~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
czwartek, 13 lipca 2017
1627. Demokracja umiera w milczeniu...

Od dziś stałe comiesięczne (50 zł) zlecenie przelewu na rzecz OKO.press. Dla poczucia, że robi się cokolwiek, broni ostatnich już bastionów. Tracimy kraj, a większość ma to w dupie…

„Bardzo niewielu ludzi tak naprawdę obchodzi wolność, swobody i prawda; bardzo niewielu. Bardzo niewielu ma odwagę, taką, na której musi się opierać prawdziwa demokracja. A bez nich wolne społeczeństwo umiera lub nie może się narodzić.

(…) Wszyscy ludzie wychowani w zachodnich demokracjach mają w sobie naturalną wiarę, że wolność i swobody umocnią się i przetrwają naciski; wiara ta opiera się wszelkim dowodom na to, że będzie inaczej. Prawdopodobnie jest ona sama w sobie niebezpieczna”

[Doris Lessing, Złoty notes. Przeł. B. Maliborski].

Tagi: Lessing
23:35, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
środa, 19 października 2016
1595. Genocidum atrox...

Po niemal roku w kinie, czwarty raz na Smarzowskim (Krwi dziś widziałem tak wiele! / Takie straszne nieboszczyki! / Taki mord i takie zbrodnie). „Wołyń” (Polska’2016). Wielkie, uczciwe kino – jakkolwiek ta ambicja wyjaśnienia nieogarnionego ciąży niekiedy nad dramaturgią filmu w czysto deklamacyjnych scenach, będących jedynie „ilustracją”, nie zaś „okruchem życia”, które z takim mistrzostwem w rwanych ujęciach potrafi oddawać ten reżyser. Obraz skrajnie realistyczny, pełen symboli przy tym. Pozorna idylla na otwarcie, w której wyczuwa się podskórne wrzenie, pogardę i urazy, chęć odwetu (te trądy / Trzeba zupełnie wyleczyć, / A choćby ziemię skaleczyć / W leczeniu, wrzód wyrżnąć trzeba). Wesele, co zapowiada krwawe gody (Świat was widział jak krwawe upiory / Tańcujące w pożarach, ohydni!); sceny obrzędów, zabaw (obcięcie warkocza na progu, przyjęcie chusty mężatki, bójka na cepy, przerzucanie płonących polan), które powtórzą się następnie w orgiach przemocy (Ręce wznieść, słomą okręcić / I całego oblać smołą; / Potem przez księdza poświęcić / I czarną figurę smolną / Podparłszy, gdy zechce się walić, / Na samym wierzchu – zapalić / I przez wieś prowadzić wolno / Jako świecznik zapalony; / A ciągle niech biją w dzwony, / Póki zgore żywa świéca, / Okropna ludu gromnica, / Świecąca buntu trupowi) albo zyskają nowy kontekst. Szerokie spojrzenie na Europę wschodnią z opłotków niemal tylko jednej wsi. Polacy, Ukraińcy, Żydzi. Zmienne granice i systemy; ideologie i religie – ci siewcy nienawiści (Wczoraj noże święcono w kościele), napięcia klasowe i narodowościowe (Rizat! – Taj że budè strach to / Na te pany). Patriotyzm źle pojęty, co nakazuje się wyzbyć człowieczeństwa. I ślepa zemsta. Lawirujący ludzie, usiłujący się odnaleźć w tym chaosie, jakoś przeżyć – podporządkować się oznacza czasem zabić. Pomoc od wroga i śmierć z bratniej ręki. Zacieśniający się krąg przerażenia (Lud nasz cały dokoła / Zbuntowany). Spojrzenie przez szczeliny, z pozycji ofiar – to najstraszniejsze jedynie migawkami, jakby kamera rzucała tylko okiem, by zaraz się odwrócić, „nie chcieć widzieć” – w tym sensie to nie polskie „Idź i patrz” (ZSRR’1985; reż. Elem Klimow), chociaż wędrówka finałowa poprzez piekielne kręgi narzuca takie analogie. Ciała na strzępy (Teraz wszystko krwią zbryzgane, / Co uniknęło grabieży. / Trupy ludzkie bez odzieży / I na ziemi, i na łóżkach, / Na krwią ociekłych poduszkach; / Dziatki porąbane srodze / I na ceglanej podłodze / Porzucone, i z puchówek / Pierze śnieżące podłogi. / Sama pani – widok srogi! – / Dziateczki swoje bez główek / Za nóżki zimne, zielone / Trzymała; ach, jedną raną / Zabita; bo otworzone / Miała żywota świątnice), psychiki zdruzgotane – jedynie w mirażu otępieńczym pozory ocalenia, chwila na oddech. Lub dopiero za Styksem… Niepogrzebani, zapomniani. Pokój duchom na tym smętnym cmentarzu

[Cytaty kursywą: „Sen srebrny Salomei” Juliusza Słowackiego].

poniedziałek, 10 października 2016
1594. Bez znieczulenia. 1926-2016...

To było więcej coś niż tylko samo Kino. Bo było to bez analogii w świecie filmu zespolenie – to, jakie tylko w Polsce się przydarza w takiej skali – Artysty i Narodu. I tak jak kino jest XX-wieczną odmianą i syntezą: malarstwa, muzyki, literatury, tak On się sytuował wśród największych – snom naszym panujących, dawców wzruszeń, wieszczów, pokrzepicieli, rozdrapywaczy ran i odprawiaczy narodowych egzorcyzmów…

Mickiewicz i Słowacki. Chopin, Norwid. Malczewski, Wyspiański i Żeromski. Andrzej Wajda

Tak wiele kadrów, dziesiątki nieśmiertelnych scen, wrytych w nasze myślenie o nas samych. Można osiągnąć więcej? Tak wejść w pamięć?... Odszedł tuż po czterdziestym filmie, w nim znowu kostium trafił w punkt, w nerw czasów (to czuł jak nikt, jego obrazy zdobywały dzięki temu drugie życie). Artysta niezależny został więc Jego testamentem. Sam pozostanie pod naszymi powiekami już na zawsze…

23:03, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
sobota, 06 sierpnia 2016
1581. (p)Rezydent...

