~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Houellebecq_Michel

piątek, 03 czerwca 2016
1568. Worth More...

Aneks do umowy, podwyżka 200 zł od pierwszego czerwca. Brutto to będzie dwa tysiące sto. Plus trzysta kilkadziesiąt złotych premii każdego miesiąca; od sierpnia ma być więcej (razem wychodzi to obecnie coś ponad 1 600). Nadzwyczaj są zadowoleni z mojej pracy. I dla mnie też najlepsze to z wszystkiego, co dotychczas. A przecież nie pozwala się realizować, nie daje sensu, że służy czemuś więcej niż tylko zajmowanie czasu…

„(…) jeżeli atakujemy świat z dostateczną agresją, zaczyna w końcu pluć swoją śmierdzącą kasą; ale nigdy, przenigdy, nie zwróci nam radości”

[Michel Houellebecq, Możliwość wyspy. Przeł. E. Wieleżyńska].

23:17, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
poniedziałek, 04 kwietnia 2016
1557. Ojcowie i dzieci...

Tata od kilku tygodni połamany. Jakieś potworne bóle, skurcze – kręgosłup, nogi – nie sposób się poruszać, nie można leżeć, siedzieć. Nie pomagają tabletki i zastrzyki. Co jakiś czas coś jakby przeszywający spazm, tłumione z trudem łkanie, westchnienia „Boże” – nie można nic poradzić. Dopiero dzisiaj ulga, nadzieja na poprawę. Ale nie sposób myśleć coraz częściej o tym, co będzie później, jak się przeciągnie to nie do wytrzymania, jak sobie radzić z tym samemu; o pustce ostatecznej, która przyjdzie po nich i że – dla wyzwolonego wreszcie – ich koniec nic dla mnie nie skończy…

„Nie wierzę w teorię, według której stajemy się naprawdę dorośli dopiero wtedy, gdy umierają nasi rodzice; nigdy nie stajemy się naprawdę dorośli”

[Michel Houellebecq, Platforma. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

sobota, 07 listopada 2015
1525. Turning Point...

  

Niespodziewany kontakt z miejsca, gdzie byłem na rozmowie kwalifikacyjnej przed miesiącem, a potem napisali, że inny ktoś przyjęty – zastępstwa chyba teraz potrzebują lub może dwóch etatów, czy dalej jestem na to chętny w każdym razie, a jeśli tak, to zaraz wyślą na badania skierowanie. Jadę więc do Wrocławia w dzień następny (przez las dzik biegnie tuż przy torach – nowość, bo zawsze tylko sarny, myszołowy, bywały też żurawie i bażanty, czaple, lisy) do centrum medycyny pracy: krwi pobranie (i znów udało się NIE zemdleć), czekanie w tłumie na badanie okulisty (jak zawsze nie wiem, po kim jestem i biernie patrzę, jak większość wciska się przede mnie), opłata i faktura, trzy godziny. Nie mam już po tym na nic chęci, więc tylko kilka tomów w Dedalusie z serii „Don Kichot i Sancho Pansa” (w tym Zmeškal oraz Bakker, których wydanie odkryłem o dzień wcześniej, podobnie jak trylogię miłość-choroba-śmierć Gardella, która tam jednak niekompletna) i pizza z mamą (co przyjechała później na zakupy) w Sycylii, która zmieniła nieco w międzyczasie wystrój i stała się Włoszczyzną. Chodziłem w płaszczu, ale bez szalika, dzień później przysnąłem popołudniem bez przykrycia, wieczorem zaczęło mnie szczypać w gardle, teraz się zjawia katar – będę chory? A przecież w poniedziałek do pracy trzeba mi – po niemal roku bezrobocia (licząc od stażu, bo w ogóle to dłużej) zostanę inspektorem do spraw korespondencji w kancelarii…

  

„Powstała nowa sytuacja; życie charakteryzuje się długimi okresami nudy, najczęściej jest niezwykle ponure; potem nagle pojawia się jakiś zakręt i ten zakręt okazuje się ostateczny”

  [Michel Houellebecq, Cząstki elementarne. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

środa, 09 września 2015
1510. Erudyta w burdelu...

