~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
poniedziałek, 27 czerwca 2016
1572. The end of the beginning...

Wróciłem po tygodniu. Moc wrażeń pozytywnych i jeszcze więcej zdjęć. Dużo zwiedzania i lubianego tak chodzenia ulicami. Świetna architektura i detale. Pogoda generalnie dopisała – aż zbytnio nawet, chwilami brakowało w kadrze chmur, zbyt ostre było światło. Nie cały program też udało się wypełnić. A jednak była to jedna z największych przygód w życiu. Na dobrą sprawę pierwsza też tak w pełni samodzielna moja podróż (bo Niemcy oraz cztery razy Kraków były wszak z Anią; morze w dzieciństwie i Karkonosze z rodzicami; Tatry z liceum; Łódź u chłopaków J+P; tylko w Warszawie żyłem sam). I pewne drobne, jednakże przełomowe doświadczenie, natury w pewnej mierze seksualnej. Już wiem, że w przyszłym roku chcę tam znowu – dokończyć niezrealizowane, pełniej się rozsmakować w spróbowanym…

23:21, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 19 czerwca 2016
1571. Le poéme des trains...

„To, jaka będzie jazda pociągiem, rozstrzyga się w ciągu pierwszego kwadransa, przeważnie nawet w pierwszych minutach.

(…) Nie jestem kimś, do kogo ludzie chętnie się przysiadają. To nic nowego, ale wciąż czuję się dotknięty tym faktem, choć zawsze oddycham z ulgą, ilekroć ktoś po krótkim wahaniu idzie dalej”

[Ingo Schulze, Komórka. Przeł. R. Wojnakowski].

06:28, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 17 czerwca 2016
1570. Nach Norden...

Ostatni dzień w pracy przed długim urlopem wakacyjnym. Zostaję dwie godziny dłużej, by jakoś to ogarnąć wszystko, nie tyle skończyć, ile zostawić jak najmniej. Czerwiec to najgorętszy tutaj okres, przychodzi mnóstwo pism – już te są ponad siły, a teraz mnie zabraknie, dojdą zaś komuś jeszcze moje obowiązki, te tylko w mojej gestii. Piszę instrukcję zatem, szkolę, z nadzieją, że jakoś to przeżyją. Znów można poczuć się niezbędnym…

Gdy w lutym miałem wybrać wolne dni, wskazałem pierwszy lepszy termin, bez myśli o jakimś wyjeździe. Ot, koniec czerwca – długie dni, pogoda (?), możliwe opalanie. Dopiero potem pomysł na wycieczkę – nowe rejony: Gdańsk, Malbork, Pelplin i Oliwa. Czeka mieszkanko na ulicy Piwnej, w pobliżu Bazyliki. Fortunę będzie to kosztować, ale zapewni mi przynajmniej tych kilka dni dla siebie. Tyle zaledwie może mieć mizantrop samotności. Musi ją kupić – zapłaci każdą cenę…

23:04, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 10 czerwca 2016
1569. Routine...

„[16 I 1970] Tak lepiej, niech się rozkłada i rozrzedza to, co jest na rozkład i rozrzedzenie skazane, co jest rozkładem i rozrzedzeniem samym. Szkoda, że choć tak się rozkłada i rozrzedza, jakoś trzyma się kupy wciąż i nigdy nie może rozłożyć się i rozrzedzić całkiem. Czekam na to codziennie i co noc, jeżeli nie śpię. Właściwie na nic innego nie czekam, ale wiem, że to czekanie beznadziejne mimo mojej nadziei. Więc pomysły i chcenia, żeby jakoś to przyspieszyć, sprowokować, sprawić. Pisałem już o rodzaju teatru, bardzo nędznego, w którym nawet teatru już nie ma, ale z powodów niejasnych przedstawienie trwa, i nie wiadomo dlaczego z coraz większą nudą i złością siedzę i gram dla siebie rolę widza. Stąd różne podejrzenia, na przykład takie, że na niczym innym to nie polega, jak tylko na rutynie, i wystarczyłoby może zdobyć się na odruch, ruch i odwagę – wyskoczyć z rutyny, żeby nareszcie to się zmieniło czy skończyło.