Rok urzędowania Andrzeja Dudy. Ułaskawienie partyjnego kolesia jeszcze przed prawomocnym wyrokiem, kilkukrotne złamanie konstytucji, na straży której go postawiono, nocne czatowanie z gówniarzerią typu „ruchadło leśne” czy „seba sra do chleba” i firmowanie bez choćby mrugnięcia okiem wszystkich niegodziwości rządzącej PiS-bolszewii – do tego sprowadza się podsumowanie, to jest rzeczywisty poziom „dobrej zmiany”. I jeszcze ten przeciągły uśmieszek tępego samozadowolenia, absurdalna atmosfera para-religijnego kultu wokół niego, żenujące zabiegi o choćby uścisk ręki swojego pożal się Boże prezesika, dla którego jest tylko chłoptasiem na posyłki, depozytariuszem długopisu. Prezydentura na kolanach przed Kościołem i Jarosławem Kaczyńskim. Pałac znów ledwie Namiestnikowski. Hańba i wstyd z każdym słowem i uczynkiem. Cztery lata jeszcze trzeba czekać – i Trybunałem Stanu MUSI się to skończyć…

23:42, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
środa, 24 lutego 2016
1548. Bilans pierwszych 100 dni PiS-obolszewii...

„Sądy ogólne mają to do siebie, że znoszą wszelki światłocień wątpiącej z zasady jednostki.

Władze kraju, w jakim miałem nieszczęście się urodzić, odnoszą niewątpliwe sukcesy w praniu mózgów swojego elektoratu, gdyż do perfekcji opanowały sztukę redukcji każdego komunikatu do pozycji sądu ogólnego. Bóg, naród, suweren, Prezes, Polska – to nudne kwantyfikatory. Trzeba było je na nowo rozruszać. Dodać im paliwa, pogrzebać w resentymentach, mitach i kompleksach jak w kompostowniku. No i od razu się udało! Wrze nam oto społeczeństwo, podzielone jak tuczniki w zagrodach, i wrzenie to gwarantuje trwanie władzy, która opiera się na sądach ogólnych, z nich czerpie żywotne soki nienawiści do własnych obywateli. Na dobrą sprawę najbardziej na rękę władzy pójdziemy jako ta biomasa wtedy, kiedy zaczniemy nawzajem się wyrzynać. Logika podsycania wrzenia finalnie doprowadzi do takich lokalnych wyrżnięć.

(…) mieć świadomość praw i obowiązków obywatela demokratycznego kraju to jedno. Bronić tych praw i obowiązków to drugie. Na razie jednak jako społeczeństwo jesteśmy biomasą, która wydała z siebie, w akcie wolnych wyborów, swoją reprezentację. I na tym etapie nie zasługujemy na nic więcej.

(…) Gdziekolwiek odwracam głowę, mówi do mnie paranoiczna szczekaczka nienawiści. Hodowaliśmy ją długo, najpewniej całe te 27 lat demokracji. Teraz odezwała się głośniej i dobitniej ustami sąsiadów, ludzi, których znamy jako porządnych obywateli. Problem nie leży w obronie demokracji przed paroma konusami, którzy jej zagrażają. Rzecz rozbija się o znacznie poważniejszą kwestię świadomości społecznej i umiejętności rozpoznawania natury polityki jako takiej. Bo nie barwy partyjne się liczą, tylko zasada funkcjonowania władzy”

[Krzysztof Siwczyk, Szarzy, burzy ludzie, „POLITYKA” 2016, nr 7].

22:29, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
piątek, 04 grudnia 2015
1530. Państwo PiS-lamskie...

      

„Znam ja ich wszystkich: same łajdaki (…). Łajdak na łajdaku jedzie i łajdakiem pogania. Wszyscy judasze”

                      [Mikołaj Gogol, Martwe dusze. Przeł. W. Broniewski].

  

Nie miałem nigdy żadnych złudzeń co do PiS-uarowej sekto-mafii, jestem zawziętym przeciwnikiem komuny tej mentalnej od początku. Piszę na tyle długo (jakoś tak niezauważenie minęło ostatnio dziesięć lat), że z własnych moich słów, emocji (por. 33, 245, 263, 268, 776, 811, 1297, 1478, 1482, 1493) lub cytowanych artykułów i analiz (por. 68, 129, 137, 144, 159, 185, 252, 258, 276, 777, 806, 929, 1008, 1500, 1521) zebrała się – choć blog to monotematyczny, osobisty – dość spora lista apeli i ostrzeżeń politycznych. Ciągle to aktualne. Trudno jednak odczuwać satysfakcję z trafności swoich prognoz czy poglądów, kiedy koszmarna wizja się zmienia w rzeczywistość, kiedy w poczuciu bezsilności patrzy się na demontaż państwa prawa. Ja wiedziałem, że tak będzie, a jednak ich bezczelność, cynizm i pośpiech w tej demolce zaskakują. Od razu się wzięli za Trybunał i specsłużby, za chwilę ustawią media i kulturę, prokuraturę, edukację i samorząd. W dodatku wszystko to w wykonaniu istnych ćwoków, zakapiorów, kolesi spod celi, PZPR-owskich niedobitków, co jak te kurwy z anegdoty na starość leżą krzyżem (por. 198). I nawet ten pożal się Boże ich prezydent, nadęty i adoracją otaczany Maliniak prosto z „Czterdziestolatka”, to też towarzysz szmaciak

Swego czasu, po roku kaczystowskich rządów, sporządziłem w 8 częściach „Raport o IV RP” (por. 119, 120, 121, 122, 123, 124, 125, 126, 127) – tym razem można by go pisać już po trzech tygodniach. Wkurwienie wówczas doprowadziło mnie na skraj nerwicy – jak będzie teraz, kiedy się zapowiada jeszcze gorzej, gdy oni mają wszystko i za nic nie ustąpią? Za tę nienawiść i odrazę swoją do nich ja też ich nienawidzę (por. 135). Lecz większość obojętna, zaślepiona – wolą mieć w dupie lub dać dupy za 500 zł. Garstka, co mieni się całością, wystarczy do urządzenia piekła wszystkim, zaś „wola ludu” (co jakoś zawsze znajduje swoją emanację w konkretnej partii i jej wodzu) musi być ponad prawem, jak mówi Kornel Morawiecki – kończy się to populistycznym autorytaryzmem (por. 241), a w końcu jakobinami, faszystami, bolszewizmem (por. 1522)…

  

„Aby upowszechnić ideał wszechstronnych zmian, inteligencja musi (…) stworzyć abstrakcję zwaną »ludem«, któremu może przypisać własne pragnienia. (…) Uzasadnienie takiego postępowania znajdowano w sformułowanej przez Rousseau koncepcji »woli powszechnej«, według której wolą ludu jest to, co »opinia« za taką uznaje (…).