 

Nad portalami randkowymi unosi się duch Horacego – rozwijają jego słynną maksymę w carpe noctem! Kult ciała, ekspresja wszelkich ludzkich potrzeb, brak im granic – swoisty to humanizm epoki seksualnego wyzwolenia…

  

„To uczucie wyłącznego oddania, jakie nosiłem w sobie, które będzie mnie coraz bardziej dręczyć, aż zniszczy mnie całkowicie, dla niej nie korespondowało absolutnie z niczym, nie miało żadnego uzasadnienia, żadnej racji bytu: nasze ciała były oddzielne, nie mogliśmy odczuwać ani tych samych cierpień, ani tych samych radości, byliśmy z całą pewnością odrębnymi bytami. (…) nie lubiła miłości, nie chciała być zakochana, odmawiała tego uczucia zastrzegającego sobie prawo do wyłączności i uzależnienia, zresztą całe pokolenie odmawiało tego razem z nią. Błąkałem się wśród nich jak prehistoryczne monstrum, z moją romantyczną dziecinadą, moimi więzami i kajdanami. Dla Esther, jak dla wszystkich młodych dziewczyn z jej pokolenia, seks był tylko przyjemną rozrywką, grą uwodzenia i erotyzmu, która nie niosła za sobą żadnego zaangażowania emocjonalnego, bez wątpienia miłość, podobnie jak litość u Nietschego, była jedynie fikcją wymyśloną przez słabych, by obwiniać silnych i wytyczyć granice ich naturalnej wolności i okrucieństwu. Kobiety były słabe, szczególnie w okresie połogu, u swoich początków potrzebowały więc opieki mocnego protektora i w tym celu wymyśliły miłość, ale teraz urosły w siłę, były niezależne i wolne, toteż odmawiały zarówno wzbudzania, jak doświadczania uczucia, które nie miało już żadnego konkretnego uzasadnienia. Istniejący od wieków męski projekt, doskonale wyrażony w naszych czasach przez filmy pornograficzne, polegający na odarciu seksualności z jakichkolwiek uczuciowych skojarzeń, by sprowadzić ją do płaszczyzny czystej rozrywki, w końcu, w tym pokoleniu, został zrealizowany. To właśnie poczułem, ci młodzi ludzie nie mogli ani tego odczuć, ani tego pojąć, a gdyby nawet mogli, doświadczyliby swego rodzaju zażenowania, niczym wobec czegoś śmiesznego i wstydliwego, niczym wobec stygmatu przeszłości. Udało im się, po dziesięcioleciach uzależnienia i wysiłków, w końcu im się udało, wygnać z serc jedno z najstarszych ludzkich uczuć, i teraz było to faktem; co raz zostaje zniszczone, nie może się na nowo uformować, podobnie jak kawałki stłuczonej filiżanki nie złożą się same z siebie, osiągnęli swój cel: w żadnym momencie życia nie poznają miłości. Byli wolni”

              [Michel Houellebecq, Możliwość wyspy. Przeł. E. Wieleżyńska].

  

Obserwuję to z ogromną ciekawością – poczuciem egzotyki i zazdrością, z podziwem, rosnącym zafascynowaniem…

  

„Frustracja seksualna powoduje u mężczyzny niepokój (…). Seks, ostatni mit Zachodu, to coś, co należało uprawiać; to rzecz możliwa, rzecz, którą należało uprawiać. (…) Od lat stale nosił przy sobie prezerwatywy, nigdy do niczego mu się to nie przydało; dziwki i tak je miały”

  [Michel Houellebecq, Cząstki elementarne. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

piątek, 04 lipca 2014
1406. Summertime Sadness...

  

Wczoraj miesięcznica mojego powrotu, dziś wyjazd rodziców nad morze. Mogłem też, nie chciałem – a może nawet chciałbym, lecz nie z nimi. Całe życie razem, obok siebie i za rączkę. Przy nich a w obecności innych czuję się nieudany, mniejszy; usztywniam się, zamykam, zamieniam w sterowane dziecko. Już wolę (do przyszłej niedzieli) sam w domu, kryjąc się ze swą porażką, łudząc, że gdzieś i że z kimś, może kiedyś…

  

„Trochę żałuję tego celibatu. Jest to niedogodne zwłaszcza w okresie wakacji. Ludzie patrzą nieufnie na samotnych mężczyzn w pewnym wieku: od razu podejrzewają ich o egoizm i perwersję; nie mogę nie przyznać im racji”

         [Michel Houellebecq, Platforma. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

poniedziałek, 23 września 2013
1299. Never ever...