Pisałem zresztą o niejednym i nic się nie dzieje poza czekaniem. A moja rosnąca obojętność wydaje mi się raz obiecująca i płodna, to znowu tylko obojętnością, zamieraniem i odchodzeniem; raczej wynoszą mnie, wynosi mnie coś, niżbym aktywnie cokolwiek ja sam robił”

[Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom II. 1970-1979].

22:45, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 03 czerwca 2016
1568. Worth More...

Aneks do umowy, podwyżka 200 zł od pierwszego czerwca. Brutto to będzie dwa tysiące sto. Plus trzysta kilkadziesiąt złotych premii każdego miesiąca; od sierpnia ma być więcej (razem wychodzi to obecnie coś ponad 1 600). Nadzwyczaj są zadowoleni z mojej pracy. I dla mnie też najlepsze to z wszystkiego, co dotychczas. A przecież nie pozwala się realizować, nie daje sensu, że służy czemuś więcej niż tylko zajmowanie czasu…

„(…) jeżeli atakujemy świat z dostateczną agresją, zaczyna w końcu pluć swoją śmierdzącą kasą; ale nigdy, przenigdy, nie zwróci nam radości”

[Michel Houellebecq, Możliwość wyspy. Przeł. E. Wieleżyńska].

23:17, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
wtorek, 31 maja 2016
1567. Z cyklu: Przeczytane (LIII) - Maj...

1. Henryk Wisner, Władysław IV Waza, Wrocław 2009;

2. Gabriel García Márquez, Na fałszywych papierach w Chile. Przeł. A. Rurarz, Warszawa 2009;

3. Ewa Bieńkowska, Historie florenckie. Sztuka i polityka, Warszawa 2015;

4. Zachar Prilepin, Sańkja. Przeł. K. Wańczyk, Wołowiec 2008;

5. Raymond Carver, Katedra. Przeł. J. Jarniewicz, Warszawa 2010.

Tagi: książki
22:37, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 27 maja 2016
1566. Great Expectations (II)...

Nic już. Jedynie praca i wyczerpanie po niej. A że się kładę późno – nie dziwota. Śpię w nocy 4,5 godziny. Popołudniami przysypianie – utraty przytomności. Czekało się na wiosnę, słońce, ciepło, a teraz wciąż znużenie, nie ma się jak oswoić z dobrą zmianą. Dopiero przed tygodniem pierwszy – i jedyny dotąd – raz krótkie spodenki (dwa lata temu chodziło się tak od początku kwietnia). Bo też to pierwsze moje wakacje będą pracujące. Pod stadionem za to co dnia wysportowana młodzież – na rolkach, deskorolkach i rowerach; wykorzystują połacie betonowe. Kilku już chłopców bez koszulki. Żurawi mniej na polach, za to dziś małe sarny. Czytam zbyt wolno, mniej. Z wrażeń telewizyjnych nastrojowy Jarmusch („Tylko kochankowie przeżyją”, 2013) i Sorrentino („Wszystkie odloty Cheyenne’a”, 2011); do tego Szekspir razy dwa według Warlikowskiego („Burza” z TR Warszawa, rejestracja 2008, i „Poskromienie złośnicy” z Dramatycznego, rejestracja 2005) i kiedyś już widziany „Król Edyp” z Ateneum według Holoubka (rejestracja 2005). Wydaję trzy tysiące w jeden dzień – książki, ekstrawaganckie nieco buty (Nike Air Max) i przede wszystkim nowy obiektyw (dotąd jedynie dziedziczyłem kolejne aparaty, teraz zaczynam się dokształcać, chcę rozwijać). Za trzy tygodnie dłuższy urlop i podróż, nowe miejsca. Wreszcie się coś zadzieje...

„Gdy byliśmy młodzi, życie w wielu swoich przejawach było bezruchem, albo tak tylko nam się dziś wydaje; trwały, czekający na coś bezruch; jakaś czujność. Czekaliśmy w naszym jeszcze nieukształtowanym świecie, przyglądając się badawczo przyszłości (…), jak żołnierze w polu, wypatrując tego, co musi nadejść”

[John Banville, Morze. Przeł. J. Jarniewicz].

23:22, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 18 maja 2016
1565. Bonjour Tristesse (II)...

