~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
wtorek, 17 października 2017
1645. Schloss Kamenz...

Tagi: fotografie
22:35, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
sobota, 19 sierpnia 2017
1635. Burg Tzschocha...

Tagi: fotografie
22:33, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
niedziela, 06 sierpnia 2017
1633. Wycieczka do Rogalina i Kórnika...

Tagi: fotografie
21:18, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
niedziela, 30 lipca 2017
1631. Le petit château à la française...

 

Gdy za daleko do Doliny Loary, to można do Gołuchowa…

Tagi: fotografie
23:32, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
piątek, 07 lipca 2017
1626. Pocztówki sentymentalne...

niedziela, 04 czerwca 2017
1621. Arboretum w Wojsławicach...

Tagi: fotografie
22:27, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
środa, 13 lipca 2016
1576. Wspomnienia z Pomorza (III) - Malbork...

Tagi: fotografie
20:10, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
poniedziałek, 04 lipca 2016
1574. Wspomnienia z Pomorza (I) - Gdańsk...

Tagi: fotografie
20:38, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
środa, 07 października 2015
1517. Pergola...

  

      

  

      

  

      

  

piątek, 25 września 2015
1514. Gröditzberg...

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

Tagi: fotografie
23:01, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
czwartek, 20 sierpnia 2015
1504. Die Ruine der Bolkoburg...

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

Tagi: fotografie
23:16, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
sobota, 23 maja 2015
1481. Okruchy miasta...

  

Chodziłem po Krakowie z dwoma aparatami, w tym pierwszy raz z lustrzanką – odstąpioną mi przez ojca poprzednią jego zabawką. Brak wprawy i umiejętności, wnętrza, których nie umiem, na zewnątrz zbytnio jaskrawe słońca, poszarzające wszystko chmury. Tłumy chodzące, stojące samochody i wykopki. Oprowadzanie według programu miast dowolnego się szwendania, utykanie przełamujące ostry ból, wysłuchiwanie wzajemnych docinek towarzyszy. W efekcie niewiele prawdziwej zdjęciowej satysfakcji. Przeglądam setki kadrów, bo wszakże z miejsca, gdzie te na każdym kroku, ale nie będę z nich zbyt wielu miał pamiątek. Najlepsze zrobiłem rodzicom – mnie, tradycyjnie, na żadnym się nie znajdzie…

       

                        „Tak zwane widoki ziemi. Ale mało ich.

                        Wyruszyłeś i nie jesteś nasycony”

                                                            Czesław Miłosz.

  

                    

  

      

  

                    

  

      

  

                    

  

      

  

                    

  

poniedziałek, 18 maja 2015
1480. Bonnes promenades...

  