Tylko przez sprowadzenie ludzi z krwi i kości do czystej idei możliwe jest ignorowanie woli większości w imię demokracji i ustanowienie dyktatury w imię wolności”

                       [Richard Pipes, Rewolucja rosyjska. Przeł. T. Szafar].

  

23:40, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
niedziela, 25 października 2015
1522. A PiS ci mordę lizał, durny narodzie...

    

25 X (7 XI) 1917 (Rosja) – internacjonalistyczny bolszewizm-leninizm.

25 X 2015 (Polska) – narodowo-katolicki bolszewizm-kaczyzm.

  

         „Marzenie niewolników: targ, gdzie można by sobie kupować panów”

                                                [Stanisław Jerzy Lec].

  

22:57, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
piątek, 23 października 2015
1521. Warning!...

  

„Czuję się w prawie, a nawet obowiązku zabrać głos, zanim go w niedzielę oddam na ludzi przyzwoitych. Boję się o mój kraj, bo wśród partii przodującej w sondażach, a także wśród ugrupowań gotowych stworzyć z nią koalicję, przyzwoitych ludzi nie dostrzegam.

IV RP, do której chce wrócić PiS, była państwem dużych liter, semantycznego patosu, wartościujących hiperboli. Pojęcia zmieniało się wykrzyknikiem, podkreśleniem, wielką literą: oto więc prawo stało się Prawem, moralność Moralnością, prawda Prawdą. Nasi kaznodzieje politykowali, politycy moralizowali, zaś mroki cywilizacji rozpasania i zaniku wartości rozświetlało im jakoby dobro narodowe, o którym trąbili na wszystkie strony.
Jeśli najpiękniejsze nawet wyznania miłosne będzie się gardłowało wiecowym timbrem pod balkonami adorowanej ofiary, zrazi się ją nie tylko do siebie, ale w ogóle do miłosnych wyznań. Odtąd niedoszła Julia będzie reagowała alergicznie na słowa »kocham cię« niezależnie od tego, czy będą szczerze szeptane, czy wyrykiwane przez namolnych absztyfikantów. Gdybym był Polską, poprosiłbym prawicowych krzykaczy, żeby kochali mnie ciszej. Znienawidzony przez narodowców Władysław Bartoszewski mawiał, że ojczyzna jest matką, więc miłość do niej to coś naturalnego, a przecież nikt normalny nie chodzi po ulicach, krzycząc, że kocha matkę.

