~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Lermontow_Michaił

poniedziałek, 31 maja 2010
789. Wymazywanie...

  

Zarysy kilku wątków; piszę na nowo kilkanaście razy, poprawiam, zmieniam wciąż na coś zupełnie innego – i nieustannie kasuję. Nie mogę, nie potrafię nawet zdania. „Nic z tego, co chciałem wyrazić, niewyrażone, nic z tego, co chciałem odczuć – nieodczute” [Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki, 25 IX 1963]…

Jedyne, co rzeczywiście przychodzi mi do głowy, to Jego urodziny. Pewnie jednak byłoby normalniej, gdybym o nich nie pamiętał...

  

Żeby tak odgrodzić się nareszcie od wszystkiego, co wokoło, od tych miejsc i ludzi, sąsiadów, rodziny, tych, z którymi kiedyś do jednej klasy, „Od uszu ich słyszących wszystko, / Od oka ich wszechwidzącego” [Michaił Lermontow. Przeł. A. Kamieńska], od powracającego kołowrotu zdarzeń, słów, widoków; i nie wkurwiać się tak nieustannie, niemożliwie, aż do wyczerpania; zebrać w sobie, zamknąć oczy, wziąć głęboki oddech, do dziesięciu zliczyć i powiedzieć: „Nie ma was. Nie istniejecie. Nigdy was nie było”...

  

środa, 21 maja 2008
431. Glosy i głosy

  

Najnowsza uwaga z zewnątrz do mojej tu pisaniny: „Przed pięćdziesiątym rokiem życia nikt nie jest w stanie dysponować taką wiedzą na temat samego siebie i tak doskonale precyzyjną oceną zjawisk”.

Komplement (jeśli tak go potraktować) miły, acz przesadny – i smutny. Bo przecież nie ma w tym żadnej mądrości; doświadczenia także brakuje, a intuicja zawodzi (z pewnością za to czuję się staro). Zapisuję to, co mówi ktoś inny, we mnie, poza mną i obawiam się, że częstokroć nie ma w tym żadnej prawdy. Nie mnie już sądzić – dobrze to, czy źle… 

   

                    „Nie wierz, nie ufaj sobie, młody marzycielu,

                         Jak jadu lękaj się natchnienia…

                    To chorej duszy twej miotanie się bez celu,

                         To myśl w niewoli urojenia. 

                    Nie wypatruj daremnie w nim znaku niebiosów

                         – To nadmiar sił twych niewyżytych”

                                        [Michaił Lermontow. Przeł. Z. Bieńkowski].

  

środa, 23 stycznia 2008
367. Analiza III

  

Na zadane dziś pytanie, jaka ma być teraz, po tym wszystkim rola rodziców w moim życiu, skoro przez całe życie nie chciałem ich do siebie dopuścić, cóż odpowiedzieć mam? Wciąż nie chcę dzielić się z nimi moją prywatnością, wciąż rozmawiać o tym nie umiem i nawet sobie nie życzę, tym bardziej, że nadal niepewny swego ja, wciąż jednoznacznie niezadeklarowany złudną nadzieję im tym daję, a o ile uzyskałem od nich zgodę na dokonanie każdego wyboru, to akceptacji i wsparcia już mi odmówiono. Między czym a czym mam jednak wybierać?

Brak jakichkolwiek kontaktów i związków z ludźmi przez te wszystkie lata oduczył mnie słów i uczuć, przeradzając się w jakąś bezduszną obojętność, w której nawet ratowanie samego siebie wydaje się zbytecznym, niecelowym wysiłkiem. Wszystko, co wydarzyło się w moim życiu, było odwrotnością lub karykaturą tego, jak być powinno, jak jest u innych. Nie ma niczego, na czym mogłoby mi zależeć, wszystko za to może być poczytane za przeszkodę, która mi zawadza – na drodze ku czemu jednak?...

  

„– Pan jest gorszy niż morderca.

Zamyśliłem się na chwilę i potem powiedziałem z miną człowieka głęboko wzruszonego:

– Tak, taki był mój los od samego dzieciństwa! Wszyscy czytali na mej twarzy oznaki złych skłonności, których nie było, ale przypuszczano, że są, i one się we mnie zrodziły. Byłem skromny, oskarżono mnie o obłudę: stałem się skryty. Odczuwałem głęboko dobro i zło, nikt mnie nie pieścił, wszyscy dokuczali: stałem się zawzięty; byłem pochmurny – inne dzieci były wesołe i gadatliwe, czułem się wyższy od nich – a uważano mnie za coś niższego. Stałem się zawistny. Byłem gotów kochać cały świat – nikt mnie nie zrozumiał: i nauczyłem się nienawidzić. Moja bezbarwna młodość upłynęła na walce z sobą i ze światem; lękając się szyderstwa, najlepsze moje uczucia chowałem w głębi serca i tam umarły. Mówiłem prawdę – nie wierzono mi: zacząłem oszukiwać, dobrze poznawszy świat i sprężyny kierujące społeczeństwem stałem się biegły w nauce życia i widziałem, jak inni bez tej biegłości są szczęśliwi czerpiąc darmo te korzyści, o które tak niestrudzenie walczyłem. I wówczas w piersi mojej zrodziła się rozpacz – nie ta rozpacz, którą się leczy lufą pistoletu, lecz rozpacz zimna, bezsilna, ukryta pod maską uprzejmości i dobrodusznego uśmiechu. Stałem się moralnym kaleką: jedna połowa mej duszy przestała istnieć, wyschła, wyparowała, umarła, odciąłem ją i odrzuciłem – podczas gdy druga drgała i żyła otwarta dla każdego, a nikt tego nie zauważył, ponieważ nikt nie wiedział o istnieniu tej połowy, która zginęła”. 

          [Michaił Lermontow, Bohater naszych czasów. Przeł. W. Rogowicz]

  

sobota, 29 grudnia 2007
354. Dies irae

  

Zadziwiające, z jaką regularnością od pewnego już czasu piątkowe wyjazdy do Wrocławia kończą się traumatycznymi rozmowami (byłyby to dialogi, gdybym mógł wydusić z siebie choć słowo, gdyby ta, co mówi, chciała słuchać). Od dzieciństwa jestem przyzwyczajony do poniżeń ze strony rówieśników, jednakże nienawiść w głosie własnej matki jest mimo wszystko pewnym zaskoczeniem. Takiej hańby, jak wczoraj, jeszcze nie zaznałem… 

   

                    „Patrzajcie, bo spojrzeć nań warto:

                    Posępnie spogląda i hardo

                    I idzie – jak nędznik, obdarto,

                    Powszechną otoczon pogardą!”

                                   [Michaił Lermontow, Prorok. Przeł. Cz. Mąkowski]

  

Jedno zdanie szczególnie utkwiło mi w pamięci: „Mój syn za wszelką cenę chce zostać pedałem”. Rzeczywiście, kto by nie chciał zasmakować takiej wściekłości swych bliźnich?

  

wtorek, 15 sierpnia 2006
117. Monolog

  

               Przyziemność i bezduszność są dobrem tej ziemi.

               Cóż przyjdzie z chęci sławy i głębokiej wiedzy,

               Umiłowania wolności, talentu,

               Gdy tego w życie wcielić nie możemy.

               Dzieci mroźnej Pónocy, jak tutejsze krzewy

               Zakwitamy na krótko i rychło więdniemy...

               I jakby na przyćmionym niebie słońce zimy,

               Dni nasze są bezbarwne, i bieg życia

               Niedługi i niezmiernie jednostajny...

               I jest nam duszno pod niebem ojczyzny.

               Na sercu brzemię legło, dusza tęskni

               Nie znając ni miłości, ni przyjaźni.

               Młodość nam szybko zatruwa niewiara,

               Wśród błahych burz zmierzamy ku starości.

               Gorzka nam życia wystygłego czara

               I radość w duszy nigdy nie zagości.

                         [Michaił Lermontow, Monolog. Przeł. T. Chróścielewski]

  

23:57, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
środa, 21 czerwca 2006
91. Mój demon

  

Chodzi mi cały dzień po głowie zdanie: Kim jest ten trzeci, co zawsze kroczy obok?To chyba z T. S. Eliota.

   

                    Demon na krok się nie oddali

                    Ode mnie, póki życia mego,

                    On każdą moją myśl przepali

                    Płomieniem ognia niebieskiego.

                    Obraz i wzór doskonałości

                    Uchyli mi jak rąbek nieba,

                    Da mi przeczucie szczęśliwości,

                    Ale mi nigdy szczęścia nie da.

                              [Michaił Lermontow, Mój demon. Przeł. Z. Bieńkowski]

  

Nie kroczy obok. To moje drugie ja. Ja-Inny.

Ile w końcu mam twarzy? Dwie? Trzy? Pięć? I która jest prawdziwa? Jeśli któraś w ogóle jest…

Największą przygodą człowieka jest poszukiwanie samego siebie. Ta przygoda kończy się wraz ze wszystkim, co się kończy...

  

piątek, 10 marca 2006
49. Analiza II

  

Znów prześladuje mnie myśl o najważniejszej książce mego życia. O Nim.

