~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Wrocław

wtorek, 16 października 2007
316. Wyjście

  

Raz w tygodniu wyjście z domu na dłużej, dojazd, zajęcia, powrót, słońce, pośpiech, pot na karku, złote liście pod nogami – i śmiertelne zmęczenie. A przecież chciałbym tak codziennie, gdyby tylko było po co…

Pracować, działać, spotykać, żyć…

  

Byłem niemal pewien, że to Ciebie dziś mijałem na ulicy. Ale chyba więcej w tym było moich pragnień niż szczęśliwego przypadku...

  

wtorek, 02 października 2007
302. Szarość

  

Brukowane ulice, ciasne zaułki, zacienione pasaże, łukowate mosty, drewniane kładki, żeliwne bramy, nieznane przejścia, wciąż zielone bulwary, brązowe już parki, geometryczne ogrody – wszystkie tak przeraźliwie dziś puste, bo obok mnie… Bo nigdy obok mnie…

Katuję się samotnym spacerem – nawet niebo dziś łka. Wszystko na odwrót: deszczowe łzy spływają do oczu kałuż. Szarość. I tylko żółte liście… Pamięć o słońcu, którego już – zdaje się – nigdy nie będzie.

Moja nieopanowana skłonność do patosu i banału zarazem…

  

Głośny śmiech młodych ludzi na Rynku. Kiedy ja się tak śmiałem, kiedy zamiast myśleć poddawałem się emocjom? Jak wszystko w moim życiu – nigdy…

Tak, to smutek w moich oczach zniechęca innych ludzi.

  

Sklep-labirynt. Nie mogłem znaleźć przymierzalni, a wstydziłem się zapytać – odwiesiłem wszystkie rzeczy na ich miejsce.

  

Pierwszy dzień w Instytucie i znowu, jak co roku zetknięcie z bałaganem, niekompetencją i lekceważeniem. Od razu, na wstępie, odbiera mi to całą chęć istnienia. Tak jakbym potrzebował jeszcze dodatkowych argumentów poza samym sobą.

A jednak, mimo wszystko, nie wypatrywałem dziś przerwy między kołami pociągu, jak pięć dni temu. Nie ma jednak co się z tego cieszyć. Jeszcze się zdarzy…

  

czwartek, 27 września 2007
297. Podróż

    

Ruszasz, choć przecież siedzisz w miejscu, przyklejony do szyby w przeładowanym wagonie. Torba uwiera cię w prawe ramię, ale nie masz dość miejsca, by do niej sięgnąć. Samotne drzewa w polu (istota polskości dla ciebie), myszołów nad zeschłymi badylami kukurydzianych łodyg, zmęczeni życiem ludzie pracujący pośród jabłkowych sadów, pierwsze żurawie, rozwalające się poniemieckie stodoły – wszystko przechodzi przed twoimi oczami zanim zdąży w pełni zaistnieć. Zostaje tylko tło. Tu – harmider przyziemnych rozmów, melodie telefonów komórkowych. Nie słyszysz ich jednak. Tam – spokój, okrutna obojętność natury, niczym objawienie wieczności. Trwanie (wciąż najważniejsze dla ciebie słowo). Mgła spowijająca las na horyzoncie. Aż w końcu już tylko biel, biel pustego nieba…

Potem ciemność – półmrok peronu, na którym nikt nigdy na ciebie nie czeka, i setki twarzy, których nawet nie dotkniesz spojrzeniem. Przemykasz się niepostrzeżenie wzdłuż ścian śmierdzącego bezdomnością dworca – zdecydowanie, najpiękniejszy w Polsce. Wkraczasz do Miasta, recytując w myślach Leningrad Mandelsztama...

Po wakacyjnej przerwie powracasz do instytucji, z którą poza obowiązkami już nic cię nie wiąże. Tak, jak zawsze Puszkin – „Znowu odwiedziłem / Ziemi zakątek, kędym…” Mówisz każdemu „Dzień dobry” ze spokojem, bo wiesz, że te słowa nic nie znaczą – zdążyłeś już zapomnieć, że to ciebie się wita pierwszego. Żółte ściany na zewnątrz, żółte w środku. W Rosji żółtym domem nazywają dom wariatów. To właśnie mu zawdzięczasz – myśl o psychiatrze. Jeśli się uda, pójdziesz do niego we wtorek, gdy tylko opuścisz te przeklęte mury. Na tydzień zaledwie, niestety…

Potem znowu peron – zdaje się, że zawsze ten sam. Czekasz. Chodzisz wzdłuż i wszerz, choć potworne zmęczenie nieomal paraliżuje ci nogi, a w głowie temat przewodni z Całkowitego zaćmienia szarpie bezlitośnie nerwy dziwnym niepokojem. Tuż obok mija cię pociąg, i jeszcze jeden, i wreszcie nadjeżdża trzeci – patrzysz w jego żółte (znów!) oczy i, szukając przerwy między kołami, masz (wiadomo!) nieuchronne skojarzenia literackie. Skojarzenia-pragnienia. Ale nie, nie tym razem, jeszcze nie teraz – dopiero w nocy, w trupio zimnej pościeli stalowy chłód kolejowej szyny przeniknie przez twoją skórę i zatrzyma na szyi. Dopiero wtedy wrócisz, dopiero wtedy zgaśnie świeca Anny Kareniny…

  

poniedziałek, 10 września 2007
281. Wciąż Wrocław

  

Znowu Wrocław. Wciąż ten Wrocław.

Ostatnia z ciągnących się od dwóch miesięcy wizyt u dentysty (wciąż ten sam ząb!); przedpołudniowe przymierzanie kilku par spodni u państwa Hennes & Mauritz (wszystko wciąż za duże!); dziwnie znajome i obce jednocześnie odbicie w lustrze (to wciąż ja?); do kupionego w sobotę Wielkiego Fryderyka dołącza trzech kolejnych monarchów, i jeszcze Serhij Żadan, i jeszcze Bohema. Życie paryskiej cyganerii na początku XX wieku (wciąż nie mogę się oprzeć!); kroki dostosowują się do nuconych pod nosem quasi-barokowych tematów z Kontraktu rysownika (wciąż ten Nyman!); ukradkowe spojrzenia na pięknych młodzieńców wciąż bez koniecznej śmiałości (i wciąż nadzieja, że kiedyś podchwycą mój wzrok!); a w tle tego wszystkiego, w zakamarkach rozświetlonej nadzwyczaj dziś dobrym humorem świadomości – wspomnienie sobotniego spaceru, odnajdywanie wspólnych miejsc, ówczesnych słów. Wciąż i wciąż pana pamiętam, Mr Dalloway. Przechodząc przez Plac Solny omal nie kupiłem sobie kwiatów.

Ach, ten Wrocław!...

  

sobota, 17 grudnia 2005
14. Miasto

  

Wrocław – moja pustynia, mój Petersburg, moja Golgota.

Wrocław ukochany. Wrocław znienawidzony.

Ilekroć się w nim zjawiam, biorę to Miasto w posiadanie, na wyłączność. Wchodzę w nie jak między nogi wyśnionej kochanki.

Miasto – nie moje.

Miasto – mną będące.

     

     Nowych nie znajdziesz miejsc, innych mórz nie znajdziesz.

     To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach

     będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.

     Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach.

     Nie ma dla ciebie okrętu – nie ufaj próżnym nadziejom – 

     nie ma drogi ku innej stronie.

     Jakeś swoje życie roztrwonił

     w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.

                         [Konstandinos Kawafis. Przeł. Z. Kubiak]

  

1 , 2 , 3 , 4 , 5
 
Archiwum
Tagi