~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
środa, 20 kwietnia 2016
1560. Elementary...

Kolejni, dowiadując się z przekazywanych sobie wieści o mym wieku, muszą się u mnie upewnić osobiście. Ciągle to zaskoczenie. Miłe. Choć może to nie tylko wygląd tak zdumiewa, lecz to, że ktoś mający tyle lat, pracuje na podobnym stanowisku. Bo oni średnio młodsi o lat dziesięć, góra trzydziestka – w całym back office (liczącym kilkadziesiąt osób) ja jestem najstarszy. Ustąpić muszą mi w tym względzie nawet lider zespołu, kierownik działu, dyrektor departamentu. Słyszę gdzieś za plecami o ich wakacjach za granicą, związkach, kredytach na mieszkanie, teatrach i siłowniach, i zastanawiam się, tysięczny raz, gdzie zmarnowałem życie... Jako jedyny chyba mieszkam z rodzicami. Ja tylko nie z Wrocławia…

Z Warszawą też podobnie. Gdy informuję ich, że tam spędziłem kilka lat, zawsze wyrywa im się to pytanie. To co tu teraz robisz? Gdzieś, nawet w nich – zadowolonych, już stabilnych – tkwi ta świadomość, jasna prawda, że jeśli już wyrwało się z prowincji, za nic nie wolno wrócić. Ja właśnie tym zgrzeszyłem…

„Człowiek, który pragnie opuścić miejsce, w którym żyje, nie jest szczęśliwy”

[Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu. Przeł. A. Holland].

22:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
sobota, 16 kwietnia 2016
1559. Masz, korzystaj!...

Je na stojąco, przy szafce w korytarzu. Ale porusza się już, wstaje, chodzi. Ma teraz laskę oraz kulę. W odstawkę działka, rower i samochód (nieważny od jakiegoś czasu przegląd – kto załatwi? Trzeba już chyba sprzedać), fotograficzny drogi sprzęt. Zastrzyki i tabletki, zapisy na rehabilitację, możliwa operacja. Boi się zostać sam, łaknie kontaktu, co chwila próbuje zagadywać. Zdany na pomoc żony, która ubiera go, do łez przywodzi. Z synem, co nie potrafi okazywać ciepłych uczuć, się odezwać. Przed rokiem na emeryturę, by teraz być zamkniętym w domu – ten, co nie potrafił siedzieć w jednym miejscu. Kaleką być. To właśnie bezsens tej harówki zwanej życiem – czas wolny się zdobywa dopiero na starość i cierpienie…

Tagi: rodzina
22:18, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 09 kwietnia 2016
1558. Tout va mal...

A jednak bez poprawy. Gorzej. Dzień w łóżku, noc jęczenia. Wysiłek kuśtykania do łazienki. Silny mężczyzna staje się małym dzieckiem. Ten cichy, drżący głos. Jego nerwowość, rzucanie się, napięcie potęgujące jeszcze ból – skupia się tylko na nim, a brak mu cierpliwości, żeby cierpieć (jak gdyby całe to pieprzenie na niedzielnych mszach, żeby „nieść krzyż”, było coś warte, pomagało). Woła do żony „Ratuj mnie!”, do siebie czy do kogoś „Jezu!” (ale Tamtego nigdy nie wzruszają tragedie choćby milionów innych. Każda religia jest maską obojętności Boga, obrazą przyzwoitości, miłosierdzia). Bezsilność – jego, nasza. Jak pomóc, jak zabrać na badania do Wrocławia (syn-łajza nie ma wszak prawa jazdy), sprowadzić w dół trzy piętra. Sam miałem dzisiaj jechać na zakupy odzieżowe – jedna z niewielu moich chwili prywatności, raz na kilka tygodni. Zostaję, bo trzeba zrobić bardziej przyziemne sprawunki, być w domu, gdy wyjdzie mama. Nie da się czytać nic, oglądać ze świadomością, że on tam, za ścianą. Nie słyszeć, nie przejmować się. Mniej jeszcze odtąd życia swego – piekłem mi wydawało się dotychczas, ale czekają jeszcze niższe jego kręgi…

Tagi: rodzina
23:42, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 04 kwietnia 2016
1557. Ojcowie i dzieci...

