~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Kundera_Milan

środa, 20 kwietnia 2016
1560. Elementary...

Kolejni, dowiadując się z przekazywanych sobie wieści o mym wieku, muszą się u mnie upewnić osobiście. Ciągle to zaskoczenie. Miłe. Choć może to nie tylko wygląd tak zdumiewa, lecz to, że ktoś mający tyle lat, pracuje na podobnym stanowisku. Bo oni średnio młodsi o lat dziesięć, góra trzydziestka – w całym back office (liczącym kilkadziesiąt osób) ja jestem najstarszy. Ustąpić muszą mi w tym względzie nawet lider zespołu, kierownik działu, dyrektor departamentu. Słyszę gdzieś za plecami o ich wakacjach za granicą, związkach, kredytach na mieszkanie, teatrach i siłowniach, i zastanawiam się, tysięczny raz, gdzie zmarnowałem życie... Jako jedyny chyba mieszkam z rodzicami. Ja tylko nie z Wrocławia…

Z Warszawą też podobnie. Gdy informuję ich, że tam spędziłem kilka lat, zawsze wyrywa im się to pytanie. To co tu teraz robisz? Gdzieś, nawet w nich – zadowolonych, już stabilnych – tkwi ta świadomość, jasna prawda, że jeśli już wyrwało się z prowincji, za nic nie wolno wrócić. Ja właśnie tym zgrzeszyłem…

„Człowiek, który pragnie opuścić miejsce, w którym żyje, nie jest szczęśliwy”

[Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu. Przeł. A. Holland].

22:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
niedziela, 23 sierpnia 2015
1505. Loser (II)...

  

Bambi od tygodnia zaręczony. Z kimś, kogo z nim zestawiałem, nim jeszcze obu przyszło to w ogóle do głowy. Tak oto jedyny chłopiec, o którym na Kumpello chciało się i można było marzyć (bo przecież – dający mi dowody swej sympatii), staje się niedostępny, odchodzi w cień. Na cóż zresztą liczyłem, co mam do zaoferowania? Odległość, moje niewysłowienie, cielesna nieporadność aż nadto są przeszkodą…

 

„– Dwie osoby, które się kochają, same, oderwane od świata, bardzo to piękne. Ale czym by żywili swe spotkania twarzą w twarz? Jakkolwiek godny pogardy byłby świat, potrzebują go, aby o nim mówić.

– Mogliby zamilknąć.

– (…) Och nie, żadna miłość nie przetrwa w milczeniu”

                         [Milan Kundera, Tożsamość. Przeł. M. Bieńczyk].

  

Trzy razy cud i do trzech razy sztuka. Jacek, Ania i On – jedyne fascynacje, nadzieje na coś więcej – tracone nim cokolwiek, latami rozpamiętywane. Takie widać przekleństwo – patrzenie, jak się oddalają, wiążą z innym. Zazdrość, poczucie, że ktoś zajmuje moje miejsce. Że znów się traci, ciągle przegapia, wciąż przegrywa…

  

„Facet dostaje w życiu tylko kilka szans. Jak ich nie chwyci za jaja, do końca życia będzie się zastanawiał, dlaczego gra w drugiej lidze”

  [z filmu Droga do szczęścia (USA / Wielka Brytania’2008); reż. Sam Mendes].

  

niedziela, 15 marca 2015
1463. O beata solitudo! O sola beatitudo!...

  

Próbuje wejść, gdy rano się ubieram, wieczorem, kiedy przymykam drzwi, by oddać się ćwiczeniom. Ni chwili prywatności, pewności, że ktoś nie będzie niepokoił. I tylko raz na jakiś czas, liczony tygodniami, na ledwie kilka godzin: jej wyjazd, ich wyjście na rodzinne imieniny – ja zostaję. Ale jak mam to wykorzystać, czym innym się zajmować? Wystarcza snucie się po milczącym mieszkaniu, leżenie i rozkoszowanie się spokojem. To właśnie jest wyśnionym (warszawskim utraconym) ideałem – mieć własną przestrzeń, do której nikt nie będzie miał dostępu, zamknąć się i nie wychodzić, już nigdy nie odzywać…

  

„(…) nikt do niej nie mówił, nikt na nią nie patrzył. Tak, to było najważniejsze, nikt na nią nie patrzył. Samotność: słodki brak spojrzeń”

                     [Milan Kundera, Nieśmiertelność. Przeł. M. Bieńczyk].

  

piątek, 15 lutego 2013
1223. Le Voyeur (II)...

