~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Buzzati_Dino

czwartek, 22 marca 2012
1087. ...„plus plate, plus concise et plus morne”...

  

„(…) przykre wrażenie, jakby łączące ich dawniej uczucie zaszło jakąś mgłą, jakby między nimi dwojgiem czas i oddalenie z wolna rozciągnęły zasłonę separacji”

                    [Dino Buzzati, Pustynia Tatarów. Przeł. A. Pałłasz].

  

Jak do tego doszło? Jak mogłem do tego dopuścić?... Przez tyle miesięcy kontakt codzienny, rozmowy – listy i SMS-y, Skypowanie – pocieszeń tyle, żartów i czułostek – mnóstwo radości z rzadkich, tak planowanych spotkań, tyle bliskości, niesamowitych dla mnie przygód, pierwszych razów – a teraz taka sporadyczność, zwyczajność, rozmijanie; nadziei brak, że będzie tak, jak było… Przez moją zazdrość, oschłość, niedojrzałość. Przez te cholerne kilometry – miasta, kariery, kraje…

 

„(…) ludzie rzadko się widują w naszych czasach, nawet wtedy, gdy relacja zawiązuje się w entuzjastycznej atmosferze. Czasami odbywają się zapierające dech w piersiach rozmowy, które traktują o różnych ogólnych aspektach życia; czasami dochodzi również do zbliżenia cielesnego. Wymieniamy oczywiście numery telefonów, ale przeważnie rzadko się zdzwaniamy. A nawet jeżeli się zdzwaniamy i spotykamy się ponownie, deziluzja i rozczarowanie szybko zastępują początkowy entuzjazm. Wierzcie mi, znam życie; to wszystko jest absolutnie przechlapane

        [Michel Houellebecq, Poszerzenie pola walki. Przeł. E. Wieleżyńska].

  

Jak teraz mówić, pisać i spotykać? Przecież już nikt Jej nie dorówna, nie ma już z nikim, po co. Wciąż jeszcze szept do widma, uściski z cieniem, myśli. Ale to w głębi – na zewnątrz kamień, zmęczenie wszystkim, dzikość…

Należy odtąd jeszcze bardziej monotematycznie, jeszcze nudniej. Przez siebie, dla siebie tylko i wyłącznie, i o sobie...  

 

To postępujące zanikanie relacji międzyludzkich nie pozostaje bez wpływu na problematykę powieści. Jak w obecnej sytuacji posługiwać się narracją gwałtownych namiętności, które trwają przez lata i czasami odciskają piętno na kolejnych pokoleniach? Jesteśmy daleko od Wichrowych Wzgórz, delikatnie mówiąc. Forma powieściowa nie jest jeszcze gotowa, by opisać obojętność i nicość; trzeba by wymyślić bardziej bezbarwny sposób wyrazu, bardziej zwięzły i bardziej monotonny” [Ibidem].

  

niedziela, 19 czerwca 2011
957. The Last Night...

  

Wczoraj spakowany w pudła wybór książek – dojadą za dwa, trzy tygodnie, gdy mnie odwiedzą rodzice. Dziś ubrania do walizki i podręcznej torby – parę tomów też udaje mi się między nimi upchnąć

Tyle przyszło na to czekać, marzyć i planować, że aż trudno przyzwyczaić się do myśli: w końcu następuje

  

„Gorycz opuszczania po raz pierwszy starego domu, w którym zrodziły się wszelkie nadzieje, obawy, jakie przynosi z sobą każda zmiana, emocje rozstania z matką wypełniały całkowicie jego serce, lecz nad wszystkim ciążyła uporczywa myśl, której nie potrafił określić, niczym niejasne przeczucie czegoś złowróżbnego, jakby miał rozpocząć podróż bez powrotu”

                      [Dino Buzzati, Pustynia Tatarów. Przeł. A. Pałasz].

  

środa, 15 grudnia 2010
879. Ein Wintermärchen...

