~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Kawafis_Konstandinos

czwartek, 03 stycznia 2013
1208. „Będziesz chodził po tych samych ulicach”...

  

Przespać Nowy Rok, wystrzały i szampany, wstać o piątej rano, przyjechać do Centrum przed świtem, gdy jeszcze nikogo, dopiero zaczynają sprzątać, rozbite butelki, konfetti walają się po bruku, żółty balonik podskakuje na Krzywym Kole, słońce rozświetla tylko górne piętra w wąskich zaułkach, a kadrów nic nie przesłania. Tylko ty i Miasto samo w sobie. Mam ochotę tak co roku, tylko tak sensownie...

  

      

  

      

  

      

  

środa, 19 września 2007
290. Lustro

    

...A przecież ta twarz, której łagodność zdaje się współgrać z niejaką surowością rysów, twarz stęskniona za drugą twarzą – mogłaby się podobać; a przecież to ciało, w którym tak niewiele ciała, niepozbawione jednak pewnych krągłości, ciało stęsknione za drugim ciałem – mogłoby chyba stanowić pewną pokusę. A na razie żywi się tylko swoimi wyobrażeniami. Na siebie patrzę, a jeszcze kogoś widzę...

  

          „dziś wieczorem rzucił się na łóżko pełen miłosnego pragnienia:

          cała jego młodość płonie namiętnością cielesną,

          pięknej żarliwości oddana cała jego piękna młodość.

          I w śnie rozkosz go nawiedziła, w śnie

          widzi tę twarz, obejmuje to ciało, którego zapragnął…”

                    [Konstandinos Kawafis, W nudnym miasteczku. Przeł. Z. Kubiak]

    

wtorek, 07 sierpnia 2007
261. Klęska

  

I znów kolejny dzień, znów początek kolejnego tygodnia, a ja – mimo ustawicznych postanowień, mimo nieustannego wyrzutu sumienia – nie mogę wziąć się do pracy, nie umiem zmusić się i skończyć to, co zaledwie zacząłem. Jak mam napisać tę dysertację, skoro nie mam do niej serca, nie mam pomysłów, jeśli uważam ją za pomyłkę? Im bardziej mija czas, z tym większym napięciem czekam na katastrofę, jak gdybym odkrył w sobie duszę hazardzisty i rzucił wyzwanie losowi, świadom, że przegram, a mimo to grając dalej…

Nigdy nie pociągał mnie sukces, w klęsce natomiast jest coś fascynującego. Czyżbym chciał się o tym naocznie przekonać? Wszak zrezygnowałem już w życiu z tylu rzeczy...

   

          „Dla niektórych ludzi przychodzi taka godzina, 

          kiedy muszą powiedzieć wielkie Tak

          albo wielkie Nie. Od razu widać, kto z nich w sobie ma

          gotowe Tak. Wypowiedziawszy je, coraz wyżej się wspina,

   

          wzrasta i w ludzkiej czci, i w zaufaniu do samego siebie.

          Ten, kto powiedział Nie – nie żałuje. Gdyby zapytali go, czy chce

          odwołać je, nie odwoła. Ale właśnie to Nie – 

          to słuszne Nie – na całe życie go grzebie”. 

                 [Konstandinos Kawafis, Che fece… il gran rifiuto. Przeł. Z. Kubiak]

  

sobota, 30 czerwca 2007
244. Twarze II

  

Uwielbienie dla klasycznych kanonów estetycznych zamknęło mi oczy na życie prawdziwe – na żywych ludzi. Książki i romantyczne uniesienia zamknęły mi serce na prawdziwe uczucia – zostały tylko iluzje i fantomy. Wśród tych wyimaginowanych twarzy czuję się bezpiecznie, a one obdarzają mnie uśmiechem. Te uśmiechy to też złudzenia...

  

                    „W piękność tak się wpatrywałem,

                    że cały mój wzrok jest nią przepełniony.

  

                    Linie ciała. Czerwone wargi. Rozkoszne członki.

                    Włosy jakby posągom greckim ukradzione,

                    zawsze piękne – i wtedy, gdy są nieuczesane

                    i nieco opadają na białe czoła.