  

Pracuje w ministerialnej stołówce „na zmywaku”. Co chwila musi wyjść do sali głównej, by zabrać wózek, na który klienci po konsumpcji odkładają swe talerze. Czasem na szybko sprawdza coś w telefonie. Wydaje się raczej cichy, młodszy ode mnie o jakieś dziesięć lat; ubiera się na czarno, choć kurtkę ma pstrokatą. Typ chłopięco-słodki, jakiego nie dane mi spotykać i poznawać… Staram się siadać przy którymś z pierwszych stolików, tak żeby widzieć kuchnię. Zerkam nieśmiało, nic więcej nigdy się nie zdarzy. Najczęściej, żeby oszczędzić, na obiad biorę jedynie zupę – a przecież i tak wychodzę stamtąd nasycony

  

„– Jak może wyglądać jego życie seksualne?

– Jego życie seksualne? – zaśmiał się Jean-Marc. – Nijak, nijak! Marzenia!”

                      [Milan Kundera, Tożsamość. Przeł. M. Bieńczyk].

   

23:58, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
czwartek, 25 października 2012
1182. Na Wspólnej (III) - odc. 54-57...

    

Druga, wrześniowa pensja – 1 332,41 zł przy 18 nadgodzinach. Nie wystarczy pracować, by móc się samodzielnie utrzymywać. Tym bardziej więc (w kontrze) rozkwita atmosfera. Nasze tam absurdalne żarty – powołaliśmy rząd i przydzieliliśmy sobie resorty, potem regiony i miasta, by skończyć na rozbiorze Europy i świata. Mówimy do siebie per „Panie Ministrze”, mamy też budżet państwa (nad którym sprawuję pieczę), finansujący pączki oraz ciastka. Dla kogoś z zewnątrz ewidentnie musiało nam odbić

 

Od kilku dni kolejne osoby przenoszą się do drugiego oddziału Ministerstwa. Ja trafię tam jutro – będzie to awans z piwnicy bez okien na widoki z wieżowca. Pracujące już tam koleżanki przysyłają mi przez szefa humorystyczny liścik: są odniesienia do tego, co tylko nam zrozumiałe i nawet rysunki (prosiaczek!). Muszą mnie bardzo lubić; ja także staram się mocno brylować. Znów, jak przed dwoma laty, odgrywam rolę pupilka kobiet w mojej pracy – dlaczego poza nią nie umiem wydać się sympatyczny?...

  

(…) był mało towarzyski i na ogół małomówny (przy czym nikt nie wiedział, czy jest nieśmiały, czy to własne myśli odciągają go gdzie indziej; innymi słowy, czy jego milczenie jest oznaką skromności czy obojętności)”

                   [Milan Kundera, Nieśmiertelność. Przeł. M. Bieńczyk].

  

piątek, 29 czerwca 2012
1134. Alex na występach gościnnych...

  

Chłopcy, którzy podjęli mnie onegdaj w Łodzi (por. 596), tym razem inwitują na południowy Mokotów. Jadę w pierwsze warszawskie odwiedziny. Cudowny wieczór – godziny gadania, mieszkanko urocze dzięki mnóstwu książek, gospodarze przechodzący samych siebie (z przyjemnością obserwuje się relację między nimi), kolacja i deser wyborne, och i ach. Zachwycam się – i proszę z rewizytą!...

  

„Ważne było to, że coś go z nimi łączyło. Spierał się z nimi, ale czuł do nich przy tym gorącą sympatię. Już ich nawet dłużej nie słuchał, tylko myślał o tym, że jest szczęśliwy; znalazł towarzystwo ludzi, wśród których nie istnieje ani jako matczyny syn, ani jako uczeń klasy, lecz jako on sam. I pomyślał, że człowiek może być w pełni sobą tylko wtedy, gdy jest w pełni pośród innych ludzi”

                   [Milan Kundera, Życie jest gdzie indziej. Przeł. J. Illg].

  

17:29, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 12 kwietnia 2012
1099. Postcards from the Edge...

