~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Zeh_Juli

środa, 18 czerwca 2014
1402. Last Action Hero (II)...

  

Instynktownie wyczuwałem, że to on – mój sąsiad – słysząc poprzez zamknięte drzwi rozlegające się na korytarzu kroki czy niedające się rozpoznać głosy. Biegłem zaraz do okna, by domysł swój potwierdzić i ujrzeć, jak wychodzi. Bodaj codziennie spotykał się ze swoją przyjaciółką, ale była to właśnie „bratnia dusza”, nie „druga połowa”; wydawali się wręcz nierozłączni i, jak się dowiedziałem później, razem podróżowali (Paryż, Sztokholm, Tatry). Przez trzy lata mojego zamieszkiwania w Warszawie minęliśmy się ledwie parę razy. Bez słowa, z szybko skrywanym spojrzeniem – przynajmniej z mojej strony. Nie było w tym podniety, a jednak czymś przyciągał – głosem, pogodą ducha, młodzieńczością?... Miał profil na nowszym „branżowym” portalu, nie przejawiając tam – jak ja – zbyt wielkiej aktywności. Dopiero jesienią sprowokowałem go do internetowej zaczepki – dodaliśmy się wzajem do „znajomych”, bodaj trzy razy „klikaliśmy” ze sobą i nawet zaprosiłem go na spacer. Ale zaraz gdzieś obaj wyjeżdżaliśmy, mieliśmy się później zgadać. A każda taka przerwa odbiera mi odwagę. Choć było jeszcze parę „Cześć” pod naszym domem (dwa nawet w obecności mojej mamy – „A kto to? Twój kolega?”), kontakt się urwał. Ja zresztą wkrótce wykreśliłem się z „tych” stron, a w końcu musiałem zrezygnować ze stolicy…

Marzyłem o koledze, kimś wreszcie z niedaleka, z kim można by codziennie – rozmawiać, wyjść do parku, obejrzeć film lub pograć w badmintona. Kogo się można nie bać. Miałem sympatycznego geja naprzeciwko i nawet to okazało się za trudne. Nie ma znaczenia rodzaj szans, jeśli się spieprza wszystkie…

  

„Tamtej nocy Sebastian samotnie podążał ulicami i wyjaśniał latarniom, o których słupy posiniaczył sobie pięści, że coś z tym światem jest nie tak. Że muszą istnieć inne wszechświaty, w których sprawy przyjmują inny obrót. Gdzie nie byłoby możliwe, żeby ktoś taki jak on, mimo że ma większą wiedzę, przegrywał swoją szansę na szczęście. Światy, w których on i Oskar nigdy by się nawzajem nie stracili”

                         [Juli Zeh, Ciemna materia. Przeł. S. Lisiecka].

  

czwartek, 14 lipca 2011
969. „Je vivrai de l’amour des autres” (Jean Cayrol, 1947)

  

Moje pytania i marzenia, pasywne upajanie się odczutą pierwszy raz bliskością, brak potrzeb nazywania tej relacji (por. 826, 866, 910), z czego wyniknąć mogłyby jakieś działania. I tyle Jej nieziemskiej cierpliwości, wyrozumiałej troski, dobrej woli. Z innymi można prościej, szybciej – bez łez, swobodnie, naturalnie. Musiał się ktoś pojawić przez te lata, nieprzydający Jej tego balastu zahamowań. Ktoś pod ręką – mężczyzna, a nie duże dziecko. Dla Niej tak pewnie lepiej – kosztować to jednak będzie nas oboje…

  

„(…) chciał, aby Jessie była szczęśliwa, przynajmniej przez jakąś część życia. Możliwie długą. Wszystko jedno, za jaką cenę”

                          [Juli Zeh, Orły i anioły. Przeł. S. Lisiecka].

  

22:01, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
piątek, 08 stycznia 2010
728. Creation...

  

W pracy mini-przyjęcie, bo się komuś dziecko urodziło. Tak dowiaduję się o tradycji pępkowego. Łyczek szampana zatem w plastikowym kubku, ciast kilka rodzajów, od wszystkich laurka i grająca karuzela na kołyskę dla małego. Gratulacje, życzenia i śmiechy, pytania: kto następny?… Czuję się jak na rodzinnym świątecznym spotkaniu, gdy takowe jeszcze urządzano, gdy byliśmy zapraszani. Spędzałem wówczas przy stole długie godziny, nie odzywając się choćby jednym słowem. Teraz także, w dowolnej sytuacji, odpowiadam monosylabami. Niech mowa wasza będzie: Tak, tak; nie, nie… To chyba nie jest tylko niechęć do innych – ja już prawie nie miewam żadnych myśli, żadnych pozytywnych emocji. A za pustką w głowie idzie paraliż języka…

  

„(…) posiadał umiejętność wyłączania wszystkich sensorów skierowanych na sprawy międzyludzkie i ignorowania nieustannych sygnałów ze strony przedstawicieli swojego gatunku. Na komendę był zdolny do autyzmu

                         [Juli Zeh, Instynkt gry. Przeł. S. Lisiecka].

  

Nie bawi mnie słuchanie, że inni mają swoje życie – partnerów, mieszkania, samochody, niemożność zapomnienia, że tylko ja w firmie nie mam nic i nikogo. Z ulgą wracam zatem do swojego biurka i specjalnie dziś przyniesionego katalogu IKEI. Kartkując z namaszczeniem każdą stronę, oddaję się ulubionemu marzeniu, że coś sam urządzam, o czymś w swoim świecie decyduję...

  

Archiwum
Tagi