Wróciliśmy już, ochłonęliśmy. Dość intensywne dni, dużo chodzenia – z moją na pół skręconą (?) w poprzedni poniedziałek nogą. We wtorek około 15.00 zadomawiamy się na Librowszczyźnie – będziemy mieszkać przy ikonicznym dla klasycyzującego modernizmu Banku PKO projektu A. Szyszko-Bohusza. Pogodnym popołudniem obiad na Rynku, spacer Grodzką na Wawel i opustoszałe już krużganki zamku, portale na Kanoniczej, dziedziniec Collegium Iuridicum. W środę najwięcej – Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach, ulica Floriańska i Barbakan, Pomnik Grunwaldzki, kościoły św. Floriana i pijarów, plac Szczepański i Pałac Sztuki, dziedzińce Collegium Nowodworskiego i Collegium Maius, małe zboczenie do manufaktury kapucynów po jakieś ziółka, obiad na Rynku, u franciszkanów „Bóg Ojciec – Stań się!” Wyspiańskiego, dalej Plantami pod Wawel i wzdłuż Wisły, Skałka, kościół Bożego Ciała i Kazimierz, gdzie synagogi Wysoka, Stara, Remuh oraz Tempel, szarlotka na ciepło z gałką lodów na Szerokiej (przygrywa nam na żywo jakiś kwartet) i zaciemnione wnętrze u dominikanów. Czwartek ulewny, zimny, zatem skromniej – kościół św. Barbary i Bazylika Mariacka z otwarciem ołtarza Wita Stwosza (prawdziwy zalew wycieczkowych grup, ale spędzamy tam godzinę, więc w końcu się przerzedza), pizza w lokalu „Trzy Papryczki” (tym razem nie w ogródku, jak przed pięcioma laty, gdym pierwszy raz w Krakowie – por. 762), galerie Sztuki Dawnej Polski i Sztuki Cerkiewnej Dawnej Rzeczypospolitej w pałacu Erazma Ciołka, wnętrze świętych Piotra i Pawła. Wieczorem rodzice zaglądają do Galerii Krakowskiej – wrażenie robią niespotykane we Wrocławiu marki; ja odpoczywam w domu. W piątek od rana Wawel – wnętrze Katedry, komnaty reprezentacyjne królów i „Dama z gronostajem” Leonarda; następnie szybki obiad w barze na Grodzkiej, świątynia bernardynów, kościoły św. Katarzyny, św. Anny, deser u Wedla i Teatr Słowackiego. W sobotę pakowanie, wczesny posiłek w „Awangardzie” w dawnym Kasynie Oficerskim – i na pociąg. Po 18.00 jesteśmy już w domu – ja z reminiscencjami (kiedyś, z kimś), a oni pełni nowych wrażeń. Bo podobało się – choć kuśtykałem z tyłu, to przecież przewodziłem; udało się zaliczyć wszystkie żelazne punkty (13 kościołów, 5 wystaw w 3 muzeach), a jeszcze zostało dość powodów, by tam wrócić…

  

      

  

niedziela, 03 maja 2015
1476. Wielkie małe rzeczy...

  

XXVII Festiwal Kwiatów i Sztuki w Książu. A raczej jarmark i nawet dosyć wyraźnie odpustowy. Hektary parkujących na łące samochodów, tysiące depczących po sobie ludzi – stragany z regionalnymi wyrobami, biżuterią, wszelką tandetą. Z głośnika biało-czerwone disco, na żywo zaś Peruwiańczycy z el condor pasa, jak w nadmorskim kurorcie. Pozastawiane korytarze, w komnatach więcej inżynierii w konstrukcjach florystycznych niż tych kwiatów. Ścisk, kiepskie zorganizowanie, w dodatku deszcz i chłód w pierwszomajowy piątek – wielkie rozczarowanie. Na szczęście była wystawa bonsai

   

                  

  

W drodze powrotnej sugeruję zatrzymać się w Strzegomiu. Kościół zamknięty, do środka zaglądamy przez szybę w wewnętrznych drzwiach („poza ołtarzem pusto”, mówi mama, a przecież „gotyk pierwszej klasy, nie znasz się”, replikuję), ale kamienie fasad i dekoracja portali przewspaniałe... 

  

      

  

Dziś wypad do zamku na wodzie w Wojnowicach. Poprzednio byłem tam z ojcem na rowerze przed bodaj dwudziestoma laty (wtedy przez Odrę trzeba było promem; teraz mamy już most – Wolności 4 czerwca otwarty przed rokiem przez prezydenta Komorowskiego); tym razem w trójkę samochodem na obiad w tamtejszej restauracji przy Kolegium Europy Wschodniej: schab z dzika, do tego purée z marchewki, maślane kopytka i nelsoński sos – wszystko jednak w jakichś warzywach niezbyt chcianych, które w większości sceptycznie zostawiam na talerzu. Zapadła wiocha, a jednak ludzie ciągną – uniemożliwiają mi zrobienie pełniejszego ujęcia…

  

                  

  

Do domu powracamy zahaczając o naszą Starówkę – taras nad Odrą za pałacem to teraz pseudobarokowy ogród. W trzcinach na dole wypatruję szczygła – szybka reakcja i odrobina szczęścia pozwalają utrwalić to spotkanie. I właśnie taki drobiazg potrafi wynagrodzić wszystko, daje najwięcej satysfakcji i radości…

  

      

  

poniedziałek, 27 kwietnia 2015
1474. Ogród Japoński...