Prawo i Sprawiedliwość zamierza stać na straży patriotyzmu historycznego, czyli monopolizowania doboru i interpretacji narodowych mitów, ścisłej regulacji, a z czasem wręcz reglamentacji symboli. Nacjonalizm zawsze kiełkuje w przestrzeni symbolicznej, potem w niej się rozmnaża, zawłaszcza ją, z czasem prowadząc do totalnego usymbolicznienia rzeczywistości. Patrząc dziś na dokumentalne zapisy parteitagów w faszystowskich Niemczech, przyglądając się kodom gestycznym i słuchając głosów hitlerowskich notabli, trudno oprzeć się wrażeniu, że tylko naród poddany jakiejś niezwykle silnej zbiorowej hipnozie mógł zatracić poczucie teatralnej wprost sztuczności tego świata. Świata zdominowanego przez postawę retrospektywną. PiS chce nam na trwałe wprowadzić do polityki patriotyzm historyczny, a do języka retorykę wzniosłych archaizmów.
Kryteria demokratyczne nigdy nie będą realnym ograniczeniem dla ludzi opętanych żądzą naprawiania urojonych szkód. Jeśli czysta żądza władzy jest okresową zachcianką dużych chłopców, to blednie wobec poczucia misji, którą należy wypełnić.
Misjonarze prawicy są w gruncie rzeczy terrorystami ducha – nie spoczną, póki nie zunifikują potrzeb materialnych i duchowych wszystkich obywateli w każdej kategorii wiekowej – tu idzie o rząd dusz, ba, o nowy model człowieka
Bywają przaśni, bywają inteligentni, ale łączy ich wspólne oszołomienie misją
– oni naprawdę wierzą, że mają moc uzdrawiania, jeżdżą po miastach i uzdrawiają chromy kraj, przecinają wstęgi i kładą kamienie węgielne dłońmi, które leczą.
Któż może się przeciwstawić sile takiej sugestii? Wczytując się i wsłuchując w dyskurs publiczny PiS-u, zauważam model państwa resentymentu, tworzonego pod hasłami gruntownej przebudowy moralnej, jak również antyburżuazyjnej (ach te ośmiorniczki!) – odnoszę wrażenie, że
ten pokraczny konglomerat idei można by ochrzcić narodowym socjalizmem katolickim.
Nawet czujny biograf Jarosława Kaczyńskiego, autor książki o prezesie PiS-u, nie ma wątpliwości, że młodszy z braci zawsze był wielkim samotnikiem. Chciałbym wierzyć, że to samotność z wyboru. Bo niespełnione łaknienie Drugiego jest dotkliwym wykluczeniem, łatwo przeobrażającym się w soczystą nienawiść. Niedostępny Drugi staje się znienawidzonym Innym. »My« przestaje być naturalnym połączeniem »Mnie« i »Ciebie«, owo »My« staje się kategorią daną w wyniku różnicy, nie zaś sumy. »My« to już nie wynik dodania »Ja« i »Ty«, lecz efekt oddzielenia: »My« to nie »Oni«. My jesteśmy swoi. Oni są obcy. Przez obcych czujemy się nieswojo. Nacjonalizm jest polityką różnicy i resentymentu. Narodowi populiści są ludźmi różnicy i resentymentu.
Należy się czujnie wsłuchiwać w polityków nadużywających pierwszej osoby w liczbie mnogiej. Moment, w którym przestają w ogóle mówić o sobie w liczbie pojedynczej, jest chwilą krytycznego przesilenia. Jeśli wtedy nie odsunie się ich od władzy, nie uda się już tego zrobić nigdy. Miłość do narodu jako miłość własna jest najwyższym wcieleniem nacjonalistycznej paranoi; jeśli starcza charyzmy, by przekonać naród do tego utożsamienia, urojenie staje się rzeczywistością, reprezentacja zmienia się w przywództwo. Wódz mówi ustami Narodu; już nie rządzi, ale panuje.
Prezes boi się nieznanych wirusów, tymczasem ja lękam się swojskiego wirusa ksenofobii, którego jednym z objawów jest neurotyczne natręctwo czystości. Zarażeni nim szefowie rządów przeobrażają się w wodzów i przewodników, zamiast dyplomacją zajmują się nadzorowaniem czystości etnicznej, wyznaniowej, a nawet moralnej.
PiS, zapowiadając swoje czystki, jawi mi się jako Narodowe Przedsiębiorstwo Oczyszczania.
Mamy teraz w Polsce dwa katolicyzmy – jeden jest religią, drugi wyłącznie agresywną ideologią.
Krucjatowy katolicyzm rodzi się z lęku przed powszechną sekularyzacją Europy Zachodniej; katolicki »beton« wierzy, że tylko dogmatyczność może powstrzymać masowe odejście ludzi od Kościoła, jednocześnie Kościół ma być bastionem broniącym Europę przed utratą tożsamości spowodowaną napływem ludności islamskiej. (…)
Widok głowy państwa, która z gorliwością ministranta uczęszcza na msze i pozwala się fotografować podczas żarliwych modłów, jest dla mnie przykry, ale wierzę, że to kwestia smaku, a nie »obrazy uczuć ateistycznych«. Uważam modlitwę za czynność intymną, podobnie jak miłość fizyczną – a zatem publiczne fotografowanie się w czasie modlitwy jest afiszowaniem się ze swoją intymnością, by nie rzec: uprawianiem religijnej obsceny.
Widok krzyży w miejscach publicznych może być dla ludzi innych wyznań, jak i dla agnostyków równie niemiły jak dla obrońców krzyża »świerszczyki« w witrynach kiosków. Ja jakoś znoszę jedne i drugie. Nie znoszę tylko
hipokryzji, która każe katolickim patriotom, obwieszającym wszystko, co się da, wizerunkiem Jezusa – wszakże urodzonego uchodźcy, miłować bliźniego poprzez zamykanie mu drzwi przed nosem. Tradycją chrześcijańską jest miejsce przy stole wigilijnym dla niespodzianego gościa, wedle polskiej tradycji najwyraźniej to miejsce musi pozostać puste.
Niegdyś walka (zbrojna) o pokój przestała być postrzegana jako oksymoron, teraz katoliccy nacjonaliści nienawidzą w imię miłości. Hejt – obrzydliwy anglicyzm, który w rzeczy samej jest jedyną zarazą obcego pochodzenia zatruwającą Polskę, a przede wszystkim polszczyznę, funkcjonuje jako eufemizm – listek figowy zakrywający słowo jednoznacznie pejoratywne – nienawiść.
Skoro profesjonalnym hejtingiem teraz wygrywa się wybory, skoro tłumne marsze i demonstracje rozwrzeszczanej ciżby są najskuteczniejszą metodą perswazji, skoro politycy czynią z kampanii wyborczej mizdrzostwa Polski (mizdrzą się do tych, którzy najgłośniej krzyczą) – to szykuje nam się w Polsce ochlokracja zamiast demokracji. Nie lud (demos) będzie rządził, ale motłoch (ochlos).
Etos dziennikarski w takim państwie będą wyznaczać dotychczasowi kanapowi frustraci wojujący na Twitterze, którym wyrosły już długie do ziemi sarmackie wąsy mentalne.
»Niepokornymi« bowiem nazywają się zwyczajni chuligani legalizujący dziennikarski bandytyzm i chamstwo pod szyldem aktywnej postawy opozycyjnej. Ziemniakiewicze i Schaboszczaki będą święcili tryumfy w swojej Kartoflandii jako dostojni publicyści.
Boję się o mój kraj, zwłaszcza że wciąż widzę wokół siebie wielu młodych ludzi, którzy gotowi są na nieodpowiedzialny ruch, kierując się chęcią ożywienia sceny politycznej. Jednych porwał wiosną rockman, w iście punkowej wściekłości chcący obalić system, inni dają się omamić trefnisiowi z muchą, wujciowi-wariatuńciowi, który nie chce brać udziału w drętwej kolacji rodzinnej – i, jak w Bergmanowskim arcydziele »Fanny i Aleksander«, uwodzi dziatwę sztuką pierdzenia.
Poniekąd rozumiem tę chęć wykonania politycznego performance’u (…).
Ale czas żartów, moi mili, żwawi rodacy, dobiegnie końca w niedzielę. Oddajmy głosy ważne i poważne. Wybierzmy rząd, nie Wodza. W przeciwnym razie dziarscy naprawiacze świata pod opieką Prezesa urządzą nam wreszcie tę swoją Polskę w ruinie”.

          [Wojciech Kuczok, Przeciw misjonarzom, wyborcza.pl, 23 X 2015].

  

13:32, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
poniedziałek, 03 sierpnia 2015
1500. Do not to be like they are. Too late?...

   

»Wczoraj [1 VIII – alex.] w Łodzi abp Marek Jędraszewski powiedział z ambony, że jesteśmy morderczą czerwoną zarazą. Że my wszyscy – walczący z biciem kobiet, popierający prawa transseksualistów i niepłodnych małżeństw – jesteśmy jak stalinowcy. Że chcemy, by Polacy „legli pokotem”.

