~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
piątek, 15 lutego 2013
1223. Le Voyeur (II)...

  

Pracuje w ministerialnej stołówce „na zmywaku”. Co chwila musi wyjść do sali głównej, by zabrać wózek, na który klienci po konsumpcji odkładają swe talerze. Czasem na szybko sprawdza coś w telefonie. Wydaje się raczej cichy, młodszy ode mnie o jakieś dziesięć lat; ubiera się na czarno, choć kurtkę ma pstrokatą. Typ chłopięco-słodki, jakiego nie dane mi spotykać i poznawać… Staram się siadać przy którymś z pierwszych stolików, tak żeby widzieć kuchnię. Zerkam nieśmiało, nic więcej nigdy się nie zdarzy. Najczęściej, żeby oszczędzić, na obiad biorę jedynie zupę – a przecież i tak wychodzę stamtąd nasycony

  

„– Jak może wyglądać jego życie seksualne?

– Jego życie seksualne? – zaśmiał się Jean-Marc. – Nijak, nijak! Marzenia!”

                      [Milan Kundera, Tożsamość. Przeł. M. Bieńczyk].

   

23:58, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
poniedziałek, 11 lutego 2013
1222. Dziwne materii pomieszanie...

  

Parkowo-leśne wędrówki w dniach ostatnich. Śnieg oblepiający drzewa, najmniejsze gałązeczki. Niebo nad głową sine, chwilami niemal czarne. Popołudniowe wychynięcia słońca – kulistość zimna jak księżyc o poranku. A w dole wszystko w bieli, wszystko inne, przykryte czymś wydobywającym drugie twarze. Świat znów na opak – swój negatyw. Uboższy, wydestylowany, cichszy, lepszy…

  

sobota, 09 lutego 2013
1221. Kraina Śniegu (I) - Park Ujazdowski...

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

środa, 06 lutego 2013
1220. Last Action Hero (I)...

   

Najlepsze, najcudowniejsze, co mnie mogło spotkać; przyjaźń, na jaką się czekało całe życie – pierwszy raz tak dobrze z kimś u boku, pierwszy raz z drugim człowiekiem tak w ogóle. Tylko te sporadyczne okazje spotkaniowe, przed rodzicami lęki, nauka rozmawiania… Myślałem, że jest czas, że kiedyś wreszcie, na spokojnie, u mnie – latami musiałem na Nią się otwierać. A teraz trawię lata na nieodżałowaniu, bo już nikt tak mocno, bo i ja nikogo…

  

„Olga jest tak łagodna i kochająca, Olga go naprawdę kocha, powtarzał sobie z rosnącym smutkiem, nabierając pewności, że niczego już między nimi nie będzie, że niczego między nimi nie może już być; życie daje czasem człowiekowi szansę, ale jeśli jest się zbyt tchórzliwym lub niezdecydowanym, aby z niej skorzystać, życie zaczyna od nowa rozdawać karty; jest taki moment, kiedy można coś zrobić, aby zdobyć szczęście, ten moment trwa kilka dni, czasem kilka tygodni, a nawet miesięcy, ale następuje on raz i tylko raz, nie można do niego wrócić, brak już miejsca na entuzjazm, na pewność siebie i wiarę, pozostaje jedynie łagodna rezygnacja, wzajemna i pełna smutku litość, niepotrzebne, a zarazem słuszne poczucie, że coś mogło się zdarzyć, nie okazaliśmy się po prostu godni daru, jaki został nam ofiarowany”

               [Michel Houellebecq, Mapa i terytorium. Przeł. B. Geppert].

  

niedziela, 03 lutego 2013
1219. Scrivere è pensare, vivere, pregare...

  

Nie chodzi o brak słów, ale tematów. Zostały ledwie trzy – poczucie winy, wstyd, tęsknota – odkąd zaczęłaś się oddalać. Nie modlę się już o odmianę losu, nie czekam żadnych darów. I tak jak przyzwyczaja czas, że życie się skończyło, tak i odbiera chęć, żeby cokolwiek tworzyć

   

„(…) słabość pisania najczęściej świadczy o wypaleniu się uczuć, a śmierć nieodmiennie wdziera się tam, gdzie brakuje miłości”

             [Jurij Andruchowycz, Dwanaście kręgów. Przeł. K. Kotyńska].

