~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
niedziela, 13 marca 2016
1552. Silenzio di tomba...

Panowie robią wspólne zdjęcie na Dzień Kobiet – trzymane kartoniki (ja kucam w pierwszym rzędzie) układają się we „Wszystkiego najlepszego, Babeczki” (a były dla nich jeszcze babeczki z czekolady). Tych kilka minut w hallu, dziesiątki nieznanych twarzy – nie rozmawiam tutaj z mężczyznami, oni zawsze byli obcym dla mnie światem. Nie poznaję ludzi spoza swojej grupy (15 na 200 osób), prędzej się uśmiechnę w odpowiedzi, niż przemówię, a każde wypowiadane zdanie przynosi zaskoczenie – nie panuję nad prozodią, wstydzę się głosu. Gdyby tak być niemową – nie jestem, lecz staram się usilnie… Czy głos właśnie mnie demaskował od dzieciństwa, od niego się zaczęło wyśmiewanie? Postępująca samoizolacja, impulsów z zewnątrz brak – wewnątrz zaś płytkie, puste, nie daje inspiracji do pisania. Jedynie konfrontowanie się ze światem rodzi słowa; tak upragniona niezależność od wszystkiego to przecież jednocześnie cisza grobu…

22:57, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
czwartek, 03 marca 2016
1551. Ulotność i kajdany...

Zima powraca na dwa dni. W poniedziałkowy ranek śnieg na wszystkim – czy też: ze śniegu wszystko, bo oblepione szczelnie mokrymi drobinkami najmniejsze nawet źdźbła, gałązki. Potężne drzewa wydają się jak z porcelany; las-poemat. Chciałoby się to uwiecznić, jak w Warszawie, gdy się jechało wcześnie „upolować” w takiej szacie Świątynię Sybilli czy Zamek Ujazdowski. Tymczasem już się nie robi wcale zdjęć – jedyna rozrywka i wytchnienie odłożone, musiały ustąpić pracy. Przerażające, że ta konieczność do przeżycia jest jednocześnie czymś, co właśnie żyć – tak, jak by się to widziało – nie pozwala…

Tagi: praca
22:59, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 29 lutego 2016
1550. Z cyklu: Przeczytane (L) - Luty...

1. Sándor Márai, Pierwsza miłość. Przeł. F. Netz, Warszawa 2007;

2. José Carlos Somoza, Klara i półmrok. Przeł. M. Perlin, A. Trznadel-Szczepanek i B. Wyrzykowska, Warszawa 2004;

3. Jan Białostocki, Sztuka XV wieku. Od Parlerów do Dürera. Przeł. G. Przewłocki, Warszawa 2010;

4. Serhij Żadan, Hymn demokratycznej młodzieży. Przeł. M. Petryk, Wołowiec 2008;

5. Pawieł Basiński, Lew Tołstoj. Ucieczka z raju. Przeł. J. Czech, Warszawa 2015.

Tagi: książki
20:27, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 27 lutego 2016
1549. Kronika wypadków bynajmniej nie miłosnych...

Powrót na Fellow, nie wiem po co. Ostatnia rzecz, na jaką teraz jestem gotów, to spotkanie (jak gdybym kiedykolwiek zresztą był na randce). W pracy, na wejściu, bukiet żonkili; wiosna. W środę mój pierwszy urlop (pracuję 3,5 miesiąca); dziś pociąg do Wrocławia, jak codziennie, ale nie Stadion – Centrum. Na polach żurawi coraz więcej (zimą po kilka, ostatnio naliczyłem aż trzydzieści), na niebie klucze dzikich gęsi; saren dziesiątki, w tym samym miejscu regularnie para lisów. Próbuję kupić dżinsy – z tym zawsze jest najtrudniej; wszystko zbyt wąskie teraz. Przeglądam kilka książek (mam kartę, wartą 50 zł, za wypełnianie ankiet w Internecie, lecz wszystko, co by mogło mnie interesować, nieco droższe), na Placu Solnym już rozchodzi się manifestacja KOD-u. Odnotowuję nowe przejście w ciągu Świdnickiej i bielejące OVO. Wczoraj powrotny pociąg utknął wraz ze mną stację wcześniej (ojciec musiał przyjechać samochodem; od kiedy most jest, to nie problem. Ile jednakże było takich przygód dojazdowych od lat studiów – urok mieszkania w Pierdziszewie), dziś już bez przeszkód, nie licząc zatłoczenia. Nic więcej się nie wydarzyło, kolejne coś – nieprędko…

22:57, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 24 lutego 2016
1548. Bilans pierwszych 100 dni PiS-obolszewii...

