~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: kobiety

poniedziałek, 22 sierpnia 2016
1585. Jej punkt widzenia (II)...

„(…) nie chodzi o to, że źle nam się układało, bo się nie układało źle, nie było scen, nie było kłótni, nie było innych kobiet, do tego też bym nie dopuściła, prawda jest taka, że od pewnego momentu poczułam się zmęczona osobą, która potrafiła całymi tygodniami siedzieć w kącie, nie robiąc nic, i rozpamiętywać przeszłość, więc pewnego pięknego dnia stwierdziłam, że chciałabym, żeby on się zakochał i zostawił mnie w spokoju”

[António Lobo Antunes, Podręcznik dla inkwizytorów. Przeł. W. Charchalis].

„Powtórzyła, że bardzo żałuje, że tak mnie niszczono i że się poddałem, choć początkowo wydawało się jej, że jest inaczej, wręcz przeciwnie (…), początkowo podziwiała we mnie, że niszczono mnie, ale ja jednak się nie poddałem, tak mnie wtedy oceniała i się pomyliła (…). Powtórzyła, że chciała mnie uratować, ale bezowocność jej starań, oddania i miłości zabiły w niej uczucia, którymi mnie darzyła, jest nieszczęśliwa, pozostało w niej tylko poczucie pustki i daremnego trudu”

[Imre Kertész, Kadysz za nienarodzone dziecko. Przeł. E. Sobolewska].

poniedziałek, 15 sierpnia 2016
1584. Failed Exam...

„Nie jest głupi. Wie, że jako kochanek niczym się nie odznaczył. Nigdy w sercu kobiety nie wzbudził uczucia, które uznałby za wielką namiętność. Kiedy spogląda wstecz, stwierdza, że właściwie nigdy nie był obiektem namiętności, takiej prawdziwej namiętności, silniejszej czy słabszej. Jakoś to chyba o nim świadczy. Co się tyczy wąsko rozumianego seksu, podejrzewa, że ma w tej sferze dość nędzne wyniki i w zamian też bywa raczej nędznie obdarzany. Jeśli ktokolwiek jest temu winien, to tylko on sam. Póki brak mu serca, póki się dystansuje, trudno przecież oczekiwać, że kobieta nie będzie także zachowywała dystansu.

Czy seks jest miarą wszystkiego? Jeśli John w tej dziedzinie zawodzi, czy tym samym oblewa egzamin z całego życia? Byłoby mu łatwiej, gdyby nie okazało się to prawdą. Ale kiedy rozgląda się wokół siebie, nie widzi nikogo, kto nie korzyłby się przed bogiem seksu – może z wyjątkiem paru dinozaurów, reliktów epoki wiktoriańskiej. Nawet Henry James – taki niby poprawny, wiktoriański – na niektórych stronicach mrocznie daje do zrozumienia, że w ostatecznym rozrachunku seks jest wszystkim”

[John Maxwell Coetzee, Lato.

Sceny z prowincjonalnego życia III. Przeł. D. Żukowski].

czwartek, 11 sierpnia 2016
1583. Jej punkt widzenia (I)...

„(…) za każdym razem myślała: »Kiedyż on wreszcie się rozkręci?« – ale jednocześnie bawił ją, a nawet trochę wzruszał jego brak pewności siebie i fakt, że bez jej pomocy prawdopodobnie nie rozkręci się nigdy. Stopniowo jednak irytacja zaczęła brać górę”

[Vladimir Nabokov, Król, dama, walet. Przeł. L. Engelking].

„John był przyjacielem w czasie, gdy na mojej życiowej drodze pojawiły się wyboje, podporą, na której czasem się wspierałam, ale nie mógłby stać się moim kochankiem w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Do autentycznej miłości potrzeba dwojga pełnych ludzi, którzy muszą do siebie pasować jak jin i jang, kontakt i wtyczka. Jak mężczyzna i kobieta. My nie pasowaliśmy do siebie. (…) John nie był stworzony do miłości. Nie był tak skonstruowany, by się dopasowywać lub żeby ktoś mógł dopasować się do niego. Był jak sfera. Jak szklana kula. Nie dało się do niego podłączyć”

[John Maxwell Coetzee, Lato.

Sceny z prowincjonalnego życia III. Przeł. D. Żukowski].

poniedziałek, 08 sierpnia 2016
1582. Inicjacje i transgresje...