  

                    Twarze miłości, jak pragnęła ich

                    moja poezja… w nocach mojej młodości,

                    w moich nocach, skrycie, spotykane…

                    [Konstandinos Kawafis, Tak się wpatrywałem. Przeł. Z. Kubiak]

  

poniedziałek, 30 kwietnia 2007
223. Tylko chwile...

   

          Już ich nigdy nie odnalazłem – tak szybko utraconych…

          tych oczu pełnych poezji, tej bladej twarzy…

          gdy się ściemniało na ulicy…

   

          Już ich nigdy nie odnalazłem – podarował mi je zwykły przypadek,

          a ja tak łatwo się ich wyrzekłem,

          a potem w takiej męce za nimi tęskniłem.

          Tych oczu pełnych poezji, tej bladej twarzy,

          tych warg już nigdy nie odnalazłem.

                         [Konstandinos Kawafis, Dni roku 1903. Przeł. Z. Kubiak]

  

piątek, 20 kwietnia 2007
218. Tak jak możesz

  

                    „Jeśli nie możesz ukształtować swego życia tak, jak chcesz,

                    przynajmniej o to się staraj tak, jak możesz:

                    aby go nie upodlić

                    w ciągłym ze światem obcowaniu

                    w bieganiu i gadaniu.

  

                    Upodliłbyś je, wlokąc to w prawo, to w lewo,

                    obnosząc je dokoła, zanurzając

                    w te spotkania towarzyskie, te bankiety

                    w tę głupotę codzienną,

                    ażby się stało obcym dla ciebie brzemieniem”.

                                   [Konstandinos Kawafis. Przeł. Z. Kubiak]

  

Dziś na ulicy dostałem w twarz od grupy obcych mi wyrostków znienawidzonym wyzwiskiem – tak dobrze, tak dogłębnie znanym z przeszłości. Widać nigdy się już nie uwolnię od pogardy bliźnich. A jednak nie byłem dziś na to przygotowany, nieomal zapomniałem...

Tego samego dnia prof. Jan Miodek (ilekroć mówię mu na korytarzu czy ulicy dzień dobry”, dzień się rozpromienia) zostaje pomówiony o współpracę ze służbami PRL. Nie, tego, że mieszkam w Polsce, nie da się zapomnieć...

  

wtorek, 08 sierpnia 2006
114. Ich twarze...

  

Twarze, oczy, usta…

Mijane na ulicy, napotykane w przymierzalni, w kolejce, siedzące naprzeciw twarze, spojrzenia, od których uciekasz, oczy, w których chciałbyś się przejrzeć, twarze, oczy, usta, które chciałbyś całować, muskać palcami, usta, oczy, twarze, którymi się zachwycasz, które podziwiasz, które kochasz przez tych kilka sekund, od których się odwracasz, na które patrzysz z ukrycia, by nie być posądzonym o TO, twarze, oczy, usta, o których śnisz sny czyste, niewinne…

Gładkie twarze, błękitne oczy, różowe usta młodzieńców, których już nigdy więcej w swoim pustym życiu nie ujrzysz… 

   

                         obyż nie zobaczyli

                         wierszy tych o rozkoszy

                         wyszukanej, zwróconej

                         ku miłości jałowej,

                         która jest potępiana

                                   [Konstandinos Kawafis. Przeł. Z. Kubiak]

  

sobota, 17 grudnia 2005
14. Miasto

  

Wrocław – moja pustynia, mój Petersburg, moja Golgota.

Wrocław ukochany. Wrocław znienawidzony.

Ilekroć się w nim zjawiam, biorę to Miasto w posiadanie, na wyłączność. Wchodzę w nie jak między nogi wyśnionej kochanki.

Miasto – nie moje.

Miasto – mną będące.

     

     Nowych nie znajdziesz miejsc, innych mórz nie znajdziesz.

     To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach

     będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.

     Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach.

     Nie ma dla ciebie okrętu – nie ufaj próżnym nadziejom – 

     nie ma drogi ku innej stronie.

     Jakeś swoje życie roztrwonił

     w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.

                         [Konstandinos Kawafis. Przeł. Z. Kubiak]

  

Archiwum
Tagi