„Sądy ogólne mają to do siebie, że znoszą wszelki światłocień wątpiącej z zasady jednostki.

Władze kraju, w jakim miałem nieszczęście się urodzić, odnoszą niewątpliwe sukcesy w praniu mózgów swojego elektoratu, gdyż do perfekcji opanowały sztukę redukcji każdego komunikatu do pozycji sądu ogólnego. Bóg, naród, suweren, Prezes, Polska – to nudne kwantyfikatory. Trzeba było je na nowo rozruszać. Dodać im paliwa, pogrzebać w resentymentach, mitach i kompleksach jak w kompostowniku. No i od razu się udało! Wrze nam oto społeczeństwo, podzielone jak tuczniki w zagrodach, i wrzenie to gwarantuje trwanie władzy, która opiera się na sądach ogólnych, z nich czerpie żywotne soki nienawiści do własnych obywateli. Na dobrą sprawę najbardziej na rękę władzy pójdziemy jako ta biomasa wtedy, kiedy zaczniemy nawzajem się wyrzynać. Logika podsycania wrzenia finalnie doprowadzi do takich lokalnych wyrżnięć.

(…) mieć świadomość praw i obowiązków obywatela demokratycznego kraju to jedno. Bronić tych praw i obowiązków to drugie. Na razie jednak jako społeczeństwo jesteśmy biomasą, która wydała z siebie, w akcie wolnych wyborów, swoją reprezentację. I na tym etapie nie zasługujemy na nic więcej.

(…) Gdziekolwiek odwracam głowę, mówi do mnie paranoiczna szczekaczka nienawiści. Hodowaliśmy ją długo, najpewniej całe te 27 lat demokracji. Teraz odezwała się głośniej i dobitniej ustami sąsiadów, ludzi, których znamy jako porządnych obywateli. Problem nie leży w obronie demokracji przed paroma konusami, którzy jej zagrażają. Rzecz rozbija się o znacznie poważniejszą kwestię świadomości społecznej i umiejętności rozpoznawania natury polityki jako takiej. Bo nie barwy partyjne się liczą, tylko zasada funkcjonowania władzy”

[Krzysztof Siwczyk, Szarzy, burzy ludzie, „POLITYKA” 2016, nr 7].

22:29, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
piątek, 19 lutego 2016
1547. I ty możesz zostać kanibalem...

Rozprawiają o adekwatnej represji dla Hannibala z Żoliborza (jego odcinek serialu o Lecterze: dekapitacja, podróż taksówką z rozczłonkowanym ciałem w torbie, próba spalenia zwłok). Delektują się repertuarem tortur dla takich zwyrodnialców. „Tłum przystawia komuś do twarzy pięści / Żądają dla niego kary śmierci” [Kult, Polska. Słowa: Kazik Staszewski]. Porządni obywatele, dobrzy ludzie, „jutro spotkają się w kościele”. A jednak niczym się w tym momencie nie różnią od tamtego. Bo „czy jeżeli ludożerca je widelcem i nożem – to postęp?” [Stanisław Jerzy Lec]...

23:05, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 15 lutego 2016
1546. Choć za oknem coraz jaśniej...

„Jego myślami rządziła ta sama monotonia, co jego działaniami, a ich następstwo odpowiadało porządkowi dnia. (…)

A za tymi miarowymi codziennymi myślami, jak za słowami napisanymi na szkle, rozpościerała się ciemność, ciemność, w którą nie należy spoglądać”

[Vladimir Nabokov, Król, dama, walet. Przeł. L. Engelking].

poniedziałek, 08 lutego 2016
1545. Ma fin est mon commencement...