Sześć lat od tamtego poranka we Flensburgu, między wycieczką do Lubeki (por. 823) a Hamburgiem (por. 825), po pierwszym wspólnym spaniu w jednym łóżku, kiedy uśmiechy po przebudzeniu i wpatrywanie w siebie dały odwagę palcom do delikatnych muśnięć, a wargom do gorącego zwilgotnienia naszych ciał. Kolejne odsłaniane warstwy i przesunięcia granic; jeszcze bez tej ostatniej – to później, tego dnia wieczorem – która przyniesie zawód, łzy i tak już będzie zawsze. W poczuciu, że wreszcie budzi się, dopełnia męskość, niespełna dwa miesiące przed trzydziestką. Że – tak już sobie bliscy – stajemy się od teraz nierozłączni (pragnienie, by być ciągle przy niej, wciąż trzymać ją za rękę), a ja otwieram się na innych, zyskuję radość, pewność. Jeszcze bez świadomości swojego kalectwa na tym polu, tracenia się naszego przez odległość; tego, że zwątpię ostatecznie, obrażę się na świat i życie, wycofam ostatecznie…

„Podobno rozczarowanie wywołane nieudanym debiutem erotycznym naznacza mężczyznę piętnem traumy i decyduje o jego dalszych losach. Ktoś zostaje mizoginicznym mizantropem lub homoseksualistą, a jeszcze ktoś inny Kubą Rozpruwaczem”

[Tadeusz Klimowicz, Pożar serca. 16 smutnych

esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach].

Tagi: kobiety
22:31, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
niedziela, 26 lipca 2015
1497. Broken...

  

„Nie istniało żadne rozwiązanie. Żadne wyjście. Czasami kochamy kogoś bardzo mocno, a jedyna możliwa forma trwania tej miłości jest tak nieuchronnie ostateczna, że sama myśl o tym nas paraliżuje. (…)

Kochać kogoś i zostać przeciętym wpół”

                  [Susana Fortes, Albański kochanek. Przeł. W. Ignas-Madej].

  

czwartek, 23 lipca 2015
1496. Eternal presence...

  

„Co to jest miłość? To nie jest podniecenie seksualne. To potrzeba bezustannego przebywania w towarzystwie tamtego ciała.

W zasięgu tamtego spojrzenia.

W zasięgu tamtego głosu.

(Nawet w zasięgu wyobrażonym. Nawet w formie obrazu wewnętrznego. Wielu mężczyzn, wiele kobiet wie, że można kochać umarłego. Możliwość związku ponad teraźniejszością stanowi nawet istotę miłości)”

                     [Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski].

  

poniedziałek, 20 lipca 2015
1495. Se non è vero (II)...

  

Cztery lata już rozpaczy po utracie Ani. Mówiła wtedy Diana w Konstancinie, że patologia zaczyna się po pięciu – zatem rok jeszcze udawania, że w tym szaleństwie kryją się choć minimalne pozory normalności. Nie można jednakże wyzdrowieć, gdy się nie chce – niby należałoby opłakać, pogodzić się, zapomnieć, ale wówczas trzeba by przecież zrezygnować ze wszystkiego, z samego doznania przeżywania. Wszak nic wcześniej ani później poza Nią, nic bez Niej – dlatego ciągle myśli, czułe słówka i pieszczoty, obecność nieuchwytna, od ludzi coraz dalej, ułud i widm wciąż więcej…

  

„Nigdy nie pozwolił sobie ani na jeden dzień zdrady, przeżyty bez przywoływania jej wspomnienia, bez mitologizowania jej osoby; ona z kolei nigdy nie dowiedziała się, że (…) węszył za nią jak zbłąkany ogar, próbujący odnaleźć drogę do domu. (…) Można kochać kogoś, kto cię kochał i już cię nie kocha? Można. Nie musi się, ale można.

(…) Będę jej szukał wokół siebie, w głębi swoich źrenic, w powietrzu, które wdycham i wydycham, nawet jeśli ona sama nigdy się nie dowie, że ją kocham, a pół życia spełźnie mi na marzeniach o niej”

                 [Eliseo Alberto, Ester, gdzieś tam. Przeł. B. Wyrzykowska].

  

23:01, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
piątek, 17 lipca 2015
1494. Dowody na istnienie...

