~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Różewicz_Tadeusz

piątek, 14 września 2007
285. Dzień II

   

                    „więc to był jeden dzień

                    z tych najcenniejszych dni

                    które nigdy nie wracają

   

                    Co mnie spotkało

   

                    Przeszedł minął

                    od rana do nocy 

                    podobny do zeszłego”

   

Nareszcie sam w domu.

Próby pracowania. Długie wracanie z zakupów – chwytanie słońca, szukanie czegoś (kogoś?) jeszcze. Robienie miejsca na pięć tomów Różewicza, które wreszcie nadeszły. Wieszanie prania. Nieśmiałe, ale konsekwentne rozwijanie netowych kontaktów, dość nieoczekiwanie (o radości!) się ostatnio mnożących. Odgrzewanie obiadu. Ustawiczne sprawdzanie, czy ktoś nie napisał, nie zadzwonił. Jednak nie. A wieczorem już tylko cisza. A wszystko to takie prozaiczne...

   

                    Dniu mój

                    jedyny

                    co ja zrobiłem

                    co ja zrobiłem

  

                    A może tak trzeba

                    wychodzić rano 

                    po południu wracać 

                    powtarzać kilka ruchów 

                    układać wiele rzeczy”

                                        [Tadeusz Różewicz]

  

23:52, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 09 października 2006
153. Różewicz

  

Pan Tadeusz kończy dziś 85 lat.

Mój stosunek do tej postaci – nie da się chyba ująć tego inaczej niż podziw i uwielbienie. A zarazem jakaś intymna więź, sympatia niemal osobista, czułość do starszego malutkiego pana w kapelusiku.

Mam wrażenie, że ta poezja, dramaturgia, proza towarzyszą mi od zawsze. Wraz z Miłoszem i Herbertem tworzy Różewicz wielką triadę polskiej, co ja mówię – światowej poezji drugiej połowy XX wieku.

Jak długo jeszcze każesz Wrocławiowi czekać, Szwedzka Akademio?...

Przecież wiesz, że masowo kolekcjonujemy noblistów. 

   

                    Szczęśliwy naród który ma poetę

                    I w trudach swoich nie kroczy w milczeniu.

                                   [Czesław Miłosz, Do Tadeusza Różewicza, poety]

  

sobota, 24 czerwca 2006
92. Nocna zmaza

  

                    Sen mi przynosi twoje ciało
                    sen posłuszny
                    ciebie całą składa
                    w moje ramiona

  

                    jesteś ciepła żywa
                    zdyszany miotam nasienie
                    w twoje cienie
                    odległe o całą ziemię

      

                    Twoja twarz nade mną
                    uśmiechnięta moje palce
                    na twoich włosach
                    owoc pęka wyrzucony z nocy
                    zdyszany spadam
                    zalewa mnie jawa

  

                    Dzień biały rośnie
                    i rzeczy przybywa
                    na swoje miejsca twarze
                    powracają
                    trzepoczesz we mnie jak w sieci
                    wielka biała ryba

  

                    na moich udach senne
                    bezowocne
                    nasienie
                    uspokojenie łzy

  

                    nie wstydzą się płyną

                                   [Tadeusz Różewicz]

  

środa, 14 czerwca 2006
88. Żar

  

Kiedyś nie lubiłem słońca.

Bałem się go. Uciekałem przed nim. Chroniłem się w cieniu.

Dziś wychodzę mu na spotkanie (o ile w ogóle wychodzę z domu). Pozwalam mu się dotykać. Odsłaniam się przed nim.

Ciepło obejmuje mnie całego.

Promienie muskają moją skórę.

To jedyne pieszczoty, jakie są mi znane…

  

                    Brak głód

                    nieobecność

                    ciała

                    jest opisem miłości

                    jest erotykiem współczesnym

                              [Tadeusz Różewicz]

  

niedziela, 30 kwietnia 2006
66. Plan

  

Znów marnuję czas.

Dłużej tak nie można. Trzeba się zabrać do pracy, myśleć nad doktoratem, więcej czytać, powtarzać trzy języki obce, które – choć filolog – znam fatalnie, starać się przelać na papier wrażenia z każdego dnia…

A jutro będzie to samo.

Otacza mnie przeraźliwa pustka – nic nie robię, o niczym nie myślę.

Nicość…

  

                    kiedy »nic nie robię«

                    robię NIC

                                   [Tadeusz Różewicz]

  

poniedziałek, 06 lutego 2006
36. Śmierć

  

Śmierć w rodzinie. Jutro pogrzeb. Cóż tu można powiedzieć…

  

                    Wśród wielu zajęć

                    bardzo pilnych

                    zapomniałem o tym

                    że również trzeba

                    umierać

  

                    lekkomyślny

                    zaniedbałem ten obowiązek

                    lub wypełniałem go

                    powierzchownie  

  

                    od jutra wszystko się zmieni

  

                    zacznę umierać starannie

                    mądrze optymistycznie

                    bez straty czasu

                                   [Tadeusz Różewicz, Wśród wielu zajęć].

     

A przecież nie zapomniałem.

Zabrzmi to może niewiarygodnie, ale od zawsze czułem śmierć przy sobie, widziałem ją wokół siebie. I akceptowałem. Schylałem przed nią głowę z szacunkiem. Czekałem na nią.

Dlatego nie umiem rozpaczać. Nie płaczę.

Zdaje się – nic nie czuję. I to dopiero jest straszne.

Straszne, że od lat niemal nie odwiedzałem babci, nie byłem przy niej w ostatnich dniach. Że nie czuję więzi ze swoją rodziną. A jeśli nawet z rodziną nie – to z kim?

  

niedziela, 01 stycznia 2006
22. Azyl

  

Co mnie tu ciągnie? Po co to wszystko? Dlaczego?

Co z tego mam? Na co liczę?

Przed czym tu się chronię? Od czego uciekam? Co znajduję?

  

                    będę mówił do wszystkich

                    którzy mnie nie czytają

                    nie słuchają nie znają

                    nie potrzebują

                    Oni mnie nie potrzebują

                    ale ja ich potrzebuję

                                   [Tadeusz Różewicz, Żart patetyczny]

  

1 , 2
 
Archiwum
Tagi