  

Mam w sobie wrodzoną pasję przekory; całe moje życie było tylko łańcuchem smutnych i niefortunnych aktów sprzeciwiania się sercu lub rozsądkowi. (…)

Czyż, myślałem sobie, moim jedynym przeznaczeniem na ziemi jest burzenie cudzych nadziei? Odkąd żyję i działam, los jakoś zawsze kazał mi rozwiązywać cudze dramaty, jak gdyby beze mnie nikt nie mógł ani umrzeć, ani wpaść w rozpacz! Byłem niezbędną postacią piątego aktu; mimo woli odgrywałem nędzną rolę kata lub zdrajcy. (…)

Czasami gardzę sobą... czy nie dlatego właśnie gardzę także innymi?... Stałem się niezdolny do szlachetnych porywów; boję się wydać śmiesznym samemu sobie. (…)

We wczesnej młodości byłem marzycielem; lubiłem pieścić na przemian to ponure, to tęczowe obrazy, które malowała mi moja niespokojna i chciwa wyobraźnia. Ale co mi z tego pozostało? Tylko znużenie jak po nocnej walce ze zmorą i mętne wspomnienia, pełne żalu. W tej bezpłodnej walce wyczerpałem i żar duszy, i hart woli, niezbędne dla prawdziwego życia; wkroczyłem w to życie, przeżywszy je już w myśli, i ogarnęła mnie nuda i obrzydzenie, jak tego, kto czyta liche naśladownictwo dawno mu znanej książki”.

          [Michaił Lermontow, Bohater naszych czasów. Przeł. W. Rogowicz]

  

Kiedy zacznę żyć w realnym świecie?...

  

piątek, 30 grudnia 2005
21. Analiza

  

Książki są niebezpieczne.

Zbyt wiele, zbyt wcześnie przeczytałem. Za wcześnie się brałem za niektóre pozycje.

Zbyt wcześnie dojrzałem, nie – spoważniałem.

Wypaczyły mnie. Moje stosunki z ludźmi. Moje relacje ze światem. Moje pojęcie miłości.

Przerażam sam siebie. I zarazem napawam samego siebie dumą. Poczuciem wyższości.

Nie umiem wyzbyć się wzgardy. Dystansu. Swojego indywidualizmu (egoizmu?). Swojej drogi.

Dokąd mnie ona zaprowadzi? Droga Hamleta, Doriana, Pieczorina i Stawrogina.

    

„Przebiegłem w pamięci całą swoją przeszłość i mimo woli zadaję sobie pytania: po co żyłem? w jakim celu przyszedłem na świat? A jakiś cel istniał na pewno i na pewno byłem przeznaczony do wyższego celu, bo czuję w mojej duszy bezgraniczne siły... Ale nie odgadłem tego przeznaczenia, zwabiły mnie przynęty namiętności czczych i jałowych; z ich płomieni wyszedłem twardy i zimny jak żelazo, lecz utraciłem na zawsze żar szlachetnych dążeń – najlepszy kwiat życia. I od tej pory ile już razy grałem rolę topora w rękach losu! Spadałem, często bez gniewu, zawsze bez współczucia, jako narzędzie kaźni na głowę skazanych ofiar... Moja miłość nikomu nie przyniosła szczęścia, gdyż nic nigdy nie poświęciłem dla tych, których kochałem: kochałem dla siebie, dla własnej przyjemności, zaspokajałem tylko dziwną potrzebę serca, chciwie pochłaniając ich uczucia, ich tkliwość, ich radości i cierpienia – i nigdy nie mogłem się nasycić. (…)

Z burzy życiowej wyniosłem tylko kilka pojęć... i ani jednego uczucia. Dawno już żyję nie sercem, lecz głową. Ważę i analizuję swoje własne namiętności i postępki z surową ciekawością, ale bez przejęcia. Jest we mnie dwóch ludzi: jeden żyje w całym znaczeniu tego słowa, drugi myśli i sądzi tamtego

          [Michaił Lermontow, Bohater naszych czasów. Przeł. W. Rogowicz].

  

czwartek, 24 listopada 2005
1. Zbędność

  

Dlaczego właściwie Dziennik człowieka zbędnego? Czyżby z wciąż żywej fascynacji Pieczorinem? Z poczucia nieprzystawalności do współczesnego świata, niepotrzebności?... Tłamszę w sobie niezadowolenie, gniew, pogardę, ale nie mam sił, by cokolwiek zmienić. Umiem tylko myśleć, analizować, rozprawiać, ale nie działać. I chyba właśnie o tym to będzie. A the rest is silence...

   

               Tak czy owak musiałeś zginąć Hamlecie nie byłeś do życia

               wierzyłeś w kryształowe pojęcia a nie glinę ludzką

               żyłeś ciągłymi skurczami jak we śnie łowiłeś chimery

               łapczywie gryzłeś powietrze i natychmiast wymiotowałeś

               nie umiałeś żadnej ludzkiej rzeczy nawet oddychać nie umiałeś

                                   [Zbigniew Herbert, Tren Fortynbrasa]

  

Archiwum
Tagi