Zdecydowało się. Umowa na dwa lata (pierwszy raz w życiu tak długa perspektywa, jakiś horyzont, przyszłość), te same obowiązki… oraz pensja – jak będą możliwości, będzie podwyżka, choć starsi stażem pierwsi są w kolejce; do tego premia 15% od podstawy, uznaniowa i 5% co kwartał (?). Akurat jutro kończy się mój bilet trzymiesięczny na pociągi (droższy, niestety, znacznie niż 90 dni w Warszawie) – pora na szereg nowych. Czas będzie teraz płynąć jednostajnie, a każdy dzień tak samo. Wakacje – znowu pierwszy raz – trwać będą ledwie dwa tygodnie. To taki początek, co zamyka; szansa, która wiąże się z rezygnowaniem…

Tagi: praca
22:52, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 03 lutego 2016
1544. Rozdroża i koleiny...

Czasem zbyt duże tempo, nieraz migreny wieczorami (jak dziś, po ośmiu godzinach przed ekranem), zmęczenie dojazdami (bywa się co dzień we Wrocławiu, choć się nie widzi miasta – wokół stadionu brak nawet kiosku z gazetami; dzień jeszcze krótki, idzie się wprost na pociąg – nie to, co czas w stolicy, kiedy po pracy było jeszcze Śródmieście, parki, Wilanów czy Ogród Botaniczny), a jednak można to – jeśli nie lubić, to choć jakoś oswoić. Gdybyż to jeszcze mogło być w Warszawie, czułbym się wręcz spełniony. Lepszej pracy nie znajdę, tym bardziej należy to doceniać. Pięć dni przed końcem mej umowy brak jakichś wyraźnych deklaracji. Są tylko pewne sygnały – dwa razy premia (200 i 250 zł, choć się stażowo nie kwalifikuję) z „oby tak dalej” w mailu; sesja zdjęciowa; żądanie, bym wskazał letni urlop (na szybko wybieram przełom czerwca-lipca). Zarazem zaś przypuszczam, że kogoś zastępuję (chyba jakieś zwolnienie od lekarza, wypadek czy choroba), tak więc zamiast umowy na dwa lata, być może mi zaproponują coś krótszego. Zgodzę się, co mam robić – wreszcie trochę zarabiam (jest jeszcze kilka książek do kupienia, zepsuł mi się aparat z dużym zoomem), mniej jest okazji do irytacji w domu. Innego życia nie ma…

„Ile to lat temu uchyliłem się przed najwyższym posłannictwem? (…) Co odtąd robiłem? Właściwie nic.

A przynajmniej – nic istotnego. Można by powiedzieć, że, w bardzo przyziemnym i ekonomicznym sensie, byłem zajęty przetrwaniem”

[Daniel Kehlmann, Beerholm przedstawia. Przeł. J. Ekier].

niedziela, 31 stycznia 2016
1543. Z cyklu: Przeczytane (XLIX) - Styczeń...

1. Tomáš Zmeškal, List miłosny pismem klinowym. Przeł. D. Dobrew, Warszawa 2011;

2. Helen Rawlings, Inkwizycja hiszpańska. Przeł. M. Piątek, Kraków 2009;

3. Mikołaj Gogol, Taras Bulba. Przeł. A. Ziemny, Warszawa 2002;

4. Igor Štiks, Krzesło Eliasza. Przeł. D. Cirlić-Straszyńska, Warszawa 2009;

5. Jan Knothe, Sztuka budowania (z ilustracjami Autora), Kraków 2015;

6. Michel Houellebecq, Uległość. Przeł. B. Geppert, Warszawa 2015;

7. Susan Sontag, W Ameryce. Przeł. J. Anders, Warszawa 2003;

8. Anna Piwkowska, Achmatowa, czyli Rosja, Warszawa 2015;

9. Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski, Spacerownik. Pałac Kultury i Nauki. Socrealistyczna Warszawa, Warszawa 2015.

Tagi: książki
21:00, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 26 stycznia 2016
1542. Insider...

Po zakończeniu pracy zostaję co dzień jeszcze jakieś dwadzieścia minut, czekając na pociąg. Zamykam szafy w skanerowni, wyłączam urządzenia, odnoszę dokumenty do archiwum. Jednej z odrabiających godziny nieobecności koleżanek udaje się pociągnąć mnie nieco za język. Ile mam lat (to zawsze wywołuje zaskoczenie – „jako dziewczyna chciałabym tak wyglądać, mając trzydzieści pięć”, dodaje druga. Tu niemal wszyscy młodsi), gdzie pracowałem, co robiłem w Warszawie. „Powoli przestajesz być taką zagadką”. Tylko co jeszcze można zdradzić? Czy w moim życiu jest lub zdarzyło się coś jeszcze?...