  

Dwa lata od naszego ostatniego spotkania. I nie wiem, czy jeszcze będzie jakieś. A gdyby nawet, gdyby kiedyś, to byłoby tak samo sporadycznie, jednostkowo, jak poprzednio. Rozczarowujące jak cała ta historia. Każdy dzień naznaczony był piętnem rozstania; przez te lata spędziliśmy z sobą w sumie dwa tygodnie. Za mało dla takiego, co uczy się słów i gestów, oswaja z drugim kimś, jest jak dorosłe dziecko. Zmęczyła się ślimaczym tempem i odpuściła, pojawił się ktoś trzeci...

W tym wieku (nie: z taką osobowością, bagażem niedoświadczeń) już się podobnie wielkiej szansy nie dostaje. I – nie dopuszczając do siebie innych ludzi – nie zapomni...

  

„Miałem po prostu uporczywe i przenikliwe wrażenie, że spotkałem ją dużo za późno i że zmarnowałem całe życie; wrażenie, które, byłem o tym przekonany, miało już mnie nie opuścić po prostu dlatego, że było słuszne”

            [Michel Houellebecq, Możliwość wyspy. Przeł. E. Wieleżyńska].

      

niedziela, 18 sierpnia 2013
1285. An Opportunity Squandered...

  

Można było choć spróbować spojrzeć w oczy – wpierw na ulicy, gdy jeden wskazuje mnie koledze (widział profil? rozpoznaje kogoś z naszych?) i mija z uśmiechem, drugim razem w parku, gdy na wąskiej ścieżce schylam się pod drzewem, ocierając niemal o jego kuszący tors. Zamiast tego godziny w Internecie, gdzie tak samo ukradkiem i bez słowa. Na jałowych stronach, coraz dłużej, później, więcej i równie bezproduktywnie jak od zawsze. I nawet gdyby ktoś, nie mam dla niego nic; nie potrafię tego ciągnąć, wolę od razu do siebie zniechęcić, się-zdeprecjonować, uciec, schować

Jak Palestyńczycy: nie przepuszczę żadnej okazji, żeby zmarnować szansę…

  

„Z łatwością rezygnujemy z życia, sami odpowiadamy za to, że nasze życie staje się rzeczą marginalną”

         [Michel Houellebecq, Platforma. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

poniedziałek, 27 maja 2013
1258. Mortelle maladie...

  

Dwa lata wkrótce miną, a wciąż nie potrafię bez Niej normalnie funkcjonować. Jest coraz gorzej – nowe ataki, coraz mocniejsze przekonanie, że już nikt i nigdy. Objąć, przytulić, ucałować, przypomnieć sobie gładkość skóry, śmiech, paluszki. Wskrzesić to zrozumienie, zaufanie, tę rozkosz, jaka się rodziła z samego bycia obok… Tymczasem rozpamiętywanie, żal, krwawienie. Życie, co i tak od zawsze mierne, niczemu już nie służy…

  

„Zrozumiałem, że Esther będę kochał gwałtownie, bezwarunkowo i bez nadziei na wzajemność. Zrozumiałem, że ta historia będzie tak silna, że w końcu mnie zabije i nastąpi to prawdopodobnie w chwili, gdy Esther przestanie mnie kochać, bo jednak istnieją pewne granice, każdy z nas ma jakąś tam odporność, ale wszyscy kończymy, umierając z miłości albo raczej z braku miłości, w każdym wypadku jest to nieuchronnie śmiertelne”

            [Michel Houellebecq, Możliwość wyspy. Przeł. E. Wieleżyńska].

  

środa, 06 lutego 2013
1220. Last Action Hero (I)...

   

Najlepsze, najcudowniejsze, co mnie mogło spotkać; przyjaźń, na jaką się czekało całe życie – pierwszy raz tak dobrze z kimś u boku, pierwszy raz z drugim człowiekiem tak w ogóle. Tylko te sporadyczne okazje spotkaniowe, przed rodzicami lęki, nauka rozmawiania… Myślałem, że jest czas, że kiedyś wreszcie, na spokojnie, u mnie – latami musiałem na Nią się otwierać. A teraz trawię lata na nieodżałowaniu, bo już nikt tak mocno, bo i ja nikogo…

  