   

czwartek, 31 stycznia 2013
1218. Z cyklu: Przeczytane (XIII) - Styczeń...

  

1. Marcin Zaremba, Wielka Trwoga. Polska 1944-1947. Ludowa reakcja na kryzys, Kraków 2012;

2. Robert V. Hine, John Mack Faragher, Pogranicza. Historia amerykańskiego Zachodu. Przeł. T. Tesznar, Kraków 2011;

3. Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski, Przewodnik po powstańczej Warszawie, Warszawa 2012.

  

Tagi: książki
21:53, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 29 stycznia 2013
1217. Is og ild...

  

Pensja za grudzień napływa przed tygodniem – 688,93 zł. Jest szansa, że potrwa to do czerwca – mógłbym wówczas i bez wsparcia rodziców przeciągnąć tę Warszawę do kolejnej zimy. Obecna niespecjalnie daje się we znaki – twarz nie przemarza, jak w poprzednich latach, nie muszę chować uszu pod zabójczą dla fryzury czapką. Na trasie dom – przystanki – praca wystarcza kurtka jesienna (konieczność z braku innej), a pod nią dwa sweterki. Mocniej jednak hartuje siedzenie w piwnicy Ministerstwa, gdzie drgawki z zimna – chodzę wciąż do łazienki piętro wyżej, by w ciepłej wodzie rozgrzewać nieco dłonie. Już mróz na zewnątrz bardziej jest przyjazny niźli te chłodne mury. Czuję, jak z każdym dniem zastygam – ja, co nie miałem nigdy szansy się rozpalić…

  

„(…) często zastanawiałem się, czy wewnętrzna pustka i zlodowacenie nie jest ostatecznie warunkiem tego, by za pomocą przewrotnych popisów przekonać świat, że biedne serce wciąż jeszcze goreje żywym płomieniem”

        [Winfried Georg Sebald, Pierścienie Saturna. Przeł. M. Łukasiewicz].

   

sobota, 26 stycznia 2013
1216. Animal Farm...

  

Przed ubiegłorocznym pierwszym czytaniem w Sejmie dwóch projektów ustaw o związkach partnerskich wysłałem za pomocą przygotowanego przez KPH formularza list do wszystkich 460 posłów z prośbą o poparcie i zapytaniem o ich postawę podczas głosowania. Odpowiedziało mi trzech parlamentarzystów (w tym dwóch przez asystentów). Przed tygodniem, jako że sprawa znów stanęła na forum parlamentu, ponowiłem to działanie – tym razem odpisało czterech posłów. A zatem ledwie siedmiu (1,5% ogółu) wykazało choćby formalne zainteresowanie głosem obywatela Rzeczypospolitej.

Czwartkowa „debata” nad skierowaniem do dalszych prac w komisjach trzech projektów ustaw o związkach partnerskich przerodziła się w żenujący popis ignorancji, wtórnego analfabetyzmu, zakłamania, nienawiści, uprzedzeń, wulgarności oraz ewidentnie sprawiającego radość upokarzania innych ludzi. Sytuacja, w której reprezentanci Narodu z trybuny Sejmu Najjaśniejszej RP wypowiadają się z pogardą o tysiącach swoich współobywateli, jest dowodem ich krańcowego moralnego zbydlęcenia (tym większego, że okraszonego frazesami o „wartościach”, „polskości” i „tradycji”). Kolejny raz można było odnieść wrażenie, że zamiast wybierać najlepszych, traktujemy Sejm jak ściek, zsyp na najprymitywniejsze spośród społeczeństwa menty. To nie jest parlament tylko folwark zwierzęcy – stado myślących jedynie o korycie ordynarnych knurów, wśród których bryluje locha Krystyna Pawłowicz…