„– Jest pan bardzo milczącym człowiekiem – usłyszał jej stwierdzenie po drugiej sesji.

– Wszyscy wewnątrz jesteśmy tacy (…).

– Ale na zewnątrz nie ma wielu takich jak pan”

[José Carlos Somoza, Trzynasta dama. Przeł. B. Wyrzykowska].

21:13, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 22 stycznia 2016
1541. Expositio...

Trzy dni trwa w kancelarii profesjonalna sesja zdjęć dla wszystkich dwustu pracowników. Pierwotnie zaleca się strój biznesowy: garnitur, jasna koszula; ostatecznie dopuszczono jednak dżinsy – na szczęście, bo innych spodni nie mam. Koszule, jeśli już, to noszę czarne, więc trzeba było znaleźć w szafie białą sprzed ponad dziesięciu lat – krawat skrywał kołnierzyk, co się już nie da zapiąć. Marynarkę musiałem przywieźć w reklamówce, bo przecież zima, puchowa kurtka, zbyt wąski płaszcz – zła pora roku na strojenie. Pudrują mnie, a potem focą z różnych ujęć – zapewne zapomniałem się uśmiechnąć, wygładzić gors, uwidocznić mankiety i zgrabniej złożyć ręce. Nie wiem, jak wyszło – to będzie stresująca niespodzianka, bo portret uwidoczni się na stronie firmy (?) oraz w systemie poczty. Ale idea słuszna – jedyna dla mnie szansa, by wiedzieć, kto jest kto, nazwisko móc zestawić z twarzą, odezwać się do dotąd anonimowego i jeszcze kogoś poznać…

Tagi: praca
22:33, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 19 stycznia 2016
1540. Szopka...

Mama wymusza na ojcu akcję przeciw poparciu Kościoła dla PiS-u – nie przyjmiemy księdza po kolędzie tego roku. Protest okazuje się dosłownie cichy – czekamy, udając, że nas nie ma (przez godzinę – w jedynej wolnej porze przeznaczonej na czytanie w dniu powszednim – muszę siedzieć przy niemal zgaszonym świetle, by nie widać było z zewnątrz – a mam pokój właśnie od strony podwórka oraz drzwi do klatki – że ktoś w domu). To ma niby dać im do myślenia. A za rok pozwoli w razie czego skłamać, że coś nam wypadło i jak gdyby nigdy nic, po katolicku przyjąć dobrodzieja, wcisnąć mu kopertę. Gdy mówię: tchórzostwo – słyszę zaprzeczenia, oburzenie. I wtedy dopiero chce się rzygać...

„Prawdziwy hipokryta nie dostrzega już kłamstwa, kłamie szczerze”

[André Gide, Dziennik „Fałszerzy”. Przeł. J. Rogoziński].

22:32, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 16 stycznia 2016
1539. Délires actifs de la passion...

W czwartek, pod pretekstem wyjścia po „POLITYKĘ”, odbiór przesyłki z paczkomatu – udaje się przemycić ją niepostrzeżenie do pokoju (każda kolejna książka to matki z troską głos, że nie ma miejsca już, że przecież tyle ich; jak gdyby książki – i pieniądze – mogły się zawrzeć w jakiejś skończonej, uznanej za wystarczającą liczbie). Przychodzą: Basiński o Tołstoju, Achmatowa Piwkowskiej, ostatni Houellebecq, gejowska trylogia Gardella, Bieńkowska o Florencji oraz Rzymie, Márai w podróży i Margolin wśród zeków. Wczoraj wielki remanent wśród szafek z ubraniami – składam na nowo każdą bluzkę, sweter, przenoszę tam bieliznę, zyskując miejsce pod segregatory (zeszyty historyczne), co idą do zamknięcia, zwalniając jednocześnie kawał półki. Dziś już przemeblowanie pełne pasji pośród tomów – tych kilka zyskanych centymetrów to nowe możliwości w rozstawie nieco logiczniejszym względem treści, zgrabniejszym wśród formatów. Przygotowana jednocześnie przestrzeń pod kolejne – w planach np. kilka opasłych opracowań o sztuce XV wieku…

Takie to moje rozrywki wieczorowe, gdy już powrócę z pracy; jedyne przejawy aktywności w mój czas wolny…

„Dni mijały mu pośród tej samej nudy i nabytych przyzwyczajeń”

[Gustave Flaubert, Szkoła uczuć. Przeł. A. Micińska].