Według niego jesteśmy zdrajcami i jesteśmy jak epidemia. Dosłownie: arcybiskup użył słowa „zaraza”. I dodał „lewacka”. (…)
Takie słowa coraz częściej padają w Polsce. W internecie i w prasie prawicowej trwa „patriotyczne wzmożenie”, które sprawiło, że słowo „patriota” trudno traktować inaczej niż wyzwisko. Gorzkie wyzwisko. Im bliżej władzy jest PiS, tym częściej czyta się i słyszy „prawdziwych Polaków”, którzy wciąż mówią o stryczku i kuli w łeb. To dla lemingów, bo dla imigrantów internauci – i to wcale nie anonimowi – chcą otwierać obozy zagłady. „Dzień pomsty” za in vitro zapowiadają nawet dziennikarze sportowi, jak Paweł Zarzeczny z „Polska The Times”. „Fronda” otwarcie wychwala palenie „czarownic” na stosach. A już od wielu – zbyt wielu – miesięcy w polskich mediach straszy ksiądz Oko przypisujący homoseksualistom cechy nieludzkie, a ateistom – mordercze.
Takich słów nie używa się bez konsekwencji. Mówienie o ludzkiej zarazie niesie śmierć. Hasło „ŻYD=WSZY=TYFUS PLAMISTY” poprzedziło Holocaust. W latach 30., tuż przed Wielką Rzezią, miała miejsce eksplozja „słownej agresji przygotowawczej”. Nie tylko w Niemczech. „Czysta, niczym nie zmącona nienawiść stanowiła dominującą cechę życia społecznego już w drugiej połowie lat trzydziestych” – pisze Frederic Spotts o Francji w książce „Haniebny pokój”. „Sytuacja była na tyle nieciekawa, że Georges Simenon, człowiek prawicy, którego trudno posądzić o społecznikowskie odruchy, postanowił powołać organizację mającą na celu neutralizowanie tego zjawiska. Przygotowano specjalne naszywki ze sloganem BEZ NIENAWIŚCI i wydrukowano plakaty z hasłem: TY MASZ SWOJE POGLĄDY, JA MAM SWOJE – WYRAŻAJMY JE BEZ NIENAWIŚCI (...) Cała akcja nie przyniosła żadnych widocznych rezultatów”.
No właśnie. Co mógł dać apel pisarza – nawet tak zdolnego i poczytnego jak Simenon – gdy z radia i gazet lała się bez przerwy czysta nienawiść do Żydów i masonów?
I dzisiaj – gdy podobna nienawiść do lewicowców, feministek i homoseksualistów leje się nawet z najwyższych ambon – co może przynieść apel tak zdolnego pisarza jak Wojciech Tochman?
„Znam tę ludobójczą gadkę z Rwandy. To mowa nienawiści, która poprzedza zabijanie. To gęstniejący zapach pogromu. Jeśli do niego dojdzie, historia zapamięta, że stało się to za prezydentury Andrzeja Dudy. Polaka katolika, który ocalił hostię” – kilka dni temu napisał Tochman w tekście pod tytułem „Zapach”.
Tochman pyta: co jest nie tak z katolickim wychowaniem prezydenta Dudy i innych polskich katolików? Oni z coraz większym zapałem wykluczają, piętnują i potępiają swoich bliźnich. Robią to w sposób jednoznacznie zapowiadający pogrom, terror, może nawet wojnę domową. Jak to jest, że religia katolicka, ze swym nauczaniem i swą moralnością, nie ochroniła ich przed kultem hejtu?
Odpowiedź jest straszna. To nie jest tak, że katolicyzm słabo chroni umysły katolików przed nienawiścią. Katolicyzm w katolickich umysłach tę nienawiść nieustannie zaszczepia – i to coraz bardziej zawzięcie. Potwierdził nam to właśnie abp Jędraszewski.
Oczywiście, wiem, że katolicyzm to nie tylko to. To także Franciszek z Asyżu i Franciszek w Rzymie. To Jan Turnau, którego czytam. To wybitny charyzmatyczny kaznodzieja dominikański Adam Szustak, którego słucham – czasem z uśmiechem, ale czasem z podziwem. To kilka osób bardzo dla mnie ważnych, z którymi się przyjaźnię.
Ale w Polsce XXI wieku katolicyzm stał się przede wszystkim tym. Inspiracją dla nienawiści, która przywołuje sznur i kulę, a czasem nawet komorę gazową. Trudno tej inspiracji nie rozpoznać – i nie nazwać po imieniu – gdy kolejny hejter rozczula się nad kilkukomórkowymi zarodkami (bo one są „ludźmi”). A zaraz potem chce zabijać gejów (bo oni żyją w grzechu i są „zarazą”, więc prawo do życia im nie przysługuje).
W tej sytuacji katolicy „otwarci” stają się w Polsce kwiatkiem do kożucha. Kożucha, który coraz bardziej śmierdzi krwią.
Oczywiście, zaraz ktoś przytoczy tu statystyki, z których wynika, że ci „otwarci” stanowią w Polsce większość. Według CBOS ortodoksyjni katolicy – znający i wierzący we wszystkie dogmaty katolickie, równocześnie odrzucający wszelkie elementy wierzeń pozachrześcijańskich – stanowią tylko 5 proc. Polaków. Masy katolickie wierzą w bardzo różne rzeczy.
Jednak to nie znaczy, że są one „otwarte”. Wśród różnych rzeczy, w które te masy wierzą, jest też płynąca z ambon kato-nienawiść. I najwyraźniej jest ogromnie popularna. Bo w innych sondażach, sondażach politycznych, kato-nienawistny PiS zbliża się do 50-procentowego poparcia. A razem z narodowcami, Kukizami, Korwinami, Braunami i innymi kato-nienawistnikami zbierze się tego więcej niż połowa narodu. Na pewno frustracja wynikająca z biedy ma wpływ na takie wybory polityczne. Ale ona właśnie pomaga ludziom akceptować nienawistne ideologie. I tak się dzieje, że ze wszystkich nienawistnych ideologii najchętniej akceptowany jest kato-hejt. Oczywiście nierozłącznie stopiony w jedno z nacjonalizmem („Polak-katolik”). Nawet gdy nienawidzący tłum nie uznaje lub nie rozumie rozmaitych katolickich dogmatów i innych teologicznych subtelności, to chętnie akceptuje „teologiczne” usprawiedliwienie dla rozkoszy nienawiści. A katoliccy duchowni i publicyści jeszcze chętniej mu tego usprawiedliwienia dostarczają. 
W tej sytuacji muszę zapytać wszystkich katolików naprawdę „otwartych”: czemu jeszcze bierzecie w tym udział? Choćby bierny – znosząc cicho nienawiść z ambony? Czemu głośno nie przerwiecie księdzu, nawet i arcybiskupowi, gdy podczas kazania wymiotuje żółcią na was i pół Polski? Czemu nie wystąpicie z polskiego Kościoła katolickiego, który coraz mniej godny jest miana Kościoła? Czemu samą pasywną obecnością w strukturach i papierach tej organizacji nabijacie jej statystyki?
Przecież dobrze wiecie, że Chrystus i chrześcijaństwo nie ograniczają się do jednej firmy.
Mój apel zapewne zostanie oceniony jako przesadny (polskim katolikom trudno jest sobie wyobrazić, jak w Polsce czuje się niekatolik). I zapewne nic nie da, bo apele pisarzy rzadko są skuteczne (nawet Simenon w swoim czasie nie dał rady).
Ale nie mogę nie apelować. Bo się boję. Boję się tego, co może się stać w naszym kraju. Pamiętam, co się działo w 1991 roku w Mławie. Był pogrom Romów. Pamiętam katolickie ataki na dom dzieci zarażonych wirusem HIV. A 15 lat temu w Płocku był nawet pogrom „satanistów”. Katolicy z nożami biegali za długowłosymi mężczyznami.
Boję się, że będą bić. Zaczynam się bać, że będą zabijać. A przede wszystkim boję się, że zabiją mi duszę. Że się do nich upodobnię i zduszę w sobie to, co ludzkie i boskie. Że walcząc z nimi, zacznę walczyć podobnymi metodami. Że kato-faszyści zrobią ze mnie stalinistę.
Po przeczytaniu kazania abp. Jędraszewskiego złapałem się na tym, że myśląc o katolikach, użyłem w głowie tego słowa.
Zaraza«

     [Tomasz Piątek, Arcybiskup co pachnie krwią, Wyborcza.pl, 2 VIII 2015].