Modyfikując nieco list, zawarty na stronach kwartalnika „Liberté!”, wysłałem dziś e-mail do 46 posłów Platformy (coraz mniej) Obywatelskiej, którzy sprzeciwili się nawet projektowi własnej partii. Moja osobista sympatia i szacunek do premiera Donalda Tuska może już nie wystarczyć, gdy znów trzeba będzie udać się do urny…

  

Szanowni Państwo,

Jako wyborca Platformy Obywatelskiej pragnę wyrazić swoje najgłębsze oburzenie odrzuceniem przez Państwa projektów ustawy o związkach partnerskich, w tym projektu autorstwa PO, a także Waszym co najmniej milczącym przyzwoleniem dla języka pogardy wobec obywateli RP, jaki zaprezentowano podczas wystąpień sejmowych.

Udowodniliście tym samym, że kierujecie się uprzedzeniami, a nie interesem tysięcy Polek i Polaków żyjących w związkach nieformalnych. Dyskryminację prawną i obyczajową Waszych współobywateli o orientacji homoseksualnej uważam za niedopuszczalną. Podobnie jak uniemożliwianie debaty nad istotnymi problemami społecznymi poprzez odrzucanie projektów ustaw jeszcze przed skierowaniem ich do szczegółowych prac w komisjach sejmowych.

Artykuł 18 Konstytucji RP nie ma charakteru ekskluzywnego (wykluczającego) – nakazuje co prawda szczególnie chronić małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, lecz nie uniemożliwia to innego rodzaju ochrony prawnej dla innych form związków międzyludzkich. Są one faktem społecznym. Możecie Państwo zamykać oczy na pewne zjawiska, ale nie przestaną one przez to istnieć.

Waszym obowiązkiem jako Posłów RP jest działanie na rzecz wszystkich obywateli Rzeczypospolitej. Taką właśnie wysoko płatną umowę na czas określony obywatele z Wami zawarli i w razie niewywiązywania się z powierzonych Wam zadań mogą ją wypowiedzieć.

O ile nie zmienicie Państwo zdania w kwestii związków partnerskich, proszę nie liczyć na moje poparcie dla Państwa nieobywatelskiej partii w kolejnych wyborach.

Z poważaniem…

  

czwartek, 24 stycznia 2013
1215. Gwiazdy milczące...

  

Dwie kobiece twarze zgasłe w dniach ostatnich; podobne i tak różne te odejścia. Jedna wydobyta z mroku anonimowości przed paroma laty, prywatność, co stała się publiczna; druga, już dekady temu w blasku sławy, wycofuje się stopniowo, w cień usuwa, popada w zapomnienie. Pierwszą poznajemy, gdy wiekowa, przeorana zmarszczką czasu i historii, obowiązkiem, rolą. Druga już na zawsze młoda, zjawiskowo piękna, biel wśród czerni, taśmą wygładzone lico. Matka ważnych Braci. Żona wybitnego Męża. Obca – bliska. Diabły – i Anioły. Samolot i „Pociąg”. Histerycznie rozgłośniony pogrzeb. Śmierć niezauważona, cicha. Spotykają się gdzieś teraz, przechodząc w inny wymiar, podają udręczone ręce, do siebie uśmiechają…

    

Jadwiga Kaczyńska (1926-2013)

Lucyna Winnicka (1928-2013)

  

poniedziałek, 21 stycznia 2013
1214. Die Mauern stehn sprachlos und kalt...

  

      

  

                   „Lód zwisa z krawędzi dachu.

                    Sople: gotyk do góry nogami.

                    Abstrakcyjne bydło, wymiona ze szkła”

                              [Thomas Tranströmer, Sześć zim. Przeł. L. Neuger].

     

      

  

sobota, 19 stycznia 2013
1213. „TV screen makes you feel small / No life at all”...