„(…) jestem nawet gotów uwierzyć, że smutek bierze się częściowo ze mnie samego; że nigdy nie byłem taki, jakiego wszyscy się spodziewali albo jakiego chcieli. W gruncie rzeczy nigdy nie sprawiłem radości nikomu, włącznie z samym sobą; choćbym nie wiem jak się starał, nigdy nie potrafiłem wypełnić niektórych ról, i nigdy się tego nie nauczę…”

[Philip Roth, Nauczyciel pożądania. Przeł. J. Spólny].

22:56, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
środa, 11 maja 2016
1564. Czuły barbarzyńca...

„(…) jest to człowiek czarujący, bardzo wykształcony, szczery, serdeczny, lecz człowiek, który przede wszystkim lubi ciszę, spokój, odpoczynek i który w znacznym stopniu przyczynił się do zmumifikowania swej rodziny, byleby tylko móc samemu żyć według własnego widzimisię, w całkowitym zastoju. Dużo czyta, chętnie rozprawia i łatwo się wzrusza. Brak kontaktów, urazów i potrąceń uczyniły jego naskórek bardzo wrażliwym – mówię oczywiście o naskórku moralnym. Byle co wzrusza go, podnieca lub sprawia mu przykrość”

[Guy de Maupassant, Panna Perełka. Przeł. R. Czekańska-Heymanowa].

piątek, 06 maja 2016
1563. Pan Cogito w Roku Szekspirowskim...

„(…) znów przyłapał się na tym, że stoi w oknie i przygląda się bezdomnym.

Keserű podejrzewał, że za tym szczególnym przyzwyczajeniem kryje się jakaś treść. Czuł nawet, że gdyby udało mu się ją poznać, lepiej zrozumiałby własne życie, którego ostatnio nie rozumiał. Czuł, że od osoby, którą niegdyś znał jako siebie samego, dzieli go przepaść. Hamletowskie pytanie nie brzmiało więc dla Keserű: być albo nie być, ale: jestem czy mnie nie ma”

[Imre Kertész, Likwidacja. Przeł. E. Sobolewska].

22:40, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
sobota, 30 kwietnia 2016
1562. Z cyklu: Przeczytane (LII) - Kwiecień...

1. Mark Lawrence Schrad, Imperium wódki. Alkohol, władza i polityka w Rosji carskiej. Przeł. A. Czwojdrak, Kraków 2015;

2. Mark Lawrence Schrad, Imperium wódki. Pijana polityka od Lenina do Putina. Przeł. A. Czwojdrak, Kraków 2015;

3. Maria Razumovsky, Razumowscy. Rodzina na carskim dworze 1730-1815. Przeł. S. Błaut, Warszawa 2005.

Tagi: książki
22:30, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 23 kwietnia 2016
1561. Black and White...

Wczoraj nareszcie Wrocław, zakupowo. Książka w Empiku (darmowa, bo z karty 50 zł za ankiety w sieci), cztery T-shirty (dwa najładniejsze, z karczkiem w kwiaty, dzień wcześniej wypatrzone w Internecie, w sklepach już niedostępne – uroki wybierania się do miasta raz na kilka tygodni; będąc z prowincji, wciąż jesteś opóźniony, w każdym względzie), blazer à la kurtka motocyklowa, bielizna, dżinsy. Prócz bieli i błękitów coraz więcej w moim ubieraniu się szarości, czerni. Noszę żałobę – po Ani i Warszawie, uzewnętrzniam monochromatyzmy egzystencji…

Tagi: Wrocław
23:54, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 20 kwietnia 2016
1560. Elementary...

Kolejni, dowiadując się z przekazywanych sobie wieści o mym wieku, muszą się u mnie upewnić osobiście. Ciągle to zaskoczenie. Miłe. Choć może to nie tylko wygląd tak zdumiewa, lecz to, że ktoś mający tyle lat, pracuje na podobnym stanowisku. Bo oni średnio młodsi o lat dziesięć, góra trzydziestka – w całym back office (liczącym kilkadziesiąt osób) ja jestem najstarszy. Ustąpić muszą mi w tym względzie nawet lider zespołu, kierownik działu, dyrektor departamentu. Słyszę gdzieś za plecami o ich wakacjach za granicą, związkach, kredytach na mieszkanie, teatrach i siłowniach, i zastanawiam się, tysięczny raz, gdzie zmarnowałem życie... Jako jedyny chyba mieszkam z rodzicami. Ja tylko nie z Wrocławia…