  

W dwunastym miesiącu bez pracy udało się wreszcie coś znaleźć. Za mną dwa dni popołudniowej zmiany… Marzyłem o Italii trafiłem na warszawskie Włochy; aplikowałem do salonów Matrasa – zostałem kompletującym zamówienia w ich centralnym magazynie; lubię książki – musiałem nieustannie krążyć wśród regałów. Kolejny raz fatalnie się pomyliłem – trzeba będzie ten epizod z miejsca przerwać, bo fizycznie nawet tygodnia takich warunków nie wytrzymam…

Moja kariera zawodowa rozwija się konsekwentnie po równi pochyłej – zaczynałem od nauczyciela akademickiego, następnie byłem pomocnikiem biurowym, skończyłem na dźwigającym ciężary magazynierze. I nigdzie się nie nadaję, nie jestem w stanie sam siebie utrzymać i o siebie zadbać…

  

„Nigdy nie zapominam o chwili, gdy opuszczając fakultet, zrozumiałem, że wszystkie pociągi odjechały. (…) Porzucenie studiów nie było porażką, ja wówczas porzuciłem ambicje. Stałem się nagle człowiekiem bez ambicji. A straciwszy ambicje, znalazłem się w jednej chwili na marginesie świata. Gorzej jeszcze: nie miałem żadnej chęci znaleźć się gdzie indziej. Miałem tym mniejszą na to chęć, że nie groziła mi nędza. Ale jeśli nie masz ambicji, jeśli nie masz w sobie głodu sukcesu, uznania, siadasz na krawędzi upadku. Ja usiadłem na takiej krawędzi, prawda, że wielce wygodnie. Wszelako usiadłem właśnie na krawędzi upadku”

                      [Milan Kundera, Tożsamość. Przeł. M. Bieńczyk].

  

19:46, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 24 czerwca 2011
959. „Hours of Idlness” (Lord Byron, 1807)...

 

Pierwsze chwile – u siebie, ze sobą. Bez dostępu do sieci, bez potrzeby pisania. Poranne wylegiwanie, zbyt drogie obiady, prysznice w środku nocy. Dokupywanie kolejnych drobiazgów. Rozkładane na raty sprzątanie. Poznawanie okolicy, smakowanie czasu. Krótki spacer z zapoznanym wreszcie M. (urocza kawiarenka i prezent do mieszkania). Codzienne improwizacje, totalne róbta co chceta

  

„Mógł wreszcie żyć wolny, w zgodzie ze swymi pragnieniami, mieć tajemny zakątek, do którego nie wetknie ciekawskiej głowy żaden członek rodziny, zakątek, w którym życie toczy się wedle innych zwyczajów”

                   [Milan Kundera, Nieśmiertelność. Przeł. M. Bieńczyk].

 

wtorek, 17 maja 2011
945. Contemptus mundi...

  

Oglądam nagrodzony ubiegłoroczną Złotą Palmą w Cannes film „Wujek Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia” (Tajlandia’2010; reż. Apichatpong Weerasethakul). Świat duchów i baśni, przenikających się rzeczywistości, świat prawdziwych wspomnień i przeżyć – odchodzący w przeszłość, umierający, zastępowany przez bezduszną fikcję telewizyjnego ekranu, bierne wchłanianie spreparowanych wrażeń, zapominanie tego, co najważniejsze. Kino jako pamięć

Wędrówka przez dżunglę – praeparatio ad mortem, powrót do źródła (jaskini pierwotnego wcielenia), transgresja – kojarzy mi się z podobną sceną w widzianym niedługo przedtem „Lesie w żałobie” (Japonia/Francja’2007; reż. Naomi Kawase): śmierć starca i uśmiech dziewczyny, wyzwolenie i porozumienie dwojga tak sobie obcych, a podobnie uwięzionych w skorupie własnych, tonących w bólu światów…

A na dodatek wczoraj jeszcze „Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna” (Korea Południowa’2003; reż. Kim Ki-duk). Surowa lekcja przeżywania, znaczona błędami droga od egoizmu do altruizmu, kołowrót ludzkiej niedoskonałości, przemijanie i wiecznotrwałość natury. Do kontemplowania, smakowania, podziwiania… Istota wszystkiego w pojedynczych, harmonijnych chwilach…

  

„Żyć nie jest szczęściem. Żyć: nieść przez świat swoje bolesne ja.

Ale być, być jest szczęściem. Być: przemienić się w fontannę, w kamienne naczynie, w które wszechświat spływa jak ciepły deszcz”

                   [Milan Kundera, Nieśmiertelność. Przeł. M. Bieńczyk].

  

sobota, 13 lutego 2010
743. Something he has to do...