  

Buntował się, słabł i chorował od tygodni, choć kiedy było trzeba, wracał do życia, wskrzeszał swą podstawową funkcję. Czasem starczało parę mocniejszych klapsów, częściej – trzeba go było kilkadziesiąt razy włączać i wyłączać. Teraz już nie ma sił ozdrowieć – okno na świat zmieniło się w wielkie radio. Czernią ziejący, choć gadający ekran, co pustki towarzyszem był, oparciem i pociechą, a teraz sam potrzebuje rehabilitanta…

  

„Telewizja była jego nową kryjówką (…). Przyszły mu do głowy słowa pisarza Alfonsa Cervery, że rodzina co noc obumiera po trochu przed telewizorem. Była to błyskotliwa metafora oddająca wieczne milczenie i niestykające się ze sobą życie oraz śmierć członków jednej rodziny – i wszystkich rodzin: rozbitych, rozpadających się, zjednoczonych przed telewizorem przez pierwszy lepszy program, ale nieczułych i obojętnych na to, co dzieje się wokół, nawet na agonię. (…) Ale telewizja miała i tę zaletę, że odgradzała od otoczenia, była jak wyposażony w izolację akustyczną klosz z pancernego szkła, przez które nie przenikają niepożądane głosy i który pozwala ignorować twarze napęczniałe od pretensji i żądań, skarg i zarzutów. Dla Juana telewizja była sznurem służącym do rozwieszania na wietrze szmat życia, namokłych przez noc od łez, wilgotnych od przypływów i odpływów bólu – następujących w rytmie wspomnień oraz zgryzot, a nie za sprawą oddziaływania księżyca”

             [Antonio Gómez Rufo, Żegnajcie, mężczyźni. Przeł. M. Płachta].

  

wtorek, 15 stycznia 2013
1212. Explanation...

  

Mam czelność o „tym” pisać, bo zbyt się wstydzę mówić. Wyjawiam jako ofiara zmowy przemilczenia. By inni nie zaznali – jak ja zakłamania, siebie skompromituję prawdą ostatecznie

  

„Nie wiem, z jakiego powodu u mnie wszystko zawsze musi być inaczej, a nawet jeśli wiem, prościej będzie, gdy będę żył w mniemaniu, że nie wiem. W ten sposób uniknę tłumaczenia się. Okazuje się jednak, że tłumaczenia niepodobna uniknąć, bezustannie coś tłumaczymy albo się tłumaczymy, tego wymaga od nas to niewytłumaczalne zjawisko i zespół uczuć, jakim jest życie, tłumaczenia żąda nasze otoczenie, i wreszcie my sami pragniemy wytłumaczyć się przed sobą, aż uda się nam wszystko wokół, włącznie z samym sobą wytłumaczyć aż do końca, czyli inaczej zniszczyć”

       [Imre Kertész, Kadysz za nienarodzone dziecko. Przeł. E. Sobolewska].

  

00:12, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
niedziela, 13 stycznia 2013
1211. Il Castrato...

  

Wciąż przyciągają światy, co tylko dla mnie pozostają wirtualne. I nawet tam nie jestem w stanie wykonać choćby ruchu, odezwać słowem, by odpowiedzieć na niepodsuwające zresztą pomysłu na rozmowę próby innych. Lęk przed spotkaniem, przed nieuniknionym wyjawieniem, jaki jestem. Wszystkim chodzi o jedno – ze mną włącznie – lecz właśnie mnie nie będzie dane tego zaznać. Nie umiem, chciałbym, lecz nie mogę, znam tylko smak porażki. Upokorzenie, jakiego doświadcza mężczyzna, gdy nim nie jest; pogarda wobec siebie, historia, w którą nikt nie wierzy. Która napawa wstrętem. Nie daje wytłumaczyć. W kluczowych latach zdarzyło mi się coś, co chłopcom się nie zdarza; coś, co rzutuje, plami, formuje tor myślenia oraz ciało. Jest połączenie między penisem a językiem – nie umiesz się podniecić, to i nie będziesz mówił… Lepiej się skreślić, ukryć, wyrzec – odciąć od tego, co wyłącznie boli…

