czy dla gatunku ludzkiego istnieje coś takiego jak żałoba.

Nic nie zwróci zapodzianego daru.

Bo nic mu nie dorówna”

                     [Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski].

   

czwartek, 23 października 2014
1437. Czas Apokalipsy...

  

Z rodzicami w lokalnym Domu Kultury na „Mieście 44” (Polska’2014; reż. Jan Komasa) – pierwszy raz tam po latach: nowe fotele, przestrzenny dźwięk, cyfrowe projektory, lecz cóż – dalej maleńki (w miażdżącym porównaniu z Wrocławiem i Warszawą) ekran wiszący gdzieś w głębi nad sceną. Czułem się jak przed telewizorem, niemal zupełny brak efektu kinowej sali, wejścia w głąb filmu. Pewnie po części stąd dość kiepski jego odbiór. Czekałem bowiem z nadzieją, śledziłem proces powstawania, z pojedynczych informacji, krótkich fragmentów budowałem sobie w głowie obraz, który miał wreszcie być TYM – pełną rozmachu i emocji wizją, prawdą o ludziach i piekle. Dwa przecież najbliższe mi, nierozerwalnie związane tematy, Powstanie i Warszawa, na samo wspomnienie których ściska się serce (mieszkanie na Woli wszak zobowiązywało) – i zupełna obojętność wobec tego, co widziane na ekranie, ani jednej sceny odczuwanej (a jestem nadzwyczaj podatny na wzruszenie), zaledwie kilka mogących się podobać ujęć… Niepotrzebny ten osławiony już slow motion, ten bullet-time, popkulturowo-kiczowate chwyty, ukłon do nastolatków, ale też nie w tym problem. Brakuje scenariusza, krwistych postaci, przeżycia zamiast grania. Za dużo może wiem z historii, zbyt wiele pewnie filmów już widziałem, by móc się przejąć taką inscenizacją wojny. Nie starczy wszystkiego pokazać, trzeba to umieć wygrać na ekranie, opowiedzieć. Malowniczo leje się krew z nieba, rysuje góra trupów i wisielcy w szpitalu, ale to nie horror cywilów z „Idź i patrz” (ZSRR’1985; reż. Elem Klimow), nie duszna agonia z „Kanału” (Polska’1956; reż. Andrzej Wajda). Potencjał był ogromny, efekty wizualne świetne, schemat wędrówki przez dzielnice dobry – a jednak nie w pełni się udało… Mam w głowie własny film, tak wielki, że nie sposób go nakręcić, do głębi wstrząsający; i tylko na murach i kamieniach można go oglądać…

   

22:50, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 20 października 2014
1436. Schloss Fürstenstein...

  

Rusztowania na najwyższej wieży zepsuły mi nieco pocztówkę (słońce też, gdyby się wybrać wcześniej, lepiej by wszystko oświetlało), ale wczorajsza wyprawa do Książa – trzecia po Kłodzku i Świdnicy z naszych dolnośląskich jesiennych eksploracji, zwiedzanie zamku i spacer wśród opadłych złotych liści w parku – była mimo to przyjemnym doświadczeniem, ostatnią chyba atrakcją sezonu, ze słońcem i barwami pożegnaniem…

  

      

  

      

  

      

  

       

  

      

  

Tagi: fotografie
22:17, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
sobota, 18 października 2014
1435. Rzeczy nienasycone...

   

Pierwsza od powrotu z Warszawy wizyta (nie liczę wyprawy z rodzicami do ZOO) we Wrocławiu. Pierwsza od 15 miesięcy wypłata (997,40 zł) – pierwsze od bodaj roku więc plany zakupowe; konieczność uzupełnienia garderoby, nadzieje na kurtkę zimową, bez której obywam się już ileś lat. Jak zwykle moje oszołomienie natłokiem towaru, niezdolność wybrania czegokolwiek, niepodobanie się – bo skoro każdy wydatek wyrzeczeniem, to trzeba wybrać dobrze, mam dość bylejakości, kompromisów. W efekcie nic, jedynie wstępne rozeznanie, przypominanie sobie, czym są świątynie konsumpcji. W Empiku realizuję kupon za wielomiesięczne wypełnianie w Internecie ankiet – przybywa mi nowa książka. A wcześniej nadzieja na maleńką rewolucję we fryzjerskim 4 M.E.N. – wrażenie mam, że golą mi boki do skóry, a wyszła ledwie kiepska wersja tego, co od 15 lat. Nie umiem sam się ubrać, nie da się nic zrobić z włosami – trzeba się godzić ze swoją przeciętnością, po paru godzinach opuścić wielki świat, w rodzinny grajdoł wrócić…

  

Tagi: Wrocław
22:35, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 13 października 2014
1434. Eine Perle in der Krone...