  

Pisać można jedynie uczestnicząc w rzeczywistości, żyjąc w świecie – zarazem w pełni doświadczając swojego wnętrza (emocji, myśli), poznając siebie prawdziwego. Zbliżając się, nie oddalając. Tymczasem moje bycie jest ucieczką, skryciem w ułudzie, fantazją nawet o uczuciach. Urządzam w głowie przestrzeń, własne mieszkanie, którego mieć nie będę, w budynku, którego wnętrza na żywo nie zobaczę, a poprzez jego okna widzę miasto, co już nie będzie moim; spotykam się tam z chłopcem, co ma konkretną twarz, nazwisko, a nie potrafię doń przemówić; do łóżka kładę się co noc z dziewczyną, która jest tylko mym wspomnieniem – niewypowiedzianymi słowy mówię jej o miłości, całuję ciało, którego nie umiałem pieścić…

To tylko się przydarza, dzieje – samonaprowadzenie w obłęd pozwala znieść codzienność, wytłumaczeniem jest, na życie przyzwoleniem…

  

„W samotności swojej była żywą ilustracją tego, na jakie bezdroża skręcić może istota kierująca się raczej uczuciem niż rozumem. Aczkolwiek tylekroć spotykały ją zawody, czeka wciąż na ów upragniony dzień, gdy zacznie żyć urzeczywistnionymi snami. (…)

O Carrie, Carrie! O, ślepe dążenie ludzkiego serca! (…) Wiedz, że nie ma dla ciebie ani przesytu, ani zadowolenia. W swoim fotelu bujającym przy oknie marzyć będziesz długo sama. W swoim fotelu bujającym przy oknie marzyć będziesz o takim szczęściu, jakiego nigdy nie zaznasz”

                    [Theodore Dreiser, Siostra Carrie. Przeł. Z. Popławska].

  

wtorek, 12 maja 2015
1479. „Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił”...

  

Jedziemy do Krakowa. Rodzice nie byli jeszcze nigdy, ja czterokrotnie już – tym razem pierwszy raz bez Ani, bez tego pretekstu do podróży, naczelnej motywacji i atrakcji. Będę ich oprowadzał kilka dni, lecz nie poznają, po jakich śladach kroczę, łzy jakie i uściski przywołuję, jakie sprzed czterech lat miraże mi się jawią. Mogła się wyrzec i zapomnieć o mnie, lecz ja ją trzymam w ramionach swoich wspomnień nieustannie…

  

                    „Nie upłynęło między nami nic prócz czasu”

                                             [Robert Lowell. Przeł. P. Sommer]

   

środa, 29 października 2014
1438. Caritas patiens est...

  

Znów w naszym kinie, z ojcem na „Bogach” (Polska’2014; reż. Łukasz Palkowski) – kolejki do kasy, jakich tu chyba nigdy nie widziano, projekcja z tego względu ma jakieś 20 minut opóźnienia. Niezrozumiała dla mnie popularność tego filmu – przeciętny biograficzny dramat o rzeczywiście nadzwyczajnych dokonaniach, obraz przaśności lat 80-tych, jak one bez polotu, zrealizowany raczej schematycznie (nie widzę rzekomej błyskotliwości scenariusza, inwencji reżysera, który by wyszedł poza ilustrację). W za dobrej formie jest od paru lat rodzima kinematografia, bym miał uwierzyć, że to najlepszy polski obraz roku – już raczej coś na miarę cyklu „Prawdziwe historie” TVN-u, nie za to się przyznaje Złote Lwy…

Za to już „Miłość” (Francja / Austria / Niemcy’2012; reż. Michael Haneke) jest dziełem skończonym i wybitnym, ze wszech miar godnym Złotej Palmy. Oglądam w telewizji z prawdziwym podziwem i wzruszeniem, wciąż myśląc przy tym o Ani. Pewnie to dziwne, ale już wiele razy wyobrażałem sobie, że się nią opiekuję, że chora jest albo umierająca – może w ten sposób w oczach własnych chciałem się wydać bardziej męski, silniejszy i odpowiedzialny; przesłonić tym poczucie winy oraz wstydu, że nie umiałem jej wysłowić mojego oddania, nie mogłem się z nią pieprzyć. A teraz jak gdyby umarła – znów sam jestem. Jak, po cóż dalej żyć bez kogoś, kto się wydawał Tobie całym światem, jedynym jego sensem…

  

„Miłość jest darem bezlitosnym, ponieważ nic nie pociesza po jej stracie. Miłość jest związana ze zgubą: zguba ją sprawdza.

To najsilniejszy ból.