Tata od kilku tygodni połamany. Jakieś potworne bóle, skurcze – kręgosłup, nogi – nie sposób się poruszać, nie można leżeć, siedzieć. Nie pomagają tabletki i zastrzyki. Co jakiś czas coś jakby przeszywający spazm, tłumione z trudem łkanie, westchnienia „Boże” – nie można nic poradzić. Dopiero dzisiaj ulga, nadzieja na poprawę. Ale nie sposób myśleć coraz częściej o tym, co będzie później, jak się przeciągnie to nie do wytrzymania, jak sobie radzić z tym samemu; o pustce ostatecznej, która przyjdzie po nich i że – dla wyzwolonego wreszcie – ich koniec nic dla mnie nie skończy…

„Nie wierzę w teorię, według której stajemy się naprawdę dorośli dopiero wtedy, gdy umierają nasi rodzice; nigdy nie stajemy się naprawdę dorośli”

[Michel Houellebecq, Platforma. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

czwartek, 31 marca 2016
1556. Z cyklu: Przeczytane (LI) - Marzec...

1. Magdalena Grzebałkowska, 1945. Wojna i pokój, Warszawa 2015;

2. Leonid Cypkin, Lato w Baden. Przeł. R. Papieski, Warszawa 2015;

3. Maurice Keen, Rycerstwo. Przeł. A. Bugaj, Warszawa 2014;

4. Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Tom 1. Miłość. Przeł. K. Tubylewicz, Warszawa 2014;

5. Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Tom 2. Choroba. Przeł. K. Tubylewicz, Warszawa 2014;

6. Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Tom 3. Śmierć. Przeł. K. Tubylewicz, Warszawa 2015;

7. Raymond Carver, O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości. Przeł. K. Puławski, Izabelin 2006.

Tagi: książki
21:41, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 28 marca 2016
1555. Jedyne, jakie miałem...

W dwa dni pochłaniam trzy tomy Gardella. Chłopcy, co uciekają z prowincjonalnych dziur, by zdobyć wolność i odkryć swą tożsamość w wielkim mieście. Uniesienia i upadki w byciu gejem. Lata osiemdziesiąte w Szwecji. Panika początków epidemii AIDS. Emocje, które takie bliskie (po zakończeniu długo nie mogę się otrząsnąć, łkam w łazience). I doświadczenia, których nie da się już zaznać – bo nie umiałem zawalczyć do końca, bo mi nie było dane ciałem czuć tego, co odczuwają wszyscy…

„Jest oczywiste, że można tęsknić za czymś, czego się nigdy nie miało, za kimś, kogo się nie spotkało, lub za czymś, czego się nigdy nie poznało.

Możesz tęsknić za własnym życiem, widząc, że przemknęło obok ciebie”

[Jonas Gardell, Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek.

Tom 1. Miłość. Przeł. K. Tubylewicz].

wtorek, 22 marca 2016
1554. Spectatores...

Oglądamy jednocześnie, choć niezależnie, w różnych pokojach, „Kupca weneckiego” (USA / Wielka Brytania / Włochy / Luksemburg’2004; reż. Michael Radford). Mnie przyciąga tekst, ją Al Pacino i Jeremy Irons. Ona się cieszy z tego, „jak przerobili Żydka”, komedią miłosnych perypetii. Ja widzę tragedię – człowieka, co traktowany niczym pies, znajduje nagle szansę, by ukąsić, ale opresja otoczenia wpycha go w jeszcze większe poniżenie; łajdaka, któremu się należy ludzka godność (fenomenalne, jak antysemicki stereo-typ wygłasza tu swoiste credo humanizmu, apologię równości). Mama jest widzem z epoki Szekspira, ja z czasów postkolonializmu i po Shoah. W tym domu nie ma sensu wymieniać się z kimkolwiek wrażeniami…

piątek, 18 marca 2016
1553. Wysypisko...