  

Przybrane ramy znowu uwierają i chciałoby się czegoś ponad monotonię dni, więcej, niż tylko wyjść, iść, pracować i wrócić; jeść, kąpać się, ćwiczyć, położyć… Jakoś czas wykorzystać inaczej, ale czasu nie ma, brak wokół miejsc, brak tu ludzi. Książki jedynie w niedziele, wieczorem ukradkiem notatki, gdzieś po drodze gubione soboty. I cisza, pustka wielka w myśleniu

Dziś w domu bezrodzicielsko, pierwszy raz od tygodni samemu – chociaż Wrocław i mnie by się przydał: trzy miesiące nie widziałem fryzjera. Sprzątam całe mieszkanie, wieszam pranie, coś na obiad próbuję zgotować – podsmażane ziemniaki, kotlet z czwartku i kiszone ogórki. I gapienie się w ścianę, i Internet, zdjęcia, chłopcy, obrazy, gazety… Niby radzę sobie, ale nie wytrzymuję…

Myślę wciąż, jak to będzie – w przyszłym roku. Czy podołam i jak o tym powiem? Coraz bardziej jestem zdecydowany, coraz mniej w tym odczuwam podniety. Bo to żaden kaprys, lecz zwyczajna konieczność. Choć wielkiego szczęścia pewnie nie przyniesie...

  

„Po zastanowieniu zamiar »odejścia« wydawał jej się coraz bardziej sztuczny, wymuszony, nierealny, podobny do jednej z owych utopijnych iluzji, którymi się łudzimy, choć w głębi ducha dobrze wiemy, że niczego nie można zrobić i niczego nie zrobimy”

                    [Milan Kundera, Nieśmiertelność. Przeł. M. Bieńczyk].

  

wtorek, 12 stycznia 2010
730. Competition...

  

Mniejsze pewnie teraz szanse niż przed rokiem, choć pisanie chyba nawet lepsze. Czytelników jednak mi ubyło, wynudzonych wiecznym staniem w miejscu, jedną nutą, ciągłym narzekaniem. Ale za to forma konsekwentna, trzeba przyznać. Może chociaż ją ktoś doceni…

  

„(…) powiedzieliśmy, że oddałby wszystkie swoje wiersze za to, żeby być uznanym za mężczyznę, ale uzupełnijmy to: skoro nie został uznany za mężczyznę, jedno tylko mogło go nieco pocieszyć – by został przynajmniej uznany za poetę”

                  [Milan Kundera, Życie jest gdzie indziej. Przeł. J. Illg].

   

    

Proszę o wsparcie wysłanie SMS-a o treści A01291 (0 to cyfra zero, bez żadnych spacji) na numer 7144 do 21 stycznia, godz. 12.00. Koszt SMS-a to 1,22 zł brutto – dochód zostanie przeznaczony na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych. Z jednego numeru telefonu można oddać jeden głos na dany blog – można zarazem głosować na większą liczbę blogów. Dziękuję!

  

czwartek, 10 września 2009
672. My shitty job - czyli "Kniha smíchu a zapomnění"...

  

Brakuje teraz czasu na cokolwiek. Wstaje się po szóstej, w drodze do pracy trzeba wstąpić do piekarni po precelka, po półgodzinnym szybkim marszu jest się o ósmej na miejscu. Po wszystkim wychodzi stamtąd o szesnastej, obiad je przed siedemnastą, siada do komputerowego kursu angielskiego, a tu już „Fakty” i kolacja, i myć się, i kłaść spać trzeba. Dojeżdżając przez dziewięć lat do Wrocławia można było przynajmniej poczytać coś sobie w pociągu… Nieustannie odliczam dni pozostałe do weekendu, a ten najbliższy będzie wyjątkowy…

  

Zdarza mi się wykonywać czyjeś polecenie, przeglądać coś, szukać, wypisywać, ale zazwyczaj nie wiem, co dokładnie robię. I wielce mnie to „zagubienie” bawi… Rysuję tabelki i wykresy, wysyłam faksy, wpinam kontrakty i zlecenia do segregatorów. Największym zaś plusem może okazać się dzwonienie z pytaniami i prośbami o potwierdzenie zamówień do dostawców – przestaję bać się telefonów, choć głos drży mi nadal…

  

Dziś jednak nudy zupełne. Przeglądam katalogi z etykietami, by zorientować się, cóż takiego my w ogóle produkujemy. My. Płyny i mleczka do czyszczenia szyb, mebli, podłóg, mycia naczyń, prania dywanów, koncentraty do płukania tkanin, odplamiacze, wybielacze, mydła w płynie, żele do WC i pod prysznic, płyny do chłodnic samochodowych… Ciekawsze nieco są nazwy kompozycji zapachowych, te wszystkie śmieszne „owocowe ogrody, konwaliowe bukiety, wiosenne kwiaty, letnie bryzy, alpejskie marzenia, oceany zmysłów, górskie orzeźwienia, zielone jabłuszka, błękitne laguny, lawendowe sny”… Taka poezja chemii gospodarczej…