  

23:00, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
piątek, 10 lipca 2015
1493. Allegro furioso alla polacca...

  

Prezydent-elekt Andrzej Duda w trakcie mszy podnosi z ziemi opłatek („ratuje hostię”), za co katolickie media wynoszą go na ołtarze, zaś jego wybór 24 maja w święto Zesłania Ducha Świętego zostaje ogłoszony znakiem od Boga, który już wkrótce (po przejęciu władzy przez PiS w wyborach parlamentarnych) „odmieni oblicze tej ziemi”. Jego poprzednik w toku kampanii wyborczej zostaje utopiony w zalewie internetowych hejtów, które z więźnia komuny robią potomka bolszewika, przywłaszczającego sobie zasłużone nazwisko Komorowski. W Poznaniu próby prostowania średniowiecznej legendy o sprofanowaniu przez Żydów hostii (jednej z typowych obok mordu rytualnego, rozsiewania zarazy i zanieczyszczania studni antysemickich kompilacji) spotykają się z zarzutem „ulegania lobby żydowskiemu na świętej, polskiej ziemi”. Prezydent Słupska Robert Biedroń usuwa z gabinetu portret Jana Pawła II, w efekcie czego zostaje na niego złożone doniesienie do prokuratury. Przed głosowaniem w senacie nad ustawą regulującą kwestie zapłodnienia in vitro organizowane są modły i posty w intencji jej odrzucenia („Bóg nie zlekceważy poświęcenia i wysłucha”). Dawny aborcjonista Bogdan Chazan występuje teraz jako obrońca życia niezdolnego do samodzielnej egzystencji zdeformowanego płodu, bez wahania skazując przy tym na niewyobrażalny horror jego matkę. Ociężali na ciele i umyśle biskupi (funkcjonariusze jednej z wielu sekt, najbardziej jednak zaciętej w walce o uczynienie swoich dogmatów prawem obowiązującym wszystkich) występują jako eksperci od życia seksualnego i kwestii płci, strasząc wyimaginowaną ideologią gender i znieważając władze państwa, do którego bez poczucia wstydu wyciągają swoje łapska po pieniądze. Posłanka Krystyna Pawłowicz (stara panna wyrzucająca homoseksualistom nieproduktywność), ksiądz Dariusz Oko (celibatariusz zafascynowany ruchami posuwisto-zwrotnymi) i redaktor Tomasz Terlikowski (świętszy od papieża) rzygają swoim chrześcijańskim miłosierdziem na każdego, kto nie mieści się w ich poprawnościowym schemacie. A w Bieżuniu zaszczuty przez kolegów szkolnych za swoją niewinną odmienność (bo rurki, grzywka, a więc pedał) 14-latek wiesza się, wywołując po śmierci jeszcze większy jazgot hien, reprezentujących jedyne zdrowe wartości…

Cała ta katolicko-narodowo-prawicowa hołota, wycierająca sobie gęby Chrystusem, patriotyzmem i polskością, nieskażona myślą, wiedzą i uczuciem, pełna frazesów i czystych, bo nieużywanych sumień – miast być spuszczona nareszcie do rynsztoka, zaczyna płynąć głównym nurtem, nadawać ton. Najbliższe lata nie zapowiadają się czasami Boya i Tuwima – ciemnota i debilizm, zaczadzenie religijnym opium rozrastają się i będą zbierać swoje żniwa. Tym bardziej trzeba te zaplute mordy wytrącać z dumy-dżumy, bronić się przed zacofaniem i obłudą, wskazywać, do czego nas prowadzą…

  

                              Na śmierć Dominika Szymańskiego z Bieżunia

  

                    „Gromado gimnazjalnych katów,
                    tchórzy odważnych tylko w kupie,
                    szczujnio bezmózga, ćmo psubratów,
                    której krew w butach czarno chlupie,
                    ty mieczu ślepy w mnogiej ręce,
                    dziarski oddziale Gimbazjugend,
                    (karma niech płaci wam w udręce!) –
                    pokłońcie się przed dziecka trupem.

 

                    Biskupie w różach i koronkach,
                    który nie wzgardzisz żadnym wiecem
                    gdzie możesz o genderach chrząkać
                    (chociaż się przyjaźniłeś z Paetzem),
                    ty, który się »pochylasz z troską«,
                    z kibolem w jeden spięty supeł,
                    jątrząc pod Matką Częstochowską –
                    pokłońże się przed dziecka trupem.

 

                    Inkwizytorze, kij ci w oko,
                    od »w żyłach gejów płynie szambo«,
                    specu od pracy rur i tłoków,
                    pseudonauki, mambodżambo,
                    który pakujesz miłość w błoto
                    i wszędzie widzisz tylko dupę,
                    obsesjonacie, kryptocioto –
                    pokłońże się przed dziecka trupem.

 

                    Dziewico z PiS patentowana,
                    ty Grajo, co udajesz Grację,
                    z wachlarzem, grubo pudrowana,
                    która opiewasz prokreację,
                    chcąc odpór dać »improduktywom«,
                    choć całe życie siejesz rutę,
                    skisła megiero, babo-dziwo –
                    pokłońże się przed dziecka trupem.

 

                    Ty, obwiązany muszką bucu,
                    piąta kolumno putinowska,
                    ajatollachu nastokuców,
                    hetmanie armii całej w krostach,
                    sarmato z podrabianym herbem,
                    co warzysz antyhomosiową zupę,
                    raz młotem cię, a raz cię sierpem –
                    aż skłonisz się przed dziecka trupem.

 

                    Brunatny, nomen omen, świrze,
                    od »kościół, szkoła i strzelnica«,
                    co Boga chciałbyś, bohatyrze,
                    intronizować, a zohydzasz,
                    który byś, gdyby dać ci władzę,
                    powołał zaraz Einsatzgruppen,
                    padalcu, płazie, glizdo, gadzie –
                    pokłońże się przed dziecka trupem.

