~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Pessoa_Fernando

piątek, 18 lipca 2008
458. Activus

  

„[182] Ideałem byłoby nie wykonywać żadnej czynności poza sztuczną czynnością fontanny − wznosić się po to, aby w tym samym miejscu spaść, lśniąc w słońcu bez żadnego pożytku, szumiąc pośród nocnej ciszy, tak żeby ktoś, kto śni, pomyślał przez sen o rzekach i lekko się uśmiechnął”.

  

To był jedyny pomysł w przeciągu tych lat ostatnich, jaki mi przychodził do głowy, powtarzał się, konkretyzował − i wciąż wydaje mi się, że to właśnie, to tylko chcę-mogę robić, że znajdę w tym choć częściowe ukojenie (i że upragnionej wolności mi to nie da − też wiem). Rozczarowanie i na tym polu oznaczać będzie moją całkowitą już kapitulację przed życiem. Na razie jednak, w do-końca-sierpniowym okresie próbnym bardzo starać się trzeba, a być może moja praca w księgarni (pierwsza praca) potrwa dłużej.

I nawet się cieszyłem z tej wiadomości roku, dopóki nie zapragnąłem podzielić się mą radością z Tobą. Natury prawo równowagi: zysk oznacza stratę, miłość przynosi ból…

  

„[182] Do niczego nie aspiruję. Życie kłuje. Źle mi tam, gdzie jestem, i tam, gdzie mógłbym być” [Fernando Pessoa, Księga niepokoju. Przeł. M. Lipszyc].

  

wtorek, 05 lutego 2008
374. Błyski I

  

Natłok myśli w nocy nie daje zasnąć i dotkliwie męczy. Kolejne obrazy, niczym burzące spokój nieba błyskawice, przeszywają mój umysł i wytrącają z równowagi. Tylko w dzień, pracując, pisząc, mogę jako tako odpocząć. Nie muszę wtedy używać wyobraźni…

„Moje oczy są ciężkie od zmyśleń” (Fernando Pessoa)…

Z koszmaru nocy zostają w pamięci ledwie okruchy, migocące w ciemności błyski…

  

Niedomówienie zakłada tajemnicę, wieloznaczność, niepewność. Nasze domysły i interpretacje nadają mu sens określony, wyzbyty wątpliwości i właśnie dlatego mylny…

  

Dlaczego zachody słońca są spektaklem, eksplozją barw, symfonią zmysłów, a wschody przychodzą niepostrzeżenie, bez wyraźnego akcentu, w bladej szarości mgieł? U ludzi jest na odwrót: krzyk narodzin, milczenie śmierci…

  

Tydzień temu kolega z roku (miałem kiedykolwiek kolegów?) mimochodem wspomniał, że spodziewają się z żoną drugiego dziecka. Nawet nie umiałem się zdziwić, choć wewnętrznie aż mną wstrząsnęło. Żona, dzieci, własna firma, praca… Jestem jak dziecko zaskoczone tym, że pójście do szkoły to koniec zabaw w piaskownicy…

  

Zastanawiam się, czy nie zrezygnować na tych łamach z posługiwania się drugą osobą gramatyczną. Myśli wyrażane bezpośrednio, w prostych słowach są przecież rozumiane na opak, jednoznacznie ukierunkowane zwroty nie trafiają do adresata wypowiedzi…

Zastanawiam się więc, ale chyba nie mam dość sił, by znieść własną kapitulację...

  

Serce mi krwawi… Ogrom banału, jaki wyrósł w kulturze wokół tego zdania, nie przesłania wcale bólu jego dosłowności…

  

Wciąż słyszę, że powinienem zaakceptować siebie takim, jaki jestem. A przecież ja siebie uwielbiam! Na śmierć…

  

W coraz cieplejszym lutym tylko srogość i okrucieństwo zawarte w nazwie miesiąca trwają niewzruszenie. A przecież chłodno, coraz chłodniej…

  

12:21, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 04 lutego 2008
373. Sunset

  

Gdy czuję, że zbliża się to najgorsze, gdy się obawiam tego, co mnie najbardziej przeraża, gdy uświadamiam sobie, że właśnie przegrywam lub coś tracę – obejmuje mnie drżenie nie do opanowania, zimne poty występują na plecach i zdaje mi się, że pogrążam się w czymś nieokreślonym, tracę kontrolę nad własnym ciałem, że tonę, czy też bardziej – że odpływam, oddalam się, znikam. Wystarczy jakiś drastyczny obraz, bym wpadł w taki stan, czyjeś spojrzenie, słowo, a czasem nawet niedopowiedzenie… Głównie jednak własne wyobrażenia, zawiedzione pragnienia, zderzone z obojętnością świata...

  

„[196] Najbardziej bolesne uczucia, najbardziej uciążliwe emocje to te, które są absurdalne – pożądanie rzeczy niemożliwych, właśnie dlatego, że są niemożliwe, tęsknota za tym, czego nigdy nie było, pragnienie tego, co mogło być, żal, że nie jest się kimś innym, niezadowolenie z istnienia świata. Wszystkie te półtony świadomości duszy tworzą w nas bolesny pejzaż, wieczny zachód słońca naszej istoty. Odczuwamy wówczas siebie jako puste pole, które pogrąża się w mroku i smutku, z sitowiem nad rzeką bez łodzi, czerniejącą połyskliwie pomiędzy oddalonymi brzegami”. 

               [Fernando Pessoa, Księga niepokoju. Przeł. M. Lipszyc]

  

21:33, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
czwartek, 10 stycznia 2008
362. Trucizna

  

Dzisiejsze nabytki (w ramach nadrabiania zaległości): M. Streeruwitz, Partygirl; Ch. Wolf, Aż do trzewi; J. Guillou, Zło; R. Harvey, Libertadores. Bohaterowie Ameryki Łacińskiej; F. Pessoa, Księga niepokoju.

Długo kartkuję tę ostatnią pozycję i mam nieodparte wrażenie, że mógłbym podpisać się pod każdym z odczytywanych tam zdań, że każde mogłoby być moim. I zaraz potem – kolejny już raz – myśl o mojej wtórności, o ukrywaniu się za słowami i tekstami innych, o nieszczerości, braku autentyzmu, o jakimś cieniu zalegającym na mojej indywidualności, który nie pozwala jej swego niepowtarzalnego tu-i-teraz-istnienia ujawnić.

A może jest na odwrót? Może to właśnie przerażony własną odmiennością wciąż usilnie staram się utożsamić z czymś, co dawałoby choć pozór jakiegoś wytłumaczenia…

  

„[38] Zazdroszczę wszystkim ludziom, bo to nie ja nimi jestem. Ze wszystkich rzeczy niemożliwych ta wydawała mi się zawsze najwspanialsza; to ona stanowiła główny powód mojej codziennej żądzy i mojej rozpaczy wszystkich smutnych godzin.

  

[93] Żyję z wrażeń, które do mnie nie należą – ja, rozrzutnik wyrzeczeń, ktoś inny ode mnie, pozostający nieodmiennie mną samym.

  

[103] Pielęgnuję nienawiść do działania jak kwiat w cieplarni. Przechwalam się przed sobą moim odszczepieństwem od życia”. 

                         [Fernando Pessoa, Księga niepokoju. Przeł. M. Lipszyc]

  

To będzie kolejna z tych ksiąg przeklętych, które mi sączą jad w duszę i bez których żyć już nie mogę…

  

Archiwum
Tagi