„Olga jest tak łagodna i kochająca, Olga go naprawdę kocha, powtarzał sobie z rosnącym smutkiem, nabierając pewności, że niczego już między nimi nie będzie, że niczego między nimi nie może już być; życie daje czasem człowiekowi szansę, ale jeśli jest się zbyt tchórzliwym lub niezdecydowanym, aby z niej skorzystać, życie zaczyna od nowa rozdawać karty; jest taki moment, kiedy można coś zrobić, aby zdobyć szczęście, ten moment trwa kilka dni, czasem kilka tygodni, a nawet miesięcy, ale następuje on raz i tylko raz, nie można do niego wrócić, brak już miejsca na entuzjazm, na pewność siebie i wiarę, pozostaje jedynie łagodna rezygnacja, wzajemna i pełna smutku litość, niepotrzebne, a zarazem słuszne poczucie, że coś mogło się zdarzyć, nie okazaliśmy się po prostu godni daru, jaki został nam ofiarowany”

               [Michel Houellebecq, Mapa i terytorium. Przeł. B. Geppert].

  

czwartek, 20 września 2012
1168. Przedrostki i etykietki...

  

Przyklejam sobie na skórzaną torbę tęczowe serduszko. Ma sugerować coś, choć nie wiem, cóż takiego. Nie „czuję” żadnego z tych hetero-, a-, bi-, homo-, nie umiem z nimi utożsamić – to wyraz podstawowy „seksualność” jest bowiem problemem, a nie one. Nie dowiem się już. Niewidoczne kalectwo, którego się wstydzi wobec ludzi. O którym na każdym kroku trzeba sobie przypominać. Nie jestem „jakiś”, nie mam już drogowskazu (por. 757), to będę przynajmniej kolorowy. I tak nikt nie jest w stanie zrozumieć tej historii, być jej częścią…

  

„(…) ludzie w niewiarygodnym stopniu potrzebują seksualnego optymizmu”

               [Michel Houellebecq, Mapa i terytorium. Przeł. B. Geppert].

  

23:22, alexanderson
Link
czwartek, 16 sierpnia 2012
1155. Zły dotyk...

  

Po kilkunastu miesiącach wciąż mam Cię w nocy pod palcami (por. 1068). A przecież każdy dotyk był tym pierwszym – jak dziecko dziwiłem się, że oto drugi człowiek, że takie namacalne jego ciało. Wszystkie Twoje krągłości, zakamarki – ich miękkość, gładkość i ciepło Twojej skóry. Nie mogłem wprost uwierzyć, że da się z drugą osobą aż tak blisko…

 

„Dla mnie był to stan szczęśliwości, melanż macierzyńskiej słodyczy i miłosnego rozczulenia”

             [Andreï Makine, Między ziemią i niebem. Przeł. M. Hołyńska].

  

Za każdym razem jednak musiałem się oswajać z tym od nowa – uczyć wszystkiego od początku, mierzyć z nieznaną sobie dotąd przyjemnością; była w tym błogość przeogromna, nie było tylko żądzy, podniecenia. Wystarczało mi jedynie być, przytulać – nie wiem, w jaki sposób się sięga po coś więcej. No co ty... każdy to umie, to jest w genach – ktoś pisze na Kumpello. Ja ich, widocznie, nie posiadam, a chęci i myśli to za mało. Każdy gest niczym upokarzający debiut, kolejny raz tak samo pełen niezręczności jak ten pierwszy (por. 1082). W końcu nie robisz nic – prędzej niż później i tak dadzą sobie przecież z tobą spokój. Trudno pozbyć się myśli, że właśnie przez to (choć nieprawda) Cię straciłem…

  

„To wahanie na temat własnych praw seksualnych, na temat tego, co w ich związku należy uważać za naturalne i normalne, też budziło niepokój i zapewne stanowiło zapowiedź rychłego końca. Seksualność to delikatna sprawa, trudno w nią wkroczyć, ale jakże łatwo z niej wyjść”

               [Michel Houellebecq, Mapa i terytorium. Przeł. B. Geppert].

 

piątek, 20 lipca 2012
1144. No mercy...