„[17 IV 1970] Myślę tutaj o mojej »tożsamości«, »identyczności«. Ja jako moja historia, nagromadzenie zdarzeń, »faktów«, zlepionych w przyzwyczajenia wielkie i małe, odruchy dawno umarłych sytuacji, utrwalone w biernej pamięci osobiste archetypy zachowania się bezsensownie przeżyły okoliczności, którym zawdzięczają swoje narodziny. Magazyn podobny do śmietnika, każda chwila i każda okoliczność moich czterdziestu lat coś tam dorzuciły. I naiwna, sztywna ingerencja tego magazynu w fabułę, moją biografię zewnętrzną, wewnętrzną – jakaż nuda i nieprawda.

Niechże więc moje pisanie, jeżeli ma mieć jakikolwiek sens, a ja jakąkolwiek na nie ochotę, będzie tylko robieniem porządku. Nie, nie segregowaniem magazynu w jakikolwiek nowy system, interpretację, ujęcie… po co? Niech będzie po prostu likwidowaniem magazynu, próbą odesłania tego rupiecia tam, skąd przyszedł – donikąd. Nigdy nie umiałem powiedzieć »tak«. Ale wiem dużo o tym, co »nie tak«. Oto jedyne uczciwe dla mnie pisanie”

[Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom II. 1970-1979].

niedziela, 13 marca 2016
1552. Silenzio di tomba...

Panowie robią wspólne zdjęcie na Dzień Kobiet – trzymane kartoniki (ja kucam w pierwszym rzędzie) układają się we „Wszystkiego najlepszego, Babeczki” (a były dla nich jeszcze babeczki z czekolady). Tych kilka minut w hallu, dziesiątki nieznanych twarzy – nie rozmawiam tutaj z mężczyznami, oni zawsze byli obcym dla mnie światem. Nie poznaję ludzi spoza swojej grupy (15 na 200 osób), prędzej się uśmiechnę w odpowiedzi, niż przemówię, a każde wypowiadane zdanie przynosi zaskoczenie – nie panuję nad prozodią, wstydzę się głosu. Gdyby tak być niemową – nie jestem, lecz staram się usilnie… Czy głos właśnie mnie demaskował od dzieciństwa, od niego się zaczęło wyśmiewanie? Postępująca samoizolacja, impulsów z zewnątrz brak – wewnątrz zaś płytkie, puste, nie daje inspiracji do pisania. Jedynie konfrontowanie się ze światem rodzi słowa; tak upragniona niezależność od wszystkiego to przecież jednocześnie cisza grobu…

22:57, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
czwartek, 03 marca 2016
1551. Ulotność i kajdany...

Zima powraca na dwa dni. W poniedziałkowy ranek śnieg na wszystkim – czy też: ze śniegu wszystko, bo oblepione szczelnie mokrymi drobinkami najmniejsze nawet źdźbła, gałązki. Potężne drzewa wydają się jak z porcelany; las-poemat. Chciałoby się to uwiecznić, jak w Warszawie, gdy się jechało wcześnie „upolować” w takiej szacie Świątynię Sybilli czy Zamek Ujazdowski. Tymczasem już się nie robi wcale zdjęć – jedyna rozrywka i wytchnienie odłożone, musiały ustąpić pracy. Przerażające, że ta konieczność do przeżycia jest jednocześnie czymś, co właśnie żyć – tak, jak by się to widziało – nie pozwala…

Tagi: praca
22:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 29 lutego 2016
1550. Z cyklu: Przeczytane (L) - Luty...

1. Sándor Márai, Pierwsza miłość. Przeł. F. Netz, Warszawa 2007;

2. José Carlos Somoza, Klara i półmrok. Przeł. M. Perlin, A. Trznadel-Szczepanek i B. Wyrzykowska, Warszawa 2004;

3. Jan Białostocki, Sztuka XV wieku. Od Parlerów do Dürera. Przeł. G. Przewłocki, Warszawa 2010;

4. Serhij Żadan, Hymn demokratycznej młodzieży. Przeł. M. Petryk, Wołowiec 2008;

5. Pawieł Basiński, Lew Tołstoj. Ucieczka z raju. Przeł. J. Czech, Warszawa 2015.

Tagi: książki
20:27, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 27 lutego 2016
1549. Kronika wypadków bynajmniej nie miłosnych...

