~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Achmatowa_Anna

sobota, 12 sierpnia 2006
116. Miłość

  

Cóż pamiętam, co wymyśliłem? Wydaje mi się, jak gdybyś nigdy nie istniała, nie mijała mnie w korytarzu, nie przepływała obok, nie siedziała nigdy naprzeciw, nie milczała wraz ze mną, nie nosiła pomarańczowych bluzek i brązowych żakietów, nie wyginała szyi tak, jak nikt inny, nie chodziła i nie uśmiechała się, jak tylko Ty potrafisz, – potrafiłaś? A przecież istniałaś naprawdę, musiałaś istnieć, byłaś, byłaś na pewno, lecz nie taka, nie moja, nie ze mną... Wciąż ten refren z Achmatowej: Ty wymyśliłeś mnie. Takiej na świecie nie ma. / Takiej jak ja na świecie być nie może. Nie, byłaś, istniałaś realnie, a jednocześnie to ja Cię stworzyłem – po co właściwie? By poznać rozkosz, by zaznać goryczy? By się przekonać, by spróbować? Nie wiem już, co było prawdziwe, nie wiem, czy Ty byłaś prawdziwa. I cóż to było właściwie? Miłość? Oczywiście, że miłość. I gdy wreszcie się ona – tak żałosna i śmieszna, jałowa i niewysłowiona – wypali, gdy zacznie usychać i umierać, bo już nie widzę Twej twarzy, bo już nie pamiętam Twoich oczu, i tylko to wspomnienie wygiętej szyi… – gdy rozpływać się zaczniesz w mej pamięci, ja będę patrzył na tę śmierć i trzymał Cię mocno za rękę, tak by już nic, do końca, nie było mi oszczędzone…

  

Miłość. Oczywiście, że miłość…

  

1 , 2
 
Archiwum
Tagi