  

Coraz więcej dostrzegam i rozumiem – jak to możliwe, że dziś dopiero, a nie pół życia temu, jak chłopcy w wieku dojrzewania? Właśnie dlatego pewnie: nie funkcjonuje coś – nie zwraca więc na siebie to uwagi; nie wiedząc, jak ma być, za normę uznaje się kalectwo. Jakiegoż ograniczenia intelektu trzeba, by tak być głuchym na rzeczywistość wokół jak ja wtedy? W efekcie nie rozwijają się kolejne zmysły, nie ciągnie do niczego, ludzie są obcy, dziwni, kontakty z nimi nieporadne, życie zaś nie objawia barw i celu (por. 1040) – rzutuje to na studia, pracę, każdą aktywność, twoje istnienie w świecie. Ciało i seks determinują, kim się staniesz – inni nie rozumieją tego, bo rozwijają naturalnie. Mogą dotykać, czuć, przeżywać, uczestniczyć. Bez tego w pewnym momencie jest za późno – i nie pomogą już lekarze, tabletki, terapeuci; po prostu nie nauczysz się, nie będziesz przynależał... Zostaje obserwacja z boku, wieczna zazdrość, odnotowanie współczucia i pogardy, które skazują na pomijanie cię milczeniem...

  

„(…) upokorzone i smutne spojrzenie chorego zwierzęcia, które oddala się od sfory, opiera głowę na łapach i cicho wzdycha, ponieważ wie, że jest dotknięte chorobą i nie może oczekiwać od swoich braci litości”

            [Michel Houellebecq, Możliwość wyspy. Przeł. E. Wieleżyńska].

  

wtorek, 17 lipca 2012
1143. Back to Black...

  

Zagadnął ktoś na pomarańczowej stronie – tej burdelowatej, przyciągającej znów ostatnio nadzieją komentarzy, bo na nowej, niebieskiej, nie ma już na co liczyć. Bodajże pierwszy raz chłopiec o twarzy sympatycznej, co cenne, bo większość facetów budzi przemożne obrzydzenie – jak gdyby moja nieśmiałość, milczenie, impotencja nie były dostatecznym przy homoerotycznych skłonnościach obciążeniem. Wymiana kilku słów i z miejsca chce się spotkać. Tylko co można z takim robić, o czym rozmawiać, jakimi złudzeniami karmić? Chciałbym jedynie kolegi, lecz nawet i na to szansy nie umiem już pochwycić. Deprecjonuję się, jak zwykle, maluję w czarnych barwach, żeby zniechęcić, żeby samemu uciec… Z każdą kolejną próbą coraz gorzej: to mnie przerasta, wyzbyłem się wszelkiej nadziei…

  

„Za bardzo oddaliłem się od ludzi, żyję w zbyt wielkiej samotności, nie umiem sobie radzić w towarzystwie”

         [Michel Houellebecq, Platforma. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

 

niedziela, 10 czerwca 2012
1126. „Miasto samotności jest moim domem”...

  

Głodzenie się, unikanie obiadów nie pomaga – śniadania i kolacje same sobą zżerają resztki oszczędności. Jeszcze czerwiec, a potem zobaczymy, mówi mama. Jeszcze więc trochę życia – umrzeć przyjdzie w momencie, gdy wyjadę (por. 1094)…

Spacery zdjęciowe. Warszawy powitania-pożegnania. Łzy-uśmiechy. Cztery razy przechodzę całe Krakowskie z Nowym Światem (nasi piłkarze mają dzień wolny przedpołudniem, tak więc się mijam z Jakubem Błaszczykowskim po cywilu; minister Jacek Cichocki, też prywatnie, przy Świętym Marcinie). Wisła i Most Świętokrzyski. Plac Zamkowy. Tak ulubione siedzenie na murku i przyglądanie ludziom. Chłonięcie dźwięków, rozpływanie w masie. Tu, gdzie anonimowe życie. I równie anonimowe konanie…

  

„Macie wrażenie, że możecie zsunąć się na podłogę, podciąć sobie żyły żyletką albo masturbować się w metrze, a i tak nikt tego nie zauważy; nikt nie wykona najmniejszego ruchu. Jakbyście byli osłonięci przed światem przezroczystą, nienaruszalną, doskonałą błoną”

        [Michel Houellebecq, Poszerzenie pola walki. Przeł. E. Wieleżyńska].

  

czwartek, 10 maja 2012
1112. „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne”...