  

„Jeśli nie wierzysz w miłość, nie masz siły jej uprawiać. Od bardzo dawna nie mam już sił ani ochoty, nie sądzę, aby powodem był wiek (…), jeśli ktoś kocha, nic go nie powstrzyma, a jeśli nie, nic go nie obudzi. W tym tkwi moja wina, moja zdrada; kto nie kocha się i nie tęskni za tym, jest renegatem. Słusznie jest trzymać go pod kluczem. Nawet gdyby go wypuszczono, nie wiedziałby, co począć ze światem życiem kolorami światłem wieczorem, eunuch w haremie jest bezradny”

                       [Claudio Magris, Na oślep. Przeł. J. Ugniewska].

  

wtorek, 08 stycznia 2013
1210. Aby do wiosny...

   

Po paru tygodniach dziś powrót do archiwizacji w Ministerstwie (a „dobra nowina” o tym wczoraj) – ledwie zacząłem znów się rozkoszować dowolnym dysponowaniem swoim czasem, a tu na nowo trzeba wstawać i jeździć, pisać, nosić. Lecz cóż, żyje się po to, by pracować, nic więcej z tego nie ma i nie będzie. Podwyżka o 1 zł brutto za godzinę, okres niepewny jeszcze – około trzech miesięcy (?). Tyle stabilizacji tylko, potem zaś znów na krawędzi…

  

Tagi: praca
23:46, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link Komentarze (1) »
niedziela, 06 stycznia 2013
1209. Nothing changes on New Year’s Day...

  

„Niezależności i stabilności życiowej, zajęcia, które przyniesie satysfakcjonujące dochody i poczucie spełnienia oraz szczęścia osobistego!”...

Życzy mi trzech niemożliwości, każda jest tak samo nieprawdopodobna…

  

23:43, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
czwartek, 03 stycznia 2013
1208. „Będziesz chodził po tych samych ulicach”...

  

Przespać Nowy Rok, wystrzały i szampany, wstać o piątej rano, przyjechać do Centrum przed świtem, gdy jeszcze nikogo, dopiero zaczynają sprzątać, rozbite butelki, konfetti walają się po bruku, żółty balonik podskakuje na Krzywym Kole, słońce rozświetla tylko górne piętra w wąskich zaułkach, a kadrów nic nie przesłania. Tylko ty i Miasto samo w sobie. Mam ochotę tak co roku, tylko tak sensownie...

  

      

  

      

  

      

  

poniedziałek, 31 grudnia 2012
1207. Z cyklu: Przeczytane (XII) - Grudzień...

  

1. Thomas F. Madden, Historia wypraw krzyżowych. Nowe ujęcie. Przeł. A. Czwojdrak, Kraków 2008;

2. Peter Fritzsche, Życie i śmierć w Trzeciej Rzeszy. Przeł. T. Tesznar, Kraków 2010;

3. Zbigniew Mikołejko, Żywoty świętych poprawione, Warszawa 2004;

4. Josef Imbach, Książęta Kościoła, artyści i kurtyzany. Opowieści rzymskie. Przeł. M. Słabicka, Wrocław 2005;

5. Barbara Beuys, Florencja. Świat miasta – miasto świata. Życie miejskie w latach od 1200 do 1500. Przeł. A. D. Tauszyńska, Warszawa 1995;

6. Denis de Rougemont, Mity o miłości. Przeł. M. Żurowska, Warszawa 2002;

7. Wojciech St. Magdziarz, Ludwik XIV, Wrocław 2004;

8. Benedetta Craveri, Kochanki i królowe. Władza kobiet. Przeł. P. Salwa, Warszawa 2009;

9. Ewa Bieńkowska, Spór o dziedzictwo europejskie. Między świętym i świeckim, Warszawa 1999;

10. Claudio Magris, Podróż bez końca. Przeł. J. Ugniewska, Warszawa 2009;

11. Rafał Jabłoński, Historie warszawskie nieznane… wstydliwe, Warszawa 2012.

  

Ogółem w 2012 roku: 63 książki  mogło być lepiej, ale też zważywszy, że przez połowę tego okresu nie wychodziłem ponad 3 tytuły miesięcznie, i tak jest nie najgorzej...