Powrót na Fellow, nie wiem po co. Ostatnia rzecz, na jaką teraz jestem gotów, to spotkanie (jak gdybym kiedykolwiek zresztą był na randce). W pracy, na wejściu, bukiet żonkili; wiosna. W środę mój pierwszy urlop (pracuję 3,5 miesiąca); dziś pociąg do Wrocławia, jak codziennie, ale nie Stadion – Centrum. Na polach żurawi coraz więcej (zimą po kilka, ostatnio naliczyłem aż trzydzieści), na niebie klucze dzikich gęsi; saren dziesiątki, w tym samym miejscu regularnie para lisów. Próbuję kupić dżinsy – z tym zawsze jest najtrudniej; wszystko zbyt wąskie teraz. Przeglądam kilka książek (mam kartę, wartą 50 zł, za wypełnianie ankiet w Internecie, lecz wszystko, co by mogło mnie interesować, nieco droższe), na Placu Solnym już rozchodzi się manifestacja KOD-u. Odnotowuję nowe przejście w ciągu Świdnickiej i bielejące OVO. Wczoraj powrotny pociąg utknął wraz ze mną stację wcześniej (ojciec musiał przyjechać samochodem; od kiedy most jest, to nie problem. Ile jednakże było takich przygód dojazdowych od lat studiów – urok mieszkania w Pierdziszewie), dziś już bez przeszkód, nie licząc zatłoczenia. Nic więcej się nie wydarzyło, kolejne coś – nieprędko…

22:57, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 24 lutego 2016
1548. Bilans pierwszych 100 dni PiS-obolszewii...

„Sądy ogólne mają to do siebie, że znoszą wszelki światłocień wątpiącej z zasady jednostki.

Władze kraju, w jakim miałem nieszczęście się urodzić, odnoszą niewątpliwe sukcesy w praniu mózgów swojego elektoratu, gdyż do perfekcji opanowały sztukę redukcji każdego komunikatu do pozycji sądu ogólnego. Bóg, naród, suweren, Prezes, Polska – to nudne kwantyfikatory. Trzeba było je na nowo rozruszać. Dodać im paliwa, pogrzebać w resentymentach, mitach i kompleksach jak w kompostowniku. No i od razu się udało! Wrze nam oto społeczeństwo, podzielone jak tuczniki w zagrodach, i wrzenie to gwarantuje trwanie władzy, która opiera się na sądach ogólnych, z nich czerpie żywotne soki nienawiści do własnych obywateli. Na dobrą sprawę najbardziej na rękę władzy pójdziemy jako ta biomasa wtedy, kiedy zaczniemy nawzajem się wyrzynać. Logika podsycania wrzenia finalnie doprowadzi do takich lokalnych wyrżnięć.

(…) mieć świadomość praw i obowiązków obywatela demokratycznego kraju to jedno. Bronić tych praw i obowiązków to drugie. Na razie jednak jako społeczeństwo jesteśmy biomasą, która wydała z siebie, w akcie wolnych wyborów, swoją reprezentację. I na tym etapie nie zasługujemy na nic więcej.

(…) Gdziekolwiek odwracam głowę, mówi do mnie paranoiczna szczekaczka nienawiści. Hodowaliśmy ją długo, najpewniej całe te 27 lat demokracji. Teraz odezwała się głośniej i dobitniej ustami sąsiadów, ludzi, których znamy jako porządnych obywateli. Problem nie leży w obronie demokracji przed paroma konusami, którzy jej zagrażają. Rzecz rozbija się o znacznie poważniejszą kwestię świadomości społecznej i umiejętności rozpoznawania natury polityki jako takiej. Bo nie barwy partyjne się liczą, tylko zasada funkcjonowania władzy”

[Krzysztof Siwczyk, Szarzy, burzy ludzie, „POLITYKA” 2016, nr 7].