  

Przedpołudnie w Łazienkach (choć w planach był raczej Ogród Botaniczny), gdzie także żona króla Norwegii Sonja i Anna Komorowska – minęliśmy się o kilka kroków, podobnie jak swego czasu z mężem pani prezydentowej (por. 1032). Pierwsze damy podchodzą do jednej z grupek młodzieży, rysującej rzeźbę Tankreda i Kloryndy, i z uśmiechami zagadują. Udaje mi się je uwiecznić na zdjęciu, podobnie jak pawia z szeroko rozłożonym ogonem. To były niespodzianki – a potem, po niemal dwuletnim niewidzeniu się, jak zawsze sympatyczne spotkanie z bawiącym akurat w stolicy T. i pogawędka przy piwie – cieszy mnie zawsze, że tak się przy nim (jak na swoje możliwości) ożywiam, staję rozmowny i w tak wielu sprawach zgadzam. Mogę kogoś lubić, przypominam sobie…

  

               „Nic nie jest człowiekowi tak użyteczne jak inny człowiek”

         [Michel Houellebecq, Platforma. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

czwartek, 22 marca 2012
1087. ...„plus plate, plus concise et plus morne”...

  

„(…) przykre wrażenie, jakby łączące ich dawniej uczucie zaszło jakąś mgłą, jakby między nimi dwojgiem czas i oddalenie z wolna rozciągnęły zasłonę separacji”

                    [Dino Buzzati, Pustynia Tatarów. Przeł. A. Pałłasz].

  

Jak do tego doszło? Jak mogłem do tego dopuścić?... Przez tyle miesięcy kontakt codzienny, rozmowy – listy i SMS-y, Skypowanie – pocieszeń tyle, żartów i czułostek – mnóstwo radości z rzadkich, tak planowanych spotkań, tyle bliskości, niesamowitych dla mnie przygód, pierwszych razów – a teraz taka sporadyczność, zwyczajność, rozmijanie; nadziei brak, że będzie tak, jak było… Przez moją zazdrość, oschłość, niedojrzałość. Przez te cholerne kilometry – miasta, kariery, kraje…

 

„(…) ludzie rzadko się widują w naszych czasach, nawet wtedy, gdy relacja zawiązuje się w entuzjastycznej atmosferze. Czasami odbywają się zapierające dech w piersiach rozmowy, które traktują o różnych ogólnych aspektach życia; czasami dochodzi również do zbliżenia cielesnego. Wymieniamy oczywiście numery telefonów, ale przeważnie rzadko się zdzwaniamy. A nawet jeżeli się zdzwaniamy i spotykamy się ponownie, deziluzja i rozczarowanie szybko zastępują początkowy entuzjazm. Wierzcie mi, znam życie; to wszystko jest absolutnie przechlapane

        [Michel Houellebecq, Poszerzenie pola walki. Przeł. E. Wieleżyńska].

  

Jak teraz mówić, pisać i spotykać? Przecież już nikt Jej nie dorówna, nie ma już z nikim, po co. Wciąż jeszcze szept do widma, uściski z cieniem, myśli. Ale to w głębi – na zewnątrz kamień, zmęczenie wszystkim, dzikość…

Należy odtąd jeszcze bardziej monotematycznie, jeszcze nudniej. Przez siebie, dla siebie tylko i wyłącznie, i o sobie...  

 

To postępujące zanikanie relacji międzyludzkich nie pozostaje bez wpływu na problematykę powieści. Jak w obecnej sytuacji posługiwać się narracją gwałtownych namiętności, które trwają przez lata i czasami odciskają piętno na kolejnych pokoleniach? Jesteśmy daleko od Wichrowych Wzgórz, delikatnie mówiąc. Forma powieściowa nie jest jeszcze gotowa, by opisać obojętność i nicość; trzeba by wymyślić bardziej bezbarwny sposób wyrazu, bardziej zwięzły i bardziej monotonny” [Ibidem].

  

wtorek, 24 stycznia 2012
1058. Repetitio...

  

Pierwszy w Warszawie raz (czyt.: w życiu) ujrzani chłopcy beztrosko trzymający się za ręce. Ta wyjątkowa chwila, gdy wiadomo (bo wszystko, co tyczy płci i seksu, takie obce). I jeszcze jeden pan (już ładny, nie wyczuty) w załodze punktu ksero gdzieś przy Tamce. Z rodzaju tych, co to na Ciebie nigdy nawet i nie spojrzą. Swobodny taki, wypieszczony, a Ty spięty

Wydrukowano mi tam w końcu ten życiorys. Potem godziny na ulicach, w śniegu, w bramach – w strachu, by wejść, zapytać, złożyć, porozmawiać. Obłęd, paraliż jakiś autodestrukcyjny, atak paniki wzmocniony ciągnącym się dni (?) kilka (?) załamaniem. Kołowrót lęku i rozpaczy, bez nadziei. Wczorajsze ogłoszenie w Internecie, jedna z ostatnich może szans na kiepską pracę. I nie, gdy się zdołałem wreszcie przemóc – ktoś przyjęty. Tak właśnie się to miało skończyć – wciąż tak samo…