 

                    Ty, katecheto z mózgiem zżartym
                    »Gościem«, kościelnych ław ozdobo,
                    który, autorytetem wsparty,
                    uczysz, że »homo jest chorobą«,
                    a w domu trzepiesz kapucyna,
                    ciesząc się tajnym pedo-tubem,
                    nie kłam, że to nie twoja wina –
                    i pokłoń się przed dziecka trupem.

 

                    Wy, publicyści pism prawilnych,
                    drżący przed »urażeniem wiernych«,
                    biorący zawsze stronę siły,
                    kliko wpływowych, chociaż miernych,
                    co każdą podłość będziesz głosić,
                    byle zblatować się z biskupem,
                    i trzepać kasę z klikalności –
                    pokłońcie się przed dziecka trupem.

 

                    Internetowy zgniły mędrku,
                    co »nie jest homofobem, ale«,
                    który przechodzisz jakże prędko
                    od »moim zdaniem« do »pedale!«,
                    besserwisserze-skatologu,
                    co wargą z rynsztokowym brudem
                    bełkotać czelność masz o Bogu –
                    pokłońże się przed dziecka trupem.

 

                    I wy, po wierzchu pobieleni,
                    co »macie gejów wśród przyjaciół«,
                    ale przy świątku ni niedzieli
                    nie pomożecie swemu bratu,
                    którzy poglądy macie wzniosłe,
                    ale co mszę trzęsiecie kuprem,
                    tak was przeraża spór z proboszczem –
                    pokłońcie się przed dziecka trupem.

 

                    Reszto: Frondowe redaktory
                    (zwłaszcza ty, spasły nadpapieżu!),
                    podłości katalizatory,
                    pleniące się jak korzeń perzu,
                    eksperci, purpuraci, szuje,
                    świętojebliwe pańcie chude
                    (a tutaj niech się rym zmarnuje) –
                    pokłońcie się przed dziecka trupem.

 

                    Trup jeszcze świeży, ledwo ostygł
                    i wiem, że wiele ich ostygnie
                    nim się was, gzy, szakale, osły,
                    chwyci za kark i nisko przygnie.
                    Z wyboru – nie z krwi! – plemię sucze,
                    jeszcze się zdusi waszą butę
                    aż, skomląc, że się was »wyklucza« –
                    przed dziecka się skłonicie trupem.

                              [Nowe Wiersze Sławnych Poetów – Frakcja Rewolucyjna]. 

   

23:26, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
poniedziałek, 25 maja 2015
1482. Waiting for the Barbarians...

  

Duduś z „Podróży za jeden uśmiech” (Polska’1971; reż. S. Jędryka) prezydentem. Imperium kontratakuje, dyszące żądzą odwetu hordy Kaczyńskiego na fali wznoszącej. Ludzie chcieli dać starej władzy prztyczka w nos – w efekcie na jesień dostaną od nowej kopa w dupę. W czym jest przynajmniej ta nadzieja, że w 2020 roku, po pięcioletniej sraczce zafundowanej nam przez zjełczałą już do tego czasu narodową pseudoprawicę i ePiSkopat, w drugiej turze wyborów prezydenckich spotkają się Tusk z Biedroniem. I po raz pierwszy w Polsce będzie obojętne, który wygra – przyjemna fantazja, lecz trzeba jeszcze ją do tego czasu dośnić…

      

niedziela, 10 maja 2015
1478. Po pierwszej turze...

  

Trwająca od kilku lat zmasowana kampania obrzydzania Polakom ich kraju i osiągnięć dwudziestopięciolecia naszej wolności zaczyna wreszcie przynosić swoje robaczywe owoce. Coraz bardziej stają się słyszalne głosy K(u)-K(lux)-K(lanu)…

  

„Co oni z tą Polską? (…) Czym dla nich była Polska? Spłachetkiem ziemi, na której się urodzili, ostatecznie zupełnie przypadkiem? Czy stanem świadomości? A może dążeniem do czegoś, czego i tak nigdy się nie osiąga? Jestem inny, czy biorę sprawy po prostu takimi, jakie one są? Jeśli tak jest, to znaczy, że jestem uczciwy. Uczciwszy od nich wszystkich; dla nich patriotyzm jest parawanem, za którym chowają swój strach i bezradność”

                                 [Eustachy Rylski, Stankiewicz. Powrót].

    

23:58, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
piątek, 08 maja 2015
1477. Przed ciszą wyborczą...

  

„(…) partyzantka bardziej jest potrzebna na swoich sukinsynów niż na Niemców, bo napleniło się gangreny jak kąkolu. Musiał go nieraz dziadek mitygować, ty, jucho, byś wszystkich powywieszał, powystrzelał”

                                      [Wiesław Myśliwski, Widnokrąg].

   

sobota, 25 kwietnia 2015
1473. Ein Meister der Diplomatie (1922-2015)...

  

Wczorajsze odejście Władysława Bartoszewskiego – nagła wiadomość, ledwie dziesiątki minut wcześniej poprzedzona informacją, że trafił do szpitala. A przecież nawet w dniach poprzednich dawał się widzieć, słyszeć – ta sama wciąż energia, żywioł niepowstrzymany, humor. Niebagatelna rzecz tak imponować słowem, pamięcią, czynem, budząc zarazem uśmiech i sympatię; pomnikiem być, ale nie skamieliną

Śmierć w biegu, piękna jak żywot cały – błogosławieństwo nieba, dzieła wielkiego zwieńczenie…

  

22:33, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
piątek, 01 sierpnia 2014
1415. Miasto 44…

  

W kolejnych latach ta sierpniowa rocznica (podobnie zresztą jak dzień 19 kwietnia) staje się coraz bardziej moja, tak osobiście, boleśnie przeżywana. Po zamieszkaniu w Warszawie proces ten jeszcze się nasilił – zbyt wiele murów, tablic, bruków tak krzyczy, że nie dało się przechodzić obojętnie. Mieszkałem w budynku, na który spadła pierwsza bomba we wrześniu trzydziestego dziewiątego, na Woli, gdzie w 3 dni dokonała się największa rzeź w tej wojnie; czas spędzałem często wśród ewangelickich nekropolii, gdzie do dziś nagrobki znaczą ślady po pociskach. Zachwyt miastem, jego pulsem życia opiera się na tej mojej nieprzepartej świadomości dawnego horroru, zagłady, zniszczenia, w której anonimowi cywile w piwnicach i ofiary masowych egzekucji wysuwają się przed twarze i nazwiska bohaterów barykad…

Gdy przed kilku dniami przeczytałem na blogu innego przybysza ze Śląska, że Powstanie „było dawno w szkole i na co dzień nie korzystam z tej wiedzy”, nie mieściła mi się w głowie podobnie ignorancka obojętność (a może rzeczywiście nie trzeba zasługiwać na stolicę, jeśli można chodzić tymi samymi ulicami i nie widzieć, skoro to ja musiałem wrócić, jemu zaś udaje się tam wszystko?). A jednak, choć syreny nie zabrzmią już dla mnie „na żywo”, tamto wciąż się rozgrywa dla mnie teraz, blisko jest, w serca kłuciu, szkle bolesnym pod powieką, nie daje się ogarnąć i zapomnieć…

 

                      „Przeszłość – jest to dziś, tylko cokolwiek dalej”

                              [Cyprian Kamil Norwid, Przeszłość].