  

Po dwóch tygodniach wczoraj kolejna wycieczka z rodzicami. Mieli ochotę na już odwiedzany niegdyś Książ, lecz ja zasugerowałem im Świdnicę. Po drodze jeszcze bardziej malowniczo niż do Kłodzka, bo wcześniej na linii horyzontu rysują się wzgórza. W mijanych wsiach tak charakterystyczne dla tych ziem ceglane folwarki – przebrzmiałe echa wieków solidnego Niemców gospodarowania…

Świdnica wrażenie robi świetne – urbanistyczny układ, bogate kamienice, mnogość detalu, chwała dawnego mieszczaństwa. Wspaniały widok z niedawno zrekonstruowanej wieży Ratusza – winda nie działa, wspinamy się po schodach na poziom 38 metrów (później zostawię rodziców w kawiarni i wejdę tam raz jeszcze, bo światło do zdjęć lepsze). Ogrom katedry (przecudny, wyrafinowany gotyk z przepysznym barokowym wystrojem), misteria i finezja Kościoła Pokoju (z listy skarbów UNESCO) – porażają. Najwspanialsze chyba wnętrza – obok Krzeszowa – jakie mi dane było widzieć. Obiad na Rynku (cudaczne sztućce) w pobliżu kwiaciarek – ta placu część jak żywo przypomina wrocławski Plac Solny. I po Wrocławiu właśnie jest Świdnica największą perełką na Śląsku – spacer bocznymi uliczkami zdradza sporo zaniedbań, ale do nadrobienia. Potencjał jest ogromny…

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

Tagi: fotografie
22:50, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
sobota, 11 października 2014
1433. The only gay in the village...

    

Nie wychodzę w weekend z domu, nie spotykam się – a jednak… Poznaję Maćka, spotykamy się w południe na Starówce. Chórzysta, muzyczny samouk, bywa w Domu Kultury – pałacu, w oficynie którego ja pracuję. Pokazuję mu okienko, z którego będę go wyglądał; siedzimy na końcu nadrzecznego bulwaru, rozmawiamy, odprowadza mnie kawałek, gdy wracam na obiad. Dysonans, fascynacja – młodszy o lat 13, kościelne zaangażowanie, śpiew i pianino, szlugi, swobodny język, seks i inne chłopaki („ich tu na pęczki”, mówi). Jestem dość zaskoczony – wygląda znacznie lepiej niż na zdjęciach: buzia, spojrzenie, głos, reakcje, gesty. Fajny, podoba się – tylko tak różne światy…

Poprzedni wpis, że nie znam tu nikogo – i oto dopiero w wieku trzydziestu czterech lat pierwszy raz stykam się z gejem w swoim mieście…

  

Tagi: homo
22:40, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 08 października 2014
1432. Von Abgeschiedenheit...

  

„Znasz go?” – pyta mnie pani, z którą współdzielę pokój, ilekroć ktoś ma się tu do nas zgłosić lub kiedy mowa o lokalnym urzędniku. Bo X jest przecież w moim wieku, bo Y powszechnie kojarzony… A jednak zawsze zaprzeczenie z mojej strony. Przeżyłem trzydzieści lat w grajdole, gdzie każdy z/o każdym, i z nikim nie utrzymuję tu stosunków, nie mam żadnych znajomych, nie rozmawiam – rodzice to jedyni ludzie, do których się odzywam…

  

22:47, alexanderson
Link
sobota, 04 października 2014
1431. La Grande Illusion...

  

W istocie jeszcze nic, dopiero kilka dni – wymiana paru zdań, dość licznych komplementów. Niby jak z dziesiątkami innych (kto by pomyślał, że ja taki rozmowny?), ot tak, a jednak pierwszy raz z nadzieją. O ślubie, urządzaniu domu nawet żarty (?) po pierwszych już godzinach. Jak tego nie spieprzyć, gdy nie ma się (wciąż!) wprawy; co myśleć, mówić, robić, w którym kierunku zmierzać? Jak zbliżyć się przy tej odległości, do siebie przekonywać, nawiązać więź, polubić? Pominąć różnicę wieku i doświadczeń. Przemienić w rzeczywistość, w fakty to, co romantyczną jedynie fantazją, o cudzie jest marzeniem…

Prześliczny, słodki, przeuroczy – najfajniejszy chyba chłopak na Kumpello. Już dawno zwróciłem nań uwagę. A teraz on uśmiecha się też do mnie. Być może to tylko uprzejmość – trudno przypuszczać, bym miał u takiego ciacha jakieś szanse. Znowu więc może się zapowiadać jednostronność – a jednak nie sposób się powstrzymać, ten pierwszy-raz-aktywnie nie spróbować…

  

„Odczuwałem tę niepokojącą euforię, to szczęśliwe, bezradne rozchybotanie, które zawsze odczuwa człowiek, mający za chwilę obdarzyć kogoś miłością, na stromym początku tego uczucia. Gdyż nawet w tak młodym wieku wiedziałem, że zawsze jest ktoś kochany i ktoś kochający, wiedziałem też, która z tych ról jest w tym wypadku mnie pisana”

                          [John Banville, Morze. Przeł. J. Jarniewicz].

  

23:22, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
Archiwum
Tagi