Można sformułować negatywną definicję miłości: miłość jest tym, co pozostawia nieutulonym w żalu.

Ona nigdy się nie kończy. (Dlatego pozostawia nieutulonym w żalu. Jest nieskończona. Miłość, w przeciwieństwie do seksualności i do małżeństwa, jest nieskończona). Nie jest pewne, czy dla gatunku ludzkiego istnieje coś takiego jak żałoba.

Nic nie zwróci zapodzianego daru.

Bo nic mu nie dorówna”

                     [Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski].

   

środa, 25 czerwca 2014
1404. Family Man...

  

Dzień Matki, Dzień Dziecka i Dzień Ojca przechodzą u nas tego roku bez odzewu, nie są w żaden sposób celebrowane, wspominane (a zresztą, owe „Wszystkiego najlepszego!” z lat minionych znaczyło też niewiele). Mścimy się za niepamięć o sobie kolejnym przemilczeniem – kalendarzowa kolejność świąt wskazuje, kto pierwszy tu zawinił…

Teraz, kiedy na nowo jestem z nimi, moja emocjonalna oschłość znów narasta. Powraca gniew, skrywany, tym bardziej wszak niszczący (żałosne, bo mimo tego korzysta się z profitów). Za zmarnowane życie, nie-nauczenie, zastraszenie; że się nie mogło zbliżyć z Jackiem, Anią, nie poradziło tam, bo tak było ukształtowanym; że się musiało wrócić, że teraz trzeba znosić

  

„(…) wszystko to odejdzie w niepamięć z czasem, a ja stanę się zimnym skamieniałym nagrobkiem pewnej małej rodziny, liczącej wszystkiego trzy dusze, która kiedyś istniała, ale przestała istnieć”

                        [Zeruya Shalev, Mąż i żona. Przeł. A. Jawor-Polak].

   

wtorek, 08 kwietnia 2014
1378. On a Distant View...

   

Spacer wzdłuż praskiego brzegu Wisły, od Mostu Świętokrzyskiego gdzieś za Łazienkowski. Tam kończy się wytyczony szlak – pośród tej nieuczęszczanej pustki, piasków, traw para młodzieży w objęciach i czułościach: on bez koszulki już, ona w staniku, namiętne pocałunki. Zawracam do Narodowego, choć może trzeba było zostać, czegoś bym się nauczył, zobaczył znacznie więcej. W tramwaju spoglądam wciąż na dekolt siedzącej przede mną dziewczyny, przypomina się rozkosz dotyku cudownie gładkich, delikatnych piersi Ani. Nie powtórzy się – wizja bliskości z kimś oddala się, tak samo jak Warszawa

  

      

  

niedziela, 06 kwietnia 2014
1377. Gorzkie gody...

  

Gołębie napuszają się, podążając za swymi wybrankami; łyski przeganiają konkurentów, zabawnie biegając po wodzie; samce krzyżówek kiwają główkami, prezentując wdzięki. Wszędzie dobieranie się w pary, zalecanie. Ja też miałem kiedyś swą Kaczuszkę, lecz gniazduje Ona teraz z innym, zbyt daleko. Pozostaje mi zazdrosne podglądanie…

  

„Raptem pojął, że nie ma mężczyzny bardziej niekompletnego niż ten, który był – ale już nie jest – kochany”

             [Antonio Gómez Rufo, Żegnajcie, mężczyźni. Przeł. M. Płachta].

  

piątek, 13 grudnia 2013
1333. Tiempo de silencio...

  

Nie piszę do niej, zwlekam, już ponad dwa miesiące. Listy uświadamiają dystans, a na ten się nie godzę. A przecież nie chcę zerwać i nie wystarcza mi jej widmo, wciąż obecne. Szepcę i tulę się, całuję; imaginuję sobie wspólne życie, wykreślam z niego innych. Ale to wszystko przecież tak jałowe, jednostronne… Tęsknię za jej choć jednym słowem – i lękam się, bo przecież każde bez tamtych już emocji…

  

„Noc, świat pogrążony w ciszy, jakby nikogo tu nie było, nawet mnie samego. (…) Nie zgadzam się na taką samotność. Dlaczego nie wracasz i mnie nie dręczysz? Przynajmniej tego bym od ciebie oczekiwał. Skąd ta cisza, dzień po dniu, noc po niekończącej się nocy? Przypomina mgłę, to twoje milczenie”

                          [John Banville, Morze. Przeł. J. Jarniewicz].