Z Warszawą też podobnie. Gdy informuję ich, że tam spędziłem kilka lat, zawsze wyrywa im się to pytanie. To co tu teraz robisz? Gdzieś, nawet w nich – zadowolonych, już stabilnych – tkwi ta świadomość, jasna prawda, że jeśli już wyrwało się z prowincji, za nic nie wolno wrócić. Ja właśnie tym zgrzeszyłem…

„Człowiek, który pragnie opuścić miejsce, w którym żyje, nie jest szczęśliwy”

[Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu. Przeł. A. Holland].

22:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
sobota, 16 kwietnia 2016
1559. Masz, korzystaj!...

Je na stojąco, przy szafce w korytarzu. Ale porusza się już, wstaje, chodzi. Ma teraz laskę oraz kulę. W odstawkę działka, rower i samochód (nieważny od jakiegoś czasu przegląd – kto załatwi? Trzeba już chyba sprzedać), fotograficzny drogi sprzęt. Zastrzyki i tabletki, zapisy na rehabilitację, możliwa operacja. Boi się zostać sam, łaknie kontaktu, co chwila próbuje zagadywać. Zdany na pomoc żony, która ubiera go, do łez przywodzi. Z synem, co nie potrafi okazywać ciepłych uczuć, się odezwać. Przed rokiem na emeryturę, by teraz być zamkniętym w domu – ten, co nie potrafił siedzieć w jednym miejscu. Kaleką być. To właśnie bezsens tej harówki zwanej życiem – czas wolny się zdobywa dopiero na starość i cierpienie…

Tagi: rodzina
22:18, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 09 kwietnia 2016
1558. Tout va mal...

A jednak bez poprawy. Gorzej. Dzień w łóżku, noc jęczenia. Wysiłek kuśtykania do łazienki. Silny mężczyzna staje się małym dzieckiem. Ten cichy, drżący głos. Jego nerwowość, rzucanie się, napięcie potęgujące jeszcze ból – skupia się tylko na nim, a brak mu cierpliwości, żeby cierpieć (jak gdyby całe to pieprzenie na niedzielnych mszach, żeby „nieść krzyż”, było coś warte, pomagało). Woła do żony „Ratuj mnie!”, do siebie czy do kogoś „Jezu!” (ale Tamtego nigdy nie wzruszają tragedie choćby milionów innych. Każda religia jest maską obojętności Boga, obrazą przyzwoitości, miłosierdzia). Bezsilność – jego, nasza. Jak pomóc, jak zabrać na badania do Wrocławia (syn-łajza nie ma wszak prawa jazdy), sprowadzić w dół trzy piętra. Sam miałem dzisiaj jechać na zakupy odzieżowe – jedna z niewielu moich chwili prywatności, raz na kilka tygodni. Zostaję, bo trzeba zrobić bardziej przyziemne sprawunki, być w domu, gdy wyjdzie mama. Nie da się czytać nic, oglądać ze świadomością, że on tam, za ścianą. Nie słyszeć, nie przejmować się. Mniej jeszcze odtąd życia swego – piekłem mi wydawało się dotychczas, ale czekają jeszcze niższe jego kręgi…

Tagi: rodzina
23:42, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 04 kwietnia 2016
1557. Ojcowie i dzieci...

Tata od kilku tygodni połamany. Jakieś potworne bóle, skurcze – kręgosłup, nogi – nie sposób się poruszać, nie można leżeć, siedzieć. Nie pomagają tabletki i zastrzyki. Co jakiś czas coś jakby przeszywający spazm, tłumione z trudem łkanie, westchnienia „Boże” – nie można nic poradzić. Dopiero dzisiaj ulga, nadzieja na poprawę. Ale nie sposób myśleć coraz częściej o tym, co będzie później, jak się przeciągnie to nie do wytrzymania, jak sobie radzić z tym samemu; o pustce ostatecznej, która przyjdzie po nich i że – dla wyzwolonego wreszcie – ich koniec nic dla mnie nie skończy…

„Nie wierzę w teorię, według której stajemy się naprawdę dorośli dopiero wtedy, gdy umierają nasi rodzice; nigdy nie stajemy się naprawdę dorośli”

[Michel Houellebecq, Platforma. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

czwartek, 31 marca 2016
1556. Z cyklu: Przeczytane (LI) - Marzec...