22:29, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
piątek, 19 lutego 2016
1547. I ty możesz zostać kanibalem...

Rozprawiają o adekwatnej represji dla Hannibala z Żoliborza (jego odcinek serialu o Lecterze: dekapitacja, podróż taksówką z rozczłonkowanym ciałem w torbie, próba spalenia zwłok). Delektują się repertuarem tortur dla takich zwyrodnialców. „Tłum przystawia komuś do twarzy pięści / Żądają dla niego kary śmierci” [Kult, Polska. Słowa: Kazik Staszewski]. Porządni obywatele, dobrzy ludzie, „jutro spotkają się w kościele”. A jednak niczym się w tym momencie nie różnią od tamtego. Bo „czy jeżeli ludożerca je widelcem i nożem – to postęp?” [Stanisław Jerzy Lec]...

23:05, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 15 lutego 2016
1546. Choć za oknem coraz jaśniej...

„Jego myślami rządziła ta sama monotonia, co jego działaniami, a ich następstwo odpowiadało porządkowi dnia. (…)

A za tymi miarowymi codziennymi myślami, jak za słowami napisanymi na szkle, rozpościerała się ciemność, ciemność, w którą nie należy spoglądać”

[Vladimir Nabokov, Król, dama, walet. Przeł. L. Engelking].

poniedziałek, 08 lutego 2016
1545. Ma fin est mon commencement...

Zdecydowało się. Umowa na dwa lata (pierwszy raz w życiu tak długa perspektywa, jakiś horyzont, przyszłość), te same obowiązki… oraz pensja – jak będą możliwości, będzie podwyżka, choć starsi stażem pierwsi są w kolejce; do tego premia 15% od podstawy, uznaniowa i 5% co kwartał (?). Akurat jutro kończy się mój bilet trzymiesięczny na pociągi (droższy, niestety, znacznie niż 90 dni w Warszawie) – pora na szereg nowych. Czas będzie teraz płynąć jednostajnie, a każdy dzień tak samo. Wakacje – znowu pierwszy raz – trwać będą ledwie dwa tygodnie. To taki początek, co zamyka; szansa, która wiąże się z rezygnowaniem…

Tagi: praca
22:52, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 03 lutego 2016
1544. Rozdroża i koleiny...

Czasem zbyt duże tempo, nieraz migreny wieczorami (jak dziś, po ośmiu godzinach przed ekranem), zmęczenie dojazdami (bywa się co dzień we Wrocławiu, choć się nie widzi miasta – wokół stadionu brak nawet kiosku z gazetami; dzień jeszcze krótki, idzie się wprost na pociąg – nie to, co czas w stolicy, kiedy po pracy było jeszcze Śródmieście, parki, Wilanów czy Ogród Botaniczny), a jednak można to – jeśli nie lubić, to choć jakoś oswoić. Gdybyż to jeszcze mogło być w Warszawie, czułbym się wręcz spełniony. Lepszej pracy nie znajdę, tym bardziej należy to doceniać. Pięć dni przed końcem mej umowy brak jakichś wyraźnych deklaracji. Są tylko pewne sygnały – dwa razy premia (200 i 250 zł, choć się stażowo nie kwalifikuję) z „oby tak dalej” w mailu; sesja zdjęciowa; żądanie, bym wskazał letni urlop (na szybko wybieram przełom czerwca-lipca). Zarazem zaś przypuszczam, że kogoś zastępuję (chyba jakieś zwolnienie od lekarza, wypadek czy choroba), tak więc zamiast umowy na dwa lata, być może mi zaproponują coś krótszego. Zgodzę się, co mam robić – wreszcie trochę zarabiam (jest jeszcze kilka książek do kupienia, zepsuł mi się aparat z dużym zoomem), mniej jest okazji do irytacji w domu. Innego życia nie ma…

„Ile to lat temu uchyliłem się przed najwyższym posłannictwem? (…) Co odtąd robiłem? Właściwie nic.