  

Światło gaśnie, a ciśnienie wody wciąż za słabe, gaz się, kiedy mycia pora, nie chce palić – potrujemy się pewnego dnia przez tę pogodę. Ale za to pod kołderką zimną, śliską – tak rozkosznie. Sny bajkowe, słodkie wylegiwanie… Przez noc sypać mocno chyba musiało, bo w efekcie świat nad ranem zmienił pościel – otulająca go biała pierzynka znowu była świeża, puszysta, czyściutka. Tylko w lasku przecinają ją strumyki śladów – tu kopytka jakieś, ówdzie łapki czyjeś drobne z pazurkami. Ojciec mnie ostatnio przywozi do domu – z okna samochodu można niemal dotknąć saren stojących przy drodze. Drzewa oblepione grubym lukrem, korony ich z waty cukrowej…

Nie chce się już nic, ulega świadomemu zmarnowaniu każda chwila. Wszystko odkładane jest na później, pogrążone w apatycznym może kiedyś

  

„Drogo jeszcze silniej odczuł znany mu niepokój i na próżno usiłował go przepędzić, myśląc o swym młodym wieku i o wielu latach życia, jakie go czekają. Czas – w sposób niewytłumaczalny – zaczął biec coraz szybciej, pochłaniając dni jedne po drugich. Wystarczało rozejrzeć się wokół i już zapadała noc, słońce kryło się za widnokręgiem i wstawało z drugiej strony, aby ukazać oczom świat pełen śniegu”

                     [Dino Buzzati, Pustynia Tatarów. Przeł. A. Pałłasz].

  

19:37, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 08 lipca 2010
808. Free-dom - czyli Wolna chata...

  

Pomysł we wtorkowe popołudnie, w środę szukanie pokoju, wyjazd już dzisiaj o świcie – rodzice do niedzieli nad morzem. Ja sam natomiast, tutaj, pozostaję – nareszcie więc chwile beztroskie, spokój i oddech, w weekend słoneczne rozkosze. Krócej będzie tym razem, niż w poprzednich dwóch latach, lecz już przecież zwątpiłem, że w ogóle się zdarzy – za miesiąc zaś i tak zaznam czegoś większego. Pięknie będzie…

I mógłbym tak żyć na co dzień, pomyśleć tylko... „Marnotrawić noce, nie kładąc się spać, nie bać się, że za późno, czekać na wschód słońca, smakować nieskończoność czasu, jaki się ma przed sobą, i nie martwić się” [Dino Buzzati, Pustynia Tatarów. Przeł. A. Pałłasz]. Takie to pożądane, niemożliwe...

  

21:32, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 01 marca 2010
751. "Czas. Jak on zapieprza" (J.)...

  

Bo to już w firmie równo miesiąc, zarazem zaś – i śmieszna owa jednoczesność – już pół roku. Niesamowite, nie do uwierzenia. A przecież tyle jeszcze trzeba czekać, wymęczyć się, odliczyć. Strach, że będzie się ciągnęło, strach, że szybko minie – że ucieknie, nie zostawi śladu. Tak czy owak dni jednakie i do zapomnienia – wszak nic się nie zdarza i jutro to samo, co wczoraj. Krwawiące poczucie straty, marnowania tego, co najlepsze…

 

„Życie wydawało się niewyczerpanym, upartym złudzeniem, chociaż jego młodość zaczynała już przekwitać. Ale Drogo nie znał czasu. Nawet gdyby czekała go młodość trwająca setki lat, jaką mają bogowie, i to by na nic się zdało. A on rozporządzał jedynie zwykłym i normalnym życiem, małą, ludzką młodością, skąpym darem, który przeliczyć mogły palce obu rąk. Darem, który się rozwieje, zanim zdąży go poznać”

                    [Dino Buzzati, Pustynia Tatarów. Przeł. A. Pałłasz].

     

Niechby już czym prędzej dwa tysiące jedenasty, ten maj, czerwiec, może nawet kwiecień. Bo dopiero wtedy – może – coś, wtedy się – za późno – zacznie. Będzie o czym pisać, bo teraz posucha...

  

19:22, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
Archiwum
Tagi