  

„Niektóre rzeczy jesteśmy w stanie zrobić, inne wydają się zbyt trudne. Stopniowo wszystko wydaje się zbyt trudne; życie na ogół sprowadza się właśnie do tego”

         [Michel Houellebecq, Platforma. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

piątek, 18 listopada 2011
1027. „Listopad (...) niebezpieczna pora”...

  

Dziś jedna z trzech osobistych rocznic, co jeszcze w dniach następnych. W niedzielę piąty miesiąc warszawskiej przygody w samo-(tność)-dzielność, za tydzień sześć lat tu pisania, a dziś trzy od pierwszego listu Ani. Wszystko to miało zupełnie inaczej wyglądać. Jednakże dotyczyło mnie – więc nie mogło…

 

„(…) rozważając przeszłość, zawsze ma się wrażenie – prawdopodobnie zwodnicze – pewnego determinizmu”

  [Michel Houellebecq, Cząstki elementarne. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

wtorek, 18 października 2011
1013. Zgroza, zgroza...

 

Oszukuję wszystkich już cztery miesiące, kłamię nawet sam przed sobą, tak rzadko pisząc o tym, co najczęstsze – że histeryczne łzy, ataki bicia się po głowie, bezsenność i apatia, głodzenie się, depresja; że nie ma z kim rozmawiać, z kim spotykać – zresztą, chciałoby się tylko Jego słyszeć, do Niej tulić; jedynych dwojga ludzi, do których mnie ciągnęło, przy których cokolwiek czułem, nigdy nie będę mieć przy sobie tak, jak chciałbym, a i widywać ledwie raz, dwa razy w roku – lub w ogóle. Że jak milczałem – głupi! – przy nich, tym bardziej milczeć będę wobec innych, że nie da się nawiązać żadnej nowej znajomości. Że do martwego i nieposłusznego ciała obrzydzenie – i że emocji, myśli też już coraz mniej, zwykłe patrzenie w ścianę. Że pracy żadnej, celu żadnego, chęci, wiary; godziny w Internecie, bezładne błądzenie po ulicach, wciąż tych samych…

Nie miejsce temu wszystkiemu winne, a tylko ja – zdziczały, z bagażem małomiasteczkowej mentalności (już się śmieją), traumą przeszłości, niedorozwinięty. Ogromny strach, że z tej Warszawy żadne nowe życie (tym nigdy się specjalnie nie łudziłem), tylko sceneria końca…

  

„Minęło około dwóch minut, po czym z pokoju doszedł dźwięk podobny do miauczenia czy wycia. (…) Michel leżał zwinięty w kłębek u stóp łóżka. Miał lekko wytrzeszczone oczy. Na jego twarzy nie malowało się nic, co przypominałoby smutek ani jakiekolwiek inne ludzkie uczucie. Jego twarz była pełna potwornego zwierzęcego przerażenia

  [Michel Houellebecq, Cząstki elementarne. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

wtorek, 13 września 2011
997. Schedule...

    

W trzecim miesiącu, zadomowionym już, ustala się precyzyjny harmonogram. „Cztery słoneczka” (gdy podaję w kasie sklepiku na rogu ilość bułek), „Nie” (gdy w Auchan zapytują, czy mam kartę Skarbonkę) i „»Politykę« (a w piątki: »Wyborczą«) proszę” (w kiosku). Siedem słów. Oszczędnie i wyczerpująco. Więcej w tygodniu nie muszę do nikogo wypowiadać…

  

„Michel od lat prowadził czysto intelektualną egzystencję. Uczucia, które składają się na życie ludzi,  nie stanowiły dla niego przedmiotu obserwacji; nie znał ich dobrze. W dzisiejszych czasach życie można zorganizować w doskonały sposób (…). Mimo że telewizja dostarczała mu czystej i ustawicznej radości, uważał, że należy wychodzić z domu. Zresztą musiał wychodzić po zakupy. Bez konkretnych punktów odniesienia człowiek się rozprasza, nic już nie da się z niego wycisnąć”

  [Michel Houellebecq, Cząstki elementarne. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

   

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Tagi