A przynajmniej – nic istotnego. Można by powiedzieć, że, w bardzo przyziemnym i ekonomicznym sensie, byłem zajęty przetrwaniem”

[Daniel Kehlmann, Beerholm przedstawia. Przeł. J. Ekier].

niedziela, 31 stycznia 2016
1543. Z cyklu: Przeczytane (XLIX) - Styczeń...

1. Tomáš Zmeškal, List miłosny pismem klinowym. Przeł. D. Dobrew, Warszawa 2011;

2. Helen Rawlings, Inkwizycja hiszpańska. Przeł. M. Piątek, Kraków 2009;

3. Mikołaj Gogol, Taras Bulba. Przeł. A. Ziemny, Warszawa 2002;

4. Igor Štiks, Krzesło Eliasza. Przeł. D. Cirlić-Straszyńska, Warszawa 2009;

5. Jan Knothe, Sztuka budowania (z ilustracjami Autora), Kraków 2015;

6. Michel Houellebecq, Uległość. Przeł. B. Geppert, Warszawa 2015;

7. Susan Sontag, W Ameryce. Przeł. J. Anders, Warszawa 2003;

8. Anna Piwkowska, Achmatowa, czyli Rosja, Warszawa 2015;

9. Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski, Spacerownik. Pałac Kultury i Nauki. Socrealistyczna Warszawa, Warszawa 2015.

Tagi: książki
21:00, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 26 stycznia 2016
1542. Insider...

Po zakończeniu pracy zostaję co dzień jeszcze jakieś dwadzieścia minut, czekając na pociąg. Zamykam szafy w skanerowni, wyłączam urządzenia, odnoszę dokumenty do archiwum. Jednej z odrabiających godziny nieobecności koleżanek udaje się pociągnąć mnie nieco za język. Ile mam lat (to zawsze wywołuje zaskoczenie – „jako dziewczyna chciałabym tak wyglądać, mając trzydzieści pięć”, dodaje druga. Tu niemal wszyscy młodsi), gdzie pracowałem, co robiłem w Warszawie. „Powoli przestajesz być taką zagadką”. Tylko co jeszcze można zdradzić? Czy w moim życiu jest lub zdarzyło się coś jeszcze?...

„– Jest pan bardzo milczącym człowiekiem – usłyszał jej stwierdzenie po drugiej sesji.

– Wszyscy wewnątrz jesteśmy tacy (…).

– Ale na zewnątrz nie ma wielu takich jak pan”

[José Carlos Somoza, Trzynasta dama. Przeł. B. Wyrzykowska].

21:13, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 22 stycznia 2016
1541. Expositio...

Trzy dni trwa w kancelarii profesjonalna sesja zdjęć dla wszystkich dwustu pracowników. Pierwotnie zaleca się strój biznesowy: garnitur, jasna koszula; ostatecznie dopuszczono jednak dżinsy – na szczęście, bo innych spodni nie mam. Koszule, jeśli już, to noszę czarne, więc trzeba było znaleźć w szafie białą sprzed ponad dziesięciu lat – krawat skrywał kołnierzyk, co się już nie da zapiąć. Marynarkę musiałem przywieźć w reklamówce, bo przecież zima, puchowa kurtka, zbyt wąski płaszcz – zła pora roku na strojenie. Pudrują mnie, a potem focą z różnych ujęć – zapewne zapomniałem się uśmiechnąć, wygładzić gors, uwidocznić mankiety i zgrabniej złożyć ręce. Nie wiem, jak wyszło – to będzie stresująca niespodzianka, bo portret uwidoczni się na stronie firmy (?) oraz w systemie poczty. Ale idea słuszna – jedyna dla mnie szansa, by wiedzieć, kto jest kto, nazwisko móc zestawić z twarzą, odezwać się do dotąd anonimowego i jeszcze kogoś poznać…

Tagi: praca
22:33, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 82
Archiwum
Tagi