23:08, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 08 stycznia 2016
1538. Consuetudo altera natura est...

„Samotność, w jakiej żył od lat, a nawykłszy, uodpornił się na nią i przestał ją odczuwać, zaatakowała go jak nieznany, całkiem nowy wróg i osaczała ze wszystkich stron. Czuł się bardziej niż kiedykolwiek odsunięty od rodziny (…).

Niekiedy dawało mu się we znaki nawet przykre, upokarzające uczucie nudy. (…) wiódł nienaturalny, ale konsekwentny żywot dobrowolnego pustelnika, którego życie przestało już interesować i który istnienie swoje raczej znosi, niż przeżywa”

[Hermann Hesse, Rosshalde. Przeł. M. Łukasiewicz].

22:00, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
poniedziałek, 04 stycznia 2016
1537. The Saddest Story...

I jeszcze jedno – tym razem wątpliwe – osiągnięcie w minionym roku: zero spotkań prywatnych, żadnej rozmowy w cztery oczy z kimś znajomym, lubianym, bliskim (jeden zaledwie, przypadkiem sprowokowany telefon – i zwyczajowe skrępowanie moje przy tym medium). Nikogo takiego w promieniu kilkuset kilometrów. Nikogo już w ogóle. Żal – i świadomość jednocześnie, że przecież do tego się dążyło: unikając, nie zacieśniając, nie umiejąc. Chciałoby się inaczej – lecz chyba tylko tam; tu lepiej tak jak teraz. Obrażony na warunki swego życia, na siebie za ich kształt, wykrawam własną rzeczywistość, w której ja tylko – jedyny świadek swoich niezręczności. Czytanie (izolacja) miast socjalizowania, przyglądanie się światu w miejsce uczestnictwa…

„(…) jakby książki rzeczywiście przedstawiały życie, jakby jakiekolwiek wymyślone życie można było porównać z jakimkolwiek życiem prawdziwym”

[David Albahari, Mamidło. D. J. Ćirlić].

„Czytanie z natury jest przyznaniem się do porażki i rytuałem samoupokorzenia – bo człowiek czytający pokazuje, że cudze historie są ciekawsze niż jego własne życie”

[Michel Faber, Jabłko. Przeł. M. Świerkocki].

czwartek, 31 grudnia 2015
1536. Z cyklu: Przeczytane (XLVIII) - Grudzień...

1. Warszawa lata 40. (Fotografie z Narodowego Archiwum Cyfrowego). Słowo wstępne Danuta Szaflarska, Olszanica 2014;

2. Warszawa lata 50. (Fotografie z Narodowego Archiwum Cyfrowego). Słowo wstępne Krystyna Sienkiewicz, Olszanica 2014;

3. Warszawa lata 60. (Fotografie z Narodowego Archiwum Cyfrowego). Słowo wstępne Beata Tyszkiewicz, Olszanica 2015;

4. Warszawa lata 70. (Fotografie z Narodowego Archiwum Cyfrowego). Słowo wstępne Anna Seniuk, Olszanica 2015;

5. Olga Tokarczuk, Księgi Jakubowe, Kraków 2015.

Plan minimum na 2015 zakładał 1 książkę tygodniowo, przynajmniej 52 w ciągu tego roku. Udało się przeczytać 66 tytułów (67 tomów) – najwięcej w czteroletniej historii moich tu comiesięcznych podsumowań lekturowych (choć w czasach licealnych i studenckich pochłaniało się z pewnością znaczniejsze ilości), aż o 37 więcej niż w 2014. Ponad połowę (38 pozycji) zajęła proza, choć wydawało się, że czytam głównie opracowania historyczne. Da się więc – teraz tylko utrzymać tę zwyżkującą formę….

Tagi: książki
21:39, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 26 grudnia 2015
1535. ...„my library / Was dukedom large enough”...