  

sobota, 29 grudnia 2012
1206. Cyrulik z Dyhernfurthu...

  

Pan Witek i jego zakład fryzjerski na Rynku. Starsi panowie przychodzą nie tyle nawet obciąć się, ile posiedzieć, poczekać na swoją kolej, porozmawiać. Mijają lata, a tu wciąż ten sam klimat prowincji ze schyłkowego PRL-u, wystrój daleki od modnych dziś salonów. Czeszą może kiepsko, ale tną porządnie – na karku tradycyjną brzytwą. Stawka zawsze ta sama – Pan Witek nie ma serca brać więcej niż 12 zł. Korzystam z okazji, skoro pobyt i tak przedłuża się o dni kolejne, a moje włosy nie widziały nożyczek od czterech miesięcy. W miasteczku cisza, senność, szarość. Rodzice karmią, dogadzają, nie bardzo chcą wypuścić. Lecz pewien pomysł na warszawski pierwszy dzień nowego roku (oryginalny dość, by wcześniej przespać to, jak inni spać nie będą) nie daje dłużej zwlekać i obietnicą mami, wyjechać jutro każe stąd, „w niedzielę, gdy ludzie popołudnie spędzają w domach, a na Rynek i ulice wypełza bezwład i materia jawi się w najpierwotniejszej, gnuśnej postaci, wypełnia wszystkie dziury i szczeliny, wypierając z nich światło, powietrze, ludzkie ślady, wypierając nawet czas na te kilka przedwieczornych godzin, zanim zaludnią się knajpy, bo w domach popołudnie podeszło mężczyznom do gardła” [Andrzej Stasiuk, Dukla]…

   

21:10, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 26 grudnia 2012
1205. Odwilż...

  

Nie tak źle, jak by mogło, choć już tęskno do mojego domu. Przyzwyczajanie do starego, trudności z zasypianiem, rozkosze wyciągania w wannie. Dnie na niewychodzeniu, zaczytywaniu się, nie-tyjąc-objadaniu. Nowe kolory ścian, kontakty i ozdóbki, kwiaty. Na półce chatka z piernika (można zajrzeć do środka – otwarte okiennice; choinka obok drzwi, lukrowane misternie dachóweczki), o „Fausta” Goethego oparta MB Częstochowska (das Ewig-Weibliche), a za oknami przez jeden tylko poranek „śnieg. Wrony na śniegu”…

  

sobota, 22 grudnia 2012
1204. Kota Mruczysława poglądy na życie...

  

Tradycyjnie już pogoda najbardziej dopisuje, gdy jestem w podróży; jadę – nie mogę zatem spacerować, robić zdjęć. Podziwiam tylko. Błękit nieba. Śniegiem pokryte pola. Rozbłysk słońca. Harmonia monochromatycznego krajobrazu, „ciepło” tych zimnych barw – mizeria ponurego listopada wobec grudnia…

W pociągu naprzeciw mnie dziewczyna czyta „Dialogi” Konfucjusza. Małymi kolorowymi karteczkami zaznacza wybrane strony. Ma też duże słuchawki i laptopa. Na jej kolanach czarny kiciuś w białych skarpetkach. Gdy mruży oczy, z profilu przypomina nieco myszkę. Pod głowę podkłada sobie jedną łapkę, poddaje głaskaniu właścicielki, wyleguje, rozgląda, drzemie. Milczenie, obserwacja, dystans, zamknięcie w swoim świecie. Błogość. To zwierzę umie żyć, postawę taką warto naśladować…

  

         „(…) robi to, co jego zdaniem jest najważniejsze, czyli nic nie robi

               [Paweł Muratow, Obrazy Włoch. Wenecja. Przeł. P. Hertz].

  

21:23, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
Archiwum
Tagi