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

poniedziałek, 20 października 2014
1436. Schloss Fürstenstein...

  

Rusztowania na najwyższej wieży zepsuły mi nieco pocztówkę (słońce też, gdyby się wybrać wcześniej, lepiej by wszystko oświetlało), ale wczorajsza wyprawa do Książa – trzecia po Kłodzku i Świdnicy z naszych dolnośląskich jesiennych eksploracji, zwiedzanie zamku i spacer wśród opadłych złotych liści w parku – była mimo to przyjemnym doświadczeniem, ostatnią chyba atrakcją sezonu, ze słońcem i barwami pożegnaniem…

  

      

  

      

  

      

  

       

  

      

  

Tagi: fotografie
22:17, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
poniedziałek, 13 października 2014
1434. Eine Perle in der Krone...

  

Po dwóch tygodniach wczoraj kolejna wycieczka z rodzicami. Mieli ochotę na już odwiedzany niegdyś Książ, lecz ja zasugerowałem im Świdnicę. Po drodze jeszcze bardziej malowniczo niż do Kłodzka, bo wcześniej na linii horyzontu rysują się wzgórza. W mijanych wsiach tak charakterystyczne dla tych ziem ceglane folwarki – przebrzmiałe echa wieków solidnego Niemców gospodarowania…

Świdnica wrażenie robi świetne – urbanistyczny układ, bogate kamienice, mnogość detalu, chwała dawnego mieszczaństwa. Wspaniały widok z niedawno zrekonstruowanej wieży Ratusza – winda nie działa, wspinamy się po schodach na poziom 38 metrów (później zostawię rodziców w kawiarni i wejdę tam raz jeszcze, bo światło do zdjęć lepsze). Ogrom katedry (przecudny, wyrafinowany gotyk z przepysznym barokowym wystrojem), misteria i finezja Kościoła Pokoju (z listy skarbów UNESCO) – porażają. Najwspanialsze chyba wnętrza – obok Krzeszowa – jakie mi dane było widzieć. Obiad na Rynku (cudaczne sztućce) w pobliżu kwiaciarek – ta placu część jak żywo przypomina wrocławski Plac Solny. I po Wrocławiu właśnie jest Świdnica największą perełką na Śląsku – spacer bocznymi uliczkami zdradza sporo zaniedbań, ale do nadrobienia. Potencjał jest ogromny…

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

Tagi: fotografie
22:50, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
niedziela, 07 września 2014
1424. Bezdroża - czyli: Pożegnanie lata...

  

      

  

      

  

      

  

Tagi: fotografie
21:07, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
sobota, 10 maja 2014
1388. Warszawskie Dni Kawaleryjskie: Zawody Militari i pokaz galowy Szwadronu Honorowego 3. Pułku Szwoleżerów Mazowieckich...

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

wtorek, 18 lutego 2014
1359. Spring Running...

  

Pierwszy raz od siedemnastu dni do Centrum – trafiła się nareszcie zima ciepła i bez śniegu, a ja dozować sobie muszę z oszczędności każdy bilet. Dziś jednak długie smakowanie wiosny (?). Od Zamku szybkim krokiem do Łazienek, tam gęś na lodzie, w wodzie; następnie Pole Mokotowskie i Ochota. Skyline zza Filtrów i z kładki przy Bibliotece Narodowej. Odbieram też hologram na Żelaznej – dowód, żem już warszawiak, choć może nie być dane mi skorzystać

Wszędzie piechotą: buty za duże obcierają stopy, kręgosłup boli, aż się nie da schylać, migrena z wiatru, z głodu. Życie by było przecudowne, gdyby tak dało się codziennie…

  

      

  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum
Tagi