Najlepsze w tym całym obłudnym świętowaniu są dni wolne od pracy, smak kilku dań, prezenty. Każdemu z nas dostało się po kapciach oraz książce – mnie nawet cztery, z czego sam sobie kupiłem dwie (piąty tom „Sztuki polskiej” z Arkad i „Sztukę budowania” Jana Knothe) i zapakowane schowałem pod choinkę (odbieram z paczkomatu w dniu Wigilii), do tego niespodzianki na minus i plus – opasły tom, od wielu dni oczekujący w kącie, okazał się powieścią „Nowy Jork” Edwarda Rutherfurda (księgarz polecał mamie; ostatni raz dostałem od niej – i w ogóle – prozę przed bodaj dwudziestoma laty: „Hrabiego Monte Christo”, jeden z ważniejszych tytułów mego życia, który miał pecha stać na samej górze wśród książek dla dzieci i młodzieży, oddała później bez pytania, gdy mieszkałem w stolicy, jakiejś placówce opiekuńczej. Tak też straciłem pośród wielu innych „Alicję w Krainie Czarów”, przygody Tomka Wilmowskiego, „Chatkę Puchatka” i cudnie ilustrowanego „Konika Garbuska”), natomiast już kilka dni wcześniej ciocia, co mieszka parę kroków od nas i często wpada z ciastem, zupełnie nieoczekiwanie przyniosła mi „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk – 900 stron w dużym formacie; wczoraj zacząłem z fascynacją czytać, jutro zamierzam skończyć. Dla mamy album o polskich królewskich rezydencjach (black Friday w BOSZ-u za pół ceny, grzech było nie skorzystać, wzbogacając przy okazji kolekcję książek o Warszawie o cztery tomiki fotografii od lat 40-tych do 70-tych), dla ojca reportaże historyczne Magdaleny Grzebałkowskiej („1945. Wojna i pokój” – świetnie się będą uzupełniać z „Wielką Trwogą”). I jeszcze dziesięć innych tomów dla mnie (doszły w grudniu). Tym samym zostaje przekroczona masa krytyczna – nie ma już na nic miejsca, pięćdziesiąt półek w dwóch pokojach nie wystarcza. Dlatego nie chwalę się na ogół nowymi nabytkami, żeby nie drażnić mamy; układa się wymyślnie wszystko, żeby coś jeszcze zmieścić – bo przecież nie zrezygnuje się z jedynej swojej przyjemności, nawet gdy staje się obłędem, niczemu już nie służy…

„Nagle wpadł w zły humor, patrząc na tę niesamowitą i niezrozumiałą masę książek. Co dawały książki? Doświadczanie. Lecz żadne doświadczanie nie pomagało. Teraz, u schyłku ostatniego etapu swego życia, niemal wrogo przyglądał się książkom, które zawsze odpowiadały jedynie na szczegóły. Na całość nie umiał odpowiedzieć nikt”

[Sándor Márai, Książka. Przeł. I. Makarewicz].

wtorek, 22 grudnia 2015
1534. Człowiek w futerale...

„Wyglądało to tak, jakby żył zamknięty w hermetycznej stalowej kapsule, ale o dziwo (…) ta jego samotność i wyobcowanie zdawały się go wcale nie przygnębiać, uważał je raczej za fortunny obrót zdarzeń, pomocną okoliczność dla kogoś takiego jak on, kogoś, kto żywił bezgraniczną nieufność wobec innych i cierpiał na równie wielki brak wiary we własne siły”

[Javier Cercas, Prędkość światła. Przeł. E. Zaleska].

22:27, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
sobota, 19 grudnia 2015
1533. L’Espace du dedans...

Przy wszystkich zastrzeżeniach, niechęci do samej jej istoty, obecna praca wydaje się niemalże idealna – konserwuje moje społeczne ułomności, nie zmusza do kreatywności i rozwoju, pozwala zamknąć się w rutynie mechanicznych działań, odzywać tylko, gdy trzeba konkretnej odpowiedzi: co, gdzie, kiedy. Przejście z peronu do stadionu zajmuje mi 5 minut, większym wysiłkiem jest siedzieć wciąż przy biurku. Nie było mnie na firmowej imprezie przedświątecznej oraz grze miejskiej w ramach integrowania grupy – to, że w dni robocze nie mam ochoty spędzać zimnych wieczorów we Wrocławiu nie było, chyba jasne, głównym powodem rezygnacji. Chociaż odbębnić swoje i wrócić do domu jak najszybciej, to rzeczywiście moje prymarne założenia… Była już pierwsza pensja, więc grudzień jest nadrabianiem zaległości: promocje i zamawianie mnóstwa książek – sam sobie sprawiam wielki prezent pod choinkę; rodzice z tym na ogół źle trafiają, nikt więcej mi go nie da. Skoro nie może być Warszawy, tych kilku osób, na których mi zależy, sensu w przymusie pracy, mieszkania i wolności, to niech me nędzne życie odbywa się chociaż jak najmniejszym kosztem dla psychiki, bez zbędnych kompromisów czy rezygnacji z dziwactw, maleńkich przyjemności, samo-dla-siebie-w-sobie