  

We wtorek wieczorem wyciek chloru i niepokój w całym mieście. Tylekroć sprawdzany system alarmowy nie zdaje egzaminu. Wczoraj podkpiwamy z tego w pracy, a dziś – podczas naprawy – każą nam na wszelki wypadek wyciągnąć maski przeciwgazowe. To też jest przedmiotem żartów – cóż innego pozostaje. Żyjemy w cieniu bomby. Nie sposób wciąż o tym myśleć i nie sposób zapomnieć…

  

sobota, 04 kwietnia 2009
587. "Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz"...

  

…„wciąż blady bladością zdającego egzaminy, w okularach plus cztery dioptrie, co nadawało mu wygląd młodego erudyty, któremu obce są zmysłowe rozkosze, zważywszy, że nie pił i nie palił i wciąż pozostawał prawiczkiem”

                    [Manuel Vicent, Pieśń Morza. Przeł. W. Ignas-Madej].

  

Czyżby właśnie o to chodziło, czyżby nawet jego własna powierzchowność zdradzała go na każdym kroku? Bo coś najwidoczniej musi być nie tak, coś dostrzegalnego tylko dla innych − odstręczającego, niedającego się określić ani skorygować, głębszego niż lęk w oczach i niepewność ruchów...

  

„Przy każdej okazji kontrolował i poprawiał swój wygląd; nie przepuścił ani jednej witryny sklepowej, by nie rzucić na nią krótkiego spojrzenia. Im baczniej obserwował własną postać, tym bardziej stawała się ona świadoma, ale także bardziej uciążliwa i bolesna”

                    [Milan Kundera, Życie jest gdzie indziej. Przeł. J. Illg].

  

niedziela, 18 stycznia 2009
552. O pępowinie - czyli: My obydwoje...

  

„Mówiła sobie, że wspólne przeżycie dzieciństwa Jaromila jest dla nich zobowiązaniem i świętym przymierzem. Coraz częściej uświadamiała sobie jednak, że syn zdradza to przymierze. Gdy to niego mówiła, widziała, że jej nie słucha i głowę ma pełną myśli, którymi nie chce się z nią podzielić. Stwierdziła, że się jej wstydzi, że zaczyna strzec swoich drobnych tajemnic, cielesnych i duchowych, i zasłania się zawojami, przez które ona nic nie widzi.

Bolało ją to i drażniło. Czyż w tej umowie, którą wspólnie spisali, gdy był małym dzieckiem, nie było napisane, że będzie z nią zawsze żyć ufnie i bez wstydu? (…)

  

− Zabijesz mnie! Zabijesz mnie! − zawołała histerycznie i wybiegła do sąsiedniego pokoju.

Jaromil stał przestraszony i rozlewało się w nim poczucie jakiejś wielkiej winy.

(Ach, chłopcze, nigdy nie pozbędziesz się tego poczucia. Jesteś winien, jesteś winien! Za każdym razem, kiedy będziesz wychodzić z domu, towarzyszyć ci będzie pełne wyrzutu spojrzenie, które będzie cię wołać z powrotem! Będziesz chodzić po świecie jak pies przywiązany na długiej smyczy! Nawet gdy będziesz daleko, zawsze będziesz czuł dotyk obroży na szyi! Nawet gdy będziesz w towarzystwie kobiet, nawet gdy będziesz z nimi w łóżku, z twojej szyi poprowadzi długa smycz i gdzieś daleko mama trzymająca jej koniec w ręce będzie czuła poprzez szarpanie linki nieprzyzwoite ruchy, które wykonujesz!)

  

(…) Siedział więc tutaj, między dorosłymi ludźmi, przepoczwarzony w matkę, która go obejmowała i ciągnęła z powrotem z tego świata, do którego chciał należeć i który odnosił się do niego uprzejmie, traktując go jednak jak kogoś, kto jeszcze doń nie należy. Było to tak nieznośne, że Jaromil zebrał wszystkie swe siły, aby strząsnąć z siebie twarz matki, by się z niej wydostać (…).