   

środa, 25 września 2013
1300. Furia...

  

Nigdy nie mogłem się na Ciebie gniewać. Nie było o co: zbyt dobra byłaś, mądra, opiekuńcza, najlepsza Ania na świecie, kochAneczka. A jednak każda myśl o Tobie – po wszystkich tych uśmiechach, rozczuleniach, które od razu wywołuje – kończy się gniewem. Nie wybaczyłem losowi tej formującej mnie przeszłości, co była nam przeszkodą, a sobie słów i gestów, których zabrakło – żyję w poczuciu klęski. Miast karmić się przyjaźnią czy miłością, oddaję się uczuciu, które stopniowo niszczy…

  

I know the rage that drives you. That impossible anger strangling the grief, until the memory of your loved one is just... poison in your veins. And one day, you catch yourself wishing the person you loved had never existed, so you would be spared your pain [z filmu Batman – Początek” (USA / Wielka Brytania’2005; reż. Christopher Nolan)].

  

Tagi: kobiety
23:58, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
poniedziałek, 23 września 2013
1299. Never ever...

  

Dwa lata od naszego ostatniego spotkania. I nie wiem, czy jeszcze będzie jakieś. A gdyby nawet, gdyby kiedyś, to byłoby tak samo sporadycznie, jednostkowo, jak poprzednio. Rozczarowujące jak cała ta historia. Każdy dzień naznaczony był piętnem rozstania; przez te lata spędziliśmy z sobą w sumie dwa tygodnie. Za mało dla takiego, co uczy się słów i gestów, oswaja z drugim kimś, jest jak dorosłe dziecko. Zmęczyła się ślimaczym tempem i odpuściła, pojawił się ktoś trzeci...

W tym wieku (nie: z taką osobowością, bagażem niedoświadczeń) już się podobnie wielkiej szansy nie dostaje. I – nie dopuszczając do siebie innych ludzi – nie zapomni...

  

„Miałem po prostu uporczywe i przenikliwe wrażenie, że spotkałem ją dużo za późno i że zmarnowałem całe życie; wrażenie, które, byłem o tym przekonany, miało już mnie nie opuścić po prostu dlatego, że było słuszne”

            [Michel Houellebecq, Możliwość wyspy. Przeł. E. Wieleżyńska].

      

poniedziałek, 26 sierpnia 2013
1288. Fragments d’un discours amoureux…

  

JA

„I jeszcze powiedziałem sobie: »Nie wiem, co czuła. Nie wiem, jaka była naprawdę. Wiem, że jej nie posiadłem, bowiem niczego się nie posiada, posiadając kobietę. W nic się nie wchodzi, wchodząc w kobietę. Wiem, że jej nie rozumiałem, tuląc ją do siebie. Ale ją kochałem«”

                  [Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski].

  

ONA

„Kochał… Kochał mnie czy ideę mnie? Nie wiem. Jednak na pewno miał powody, żeby być mi wdzięczny. Nie utrudniałam mu sprawy. Są tacy mężczyźni, którym uwodzenie kobiety nie przychodzi łatwo. Obawiają się ujawnić pożądanie, narazić na odtrącenie. Za takimi lękami często leży historia z dzieciństwa. Nigdy nie naciskałam Johna, by się otworzył. To ja uwodziłam, to ja prowadziłam zaloty. Romans trwał na moich warunkach i zakończył się, kiedy tak postanowiłam. Pyta pan: czy mnie kochał? Odpowiadam: był mi wdzięczny”

                    [John Maxwell Coetzee, Lato. Przeł. D. Żukowski].

  

piątek, 23 sierpnia 2013
1287. Imagine That...

  

„Dzień dobry, Pszczółko”, mówię po przebudzeniu – codziennie inne czułe imię, by przywitać. Potem leżymy długo, jak jeszcze od czasów Flensburga i Krakowa: tulę się mocno, całuję Twe kochane ciałko, te wszystkie mięciutkie zakamarki; chłonę błogość. Pod kołdrą zawsześ tak gorąca, ale od okna rankiem ciągnie, odkryte piersi chłodne – ujmuję dłonią krągłość, w sobie wyczuwam sztywność. „Kocham Cię”, chwytam wargami uszko, chciałbym się z Tobą kochać…

