~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Mann_Thomas

wtorek, 22 grudnia 2009
720. Les neiges d’antan...

  

Przez dni kilka, w zimne ranki, śnieg przyjemnie chrzęści pod nogami, mróz różowi nosy, szczypie w uszy, okutuje dzieci w czapki z pomponami i na sznurku rękawiczki. Śmieszne to, a mnie się dodatkowo przypomina – zapadanie w śnieżnym puchu po kolana to najstarszy obraz w mej pamięci. Nie pisałem o tym już przed rokiem, dwoma laty? Wciąż powracam do tych dni przedszkolnych i nie mogę odżałować, że minęły, że tak różne od nich było to, co przyszło potem. Kiepskie musi być to moje bytowanie, skoro trzeba cofnąć się o lat dwadzieścia ponad, by odnaleźć w sobie ślad radości…

  

„(…) potrzeba czystej, mocnej, szczerej, niewinnej fantazji, niezachwianej i niezmąconej strachem fantazji owego szczęśliwego wieku, w którym życie oszczędza nas jeszcze, nie śmie nałożyć na nas obowiązku ani winy, gdy wolno nam widzieć, słyszeć, śmiać się, dziwić i marzyć, nie oddając światu usług… gdy niecierpliwość tych, których wszakże chcielibyśmy kochać, nie domaga się jeszcze od nas oznak ani pierwszych dowodów, że jesteśmy gotowi gorliwie spełniać owe usługi… Ach, już niezadługo, jakże ciężko i przemożnie zwali się na nas wszystko, by nas opanować, ćwiczyć, ukrócać, wyprostowywać, niszczyć”

             [Thomas Mann, Buddenbrookowie. Przeł. E. Librowiczowa].

  

Wczorajszy jeszcze wieczór rogiem prawie zjedzonego już księżyca przeszywa lodowato mi policzki, a już dzisiaj odwilż, ciapa, plucha – i wyraźnie cieplej. „Lecz gdzież są niegdysiejsze śniegi?”…

  

23:05, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 26 listopada 2005
2. Der Bajazzo

  

Czemu właściwie ten blog ma służyć? – czy jest to uzewnętrznianie swych smutków, czy tworzenie alternatywnego życia, czy lekarstwo na samotność, czy zapełnianie pustki,  czy odreagowywanie nudy... Co niby mam tu pisać? I do kogo się zwracam? Po co to „wołanie na puszczy”? I czy naprawdę chcę, by ktoś mnie usłyszał?...

Mój blog. Moje tak zwane życie...

  

Ostatecznie godnym wynikiem tego wszystkiego jest rzeczywiście tylko wstręt, którym przejmuje mnie życie – moje życie – »to wszystko« i »w ogóle«, wstręt, który mnie dławi, podrywa, wstrząsa i znów z nóg zwala i który wcześniej czy później da mi potrzebną siłę, by załatwić się z tą śmieszną i nikczemną sprawą i zabrać się stąd. Być może, że wytrzymam jeszcze ten miesiąc i następny, że przez kwartał lub pół roku będę jeść, spać i pracować w ten sam mechaniczny, uregulowany i spokojny sposób, w jaki moje zewnętrzne życie upływało tej zimy i jaki znajdował się w przerażającej sprzeczności z obrzydliwym procesem rozkładowym mego wnętrza. Czyż się nie zdaje, że wewnętrzne przeżycia człowieka są tym silniejsze i tym bardziej męczące, im swobodniej, samotniej i spokojniej z pozoru żyje? Nie ma rady: trzeba żyć; i jeśli wzbraniasz się być człowiekiem czynnym i zamkniesz się w najcichszym pustkowiu, to zmienne zdarzenia bytu będą cię wewnętrznie opadać i będziesz musiał w nich sprawdzać swój charakter, czy jesteś bohaterem, czy błaznem.

Sprawiłem sobie ten czysty zeszyt, aby opowiedzieć w nim swą »historię«, po co właściwie? Może, aby mieć w ogóle coś do roboty? Może z zamiłowania do psychologizowania i aby delektować się koniecznością tego wszystkiego? Konieczność jest tak pocieszająca! Może też, aby chwilami rozkoszować się pewnego rodzaju wyższością nad sobą samym i czymś jakby obojętnością? Gdyż obojętność, wiem, byłaby rodzajem szczęścia

                           [Thomas Mann, Pajac. Przeł. L. Staff].

  

20:07, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
Archiwum
Tagi