1. Magdalena Grzebałkowska, 1945. Wojna i pokój, Warszawa 2015;

2. Leonid Cypkin, Lato w Baden. Przeł. R. Papieski, Warszawa 2015;

3. Maurice Keen, Rycerstwo. Przeł. A. Bugaj, Warszawa 2014;

4. Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Tom 1. Miłość. Przeł. K. Tubylewicz, Warszawa 2014;

5. Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Tom 2. Choroba. Przeł. K. Tubylewicz, Warszawa 2014;

6. Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Tom 3. Śmierć. Przeł. K. Tubylewicz, Warszawa 2015;

7. Raymond Carver, O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości. Przeł. K. Puławski, Izabelin 2006.

Tagi: książki
21:41, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 28 marca 2016
1555. Jedyne, jakie miałem...

W dwa dni pochłaniam trzy tomy Gardella. Chłopcy, co uciekają z prowincjonalnych dziur, by zdobyć wolność i odkryć swą tożsamość w wielkim mieście. Uniesienia i upadki w byciu gejem. Lata osiemdziesiąte w Szwecji. Panika początków epidemii AIDS. Emocje, które takie bliskie (po zakończeniu długo nie mogę się otrząsnąć, łkam w łazience). I doświadczenia, których nie da się już zaznać – bo nie umiałem zawalczyć do końca, bo mi nie było dane ciałem czuć tego, co odczuwają wszyscy…

„Jest oczywiste, że można tęsknić za czymś, czego się nigdy nie miało, za kimś, kogo się nie spotkało, lub za czymś, czego się nigdy nie poznało.

Możesz tęsknić za własnym życiem, widząc, że przemknęło obok ciebie”

[Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek.

Tom 1. Miłość. Przeł. K. Tubylewicz].

wtorek, 22 marca 2016
1554. Spectatores...

Oglądamy jednocześnie, choć niezależnie, w różnych pokojach, „Kupca weneckiego” (USA / Wielka Brytania / Włochy / Luksemburg’2004; reż. Michael Radford). Mnie przyciąga tekst, ją Al Pacino i Jeremy Irons. Ona się cieszy z tego, „jak przerobili Żydka”, komedią miłosnych perypetii. Ja widzę tragedię – człowieka, co traktowany niczym pies, znajduje nagle szansę, by ukąsić, ale opresja otoczenia wpycha go w jeszcze większe poniżenie; łajdaka, któremu się należy ludzka godność (fenomenalne, jak antysemicki stereo-typ wygłasza tu swoiste credo humanizmu, apologię równości). Mama jest widzem z epoki Szekspira, ja z czasów postkolonializmu i po Shoah. W tym domu nie ma sensu wymieniać się z kimkolwiek wrażeniami…

piątek, 18 marca 2016
1553. Wysypisko...

„[17 IV 1970] Myślę tutaj o mojej »tożsamości«, »identyczności«. Ja jako moja historia, nagromadzenie zdarzeń, »faktów«, zlepionych w przyzwyczajenia wielkie i małe, odruchy dawno umarłych sytuacji, utrwalone w biernej pamięci osobiste archetypy zachowania się bezsensownie przeżyły okoliczności, którym zawdzięczają swoje narodziny. Magazyn podobny do śmietnika, każda chwila i każda okoliczność moich czterdziestu lat coś tam dorzuciły. I naiwna, sztywna ingerencja tego magazynu w fabułę, moją biografię zewnętrzną, wewnętrzną – jakaż nuda i nieprawda.

Niechże więc moje pisanie, jeżeli ma mieć jakikolwiek sens, a ja jakąkolwiek na nie ochotę, będzie tylko robieniem porządku. Nie, nie segregowaniem magazynu w jakikolwiek nowy system, interpretację, ujęcie… po co? Niech będzie po prostu likwidowaniem magazynu, próbą odesłania tego rupiecia tam, skąd przyszedł – donikąd. Nigdy nie umiałem powiedzieć »tak«. Ale wiem dużo o tym, co »nie tak«. Oto jedyne uczciwe dla mnie pisanie”

[Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom II. 1970-1979].

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 83
Archiwum
Tagi