„Powie mi pan też: »Skoro tak pan nienawidzi biurowego czasu pracy, akt i polis, raportów i protokołów, skarg, zezwoleń i załączników, to czemu nie miał pan na tyle odwagi, żeby rzucić wszystko i żyć naprawdę zgodnie z własną fantazją i pragnieniami, nie tylko nocą, ale także rano, w południe i wieczorem? Dlaczego ponad połowę swego życia złożył pan w ofierze biurokratycznej bestii, która zniewala pana tak samo, jak pańskie anioły i demony?« Stosowne to pytanie – sam je sobie zadawałem po wielekroć – ale takaż jest i moja odpowiedź: »Ponieważ świat fantazji, rozkoszy, pragnień, świat wolny, moja jedyna i ukochana ojczyzna, nie przetrwałby nienaruszony w warunkach niedostatku, biedy, kłopotów finansowych, udręki zadłużenia, ubóstwa. Sny i pragnienia są niejadalne. Moja egzystencja podupadłaby, stając się własną karykaturą«. Nie jestem bohaterem, nie jestem wielkim artystą, brakuje mi geniuszu, nie mógłbym się zatem pocieszać nadzieją, że jakieś moje »dzieło« mnie przeżyje. Moje aspiracje i zdolności ograniczają się (…) do umiejętności odróżnienia w otaczającej mnie gmatwaninie możliwości tego, co kocham, od tego, czego nie znoszę, tego, co upiększa moje życie, od tego, co je szpeci i bruka głupotą, tego, co mnie wprawia w zachwyt, od tego, co mnie załamuje, tego, co napawa mnie rozkoszą, od tego, co zadaje mi cierpienie. Ażeby po prostu móc nieustannie korzystać z owej zdolności dostrzegania sprzeczności, potrzebuję zabezpieczenia ekonomicznego, a to zapewnia mi moje zawodowe zajęcie, skalane kulturą formalności, zabójczy miazmat, (…) który stał się powietrzem, jakim wszyscy oddychamy. By móc zaistnieć, fantazje i pragnienia – moje przynajmniej – wymagają minimum spokoju i pewności. W innym przypadku zwiędłyby i umarły. Jeżeli zamierza pan z tego wnioskować, że moi aniołowie i demony są zakutymi mieszczuchami, będzie pan miał absolutną rację. (…)

Jednak mimo że moje życie to Tantalowe męki, codzienne zmagania moralne pomiędzy biurokratycznym balastem mojej egzystencji a skrytymi w mym jestestwie aniołami i demonami – pan mnie nie pokonał. Nieodmiennie udaje mi się, na przekór temu, co robię od poniedziałku do piątku od ósmej do szóstej po południu, zachować ironię pozwalającą gardzić zajęciem, gardzić sobą za jego wykonywanie, dzięki czemu pozostałe godziny wynagradzają mi to, przynoszą zbawienie, rekompensują straty moralne i uczłowieczają (co w moim przypadku zawsze oznacza izolację od gromady, od stada). (…) Obecnie jestem sam (…) a więc czytam, kontempluję ryciny, przeglądam swoje zeszyty i uzupełniam listami (…), ale przede wszystkim fantazjuję, marzę, buduję lepszą rzeczywistość, oczyszczoną z odpadków i narośli (…) przez które ten świat jest tak mizerny, tak plugawy, że trudno, żebyśmy nie śnili o lepszym. (…)

Wszelako te szczęśliwe chwile nie byłyby możliwe bez ogromnej frustracji, jałowej nudy i gnębiącej mnie rutyny życia rzeczywistego

[Mario Vargas Llosa, Zeszyty don Rigoberta. Przeł. F. Łobodziński].

Archiwum
Tagi