   

                  

   

sobota, 08 marca 2014
1366. Olszynka Grochowska 183 lata później...

  

      

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

      

  

czwartek, 05 grudnia 2013
1330. Misja szaletu publicznego...

  

Szanowni Państwo,
Chciałbym wyrazić swoje najgłębsze oburzenie audycją Jakuba Strzyczkowskiego „Za, a nawet przeciw”, wyemitowaną 4 XII 2013 roku w Programie III Polskiego Radia. Forma pytania, jakie skierowano do słuchaczy – „Czy w Polsce mamy dyktaturę mniejszości seksualnych?” – jak i zachowanie samego prowadzącego, stały się impulsem do publicznego wygłoszenia steku obrzydliwych pomówień i wulgarnych określeń w stosunku do nieheteronormatywnych obywateli polskich. Nie da się tego usprawiedliwić ideą „misji publicznej” czy potrzebą poruszania istotnych kwestii społecznych. Była to bowiem forma nagonki i linczu medialnego, seans pogardy i nienawiści, liczący na poklask najprymitywniejszych warstw społecznych. Taka jest, najwidoczniej, Państwa obecna grupa docelowa. Istnienie pewnych poglądów nie usprawiedliwia jednak bezrefleksyjnego ich powielania, zaś sami dziennikarze powinni poczuwać się do odpowiedzialności za formę dyskursu publicznego.
Czuję się osobiście obrażony Państwa – realizowaną z funduszy publicznych – audycją. Od dziś rzeczony program będzie dla mnie synonimem radiowego brukowca i rynsztokiem, prezentującym poglądy spod budki z piwem.
Z nieposzanowaniem!

 

czwartek, 21 listopada 2013
1323. Les Poisons...

  

W skrzynce pocztowej znajduję „Fakt” – darmowe wydanie na 10-lecie (4 miliony egzemplarzy!). Przyznaję się: przejrzałem – pierwszy raz bowiem miałem to coś w rękach. Z miejsca też mogę stwierdzić: był to raz ostatni. Trudno jednak nie dostrzec, wchodząc do tramwaju, podróżując metrem, widząc krzyczące te nagłówki i kolaże, dla jak wielu rodaków to dzienne źródło wiedzy o ich świecie

Trzeba być upośledzonym umysłowo, by to czytać – jakiegoż jednak skurwienia charakteru trzeba, żeby w tym pracować…

  

„Człowiek, który starannie kawałkuje własną małżonkę oraz dzieci i wsadza do lodówki w celu późniejszej konsumpcji, nie jest bardziej barbarzyński od gazety, która to wszystko opisuje”

                        [Elfriede Jelinek, Pianistka. Przeł. R. Turczyn].

  

sobota, 09 listopada 2013
1318. La Mala Educación...

  

Awantura wokół referendum odnośnie posyłania do szkół sześciolatków. Argument, żeby zdać się na rodziców – że znają lepiej swoje dzieci, wiedzą, czy są przygotowane. Jak przy podobnych sytuacjach słowa o kluczowości wychowania w domu. Ja mogę się odwołać jedynie do własnego, nadzwyczaj wypaczonego doświadczenia – szkoła nie daje nic, a może skrzywdzić, jednakże prawdziwa katastrofa to rodzice. Żadnemu z nich nie stanie bowiem w głowie myśl, że popełniają błąd, mogą coś robić źle, zaniechać. Przeciwnie, po trzydziestu latach wciąż będą święcie przekonani: „tak bardzo się staraliśmy”. W rzeczywistości nie potrafili zrobić nic poza i tak nietrafnym zapewnianiem rzeczy…

Na wszystko trzeba mieć papiery, przechodzić egzaminy, kursy, testy. Jedynie sprawowanie władzy (i stanowienie prawa) oraz płodzenie (wychowywanie) dzieci – dwie najważniejsze sprawy w świecie – nie wymagają najmniejszych kompetencji…

  

Tagi: rodzina
22:13, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
poniedziałek, 28 października 2013
1313. Pontifex Maximus (1927-2013)...

  

W moim rodzinnym Brzegu Dolnym (zdradzam w końcu na tych łamach nazwę kształtującego mnie trzydzieści lat piekiełka) uroczystość otwarcia – z udziałem prezydenta Bronisława Komorowskiego – wyczekiwanej od dziesięcioleci drogowej przeprawy przez Odrę, Mostu Wolności – 4 czerwca [1989 – jakby nie można było tego roku dodać do nazwy, już choćby w czysto edukacyjnym celu]. Ekranowe szaleństwo budowlane sprawia, że raczej nie zobaczy się zeń rzeki, ale przynajmniej kończy się historia promu i, docelowo, skróci droga na Wrocław. Co by o nim złego nie powiedzieć, przez ostatnie niemal ćwierć stulecia miasto (którego wieloletni burmistrz nieprzypadkowo pełni obecnie funkcję wojewody) dokonało ogromnego skoku – jest obrazem polskiej transformacji i modernizacji (zbudowane od podstaw liceum, hala sportowa, pływalnia, ośrodek zdrowia, odnowiony rynek, rozbudowane gimnazjum, sieć nowych dróg i boisk, remontowana właśnie stacja kolejowa, w planach zaś przystań, obwodnica i rewitalizacja parku), rozumnie wcielanej w życie idei samorządności. W tym sensie planowane na dziś nadanie honorowego obywatelstwa Tadeuszowi Mazowieckiemu rozumiało się jako coś oczywistego. Los sprawił przykrą niespodziankę, bo zawsze zaskakuje strata tak bolesna. Ów Pater Patriae III RP skupiał w sobie wielką prawość, wyrozumiałość, namysł, umiejętność dialogu, pokorę, solidarność. Wszystko, co na antypodach dzisiejszego stanu polityki. Łączył pięknie – bodaj już ostatni taki budowniczy mostów

  

23:58, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum
Tagi