Czas nagle ulega przyspieszeniu – wstawanie, toaleta i śniadanie; znikamy sobie z oczu na cały dzień. Spacer po mieście: parki, pałace i kościoły – zdjęcia. Nagle się zjawiasz, jesteś obok: przysiadamy na ławce, trzymamy się za ręce. „Kluseczko”, szepcę, „Myszko” – uśmiechasz się wyrozumiale wobec tej dziecinady. Zwroty, co nie stanowią wstępu do komunikowania czegoś – chodzi o samo Cię-nazwanie… Czekanie na obiad w restauracji: bawię się, tradycyjnie, Twoimi małymi paluszkami, ściskając lekko każdy z nich z osobna. Powrotny tramwaj: stajemy zawsze z tyłu, z rzadka tylko siadamy – Ty wtedy na mych kolanach, do szyby przodem; nic już wokoło nie ma. Martwię się, czyś zmęczona – „Zrobimy herbatki z malinowym soczkiem?”, dopytuję. W domu popołudniami czytam, ale co kilka stron lub po rozdziale przerwa, bo przecież na kanapie wylegujesz się wraz ze mną. Znów słówka i uściski. Kolacja, telewizja, prysznic – mydlimy się i oblewamy wodą, dotykamy. Nareszcie łóżko, zimna pościel – bliskie objęcie, mój nos w twoich pachnących włosach; nie lubię tej Twojej koszuli nocnej, męskiej – rozpinam Ci kilka guzików, kładziesz mi dłoń na biodrze. „Dobranoc, mój Kurczaczku”. We śnie tak samo blisko, jak za dnia, na jawie…

„Na każdym miejscu i o każdej dobie” – zdecydowanie, nie jesteś jedynie widziadłem i wspomnieniem…

  

„Nie jest dobrze w młodym wieku do tego stopnia pasjonować się czymś, co nie istnieje...”

              [José Carlos Somoza, Namalowane okno. Przeł. B. Jaroszuk].

  

środa, 21 sierpnia 2013
1286. Eternal Now...

  

Wszystkie nieśmiałe te nadzieje, profile chłopców w Internecie są o tyle nieważne, że przecież liczy się tylko Ona. Najcudowniejsze już mi się przytrafiło – na cóż więc jeszcze liczyć? Nie wybacza się sobie takiej straty, odwraca od innych szans, wspomina. Im bardziej czas zaciera mi Jej rysy, tym bardziej staje się ona namacalna moim dłoniom. Czym dalej, rzadziej, tym wydaje się bliżej, coraz częściej. Nie muszę Cię oglądać ani słyszeć – i tak jesteś wciąż przy mnie tu, na co dzień…

  

                              „A przecież to nieobecność uobecnia”

                       [John Banville, Zaćmienie. Przeł. J. Jarniewicz].

  

piątek, 05 lipca 2013
1269. „Tylko Twoja dłoń... stały ląd”...

  

Oglądam „Debiutantów” (USA’2010; reż. Mike Mills). Chwyta mnie za gardło i wywołuje łkanie, ilekroć on z nią, on bez niej (Anna: Why do you leave everyone? Why did you let me go? Oliver: Maybe because I don’t really believe that it’s going to work and then I make sure that it doesn’t work…). Ból, jak co dnia zresztą. Strach, roztrzęsienie, furia, wokół wzburzone morze

Znów znaleźć się w Twoich ramionach, wypłakać się, ukoić. Poczuć, powąchać, dotknąć. Wspominam na okrągło, bo tak tylko mogę cokolwiek zaznać…

  

„Życie, autentyczne życie, jest ponoć walką, niesłabnącym działaniem i szukaniem samopotwierdzenia, nasza wola swoją tępą głową wali w mur tego świata, i takie tam dyrdymały, ale kiedy spojrzę wstecz, widzę, że zawsze zużywałem większość energii na proste poszukiwanie schronienia, wygody i, przyznaję, przytulnego miejsca. (…) Przez całe życie tak naprawdę chciałem tylko jednego: chciałem być ukryty, chroniony i strzeżony, chciałem zaszyć się w miejscu, które byłoby ciepłe jak łono, skulić się w nim, ukryć przed obojętnym spojrzeniem nieba i groźnymi knowaniami powietrza. To dlatego przeszłość jest dla mnie takim schronieniem, wędruję do niej ochoczo, zacieram dłonie i zostawiam za sobą zimną teraźniejszość i jeszcze zimniejszą przyszłość”

                          [John Banville, Morze. Przeł. J. Jarniewicz].

  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Archiwum
Tagi