~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Borowski_Tadeusz

czwartek, 07 maja 2009
612. O tym, że "zwieść Cię może ciągnący ulicami tłum" - czyli Elegia na odejście...

  

Trzy tygodnie udawania pełnej samodzielności i niezależności; dni bezładnych wędrówek, odkrywania wszystkiego na własną rękę; godziny przyglądania się, zachwycania, radowania. I tysiąc zdjęć, na których mnie nie ma – by pamiętać, że nie miał mi kto ich zrobić, że to wszystko było tylko snem, z którego trzeba się w końcu przebudzić. Że jestem sam – od zawsze i, najwidoczniej, na zawsze...

I tylko te momenty szczęścia, beztroski, zapomnienia – krążenie w ludzkiej masie, roztapianie się wśród innych podobnych Tobie, bycie z nimi, tak anonimowo i bezpiecznie, tak, jak nigdy dotąd. No więc raz jeszcze, ten ostatni raz... 

   

                    „To dziwne, jak gdyby śnione, a jakby żywe, bolesne:

                    wieczorną aleją iść i nie poznawać znajomych

                    kształtów i zwykłych nazw, i twarzy przyjaciół zapomnieć,

                    a światłem być tylko i cieniem, samotne, nieme mieć ciało

                    i falą być obcej rzeki, i tylko mijać, i mijać...” 

                                                  [Tadeusz Borowski, Imiona rzeki].

  

środa, 11 lutego 2009
563. ..."to sleep; / No more" - czyli "Pan Cogito biada nad małością snów"...

  

„Te noce są okropne. Sen / odpycham precz jak ciężki zapach”… − napisałby Borowski. Nie mogę zasnąć, nie mogę spać ani leżeć, ani nawet wygodnie się w łóżku ułożyć. W jednej pozycji wytrzymuję nie więcej niż pięć minut, po czym odwracam się na drugi bok i szukam przeciwnego brzegu podłużnej poduszki. Ręce pod głową, pierzyna między nogami, pościel zimna, jak lubię. W końcu, nie wiedzieć kiedy, udaje się zasnąć, ale im bliżej ranka, tym częstsze przebudzenia, tym bardziej zmięte prześcieradło i tym większe zmęczenie. Kołowrót kilkunastominutowych stanów pełnej świadomości i jakby jej utraty podczas przyśnięć, ciemności w pokoju i pustki spania. Pustki, bo nic mi się nie śni − nawet tej nagrody więc mi w życiu odmówiono. Braki uzupełniam wieczornymi marzeniami…

Podnieść się rano z łóżka to heroiczny wysiłek, wymagający godzinnych przygotowań. Ale przynajmniej na tym polu codziennie zwyciężam…

  

„Ziemia niczyja przebudzenia jest jak ruchome piaski, tylko przesuwające się w odwrotnym kierunku, albo jak bagno, podnoszące się ku górze trzęsawisko, z którego człowiek stopniowo się wyłania, ale mimo to nie ma się z czego cieszyć” [Attila Bartis, Spokój. Przeł. A. Górecka]. 

     

wtorek, 21 października 2008
507. O tym, jak przyjechawszy z Wrocławia, przez park wracałem do domu, a deszcz złotych liści sypał mi się na głowę...

   

                    „Październik był przepiękny. Tak jak dziś pamiętam.

                    Niebo dziwnie przejrzyste i dziwnie głębokie

                    drżało w żarze południa, jak drży liść na wietrze,

                    próżne i niedosiężne. Dziwnie jestem smętny, 

                    kiedy ci o tym mówię, bo cóż znaczą słowa? 

                    Widziałem smugi dymu, które wiatr rysował

                    na niedosiężnym niebie, i czekałem chwili,

                    gdy niedosiężne niebo ku nim się pochyli,

                    by je w siebie pochłonąć. Potem nic już nie ma, 

                    tylko smutek poety i do wiersza temat”

                                        [Tadeusz Borowski, Niebo października].

  

W starym miejscu nowy fryzjer i tradycyjna w tej sytuacji porażka; z przeceny cztery książki (Oz, Bazdulj, Veličković, Virk) i wrażenia przy oglądaniu Skarbnicy ornamentów Dolmetscha; w domach towarowych bezowocne przymierzanie i wyjątkowo ani jednego ładnego chłopca; za to w alei podsłuchiwanie uroczego starszego małżeństwa, które przysiada się do mnie z braku miejsca; w domu list do D. z komplementami, które każdy mężczyzna powinien jej prawić…; i niepokój jakiś, od dni wielu maskowany, gdzieś ukryty, przygnębienie życiem moim, na chwilę zaledwie uśpione. Pewnie stąd ta dzisiejsza wycieczka, to ostatnie beztroskie słońce…

  

czwartek, 08 listopada 2007
330. Se non è vero...

  

Nie rezygnować mimo ustawicznych wątpliwości, nie poddawać, nie uciekać, nie chować, próbować wciąż od nowa, kontynuować, odważyć, pisać, wysyłać, pogodzić się z myślą, że nie zawsze, nie od razu się uda, że nie ten, i ten też nie, nie przejmować się mimo tego, nie zadręczać, uwolnić od tego, co wciąż więzi, nie oczekiwać za wiele, ale nie wyrzekać się przy tym wyobrażonego – tym bardziej, im mniej w nim prawdy…

   

               „Jeżeli ziemia jest snem, to trzeba dośnić do końca

               i sen za życie wziąć, obrazom utkanym z mgły

               wierzyć, jak gdyby były wykute z kamienia i brązu,

               za rzeczywiste brać kształt i ułamek kształtu,

               niedokończenie ruchu, czyjś wpółurwany głos,

               wiszący w powietrzu krok, wpółprzechylenie piersi,

               fragmenty imion i nazw, szczątki roztkanych form,

               i trzeba po ścieżkach iść, choćby powietrzem wiodły,

               ufając obrazom kamieni, jakby naprawdę były

               ciosanym z piaskowca brukiem, wbitym w powierzchnię ulic.

               […]

               Gdziekolwiek ziemia jest snem nieprzebudzonym jeszcze,

               uwierzyć trzeba w kształt i kochać senny pozór,

               na wietrze budować mgłę i wpół nie urywać snu. 

               Gdziekolwiek ziemia jest snem, tam trzeba dośnić do końca”. 

                                   [Tadeusz Borowski, Obrazy snu]

  

A po wszystkim się obudzić, stwierdzając z zadowoleniem, że to wcale nie był sen…

  

wtorek, 19 września 2006
142. Zapomnienie

  

                    Tak mi się twoja twarz rozpływa

                    i niknie we mnie jak widnokrąg,

                    z którego odejść trzeba. Głos twój,

                    twe oczy, uśmiech jak przelotny

                    wiatr, gdy się o twarz ociera,

                    jeszcze drży we mnie i jak ptak,

                    który tak lekko i ostrożnie

                    w powietrzu waży się, jak gdyby

                    oddechem był – ulata ze mnie,

                    rozpływa się i niknie. Próżno – 

                    ty wiesz, że w szyby nocnej czerń

                    jak w życie swoje dawne patrzę,

                    lecz ciebie tam już nie ma. Tylko

                    mgła, która w górę się podnosi…

                                   [Tadeusz Borowski]

  

Archiwum
Tagi