  

Mama czytała wiersze, które Jaromil milczkiem kładł jej na stół, i starała się poprzez nie zajrzeć w życie syna. Gdybyż te wiersze mówiły przynajmniej zrozumiałym językiem! Ich szczerość jest fałszywa: są pełne zagadek i niedomówień; mama wie, że syn ma głowę pełną kobiet, ale nie ma pojęcia, co go z nimi łączy.

Dlatego otworzyła kiedyś szufladę jego biurka i przeglądała ją, aż w końcu znalazła dziennik. Uklękła na podłodze i wertowała go w podnieceniu; zapiski były hasłowe, dowiedziała się z nich jednak, że syn ma swoją miłość (…).

  

Dopiero wiele dni później dostrzegła w mizerności syna oprócz zmęczenia także smutek. To ją z nim powoli godziło i dawało jej nadzieję: mówiła sobie, że kochanki krzywdzą, a matki pocieszają; mówiła sobie, że kochanek jest wiele, ale matka tylko jedna. »Muszę o niego walczyć, muszę o niego walczyć«, powtarzała sobie i krążyła wokół niego jak czujny współczujący tygrys. (…)

  

Jaromil był samotny i tylko matczyne oczy obserwowały go uważnie i były zawsze przy nim, ale to właśnie było nie do zniesienia; czyjeś oczy wciąż obnażały jego samotność, która miała być ukryta i niewidoczna. Nie znosił spojrzeń matki ani jej pytań. Uciekał z domu i wracał późno, kładąc się zaraz do łóżka. (…)

  

− Jaromilu, co się z tobą dzieje?

Poufała obojętność pytania sprawiła, że łzy napłynęły mu do oczu; nie mógł nigdzie uciec, a mama ciągnęła dalej:

− Przecież jesteś moim dzieckiem. Przecież znam cię na wylot. Wiem o tobie wszystko, chociaż z niczego mi się nie zwierzasz.

Jaromil spoglądał w bok i było mu wstyd. A mama mówiła dalej:

− Nie wolno ci patrzeć na mnie jak na matkę, pomyśl sobie, że jestem twoją starszą przyjaciółką. Gdybyś mi się zwierzył, może by ci ulżyło. Wiem, że coś cię dręczy. − Po czym dodała cicho: − I wiem, że to z powodu jakiejś dziewczyny.

− Tak mamo, jest mi smutno − przyznał się, ponieważ ciepława atmosfera wzajemnego zrozumienia otoczyła go zewsząd, tak że nie mógł się z niej wyrwać. − Ale trudno mi o tym mówić…”

                  [Milan Kundera, Życie jest gdzie indziej. Przeł. J. Illg].

  

20:55, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 16 stycznia 2009
551. "Dreszcze" albo "Zmory"...

  

Wczoraj stan podgorączkowy, nudności i zawroty głowy, drgawki pod kocem, lipa z miodem, brak w domu choćby aspiryny. Dziś już dobrze, zdrowo, lżej. A więc nie grypa − być może więc jakaś opóźniona reakcja nerwowa na środowe zdemaskowanie, blogowe wyoutowanie, utratę anonimowości i ostatniego już miejsca, które byłoby tylko dla mnie. Chciałbym wierzyć, że wdzieranie się do najgłębszych pokładów mojej intymności i żądanie spowiadania się, tłumaczenia wszystkich myśli, słów, czynów − to nie jedyne rozumienie szczerości i zaufania w mojej rodzinie...

  

…„prawdziwie dorosły jest tylko ten, kto jest nieskrępowanym panem jakiejś zamkniętej przestrzeni, w obrębie której wolno mu robić, co chce, gdzie przez nikogo nie jest obserwowany ani kontrolowany”

                  [Milan Kundera, Życie jest gdzie indziej. Przeł. J. Illg].

  

Zbyt wiele dobrego zawdzięczam temu miejscu, by zgodzić się z osądem, że to pisanie jest chore. Mogę tylko żałować, że niektóre z moich emocji sprawiły tyle łez. Mnie samemu udało się w środę pierwszy raz nie płakać. Nie wiem, jak będzie teraz, pod groźbą prewencyjnej autocenzury, ale wciąż mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży…

  

„Długo rozmawiali ze sobą tego dnia i w końcu znaleźli w ten sposób, matka i syn, tych dwoje niefortunnych kochanków, pociechę w sobie nawzajem” [Ibidem].

  

Gdyby nie listy (do) Ani, byłbym z tym wszystkim całkiem sam. Zawsze w najtrudniejszych momentach zostają przy nas tylko kobiety. Na mężczyzn nie ma co liczyć…

  

Archiwum
Tagi